Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Zabawa w bohatera

Drzewołaz wylądowała na zapleczu szkoły walk Courageux. Dziesięć sekund później stała się na powrót zwykłą Edith.
- Masz coś dla mnie? - zapytał Zabb kładąc się wyczerpany na ramieniu nastolatki.
- Tak, w dojo mam zapasową paczkę chipsów - odparła Ed wychodząc z zaułka i kierując się ku głównemu wejściu. - A teraz schowaj się.
Zabb wleciał we włosy nastolatki, a ta otworzyła drzwi i skierowała się wprost do szatni dziewcząt.
Wyszła po jakiś dziesięciu minutach i udała do sali ćwiczeń. Ze zdumieniem zauważyła, że jest pierwsza. Nie przejmując się tym specjalnie, usiadła na macie i czekała. I czekała. I czekała.
Po dobrych trzydziestu minutach w końcu usłyszała krzątaninę na korytarzu i w sali ćwiczeń pojawił się trener.
- Frasinati! - zawołał na widok brązowowłosej. - Jak tu weszłaś?
- Drzwi były otwarte - odparła nastolatka, lekko wystraszona na reakcję mistrza.
- Serio? Znów musiałem nie zamknąć na noc - mruknął mężczyzna do siebie, po czym znów zwrócił się do Ed. - Ale to nie zmienia faktu, co robisz tu tak wcześnie?
- Jak to wcześnie? Byłam zaledwie dziesięć minut przed czasem, a czekam już chyba wieczność. To mistrz się spóźnił.
- Mistrz się nigdy nie spóźnia, to uczniowie przychodzą za wcześnie, a ty faktycznie przyszłaś za wcześnie. Nie dostałaś wiadomości, że przenieśliśmy dzisiejsze zajęcia o godzinę?
- Co? - zdumiałą się dziewczyna. - Nie, nie dostałam.
- Sorel miał cię poinformować. Osobiście prosił mnie o zmianę godziny i zobowiązał się dać wszystkim znać.
- No tak, Sorel - warknęła dziewczyna przez zaciśnięte zęby.
- No nic, ale skoro już przyszłaś to... Siedź dalej.
- Dzięki mistrzu - mruknęła nastolatka. Wzięła głębszy oddech i wróciła do czekania.
Jakiś czas później do dojo zaczęli wlewać się pozostali uczniowie i zajmować swoje miejsca. Jako ostatni do sali wszedł wysoki i umięśniony brunet.
Dostrzegłszy siedzącą na macie Ed, uśmiechnął się kpiąco i przysiadł obok niej.
- Jak się siedzi? - zagadał nie gasząc swego nieprzyjemnego uśmiechu.
Dziewczyna jednak milczała, dzielnie wpatrując się w ścianę naprzeciw.
- Hey, chyba nie masz mi za złe, że zapomniałem cię poinformować o przeniesieniu zajęć? - Ed nadal milczała. Jednak każdy kto znał ją tak dobrze jak Daniel, wiedział, że długo to nie potrwa. - Powinnaś być mi wdzięczna. Dzięki mnie mogłaś poćwiczyć cierpliwość i silną wolę.
- Ćwiczę ją za każdym razem, gdy powstrzymuję się od zdzielenia ci w pistaszki - warknęła w końcu szatynka. - Więc wróciłeś już ze swojej wycieczki do Japonii? - zapytała, jednak nadal nie zaszczyciła chłopaka spojrzeniem. Podczas gdy czarnowłosy cały czas na nią zerkał, ta wzrok utkwiony miała w ścianie. - I nic Cię tam nie zjadło?
- Zazdrość przez ciebie przemawia. Jeśli ładnie poprosisz kiedyś cię tam zabiorę.
- Chyba tylko po to bym mogła strącić Cię z góry fugu.
- Chyba Fudżi. Fugu to japońskie danie.
- Zwał jak zwał. Bylebyś się zabił.
- Jak zawsze miła i delikatna. Jak to jest być jedyną dziewczyną w dojo?
- Jak się czujesz z tym, że jesteś jedynym kretynem w dojo?
- Czy mi się wydaje, czy schudłaś od naszego ostatniego spotkania? A nie to tylko złudzenie optyczne.
- Ściąłeś włosy, czy ten twój żel w końcu Ci je wypalił?
- Powiedz mi lepiej, jak ci się ćwiczyło bez mojej obecności? Pewnie nikt, nie chciał ci partnerować. Kto by sobie poradził z takim derpem, poza mną.
- To był najcudowniejszy tydzień mojego życia. Nie musiałam oglądać twojej twarzy. Nie myślałeś o przeprowadzce?
- W życiu cię nie zostawię.
- Nie miałabym nic przeciw.
Dalsze docinki zostały przerwane pojawieniem się trenera. Mężczyzna, gdy tylko wyszedł ze swojego gabinetu, zagrzmiał swym tubalnym głosem.
- Frasinati! Co ja mówiłem o wiązaniu włosów podczas treningów?
- Przecież są związane.
- O serio? Nie zauważyłem. Weź zwiąż je jeszcze raz.
Ed zmrużyła zrezygnowana oczy i ponownie związała swe włosy. Nie dało to jednak większego rezultatu. Jej bujne loki, nadal żyły własnym życiem.
- Chłopaki - odezwał się ponownie sensej. - I dziewczyno, witam was na kolejnym treningu. Namaste, Ohaio, i inne takie. Podczas dzisiejszych zajęć przeprowadzimy sobie małe eliminacje do zbliżających się ogólnoparyskich zawodów karate. Każde dojo ma możliwość wystawienia jedynie trzech najlepszych zawodników, obu płci. W sumie sześciu reprezentantów. Ponieważ nasze dojo nie dysponuje trzema najlepszymi dziewczynami, musimy zadowolić się Frasinati. Gratulacje Frasinati, jesteś w reprezentacji.
- Jess - ucieszyła się szczerze Ed i zrobiła znak zwycięstwa.
Mężczyzna kontynuował.
- Reszta będzie musiała się nieźle nagimnastykować, by zasilić nasz skład. No może poza Sorelem. Bez problemu skopie wam wszystkim tyłki, ale nam trzeba trzech reprezentantów. Pozostałe miejsca też przydałoby się obsadzić. Serio, dobrze by było mieć jeszcze ze dwóch takich Sorelów. Może w końcu pokonalibyśmy Dragonusy. Przeklęte gadziny, od dwóch lat zabierają nam złoto drużynowe sprzed nosa. Ale wracając. Na czym stanąłem?
- Na eliminacjach.
- A tak, dziękuję Sorel. Więc, dziś eliminacje, ale wcześniej rozgrzewka i krótkie przygotowanie. Okej, ode mnie to wszystko. Ktoś coś? Jakieś pytania?
- Właściwie ja mam jedno - odezwał się blondyn siedzący nieco przed Sorelem unosząc delikatnie dłoń.
- Mów Anders.
- Jestem Mancini. Dlaczego niektórzy z naszych uczniów, są traktowani z większym poważaniem niż inni?
- Żadnej nieuczciwości nie możecie mi zarzucić. Wszystkich traktuję z równą wzgardą - odparł poważnie sensej. - No może poza Sorelem, on ma specjalne względy. Ale to moje złoto, a złoto trzeba polerować.
- To dlaczego Frasinati ma własną szatnię? - kontynuował blondyn.
- Bo jest dziewczyną.
- Nie wygląda.
- Ale tak twierdzi.
- Czyli jak bym ja stwierdził, że też jestem dziewczyną, to dostałbym własną szatnię?
- Uważaj bo ja stwierdzę, że jestem kangurem i nakopie ci do tyłka - odezwała się Edith.
Po sali rozeszły się ciche śmiechy.
- No ale równie dobrze mogłaby się z nami przebierać. Nie widzę przeciwwskazań.
- Niestety sanepid i zasady BHP widzą. Jeszcze co? Nie? Okej. Przechodzimy do ćwiczeń.
Uczniowie przeszli do krótkiej przebieżki, a potem tradycyjnych sparingów w swoich treningowych parach. Edith miała oczywiście to szczęście, że od ośmiu lat jej parą niezmiennie był sam Daniel Sorel.
Nastolatkowie stanęli naprzeciw siebie. Chłopak uśmiechnął się niepokojąco.
- Pięć - oznajmił wyłamując palce.
- Co pięć?
- W tylu ruchach cię dziś położę.
- No chyba nie.
Ku ogólnemu zdumieniu czarnowłosego, potrzebował znacznie więcej niż pięć ruchów by Edith wylądowała na macie.
Frasinati z uśmiechem poderwała się z podłogi i wykrzyknęła cała rozradowana.
- Ha! I co! Wygrałam! Znaczy... - dziewczyna odchrząknęła. - Nie wygrałam, ale ty się myliłeś.

Tymczasem Adrien z tacą wyładowaną camembertem i drugim śniadaniem wszedł do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Postawił półmisek na stole i ze szklanką soku w dłoni, usiadł na kanapie włączając telewizor.
- Plagg, przyniosłem ser - oznajmił nastolatek.
Jego Kwami zjawiło się w mgnieniu oka. W łapkach trzymało telefon młodego Agresta. Odłożyło urządzenie na stolik i zabrało się za ser.
- Więc - dobiegł z głośnika komórki piskliwy głos. Na ten dźwięk, Adrien drgną wystraszony oblewając się napojem. - Co z tym Marinette?
- Przepraszam Plagg, z kim ty rozmawiasz? - odezwał chłopak rozcierając plamę na koszulce.
- Poczekaj chwilę Zabb, młody coś chce - zwrócił się do słuchawki Plagg. - Czego?
- Pytałem z kim rozmawiasz z mojego telefonu.
- Z Zabbem - odparł Plagg i wrócił do konwersacji. - No poznał ją w zeszłym roku i chyba coś ze sobą kręcą. Tak mi mówi mój szósty zmysł.
- Czekaj, czy Zabb to Kwami Edith?
- Moment Zabb - Plagg znów przerwał rozmowę i zwrócił się nieco oburzony do blondyna. - Tak, Zabb jest Kwami Drzewołaz. Czy masz jeszcze jakieś durne pytania, czy mogę wrócić spokojnie do rozmowy?
- Czy wy rozmawiacie o mnie?
- Wiesz, świat nie kręci się wkoło ciebie i nie wszyscy gadają tylko na twój temat - oburzył się stworek. - Jestem Zabb.
- Cześć Zabb! - zawołał Adrien.
- Cześć Czarny Kot!
- Co tam u Edith?
- Ma trening Karate.
- Trenuje Karate?
- Tak, jakieś zawsze.
- Nie mówiła mi, że trenuje Karate.
- A ty jej, że trenujesz szermierkę - odparło Kwami Drzewołaz.
- Skąd wiesz, że trenuję szermierkę?
- Plagg mi powiedział.
- Często tak sobie gadacie?
- Odkąd Ed dała ci swój numer.
- To tłumaczy podwyższenie moich rachunków za telefon.
- Owszem, to jeden z powodów - przyznał Plagg.
- O czym sobie rozmawialiście?
- O tobie - Adrien rzucił swojemu Kwami mordercze spojrzenie, na co stworek uśmiechnął się i wzruszył ramionami. - Plagg opowiadał mi właśnie o jakimś Marinette w którym się bujasz.
- Marinette to dziewczyna i nie bujam się w niej. To moja przyjaciółka - oznajmił natychmiast blondyn.
- Phhh - prychnął Plagg. - Tak jak Edith nie kocha się w Danielu, a on w niej.
- Że co? Jaki Daniel?
- Chłopak z treningów Edith o którym ostatnio opowiadałem Plaggowi - odparł Zabb.
- Uważamy, że coś do siebie mają - oznajmił Plagg. - I to nie jest niestrawność.
- Dokładnie, Ed ciągle na niego narzeka i wyklina. Jeanne robiła to samo z Federiko, a potem wzięli ślub.
- To dziadkowie Edith - wyjaśnił Plagg. - Jeanne była poprzednią opiekunką Zabba.
- Tak właśnie. Edith strasznie ją przypomina, tylko jest...
- Bardziej derpowata - dopowiedział Plagg.
- Ładnie to ująłeś bracie.
- Czy Edith wie, że tak sobie gadacie?
- A ty wiedziałeś, że Plagg używa twojego telefonu do kontaktu ze mną?
- Nie.
- To kiepski z ciebie opiekun. Zupełnie nie kontrolujesz swojego Kwami.
- Też mu to mówię - oznajmił Plagg.
- Dobra, ja kończę Plagg. Edith chce swój telefon.
- Spoko, do usłyszenia!
Kwami rozłączyły się. Plagg w spokoju kończył ser, podczas gdy Adrien wpatrywał się w niego z oczekiwaniem.
- Czy nie uważasz, że... - zaczął po chwili.
- Nie - przerwał mu stworek i przełknął ostatni kęs sera. - Przyniósł byś więcej.
- Ser chyba musi poczekać - oznajmił nastolatek wpatrując się w telewizor. Wyświetlany na nim był właśnie plac Pigalle. Z fontanny znajdującej się na rynku wytryskała piana. Obok niej stała barwnie ubrana dziewczyna z szerokim uśmiechem na twarzy. Ciskała kolorowymi kulkami w tłum zdezorientowanych ludzi. Każdy trafiony ów kulką, wybuchał niekontrolowanym śmiechem. - Władca Ciem znów uderzył.

Edith zarzuciła lasso na roześmianą dziewczynę. Ta jednak szybko zrobiła unik i cisnęła śmiechokulką wprost w Niebieską Żabę. Na całe szczęście, bohaterce udało się jej uniknąć.
- Hahahha! Śmiej się ze mną Żabciu! - zawołała opętana przez Akumę nastolatka. - Śmiech wydłuża życie.
- Tyle, że wcale nie jesteś zabawna! - zawołała Ed, dźwigając się z ziemi.
Za złoczyńcą pojawił się Czarny Kot. Blondyn za pomocą swego kociego kija podciął jej nogi. Nastolatka upadła na ziemię, jednak prędko podniosła się i uśmiechnęła na widok Czarnego Kota.
- Witaj Kotku, fajnie że wpadłeś. Jestem Funny i rozbawię cię do łez.
- Jak już wspomniała moja przedmówczyni, nie jesteś zabawna.
- To się jeszcze okaże - mruknęła Funny i podskoczyła wysoko w górę, po czym zaczęła obracać się dookoła jak bąk i wypuszczać kolorowe kulki. Każdy trafiony kulką człowiek, wybuchał przeraźliwym śmiechem.
Czarny Kot i Drzewołaz skryli się pospiesznie w pobliskiej uliczce i obserwowali obracającą się w powietrzu dziewczynę uważnie.
- Drugi atak Akumy dziś - odezwał się Adrien oddychając ciężko. - Pracowity ten nasz Władca Ciem ostatnio.
- Ma facet dobry dzień.
- Wiesz gdzie może być Akuma?
- Jest chyba w pasie, w którym Funny ma śmiechobomby.
- Okej, więc plan jest taki...
Nim jednak Czarny Kot zdołał dokończyć swą myśl, na szczycie budynku za którym się ukrywali, pojawiła się czarno-biała postać. Postać skoczyła na obracającą się w powietrzu dziewczynę, po czym oboje runęli na ziemię.
Czarny Kot i Niebieska Żaba skrzywili się z bólu.
- Sss - mruknęła Ed. - To musiało boleć.
Superzłoczyńca i tajemniczy przybysz, przyodziany w strój wojownika, poderwali się z ziemi, i stanęli naprzeciw siebie. Czarno-biały wyciągnął zza pasa bambusową laskę i zaczął nią obracać w dłoni. Tymczasem Śmieszka sięgnęła kilka barwnych kul i z uśmiechem zaczęła nimi żonglować.
- O zobacz! - zawołała Żaba na widok orężu przybysza. - Ma taką broń jak ty.
- Nie, ja mam kocikij, a on jakąś laskę - mruknął Czarny Kot, oburzony że ktoś śmiał pomylić jego ukochany kij z jakąś tanią podróbą.
Po chwili śmiechobomby jedna po drugiej powędrowały wprost ku wojownikowi. Ten jednak zręcznie je odbił i ruszył wprost na kolorową. Rozpoczęła się między nimi walka.
- Nie uważasz, że powinniśmy mu pomóc? - odezwała się niepewnie Niebieska Żaba.
- W sumie racja. Chodź.
Para pospiesznie wybiegła zza bloku i stanęła po obu stronach nowego kompana.
- Ktoś ty? - rzucił naprędce Kot ku nowemu sojusznikowi.
- Panda - odparł tamten nie spuszczając wzroku z rywalki.
Funny uśmiechnęła się na widok nowych przeciwników.
- Mnożycie się jak króliki. Mam pomysł! Pobawmy się w złap króliczka. Ja będę wilkiem - po tych słowach wyciągnęła zza pasa gumowego kurczaka, którym zaczęła wymachiwać niczym najprawdziwszym mieczem.
- Poddaj się Czarny Kocie! - wykrzyknęła robiąc zamach i uderzając Adriena prosto w głowę.
O dziwo Czarnemu Kotu nic się nie stało. Chłopak stanął lekko zszokowany.
- Nie boli - mruknął zdezorientowany.
- Upss... - zawołała Funny z uśmiechem, gdy dostrzegła, że jej oręż nie budzi już strachu w przeciwnikach.
Czarny Kot, Drzewołaz i Panda zaczęli się niebezpiecznie zbliżać do Śmieszki. Nastolatka widząc to wyciągnęła z kieszeni balon, który prędko nadmuchała i zwinęła w kształt psa. Balonowy pies niespodziewanie ożył i rzucił się na będącego najbliżej Pandę. Ten jednak jednym ruchem swego kostura pęknął go.
Śmieszka cofnęła się kilka kroków.
- Przestań się z nimi bawić i odbierz Miraculum Czarnemu Kotu! - usłyszała w głowie głos samego Władcy Ciem.
- Tak jest Władco Ciem.
W następnej sekundzie, Funny ponownie skoczyła w powietrze.
- Nie tak prędko! - zawołała Żaba.
Nim zakumiona nastolatka znalazła się poza zasięgiem broni, zarzuciła na nią swe lasso, łapiąc ją w talli. W tej samej chwili Śmieszka zaczęła się obracać dookoła z zawrotną szybkością, sprawiając tym samym, że Drzewołaz oderwała się od ziemi i zaczęła wirować dookoła uczepiona swej liny.
- Drzewołaz puść się! - zawołał Czarny Kot. - Złapię Cię!
- Nie! Ja ją złapię! - wykrzyknął Panda.
Nim jednak bohaterowie zdążyli zdecydować, który z nich złapie Niebieską Żabę, ta puściła swe lasso i poszybowała w bliżej nieokreślonym kierunku. Nastolatkowie zdążyli tylko zarejestrować, jak znika za jakimś blokiem.
Lasso Drzewołaz spadło na ziemię, a Funny zaczęła uwalniać swych balonowych podwładnych, którzy przybierali przeróżne kształty, od węży, przez pudle i małpy po żyrafy.
Gdy po kilku sekundach cała ulica była usłana balonowymi przyjaciółmi Funny, blondynka opadła na ziemię i uśmiechnęła się szeroko.
Gumowi podwładni złocznicy, rzucili się na stojących na ulicy bohaterów skutecznie ich rozdzielając.
Funny podeszła do Czarnego Kota.
- Zostałeś sam Czarny Kocie. To jak dogadamy się? Twoje Miraculum, za święty spokój - oznajmiła jak zawsze z uśmiechem na ustach.
- Pomarz sobie.
- Hey. Nieśmieszna panienko! - wykrzyknął Panda zbliżając się do Śmieszki. Po drodze rozdeptywał napotkane balony. - Czas na ciebie.
- Nie wtrącaj się! - wykrzyknęła nastolatka i cisnęła w niego śmiechobombą.
Ten jednak zręcznie ją odbił, a kulka powędrowała wprost w Niebieską Żabę, która nadbiegła z pobliskiego zaułka.
- Jestem... - zdążyła oznajmić. Reszta jej wypowiedzi utonęła w przeraźliwym śmiechu, który wydobył się z jej ust.
- Coś ty narobił! - zawołał rozeźlony Czarny Kot i spojrzał rozgniewany na Pandę.
Biało-czarny wojownik, jednak nic sobie z tego nie robił i ruszył na Funny, by znów się z nią pojedynkować.
Adrien tymczasem podszedł prędko do Drzewołaz.
- Wstawaj - oznajmił podciągając ją za ramię do góry i stawiając na nogi.
- Nie mogę - odparła Niebieska Żaba, śmiejąc się nieprzerwanie, po czym zatoczyła się i znów wylądowała na ziemi.
Czarny Kot westchnął ciężko i rozejrzał się dookoła. Może i nie miał "Szczęśliwego Trafu", ale kto powiedział, że nie potrafi wymyślić dobrego planu akcji, mając do dyspozycji to co akurat znajdzie na ulicy.
Wtem jego spojrzenie padło na lasso Drzewołaz porzucone na środku drogi. Chłopak podbiegł do niego odtrącając na boki balonowych napastników. Podniósł z ziemi i przywiązał do niego koci kij. Następnie podrzucił swą broń i sprawił, że zaklinowała się pomiędzy dwoma sąsiednimi budynkami. Po tym wszystkim, chwycił się lasso, niczym Tarzan rozbujał na nim i wpadł wprost na Śmieszkę zwalając ją z nóg, po czym pospiesznie związał ją liną. Na koniec odebrał jej pasek w którym skrywała się Akuma.
- Hey! Ja jeszcze nie skończyłam - wydarła się rozwścieczona nastolatka, widząc że Kot zamierza sobie od tak odejść.
- Ale ja tak - oznajmił blondyn, po czym wydobył z pasa jedną z kulek i cisnął w Funny, a ta wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem.
Czarny Kot z pasem zarzuconym na ramię podszedł do Edith. Po chwili u jego boku zjawił się również Panda.
- Pomóż Pando - zażądał Agreste, biorąc Ed pod ramię.
Czarnowłosy stanął po drugiej stronie nastolatki i pomógł ją prowadzić. Cała trójka ruszyła wolno ku zaułkowi.
- Poczekamy tu, póki policja nie zgarnie Śmieszki - oznajmił Kot pomagając Drzewołaz usiąść pod ścianą.
- Po co? - zdumiał się Panda.
- W razie gdyby się uwolniła, lub coś poszło nie tak podczas jej pojmania. Zawsze jedno z nas zostaje by mieć na oku opętanego, aż do przejęcia go przez służby bezpieczeństwa.
- Nie wiedziałem. Myślałem, że rozkładacie tych cieniasów na łopatki i znikacie.
- Większość ludzi tak myśli. W rzeczywistości nasze bohaterstwo nie kończy się na obijaniu przeciwników.
- Swoją drogą - odezwał się po chwil Panda, po czym kilka sekund zmienił się w zwykłego nastolatka. U jego boku unosiło się czarno-białe Kwami. - Jestem Daniel.
Czarny Kot osłupiał na ten widok, tymczasem Niebieska Żaba niemal zakrztusiła się ze śmiechu.
- No to skoro ja zdradziłem wam swą sekretą tożsamość, teraz wasza kolej - oznajmił pewnie Daniel.
- Ale haha nikt haha cię haha o to haha nie prosił - zdołała wykrztusić Edith.
- To znaczy, że nie dowiem się kim jesteście? - zdumiał się nastolatek.
- Sorry gościu, ale sekretna tożsamość, znaczy sekretna - oznajmił Czarny Kot.
- Kurczę niezręcznie wyszło - mruknął chłopak drapiąc się po głowie. - Pomóc wam jeszcze w czymś?
- Nie, wystarczająco już zrobiłeś - odparł Czarny Kot wskazując Drzewołaz, która śmiała się niekontrolowanie. - Następnym razem, musisz też zwracać uwagę na otoczenie, a nie tylko rywala.
- W porządku.
- Skąd właściwie się wziąłeś? W sensie... Mistrz cię przysłał? Nie wspominał nic o nowym kompanie.
- Sam przyszedłem - odparł Daniel z uśmiechem. - Pomyślałem, że wam jakoś pomogę. Nie znam waszego mistrza.
- Więc jak wszedłeś w posiadanie Miraculum? - dopytywał się blondyn. Nowy bohater wydał mu się co najmniej podejrzany.
- Kupiłem na bazarze i to za całkiem okazyjną cenę - odparł chłopak.
Na tę informacje Czarny Kot ponownie zaniemówił, tymczasem Drzewołaz wybuchła jeszcze bardziej histerycznym śmiechem.
- Proszę? - wydukał w końcu Adrien. - Z tego co wiem Miraculum nie sprzedają na jarmarkach.
- Cóż to najwyraźniej sprzedawali. Staruszce u której to kupiłam, bardzo zależało żeby się go pozbyć. Poznawszy Poogo - chłopak wskazał na swoje Kwami. - Zaczynam rozumieć dlaczego.
- Spadaj szczylu. Sam jesteś wkurzającym, małym smrodem - oznajmiło Kwami i skryło się w jego kapturze.
- Czyta w myślach - wyjaśnił nastolatek i westchnął ciężko.
Kilka minut później zjawiła się policja, wsadziła Funny do furgonetki i odjechała.
- Dobra Niebieska, lecimy - oznajmił Czarny Kot pomagając przyjaciółce wstać.
Po tych słowach para jakimś cudem dostała się na dach i zniknęła z pola widzenia Daniela.

Edith i Adrien, nadal w swych superbohaterskich kostiumach, znajdowali się w kwaterze mistrza Fu. Podczas gdy staruszek ukrywał zakumowiony przedmiot w specjalnym sejfie, Czarny Kot i Drzewołaz siedzieli wygodnie na macie. Brązowowłosa przestała się już dusić ze śmiechu i rozmasowywała obolałe policzki.
- Chyba będę nieśmiertelna - mruknęła, uderzając się delikatnie w twarz i sprawdzając czy ma jeszcze czucie. - Nie boli - wyszeptała i znów się pacnęła.
- Serio? - zdumiał się Czarny Kot. - Pokaż - po czym delikatnie spoliczkował Ed.
- Nic. Zero - oznajmiła dziewczyna z przejęciem.
Para dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że mistrz przygląda się im co najmniej zmieszany. Oboje natychmiast wyprostowali się i przyjęli poważne miny.
- Widziałem, że mieliście nowego towarzysza - zaczął staruszek siadając naprzeciw bohaterów.
- Skąd mistrz wie? Mistrz jest wszechwidzącym? - zawołała Ed z ekscytacją.
- Mam telewizor Drzewołazie, widziałem. Wasze zmagania jak zawsze pokazywali w telewizji.
- Chwila - odezwał się Adrien. - To mistrz ogląda nas w telewizji?
- Oczywiście, jak cały Paryż.
- Co innego ośmieszać się przed Paryżem, a co innego, przed własnym mistrzem! - zawołał Czarny Kot z przejęciem. - Jakbym wiedział wcześniej, to starał bym się wypadać bardziej profesjonalnie. Czemu mistrz nic nie mówił?
- Zluzuj partnerze - usiłowała uspokoić go Ed. - Nie jesteśmy, aż tacy źli, no nie Fu? Powiedz coś, bo mi się towarzysz rozkleja.
Azjata zrobił głębszy wdech, by powstrzymać się od wybuchnięcia. Każda wizyta jego podopiecznych wymagała z jego strony zużycia olbrzymich pokładów cierpliwości, by nie krzyknąć i nakazać im zaprzestania zachowywania się jak dzieci, i zaczęcia traktować ich misji z powagą.
- Jestem świadom Czarny Kocie, że oboje robicie co w waszej mocy by powstrzymać Władcę Ciem. W swej historii miałem pod swą pieczą wielu bohaterów, jednak żadni nie byli tak specyficzni jak wy. Naprawdę wierzę, że się staracie.
- Widzisz! Fu jest świadomy i wierzy! Czyli nie jest tak źle - zawołała Ed, poklepując blondyna po plecach.
- Specyficzni? - zdumiał się Agreste.
- Wracając do tematu - odezwał się pospiesznie Fu. - Uważam, że mimo iż tworzycie świetny duet, nowy towarzysz może się przydać. Mimo wszystko jednak, powinniście na niego uważać. Nie wiemy kim jest i czy nie okaże się współpracownikiem Władcy Ciem...
- Och! Świetnie wiemy kim jest - przerwała mu Ed z uśmiechem.
- Chwila. Co takiego?
- Przedstawił się nam - mruknął Czarny Kot nieco zdegustowany.
- Nazywa się Daniel Sorel. Chodzę z nim na karate. Znam go dość dobrze. Nieźle walczy, ale to farfoś, choć wątpię by spoufalał się z Babcią Klozetową. Raczej nie ma aż takich znajomości.
- Babcia Klozetowa to kryptonim Władcy Ciem - wyjaśnił Adrien.
- Jako opiekun Kwami, chyba sobie jakoś poradzi. Jest dziany, a z doświadczenia wiem że Kwami dużo żrą, więc nie zbankrutuje na jedzeniu dla niego. Na frytki dla Rzekotki wydaje prawie całe...
- Dziękuję Drzewołazie, wystarczy - przerwał jej pospiesznie Azjata, nim nastolatka zdążyła się rozkręcić.
- Ten cały Sorel powiedział nam, że kupił swoje Miraculum na bazarze - odezwał się tym razem Adrien. - Czai mistrz? Na bazarze!
- Co?
- No wiem, moja reakcja była taka sama - zawołał blondyn.
- Jego Kwami nazywa się Poogo, ponoć czyta w myślach - dopowiedziała Frasinati.
Na tę wiadomość Wayzz znajdujący się na ramieniu mistrza, wybuchnął śmiechem. Cała trójka zwróciła na niego spojrzenia.
- Przepraszam - odezwało się Kwami natychmiast, powstrzymując niekontrolowany wybuch. - Ale wcale się nie dziwię, że ktoś próbował pozbyć się Poogo. Ten dzieciak nieźle wdepnął.
- Znasz tego całego Poogo? - zdumiał się Czarny Kot.
- Oczywiście, wszystkie Kwami się znają - oznajmili Fu i Ed jednocześnie.
- Okej, to było dziwne - wymamrotała Frasinati.
- Poogo to kwami Pandy, a przy tym straszna maruda i jeczydusza. Dodatkowo ma mocno cięty jezyk. Raczej nie potrafi zjednywać sobie ludzi - wyjaśnił Wayzz.
- Taki trochę Plagg na speedzie?
- Plagg przy nim to dżentelmen.
- Charakterne Kwami. Trafił swój na swego, Daniel też nie należy do najłatwiejszych w pożyciu. Bywa upierdliwy.
- A jak się spisuje jako super bohater?
- Chyba nie najgorzej... - zaczęła Ed.
Adrien jednak natychmiast jej przerwał.
- Mam co do jego kariery jako superbohatera, zastrzeżenie.
- Co jest w tej kwestii nie tak? - zdumiała się Żaba. - Z doświadczenia wiem, że nieźle walczy.
- Może i tak, ale sprawne posługiwanie się pałą to nie wszystko. Ważna jest też współpraca i działanie w zespole, a on wyraźnie ma z tym problem. Przez niego w końcu oberwałaś tą śmiechobombą.
- Oj tam, oj tam. Wpadki zdarzają się najlepszym - mruknęła dziewczyna, lekko czerwieniejąc. W pamięci wciąż miała, jak pierwszego dnia bycia Drzewołazem, niechcący obezwładniła swojego partnera. - Trzeba dać mu szansę.
- Nie wspominając już, że to matoł - kontynuował Adrien. - Już pierwszego dnia zdradził nam swoją tożsamość! Jakim trzeba być debilem, żeby zrobić coś takiego? Nawet Drzewołaz nie posunęła się do czegoś takiego.
- Fakt, to nieco go deklasuje - przyznała Ed.
- Ja do dziś nie wiem kim jest Biedronka, a znam ją już ponad rok.
- Rozumiem Czarny Kocie. O tym czy będziecie z nim współpracować, zadecydujecie sami. Ja nie będę ingerował w tej kwestii. Pamiętajcie jednak, że każdy sprzymierzeniec się liczy. Walka z Władcą Ciem, jeszcze się na dobre nie zaczęła. Każda pomocna dłoń jest na wagę złota.
- W porządku mistrzu - odparli bohaterowie zgodnie.
- Możecie już iść.
Nastolatkowie wstali z maty i udali się ku "wyjściu" czyli oknie w gabinecie mistrza.
- To widzimy się wieczorkiem. Babcia mówiła, że gramy w kanastę - rzuciła panna Frasinati na odchodne.
- Tak, do później Drzewołazie - odparł mężczyzna zmęczonym głosem.
- Ogarniasz zasady gry w kanastę? - zdumiał się Czarny Kot, idąc obok swej partnerki. Oboje szli po dachy budynku kierując się do domów.
- Jasne, to czysta matematyka.

- Pando pamiętaj o planie! - wykrzyknął Czarny Kot, atakowany przez armię postaci z kreskówek.
- Nie czas na planowanie! Pora na działanie! - zawołał czarnowłosy przepychając się ku głównemu złoczyńcy bieżącego dnia, który sam siebie zwał Kinomaniakiem. W tyle zostawił swoją drużynę, nawet się nie obejrzał czy aby nie potrzebują pomocy.
- Matoł - warknął Czarny Kot przez zaciśnięte zęby, groźnie zaciskając pieści. Kolejny dzień, kolejny złoczyńca i kolejne poszarpane nerwy Czarnego Kota. Odkąd trzy dni temu rozpoczęli współpracę z Pandą, cierpliwość blondyna każdego dnia wystawiana była na próbę.
Po rozmowie z Mistrzem Fu, Edith i Adrien ustalili wspólnie, że dadzą Pandzie jeszcze jedną szansę. Doszli do wniosku, że nowy bohater, mógłby ich odciążyć, a ich szkolnej karierze bardzo by to pomogło, choć Edith bardziej zależało na znalezieniu czasu na pisanie bloga. Dlatego też, Adrien obiecał być dla Pandy miły. Jednak im dłużej współpracował z czarno-białym wojownikiem, tym bliższy był złamania danego słowa.
- Wyluzuj partnerze. Nie jest, aż taki zły - usiłowała go uspokoić jego partnerka. - Skupmy się na naszym planie Kocie.
Dwadzieścia minut później, Drzewołaz z szerokim uśmiechem na ustach przypierała do podłogi związanego swym lassem Kinomaniaka. W dłoni trzymała zakumowaną kasetę VHS.
- Hey chłopaki! Spójrzcie! Udało się! - zawołała uradowana, rozglądając się dookoła.
Ku swemu ogólnemu zdumieniu spostrzegła, iż jej partnerzy, zamiast podziwiać jej dokonania, kłócą się w najlepsze.
Dziewczyna zapominając o związanym przeciwniku, podeszła do sprzeczającej się pary.
- Kto cię właściwie ustanowił liderem? - zawołał Panda.
- Walczę z Władcą Ciem dłużej niż ty i mam większe doświadczenie. Wiem, że ważna jest współpraca, a ty chyba nie wiesz co to znaczy!
- Na co mi wasza pomoc, skoro sam świetnie sobie radzę...
- Właśnie widziałem, jak niemal dałeś się znokautować Baba Jadze! A wcześniej byłbyś uderzył Ed-Drzewołaz znaczy! Nie traktujesz tego wszystkiego poważnie. Dla dobra naszego i własnego, przestań bawić się w bohatera, bo nie ręczę za siebie!
- Dość tego! - zawołała Edith mając po dziurki w nosie kłótni nastolatków.
- Nie wtrącaj się Drzewołaz. To sprawa między nami - warknął Adrien.
- Właśnie Żabciu, zostaw nas. To męskie sprawy.
- No chyba nie - prychnęła dziewczyna. - Obaj zachowujecie się dziecinnie. Kłócicie się w środku walki. Nawet nie zwróciliście uwagi jak zarąbiście obezwładniłam Kinomaniaka.
- Widzisz Czarny Kocie, nawet twoja dziewczyna uważa, że zachowujesz się niedojrzale.
- Mówię o was obydwojgu!
- Drzewołaz nie jest moją dziewczyną! Przyjaźnimy się.
- Beznadziejny z ciebie przypadek Czarny Kocie. Nie dziwię się, że Biedronka od ciebie uciekła.
- Przegiąłeś!
W następnej sekundzie Czarny Kot rzucił się wprost na Pandę.
- O zgon! - dobiegł Drzewołaz zza pleców, rozradowany głos Alyi.
Reporterka stała z szerokim uśmiechem nagrywając całe zajście.
- Alya! - zawołała Ed nieco zmieszana. - Emmm... Nagrałaś może moją potyczkę z Kinomaniakiem?
- Wybacz Drzewołazie, ale skupiłam się na kłótni Pandy i Czarnego Kota.
Ed westchnęła ciężko, po czym przeszła do rozdzielania bijących się chłopców.
- Proszę pomóż mi Alya! - zawołała chwytając Adriena w pasie i odpychając Daniela nogą.

Daniel leżał w swoim pokoju na łóżku, pisząc na messie ze swoim najlepszym kumplem, gdy usłyszał jak coś uderza o podłogę. Zszokowany dostrzegł leżącą na ziemi Niebieską Żabę. Na jej widok poderwał się z miejsca.
- Co tu tu robisz? - zawołał nieco zlękniony, podczas gdy Drzewołaz podniosła się z ziemi i otrzepała. - Jak mnie znalazłaś?
- Troszkę, jakbym cię śledziła - odparła nastolatka, po czym odchrząknęła i oparła się o parapet. - Wybacz, że tak bez zaproszenia włamuję się do twojego domu, ale chciałam sprawdzić czy nic ci nie jest. No wiesz Akuma i te sprawy. Twoja kłótnia z Czarnym Kotem wyglądała nieco poważnie. Przestraszyłam się, że coś może cie opętać.
- Spoko, takie rzeczy mnie nie ruszają. Poza tym nic mi nie grozi. Będąc posiadaczem Miraculum, nie mogę zostać opętanym przez Akumę.
- O, serio?
- Jasne. Poogo mi powiedział. Twój Kwami ci o tym nie wspominał?
- Jakoś nie.
- Miracula chronią nas przed mocą Kwami Motyla.
- K-kwami Motyla? - zdumiała się nastolatka. - To znaczy, że Władca Ciem też jest posiadaczem Miraculum?
- Tak, o tym Kwami też ci nie powiedziało? - zdumiał się szczerze nastolatek.
Ed pokręciła głową.
- Typowe - mruknął Poogo wylatując z abażura lampki nocnej. - Zabb jest jednym z tych Kwami, które wolą przemilczeć niewygodą prawdę. Ale nie ma się mu co dziwić, pewnie myślał, że nie jest to istotne do walki z Władcą Ciem. Nie wszyscy rozumieją, że każdy szczegół układanki ma znaczenie.
- Em... Jakiej układanki?
- By pokonać Władcę Ciem, musicie dowiedzieć się kim jest i jaką mocą włada. Myślę, że fakt iż posługuje się mocą Nooroo, może być pomocne. A teraz nakarm mnie palancie.
Ostatnie zdanie było oczywiście skierowane do Daniela.
- Tak, tak. Za chwilę.
Edith przełknęła ślinę.
- Dzięki Poogo. Jeszcze dziś pogadam z Rzekotką o tym wszystkim.
- Jak se chcesz. Gówno mnie to obchodzi - oznajmiło Kwami Pandy i wleciało między książki na biurku Sorela.
- Wybacz za niego, on tak cały czas.
- Charakterne Kwami.
- Nawet bardzo. Chcesz coś jeszcze?
- Ja... Gadałam z Czarnym Kotem. Jeśli chcesz, wciąż możesz z nami współpracować...
- Nie dzięki Żabciu. Ale chyba serio mam dość tej "zabawy w bohatera". Nie moja bajka.

Daniel Sorel

Daniel to szesnastoletni mieszkaniec Paryża o japońskich korzeniach. Podobnie jak Edith Frasinati, trenuje sztuki walk w szkole Courageux.
Dzieki swemu Kwami Poogo jest w stanie przemienić się w Pandziego Wojownika, lub po prostu Pandę. Nastolatek jednak bardzo rzadko korzysta z tej sposobności. Po raz pierwszy pojawił się w opowiadaniu Echo przeszłości.
Daniel nigdy nie miał okazji spotkać, ani Marinette, ani Adriena.

Wygląd

Daniel jest wysokim umięśnionym nastolatkiem o jasnej karnacji. Ma trójkątną twarz o delikatnych, azjatyckich rysach. Niezależnie od pogody, czy samopoczucia nastolatka, jego policzki pokryte są delikatnym rumieńcem.
Ma średniej wielkości, prosty nos i małe, lekko skośne brązowe oczy, nad którymi znajdują się dość gęste, czarne brwi. Swoje czarne, krótkie włosy, zwykle stawia do góry na żel. Przez dziewczęta ze szkoły, jest uważany w większości za przystojnego.

Ubiór

Na co dzień ubiera się dość stylowo. Mimo iż preferuje wygodny strój, stara się wyglądać zawsze bardzo modnie i elegancko, by w żaden sposób się nie zbłaźnić. Zazwyczaj zakłada ciemnofioletową bluzę z kapturem, pod którą ubiera trójkolorową bluzkę w ciemnych odcieniach. Do tego zakłada jasnobrązowe, wąskie spodnie i ciemnobrązowe, skórzane buty.
Ważnym akcesorium jest srebrny sygnet, który zakłada na mały palec prawej ręki. Jest to Miraculum Pandy, z którym wręcz się nie rozstaje.

Jako Panda

Daniel pod postacią Pandy, ma na biały strój wojownika, do którego zakłada czarne wiązane rękawice i wiązane również czarne buty. Na to ubiera czarną narzutę, która związana jest pasem w kolorze bambusa.
Ważną częścią jego stroju jest oczywiście biała maska z czarnymi łatami na oczach, oraz czarny sygnet z białym odciskiem pandziej łapki, który nastolatek nosi na małym palcu prawej ręki. Ponadto po przemianie, oczy Pandy stają się identyczne jak oczy jego Kwami, jasnopomarańczowe białka i ciemnopomarańczowe tęczówki. Jego włosy natomiast stają się nieco dłuższe i niesfornie potargane.

Charakter

Daniel jest osobą pewną siebie i bezpośrednią. Lubi być w centrum uwagi, jednak jest też dość uczciwy i nigdy nie przyjmie niezasłużonych zaszczytów. Nigdy nie zrobiłby niczego, co mogłoby go ośmieszyć w oczach innych. Czasem wykazuje oznaki próżności i zarozumialstwa. To osoba bardzo szczera, towarzyska i otwarta. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i przyjaźnie.
Woli działać niż planować i ma trudności z współpracą, jest indywidualistą. Bardzo samodzielny i zaradny, a przy tym odważny. Jest też niezwykle opiekuńczy względem najbliższych. Najlepiej objawia się to przez jego stosunek do młodszej siostry, o którą bardzo dba. Chłopak nigdy nie da sobie w kaszę dmuchać i czasem jest zbyt porywczy, i impulsywny. Z tego powodu bywa wredny i chamski, nigdy jednak względem osoby na której mu zależy. Jest lojalny względem przyjaciół. Bardzo nie lubi kłamców i być okłamywanym. Chłopak też dobrze się uczy, jednak nie jest to spowodowane jego niezwykłymi zdolnościami, bardzo dużo czasu poświęca na naukę. Jest pracowita, wytrwały i obowiązkowy.

Historia

Rodzice Daniela poznali się w Japonii, gdzie pan Sorel udał się na jedną ze swych licznych wizyt służbowych. Pani Setsuna była pracownicą hotelu, w której mężczyzna się zatrzymał. Kobieta od razu wpadła mężczyźnie w oko, a ten z powodu swej flirciarskiej natury postanowił ją uwieść. Japonka zachowywała się jednak profesjonalnie i nie uległa jego zalotom, mimo iż Darius bardzo się jej spodobał. Tuż przed powrotem pana Sorela do Paryża, wręczyła mu swój mail, by mogli być w kontakcie. Mimo iż mężczyzna nie liczył na nic poza przelotnym romansem, postawa pokojówki zrobiła na nim wrażenie i postanowił poznać ją bliżej. Para przez jakiś czas wymieniała się mailami i rozmawiała przez komunikatory internetowe. Z czasem para zakochała się w sobie, a pan Sorel zaczął regularnie odwiedzać kobietę w jej rodzinnym kraju, na co swym dużym zarobkom mógł sobie pozwolić. Po około pięciu latach znajomości, podjęli decyzje o ślubie, który odbył się w Japonii. Niedługo potem Setsuna zdecydowała się przenieść do Francji wraz z mężem. Dwa lata później 7 września, na świat przyszedł ich pierworodny syn Daniel.
Daniel już od najmłodszych lat wpajane miał japońskie tradycję i kulturę, przez jego matkę. Wspólnie z rodziną często również odwiedzał ojczyznę Setsune. Dzięki temu choć jego ziemia ojczystą jest Francja, ma on również bardzo silny związek z Japonią.
W wieku ośmiu lat Daniel zainteresował się wschodnimi sztukami walk. Chcąc je trenować, wstąpił do dojo Courageux prowadzonego przez Jean-Louis'a Frasinati. Został on przydzielony do pary z jedyna dziewczyną z dojo - Edith Frasinati, bratanicą Jean-Luis'a. Chłopak okazał się mieć duży potencjał i szybko stał się najlepszym uczniem w szkole. Mimo iż jego partnerka niespecjalnie mu dorównywała, nie chciał jej zmieniać.
Niecałe dwa lata później na świat przyszła jego młodsza siostra Aurélie.
W wieku szesnastu lat, podczas kolejnej wizyty w Japonii, nabył Miraculum pandy. Kupił je od wiekowej staruszki z bazaru po okazyjnej cenie, nie zdając sobie wtedy sprawy z tego czym ono tak naprawdę jest. Dopiero po powrocie do domu okazało się, że pierścień który nabył jest zaczarowany. Początkowo chłopak chciał oddać magiczny artefakt, jednak gdy wrócił w miejsce gdzie spotkał staruszkę, tej już dawno tam nie było. Chłopak postanowił więc mimo wszystko je zatrzymać i od tej pory się z nim nie rozstawał.
Po powrocie do Francji, widząc zmagania Niebieskiej Żaby i Czarnego Kota, postanowił do nich dołączyć jako Panda. W sumie wziął jednak udział jedynie w dwóch akcjach. Już podczas drugiej misji był bliski zaprzepaszczenia całej akcji, więc Czarny Kot i Drzewołaz delikatnie odradzili mu "zabawę w superbohatera".

Zainteresowania

  • Największym hobby czarnowłosego są sztuki walk. To jego największa pasja, a bycie najlepszym w tej dziedzinie to jeden z jego celi życiowych. Prócz brania udziału w zawodach sportowych i uczęszczania do szkoły walk, często też chodzi na pokazy prowadzone przez profesjonalnych wojowników.
  • Nastolatek uwielbia oglądać filmy. Jego ulubiony gatunek to oczywiście filmy akcji. Chłopak nie gardzi jednak komediami i horrorami.
  • Daniel interesuje się również gotowaniem. Uwielbia eksperymentować i tworzyć nowe potrawy. Nie jest najgorszym kucharzem, jednak do perfekcji mu trochę brakuje.
  • Chłopak ponadto lubi również podróżować. Nie chodzi tu jedynie o zwiedzanie obcych krajów, ale również i chyba przede wszystkim o wycieczki. Wspinanie się po górach, poznawanie nowych miejsc i kontakt z naturą. Uwielbia odkrywać nowe lądy i przezywać przygody.

Kwami

Kwami należące do Daniella nazywa się Poogo, nastolatek czasem w skrócie zwraca się do niego Po. Jest mieszkańcem Miraculum pandy, którym jest srebrny sygnet. Na co dzień Poogo przesiaduje w kapturze swego właściciela, lub jego torbie. Spędza czas na drzemkach lub czytaniu książek.
Ulubionym daniem pandziego Kwami są jabłka. Za ich pomocą, Kwami odnawia swoje siły.

Supermoce

Miraculum

Miraculum należącym do Daniela, jest srebrny sygnet. Chłopak zakłada go na małego palca prawej dłoni, gdyż z powodu dość sporej wielkości rąk, tylko tam się mieści. Podczas przemiany pierścień staje się czarny i pojawia się na niej biały odcisk pandziej łapki. Po zużyciu swej supermocy, łapka powoli znika. Daniel w posiadanie swego Miraculum wszedł, podczas wyprawy do Japonii. Kupił je po zniżkowej cenie na bazarze, od pewnej starszej pani, której bardzo zależało na sprzedaży sygnetu.

Broń

Bronią Pandy jest Kostur w kształcie laski. Wygląda jakby był zrobiony z drewna bambusowego. Podczas walki wręcz, Panda trzyma go za pasem w zmniejszonej formie. Gdy go wyciąga, rozwija się on i osiąga wtedy długość 190 centymetrów. Broń pandy mimo swych rozmiarów nie jest specjalnie ciężka, jednak bardzo wytrzymała.

Zdolności

Nastolatek pod postacią Pandziego Wojownika jest bardzo giętki i odporny na ciosy. Jest też niezwykle szybki i potrafi naprawdę wysoko skakać, jednak tylko wzwyż. Jego super zdolnością jest Pandemonium. Za jej pomocą może kontrolować energię Qi. Dzięki temu jest on w stanie uzdrowić wybraną przez siebie osobę, bądź odebrać czyjąś energię. Gdy Panda postanowi przejąć czyjeś Qi, staje się silniejszy, a jego przeciwnik słabnie, lub osoba której żywotność zostanie odebrana, staje się jego podwładny. By jego supermoc zadziałała, bohater musi dotknąć wybraną przez siebie osobę, bądź wycelować dłonią bezpośrednio w nią. Przejęcie energii nie jest długotrwałe. Gdy dochodzi do przemiany zwrotnej, osoba której Qi zostało odebrane, wraca do stanu pierwotnego. Po użyciu supermocy, Panda ma 5 minut do przemiany.

Relacje

Edith Frasinati

Relacje Daniela i Edith można określić jako skomplikowane. Znają się od siódmego roku życia i niemal od samego początku, ich stosunek względem siebie opierał się na wzajemnych docinkach i przekomarzaniach. Para poznała się w dojo Courageux, podczas pierwszego dnia zajęć. Sensej ustanowił ich parą w której mieli ćwiczyć. Mimo, że Daniel szybo przewyższył Edith pod względem umiejętności walki, nie chciał zmieniać partnera. Pomimo tego, że ciągle się droczą i dokuczają sobie, są w stanie służyć sobie wzajemnie pomocą. Co roku też sprawiają sobie dość nietypowe prezenty urodzinowe. Każdy podarek ma jakieś ukryte przesłanie. Na przykład pusta torba którą Sorel wręczył kiedyś Ed, symbolizować miała stan umysłu nastolatki. Natomiast kamień z Sekwany wręczony Danielowi przez dziewczynę, był subtelnym życzeniem, by skończył na dnie rzeki.
Ich dość nietypowa znajomość, nie opiera się jednak tylko na obrażaniu się na wzajem. Para potrafi ze sobą normalnie rozmawiać i spędzać miło czas, jednak rzadko to robią. Edith nazywa Daniela farfosiem, choć nigdy nie wytłumaczyła co to znaczy. Chłopak jest dla niej dość dobrym kolegom, niemal przyjacielem. Dziewczyna mimo iż uważa go za nieco pyszałkowatego i wrednego, dobrze wie, że jest dobrą osobą i można mu zaufać. Jest wobec niego zawsze bardzo szczera i bezpośrednia. Oboje są w stanie całkiem nieźle współpracować. Frasinati jest gotowa również w pełni wesprzeć swojego towarzysza, gdy wymaga tego sytuacja.
Daniel uważa Edith za coś między przyjaciółkę, a niezłą kumpelę. Jest to jedyna dziewczyna z którą może na luzie pogadać i być przy niej bardziej sobą, a nie kozaczyć, jak określa to Frasinati. Chłopak lubi jej dokuczać, ale nigdy nie zrobiłby czegoś co miałoby ją skrzywdzić. Wie gdzie są granice dobrego smaku i nie przekracza ich. Nastolatek darzy Edith dużym zaufaniem i lubi się jej czasem pozwierzać. Jest pierwszą osobą, z która kontaktuje się, gdy potrzebuje pomocy.

Czarny Kot

Daniel uważa Czarnego Kota za dobrego bohatera i nawet go podziwia. Podczas misji jednak nie słucha go i działa na własną rękę. Czarny Kot niemal od samego początku nie przepadał za Pandą. Uważał go za debila. Denerwowała go jego zbyt duża pewność siebie i brak umiejętności działania w zespole. Nie chciał z nim współpracować, jednak za drobną namową Drzewołaz, zgodził się dać mu szansę. Sorel jednak nawalił podczas misji, co doprowadziło między nimi do dość ostrej kłótni.

Poogo

Daniel jest opiekunem Po. Został przez niego zakupiony na japońskim bazarze. Początkowo ich relacje były bardzo napięte. Daniel uważał swego Kwami za bardzo wulgarnego i wścibskiego. Ogromnie nie podobał mu się fakt, że zagląda do jego głowy. Podobnie Poogo, nie lubił Daniela z powodu tego co o nim myślał i faktu, że nie powiedział mu tego wprost. Z czasem jednak oboje się do siebie przekonali. Daniel zaczął otwarcie mówić co myśli, a Po okazał się być bardzo pomocny. Kwami dość często pomaga Danielowi na sprawdzianach, zwłaszcza z historii. Poznaje on również myśli znajomych Sorela, po czym informuje o wszystkim swojego kolegę.
Oboje często ze sobą rozmawiają. Daniel daje pandziemu Kwami bardzo dużą swobodę i pozwala na wiele rzeczy. Po dzięki swym umiejętnością wie wszystko o Sorelu, nastolatek natomiast ciągle dowiaduje się czegoś nowego o Poogo.

Dodatkowe informacje

  • Boi się publicznego ośmieszenia i burzy.
  • Zna język japoński.
  • Codziennie ćwiczy, bardzo dba o formę.
  • Zdrowo się odżywia.

Echo przeszłości

Edith z torbą zarzuconą na ramię wracała właśnie z kolejnego treningu Karate. Na jej twarzy można było dostrzec co najmniej zbulwersowanie. Daniel po raz kolejny dał jej w kość. Nie dość, że pokonał ją w walce, to jeszcze w docinkach dziś prowadził.
- Co tam Żabciu? - odezwał się Zabb wylatując z jej włosów i zajmując miejsce na ramieniu nastolatki. - Znów twoja lepsza połówka, udowodniła swoją lepszość?
- Nie jest ani połówką, ani lepszą. Jest okropnym snopkiem, który ma za dużo w... - myśl dziewczyny została jednak przerwana, przez głos dobiegający zza jej pleców.
Zabb natychmiast skrył się w jej włosach.
- Widzę, że o mnie rozmyślasz.
Nastolatka nie odpowiedziała, jedynie zacisnęła pięści z wściekłości i nieco przyspieszyła kroku. Chłopak który wypowiedział ów zdanie, szybko jednak zrównał się z nią.
- Mówiłem, żebyś na mnie poczekała. Mam coś dla ciebie.
- Najlepszym podarkiem byłoby, gdybyś dał mi w końcu spokój.
- No aż taki hojny nie jestem - oznajmił Daniel i chwycił dziewczynę za ramię zatrzymując ją.
Edith pospiesznie wyrwała się z jego uścisku, jednak przystanęła.
- Co chcesz?
- Wiesz, niedawno były twoje urodziny...
- Niedawno? To było pół roku temu.
- No mówię, niedawno, w tym roku. Trochę mi się zapomniało. W każdym razie mam z tej okazji dla ciebie drobny prezent - chłopak wyciągnął z tornistra niewielką paczuszkę i wręczył Frasinati. Dziewczyna przyjęła ją ostrożnie i uważnie się jej przyjrzała. Dobrze wiedziała, że na podarki daniela lepiej uważać, nigdy nic nie wiadomo co może być w środku. Ed doszła w końcu do wniosku, że podarek nie stanowi potencjalnego zagrożenia i powoli otworzyła wieczko pudełka. Na dnie kartoniku znajdowały się kawałki papieru.
- Czy to są...
- Kupony do każdego fastfooda w mieście - oznajmił chłopak z uśmiechem. - Na ostatnim treningu, kładąc cię na glebę, zauważyłem że trochę schudłaś. Pomyślałem więc, że ci się przydadzą. No wiesz, żebyś mogła zwiększyć masę.
Edith z uchylą buzią wpatrywała się zdumiona w nastolatka. Prezent naprawdę się jej spodobał, w końcu kochała jeść.
- Jej, to najmilsza rzecz jaką od ciebie usłyszałam, a ten prezent bije zeszłoroczną pustą torbę na głowę. Dzięki.
- Spoko. Chciałem się odwdzięczyć za ten kamień z Sekwany.
- Nie ma sprawy.
- Dobra będę leciał, mam randkę z Pam. Do następnego - oznajmił i potargał Edith po bujnych włosach.
- Pa - mruknęła nastolatka, mrużąc oczy z niezadowolenia, że ten znów niszczy jej fryzurę.
Daniel odwrócił się i ruszył w kierunku pobliskiej pizzeri.
Dziewczyna stała jeszcze chwilę, przeglądając otrzymane kupony.
Zabb ostrożnie wystawił łebek i rozejrzał się dookoła. Nie dostrzegłszy nigdzie żywej duszy, ponownie wyfrunął z kryjówki i usiadł na ramieniu Ed.
- Jest coś na frytki? - przeszedł do rzeczy stworek.
- Jest ich jakieś trzy tuziny. Na same frytki naliczyłam sześć. Rzekotka, najemy się!
Oczy Zabba powiększyły się do rozmiarów spodków. Gdyby nie fakt, że nie miał w zwyczaju płakać, zapewne uroniłby w tej chwili łzę szczęścia.
- Może od razu pójdziemy kilka zrealizować... - zaczął stworek, coś jednak odwróciło jego uwagę od kuponów.
Kwami wzbiło się w powietrze i niczym zahipnotyzowane poleciało w kierunku pobliskiego zaułka.
- Rzekotka! Dokąd to! - zawołała Frasinati i pospiesznie ruszyła za towarzyszem, który zdążył już zniknąć jej z oczu.
Gdy dziewczyna weszła w uliczkę dostrzegła najdziwniejszą scenę jaką w życiu miała okazję oglądać.
Ponad tuzin kotów siedzących w równym rządku wpatrywało się w przechadzającego się przed nimi dachowca, na którego grzbiecie siedziało małe, szare coś.
Edith szybko rozpoznała w ów cośu Kwami. Kwami trzymało w drobnych łapkach wykałaczkę i obecnie zajęte było głoszeniem przemowy.
- Jestem z was dumna towarzysze! - mówiło Kwami. - Pokazaliśmy dziś swą potęgę i udowodniliśmy do kogo należy ten zaułek. Stawiliśmy czoła lękom i zwyciężyliśmy! Wiwat Kocia Rasta!
W odpowiedzi zgromadzone koty zaczęły głośno miauczeć, co miało być chyba głosem uznania.
- Odda? - odezwał się Zabb po chwili.
Na dźwięk jego głosu, kocia armia rozproszyła się na wszystkie strony, a dzielne, szare Kwami zostało same.
Kwami nazwane przez Zabba Oddą, zdumione spojrzało na przybyszy, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że ktoś obcy zjawił się w zaułku.
Na widok niebieskiego stworka, Odda z wrażenia wypuściła wykałaczkę, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Kwami pospiesznie podleciało do Zabba i uściskało go.
- Zabb! Mój orsziku! - wykrzyknęła uradowana. - Wieki cię nie widziałam!
Wypuściwszy przyjaciela z objęć zakręciła się z radości w kółko, po czym wpatrzyła z uwielbieniem w Zabba.
- Rzekotka kim jest twoja koleżanka? - odezwała się Ed.
Odda spojrzała na Frasinati.
- Cześć jestem Odda! - zawołała natychmiast i podleciała bliżej brązowowłosej. - Sowie Kwami.
- Cześć, Edith jestem.
- Jesteś strażniczką Zabba! - zawołała uradowana Odda. - Miło cię poznać.
- A gdzie twoja strażniczka? - wtrącił się Zabb podlatując do Oddy.
- Kiedy ostatnio ją widziałam, szła do szkoły. Pewnie już z niej wraca. Ale opowiadaj Zabb co u ciebie?! Słyszałam o wyczynach Drzewołaz! Nieźle się spisujecie. Tworzycie z czarnym Kotem całkiem zgrany duet!
- Nie zmieniaj tematu! Nie powinnaś sama chodzić po mieście! - oburzył się Zabb.
- Oj daj spokój. Niby co miałoby się mi stać?
- Przepraszam, że się wtrącę, ale może obgadamy to w domu? Bo wiecie, jesteśmy w sumie na ulicy, jeszcze zlecą się jacyś ludzie i będą zadawać kłopotliwe pytania typu, "Co to za latające myszy". Odda wpadniesz do nas w gości?
- Dobry pomysł! Ruszajmy! Ku przygodzie! - zawołało Kwami sowy i jako pierwsze wyleciało z alejki. Dopiero po chwili wróciło, uświadomiwszy sobie, że nie wie dokąd iść. - Może jednak ty prowadź Edith - oznajmiło.

Dziesięć minut później, cała trójka znajdowała się w pokoju Edith. Nastolatka siedziała na swoim łóżku, naprzeciw którego ustawiony był fotel. Na oparciu ów fotelu siedziała wygodnie Odda. Zabb tym czasem, nieco naburmuszony, zajmował miejsce na ramieniu Ed.
- Więc od jak dawna się znacie? - odezwała się Ed.
- Od zawsze! - zawołała Odda.
- I... Lubicie się?
- Jasne!
- Swoją drogą czy wszystkie Kwami się znają?
- Z grubsza tak - przyznał Zabb.
- Odda może jesteś głodna? Chciałabyś coś zjeść?
- W sumie z chęcią! Może jakąś kanapkę?
- Okej to ja...
- Ja przygotuję - odezwał się Zabb zrywając się z ramienia Edith i lecąc w kierunku kuchni.
- Mama nie pozwala ci wchodzić do kuchni! - zawołała za nim dziewczyna.
- Blanca nawet nie zauważy, że tam byłem - odparł stworek i zniknął za drzwiami.
Ed westchnęła ciężko, podejrzewała jak skończy się wizyta Zabba w kuchni, jednak dobrze wiedziała, że jej Kwami trudno jest odwieść od jakiegokolwiek pomysłu.
- Więc Odda... Co robiłaś właściwie w tym zaułku zupełnie sama? I dlaczego ujeżdżałaś kota?
- Gdy dziś rano razem z moja opiekunką byliśmy w drodze do szkoły, wyglądając z jej torby dostrzegłam Bycusia. Bycuś to mój koci kumpel. Wyleciałam więc z kryjówki, żeby się z nim przywitać, ale od słowa do słowa, zgodziłam się pomóc mu w odbiciu jego rewirów. Pomyślałam, że to dobra okazja do przeżycia jakiejś ciekawej przygody! Kiedy zjawiliście się w alejce, świętowaliśmy właśnie zwycięstwo nad złowrogim kocim klanem - odparła Odda.
- Lubisz przeżywać przygody?
- O tak! I to bardzo. Brakuje mi starych czasów. Gdy Kwami nie tylko spały i jadły! Gdy się coś działo.
- To były takie czasy? - zdumiała się Ed pogryzając Zabbowe chipsy, które wyciągnęła z plecaka.
- O tak! Oczywiście! Kwami nie zawsze były leniwymi mieszkańcami ludzkich akcesoriów. W przeszłości żyliśmy pełnią życia. Przeżywaliśmy przygody, mieliśmy emocje, ale wojna wszystko zmieniła.
- Jaka wojna?
- Wielka Wojna Kwami. Zabb ci o niej nie mówił?
- Nawet słówkiem nie wspomniał! Opowiadaj. Chcę wiedzieć wszystko.
- To było jakieś może pięć tysięcy lat temu. Kto by tam liczył. Ale świat wyglądał zupełnie inaczej. Planetę porastały olbrzymie lasy i łąki, woda w stawach i morzach była przejrzysta, a ludzie i zwierzęta byli rzadkością. No i najważniejsze, świat wypełniała magia. Na Ziemi dominowały Kwami. Potężne magiczne istoty, obdarzone niezwykłą mocą. Każde Kwami było inne, niepowtarzalne i nie było dwóch takich samych o identycznych zdolnościach. Dwa z nich Chaosu i Ładu, były potężniejsze od każdego ze swych braci, wspólnie były zdolne do wszystkiego, nawet do zmiany historii. I w pewnym momencie właśnie do tego doprowadziły. Kwami Chaosu widząc jak bardzo jego bracia gardzą innymi istnieniami, postanowiło się za nimi opowiedzieć. Ład nie obchodziło nic poza porządkiem i spokojem, więc nie interesowało je co dzieje się z resztą istnień, póki Kwami były szczęśliwe. Dlatego, gdy Chaos postanowił poprawić sytuację Innych, sprzeciwiło mu się i zabroniło interweniować. Bało się, że może to zagrozić harmonii. Chaos jednak nie obchodziła harmonia, pragnął jedynie by każdy był traktowany na równi, nieważne czy Kwami czy nie. Od tego się właśnie zaczęło. Każda ze stron zyskała licznych zwolenników. Jedni pragnęli, pokoju inni równości. Niestety, o obie te rzeczy zmuszeni byliśmy zawalczyć. Wybuchła wojna. Po jednej stronie zwolennicy Tikki, po drugiej Plagga.
- Chwila! - zawołał Ed przerywając opowieść Oddy. - Czy przypadkiem Plagg nie jest Kwami Czarnego Kota?
- Tak, jak najbardziej. A Tikki to Kwami Biedronki.
- Czyli, że oni byli wrogami?
- Wróg to za duże słowo. Po prostu znaleźli się po przeciwnych stronach barykady. Plagg chciał równości. Tikki nie interesowało nic poza pokojem i chciała go zapewnić za wszelką cenę, nawet jeśli oznaczało to wojnę.
- Ale przecież, jedno w tym przypadku wyklucza drugie.
- Owszem, ale jeśli czegoś się naprawdę pragnie, czasem zapomina się o własnych ideałach, by to osiągnąć. Wojna trwała dziesiątki lat. Obie strony były równe sobie i żadna nie mogła pokonać przeciwnej.
- Więc jak się to skończyło? Która strona zwyciężyła?
- Gdy ludzie i zwierzęta zorientowali się, że to o nich toczy się bój, przyłączyli się do oddziałów Plagga. Walki były krwawe i zaciekłe. Straty były ogromne po obu stronach. W końcu jednak zarówno Plagg jak i Tikki przejrzeli na oczy. Dostrzegli zniszczenia, zrozumieli, że wojna do niczego nie prowadzi. Prędzej wybiją się nawzajem, niż rozwiążą swój problem. Chciały zakończyć zmagania, ale było za późno by pogodzić zwaśnione strony. Zbyt wiele się wydarzyło, zbyt wiele ran odniesiono. Tikki i Plagg postanowili więc zapobiec dalszemu rozlewowi krwi, w tym celu połączyli swe moce i sprawili, że każde Kwami stało się tym kim jest teraz. Małym, bezwolnym stworzonkiem, uwiązanym do przedmiotu. Bo wiesz, nie wyglądaliśmy tak całe swe istnienie. Kiedyś byliśmy podobni do ludzi.
- Ty też brałaś udział w tej wojnie?
- Oczywiście! Każde Kwami brało.
- Nawet Zabb?
- Jak najbardziej! Mało tego, Zabb był prawą ręką Plagga! Nie raz uratował mi życie.
- Ten cykor?
- Może teraz jest lękliwy, ale pamiętam go jak dzielnie dowodził armią Kwami. Wiesz wojna go tak zmieniła, widział śmierć, czuł ból i doznał strat.
- Jejku, nie miałam pojęcia.
- Każde z nas się zmieniło. Nie wszyscy na lepsze. Plagg był o wiele bardziej odpowiedzialny, martwił się o innych. Kochał. Niestety wojna zabrała mu jego miłość. - Odda zamilkła na chwilę. Po jakimś czasie westchnęła ciężko i kontynuowała. - Nazywała się Melly. Tikki odebrała jej życie podstępem. Miała nadzieję, że to złamie Plagga i ten się podda, ale tak się nie stało. Walczył do samego końca. Dopiero po wszystkim, odczuł jej stratę. Zdał sobie sprawę, że spędzi wieczność bez niej.
- Wieczność to długo.
- Bardzo.
- Ale czegoś nie rozumiem. Skoro Kwami są, aż tak potężne, to po co im strażnicy?
- Strażnicy Kwami nie mają za zadanie chronić Kwami przed światem, tylko świat przed Kwami. Bo widzisz, po tym jak Tikki i Plagg zmienili nas w... No "wróżki". Zlecili ludziom, jako najinteligentniejszym istotom zaraz po Kwami, by zajęli się nami, aby podobna sytuacja się nie powtórzyła. Woleli, by ktoś inny sprawował nad nimi kontrolę. Miracula nie są domem Kwami, to ich więzienie. Mało kto o tym pamięta.
- O mamusiu! Dlaczego nikt wcześniej mi o tym nie powiedział?
- Historia się zaciera. Wielu po prostu nie chce tego pamiętać. Czasów naszej świetności i tego, jak doprowadziliśmy do własnego upadku.
- No tak, ale to zbyt wielka rzecz by o niej zapomnieć! Nie można zatracać historii.
- Nie myśl, że Kwami zapomniały. Mamy świetną pamięć. Po prostu nie rozpamiętujemy, nie wracamy do przeszłości idziemy naprzód. No... nie wszyscy.
- Co masz na myśli?
- Niektórym nie podobają się ich więzienia i pragną wolności. Słyszałam, że są Kwami którym udało się wyzwolić ze swych Miraculów i usiłują odzyskać dawną formę.
- I co się z nimi dzieje?
- Nie wiemy. Nie mamy z nimi kontaktu.
Odda zdawała się chcieć powiedzieć coś jeszcze, jednak w tym samym momencie do pokoju, z tacą wypełnioną kanapkami wleciał Zabb.
- Nie byłem pewny z czym chcesz, więc zrobiłem ze wszystkim - oznajmił stawiając półmisek na fotelu.
Odda natychmiast do niego podleciała.
- Czy to baleron? - zapytała wskazując na jedną z kanapek.
- Nie, mortadela.
- Nie jem mortadeli.
- Nie było baleronu.
- To dobrze, jego też nie jem - oznajmiło Kwami sowy i zabrało się za kanapkę obok.
Zabb usiadł zmęczony na łóżku Ed, obok swej paczki chipsów i wpatrzył się w Oddę pałaszującą kanapki. Jego minka wyraźnie wskazywała, że się nad czymś zastanawia.
Tymczasem Ed z uśmieszkiem spoglądała to na swe Kwami, to na Kwami sowy. Po raz pierwszy widziała, żeby Rzekotka był dla kogoś tak miły. Sam przygotował posiłek i nawet go przyniósł. Nie marudził, że musi poświęcić cenne sekundy swojego życia na napełnianie brzucha kogoś innego niż on sam.
Edith do dziś pamiętała, jak gdy poprosiła go o jabłko, walnął jej gadkę uświadamiającą o tym, że to ona powinna karmić jego, a nie na odwrót. Stworek wtedy tak się rozgadał, że nastolatka zdążyła zjeść ów jabłko, nim ten skończył przynudzać.
Brązowowłosa dobrze wiedziała, co możne oznaczać takie nastawienie w stosunku do innego Kwami. No i jeszcze ta wzmianka Oddy "Nie raz uratował mi życie". Frasinati mogła postawić swe bujne loki, że Zabb co najmniej lubi Oddę.
- Jak zjesz, Drzewołaz odstawi cię do domu - wypalił w końcu Zabb.
- Dzięki, sama trafię - odparła Odda z buzią wypełnioną chlebem.
- Nie puszczę cię samej. Znów wpadniesz w kłopoty.
- Ooo - zawołała Odda i położyła swe łapki na policzkach, po czym podleciała do przyjaciela. - Czyżby sam orszik Zabb się o mnie martwił?
- Już dawno nie orszik i nie martwię się, tylko dbam o bezpieczeństwo mieszkańców ulic Paryża.
Odda zachichotała i zakręciła się w kółko.
- A może pójdziesz ze mną? Zwiedzimy miasto, przeżyjemy przygodę!
- Przygody z tobą zwykle kończą się kłopotami - mruknął Zabb zakładając łapki na piersi i mrużąc oczy.
Odda podleciała jeszcze bliżej niego, tak że ich główki niemal się stykały.
- Ale ty przecież kochasz wpadać ze mną w kłopoty - niemal wyszeptała z uśmiechem.
Między Kwami zapadła cisza, oba z w skupieniu wpatrywały się sobie w oczy.
Milczenie przerwał odgłos zachwytu Ed.
- Oooo.
Zarówno Zabb jak i Odda spojrzeli na nastolatkę. Podczas gdy Sowa nadal promiennie się uśmiechała, Drzewołaz wydawał się być zły.
- Co? - warknął rozeźlony.
- Ale ja was shipam.
Odda znów zachichotała i znów zakręciła się w kółko, podczas gdy niebieski stworek jedynie prychnął zdegustowany.
- Mój orsziku - westchnęła Odda, po czym zwróciła się cicho do Ed. - Wybacz mu, nigdy nie był specjalnie wylewny.
- Dobrze wiedzieć, choć to się w nim nie zmieniło. A tak właściwie, co to znaczy orszik i po jakiemu to?
- Po naszemu! W sensie w języku Kwami. To coś jak wasz generał. Taki naczelny dowódca wojsk, pod którym się służy.
- To Kwami mają własny język?
- Ależ oczywiście! To że umiemy porozumiewać się ludzką mową, nie znaczy, że nie mamy własnych sposobów komunikacji i języka. Naprawdę musisz dowiedzieć się więcej o Kwami, bo twa niewiedza jest straszna.
- Zapodaj jeszcze jakieś słówko w języku Kwami - zawołała Ed z ekscytacją.
- Gaomo to na przykład oznacza tak jakby króla, kogoś za kim się podąża. Główny władca. Gameo moim i Zabba był właśnie Plagg. Samananae czyli dom. Ituta to pokój, moharo wojna. A kamasee to wybranek serca - tu Kwami spojrzało znacząco na Zabba.
- Chyba powinnaś już wracać! - zawołał natychmiast stworek i poderwał się z łóżka. - Twoja strażniczka, pewnie się niepokoi.
- Och! Tak, masz rację - przyznała Odda nieco poważniejąc. - Pewnie zdążyła zauważyć, że się wyrwałam.
- Odstawimy cię do domu - oznajmił Zabb.
- Kiedy mogę sama...
- Powiedziałem, że nie - wzburzył się poważnie stworek.
- Dobra - mruknęła Odda z rezygnacją. - Niech ci będzie mój orsziku.
- Edith, na co czekasz? Przemień się.
Ed widząc po raz pierwszy takie zawzięcie na twarzyczce przyjaciela, bez zwłoki zawołała "Zabb skaczmy" i już po chwili stała na środku swego pokoju pod postacią Drzewołaz.
- Okej - odezwała się bohaterka. - Wleć mi we włosy, tam będziesz bezpieczna, ale wcześniej powiedz gdzie tak właściwie mieszkasz.

Drzewołaz zatrzymała się na dachu wieżowca, po czym zeszła po ścianie kilka pieter w dół. - To tutaj? - zawróciła się do Oddy.
Kwami wyleciało z jej włosów i zajrzało przez okno do pokoju. Na łóżku siedziała różowowłosa nastolatka, wydawała się być bardzo zmartwiona.
- Tak! - zawołała Odda i zakręciła się dookoła. - To Alix!
- Wygląda na zasmuconą, lepiej zainterweniujmy nim Władca Ciem się nią zainteresuje.
Edith zapukała w okno. Słysząc bębnienie w szybę, Alix poderwała się na równe nogi lekko wystraszona i spojrzała w kierunku, z którego dobiegł hałas. Edith pomachała do niej z przyjaznym uśmiechem na twarzy. Różowowłosa wyraźnie zdumiona podeszła do okna i otworzyła je.
- Cześć Alix. Przyprowadziłam Ci twoją zgubę - oznajmiła Drzewołaz, gramoląc się przez otwór do środka.
- Alix! - zawołała Odda i rzuciła się w objęcia właścicielki.
- Odda! - ucieszyła się nastolatka przytulając stworzonko. - Gdzieś ty się podziewała?
- A tu i tam. Dowodziłam kocią mafią!
- Znów? Proszę nie znikaj tak więcej!
Tymczasem Drzewołaz rozglądała się po pokoju. W pomieszczeniu panował jako taki porządek, jedynie na biurku walały się książki i notatki z lekcji. W otwartej szafie można było dostrzec niewielki rozgarbiasz, a w rogu pokoju znajdowały się bardzo nowoczesne rolki. Ściany były pomalowane na jasny odcień fioletu, kolor jednak ginął pod licznymi plakatami zespołów rockowych, skeytów i super bohaterów, czyli Biedronki i Czarnego Kota.
- Wielkie dzięki za odstawienie jej do domu - zwróciła się do bohaterki panna Kubdel, przerywając jej "rewizję" pokoju.
- Nie ma sprawy - odparła Drzewołaz spoglądając na Alix i uśmiechając się promiennie. - Jestem by ratować z opresji, nie ważne czy Człowiek czy Kwami. A Odda jest naprawdę świetna.
- Wiem, jest odjazdowa - przyznała Alix.
- Ale następnym razem lepiej jej pilnuj, Rzekotka bardo by się pogniewał, gdyby coś się jej stało.
- Jasne, to się więcej nie powtórzy - oznajmiła Alix uśmiechając się promiennie.
Powrót jej przyjaciółki, jak i wizyta samej Drzewołaz, strasznie poprawiły jej dzisiejszy humor, który Kim tak dzielnie chciał zepsuć.
- To będę się już zbierać - odezwała się po chwili Niebieska Żaba, przerywając niezręczną ciszę.
- Zanim pójdziesz - zatrzymała ją pospiesznie Alix. - Moglibyśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie? Ludzie nie uwierzą jak im powiem, że Niebieska Żaba była w moim pokoju!
- Drzewołaz. Jasne, czemu nie - odparła nastolatka z szerokim uśmiechem.
Alix wyciągnęła komórkę i stanęła obok bohaterki. Kilka zdjęć później, Ed była w drodze do domu.

Edith siedziała w swoim pokoju wgapiając się zamyślona w ścianę. Po powrocie od Alix, zmuszona była wysprzątać kuchnie, gdyż okazało się iż jej Kwami znów nieco w niej nabałaganiło podczas robienia kanapek dla swej lubej.
Obecnie odprężała się wykonując jedną ze swych ulubionych czynności "nic". Zabb tymczasem przejął jej laptopa i skakał po internetach jak rasowa żaba. To obejrzał jakiś zabawny filmik, to skomentował jakiś post.
W końcu panującą w pokoju monotonię przerwało donośne pytanie.
- Rzekotka naucz mnie języka Kwami - no może nie do końca pytanie.
- Nie - odparł Zabb bez namysłu, nie odrywając wzroku od kota grającego na pianinie.
- Dlaczego?
- Bo nie jestem od tego. Poza tym, ty nawet nie lubisz uczyć się języków obcych.
- Ale możesz być, a na nauce języka Kwami bardzo mi zależy!
- Na co ci nauka języka Kwami?
- Wiesz, nie tylko waszego języka chciałabym się nauczyć, historii i kultury też!
- Ale na co ci to? - dopytywało się Kwami, pisząc pod filmikiem komentarz "lol XD". - Wcześniej jakoś specjalnie cię to nie interesowało.
- Bo nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje! - zawołała Frasinati gwałtownie gestykulując rękami. - Poza tym Odda ma rację, jako strażniczka Kwami powinnam o nich wiedzieć jak najwięcej, by jak najlepiej móc się tobą opiekować. W końcu spędzisz ze mną, jakąś resztę mojego życia.
- Dość dobry argument, ale moja odpowiedź nadal brzmi nie.
- Dlaczego?
Zabb zaprzestał wykonywanej właśnie czynności, zastanawiając się jaką by tu wymówkę wymyślić.
- Bo mi się nie chce - odparł po chwili prosto z mostu i wrócił do wyszukiwania śmiesznych filmików.
- Och, czyli mam powiedzieć Oddzie, że jej kamasee jest zbyt leniwy, by uświadomić niezorientowaną nastolatkę na temat swego gatunku? Może i nie wiem o niej za wiele, ale na tyle na ile ją znam, z całą stanowczością mogę stwierdzić, że chyba się jej to nie spodoba. Już sama jej reakcja na wieść, że nie powiedziałeś mi nic o Wielkiej Wojnie Kwami, wskazywała że nie chce by przeszłość jej gatunku była zapomniana.
Zabb zamarł. Choć jego oczka wpatrzone były w monitor komputera, wcale go nie dostrzegał.
- Opowiadała ci o wojnie - wyszeptał lekko zlękniony.
- Pobieżnie - przyznała Ed.
- Pewnie masz nas teraz za jakiś barbarzyńców, albo szaleńców. Nienawidzisz nas?
- Żartujesz? W końcu nabieracie w moich oczach człowieczeństwa, że tak się wysłowię! Opowieść Oddy wiele mi uświadomiła.
- Niby co? - zdumiało się Kwami i w końcu spojrzało na Ed swymi czarnymi oczkami.
- Że nie ma istot jednoznacznie dobrych bądź złych. Każdy ma w sobie dwa oblicza i tylko od niego zależy, które z nich ukazuje światu. Uświadomiła mi, że wszytko i każdy może się zmienić.
- Wszystko? Świat się jakoś nie zmienił. Kwami są zniewolone, a wojny nadal niszczą planetę.
- Bo wojny to nieodzowna część zmian. Nie twierdzę, że są dobre, ale na pewno nieuniknione. To nie znaczy jednak, że nie możemy starać się zmienić i tego! Może kiedyś, któregoś dnia będziemy w stanie zmieniać świat na lepsze nie wszczynając niepotrzebnych konfliktów zbrojnych.
- Taki derp z ciebie, ale jak czasem coś powiesz to jest w tym więcej sensu niż w operach mydlanych - mruknął stworek, nie spuszczając strażniczki z oczu. Po chwili ciszy westchnął i oznajmił. - Dobra. Zaczniemy lekcję od jutra. Ale masz się do nich przykładać. Nie chcę żeby cenne minuty mojego życia, zostały zmarnowane z powodu niekompetentnego ucznia.