Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niebieska Żaba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niebieska Żaba. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Nieplanowana przygoda z Mary Sue

Ed, Alya, Nino i Adrien stali w kolejce do kolejki górskiej. Frasinati z przerażeniem wpatrywała się w wagoniki śmigające po torach z zawrotną prędkością. Myśl, że za chwilę skończy w jednym z nich, była dla niej co najmniej przerażająca.
- Serio musimy w to wsiadać? Nie możemy skorzystać z tego? - dziewczyna wskazała na karuzelę stojącą kilka metrów dalej.
- Na tym bawią się sześciolatki - podsumował Adrien.
- Sześć, szesnaście, co za różnica. Mają tam takie kolorowe koniki...
- Czyżbyś się bała?
- A ty nie? A co jeśli wagonik się wykolei? Albo zatrzyma się na pętli i godzinami będziemy zwisać głową w dół, albo...
- Czekaj - przerwała jej Alya stanowczo. - Kiedy ci to wczoraj proponowałam napisałaś, cytuję: "Jasne! Będzie super. Marzyłam o zjeździe kolejką górską".
- Kiedy pisałam "kolejka górska", miałam na myśli, no wiesz, taką kolejkę w górach, która jeździ z jednego stoku na drugi. A nie te mordercze wyścigówki.
Nino i Adrien zakryli usta by nie parsknąć śmiechem. Alya westchnęła tylko ciężko kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Więc nie chcesz tym jechać? - upewniła się.
Ed ze zdecydowaną miną pokręciła głową.
- Jesteś pewna?
Brązowowłosa pokiwała głową.
- Dobrze, to poczekaj na nas przy żarciu. Ja nie zamierzam odpuścić zjazdu, bo tobie zamarzyła się kolejka linowa.
- Dobra! Do później! - zawołała Ed i oddaliła się.
Adrien stał spoglądając to na oddalającą się Drzewołaz, to na rozpościerającysię przed nim rollercoaster. Po chwili namysłu, ruszył za Frasinati.
- Adrien a ty dokąd!? - zatrzymała go Alya.
- Idę posiedzieć z Edith. Nie mam dziś żołądka na jazdę kolejką - odparł blondyn z uśmiechem i odszedł.
Césaire patrzyła za nim z przymrużonymi groźnie oczami.
- Czy myślisz, że oni... - zaczęła.
- Znów snujesz jakieś teorie spiskowe - przerwał jej momentalnie Nino. - To, że chłopak woli posiedzieć w bufecie z dziewczyną, niż śmigać rollercoasterem, nie oznacza, że od razu z nią kręci.
- Nino, a niby co innego może to oznaczać? Przyjaźń damsko-męska nie istnieje!
- Skoro przyjaźń damsko-męska nie istnieje, to czy coś jest pomiędzy tobą i Adrienem?
Na to wyraźne prowokacyjne pytanie ze strony swego chłopaka, Alya zaniemówiła. Ale tylko na chwilę.
- Czy ty coś sugerujesz? Serio myślisz, że mogłabym cię zdradzić? - zawołała dziesięć sekund później, dając się ponieść swej kobiecej naturze. Nino jedynie uśmiechnął się z satysfakcją. - I co się cieszysz? Niczego tym nie udowodniłeś. Poza tym nie mówimy tu o mnie i Adrienie, tylko o Ed, i Adrienie, a to różnica. Słuchaj - dodała po chwili już całkiem spokojnie. - Dobrze wiesz, że Marinette lubi Adriena. Jeśli okazałoby się, że całkowicie przypadkiem doprowadziłam do tego, że Adrien polubił Edith, nigdy by sobie tego nie wybaczyła. Obie są moimi przyjaciółkami i zależy mi na nich, ale...
- Słuchaj Alya, nie musisz mi tego tłumaczyć. Może i jestem facetem, ale cię rozumiem. Musisz jednak wziąć pod uwagę, że liczy się nie tylko to co czuje Marinette czy Edith, ale i Adrien. A jeśli on woli być z kimś innym...
- Chwila mówił ci coś!? - zawołała natychmiast reporterka celując w swojego chłopaka groźnie palcem. - Gadaj! Wszystko. Co. Wiesz.
Lehife uniósł dłonie w geście obrony.
- Zwolnij. Nic nie wiem, po prostu mówię ci jak jest.
- No akurat, jakoś ci nie wierzę, że nie gadacie o dziewczynach.
- No owszem, gadamy o dziewczynach. Ale jeśli chodzi o jego zainteresowania miłosne, Adrien jest w tym temacie dość skryty.

Tymczasem kilkadziesiąt metrów dalej, Edith siedziała zajadając się burgerem z apetytem. Co jakiś czas wkładała we włosy frytkę, która nigdy już stamtąd nie wracała.
Adrien siedział na przeciw niej wpatrując się ekran komórki. Co dziwne, nie było to jego biały smartfon najnowszej generacji, tylko nieco mniejszy i starszy telefon o niebieskiej obudowie.
Chłopak był zajęty przeglądaniem zdjęć w telefonie Frasinati.
- O masz zdjęcia Rzekotki - odezwał się.
- Tak, czasem podkrada mi telefon i robi sobie selfie. Albo ja mu robię zdjęcia jak śpi - oznajmiła dziewczyna. - Wtedy wygląda słodko, bez swego wiecznego grymasu "ogarnij się, bo unicestwisz wszechświat".
- Chciałem raz zrobić zdjęcie Plaggowi. Ugryzł mnie.
- Cóż, nie wszyscy mają takie parcie na szkło, jak Rzekotka.
- O masz zdjęcia Sorela - zawołał blondyn uśmiechając się złośliwie. Odkąd tylko poznał Daniela also Pandę, niespecjalnie za nim przepadał.
- Tak, robiłam mu na zajęciach. Chciałam mu później w gimpie dorysować rogi jelenia.
- A ten łysy za nim to kto?
- Nasz trener.
- Wygląda na twardziela.
- To twardziel i gbur. Lubi się ze mnie nabijać razem z Danielem.
- Nie przepada za tobą?
- Jest moim wujkiem. To brat bliźniej mojego taty.
- Masz dziwną rodzinę.
- Mnie to mówisz? Moją mamę w połowie wychowało Kwami.
Ponieważ Adrien nie miał bladego pojęcia jak to skomentować, wrócił do przewijania zdjęć.
- Masz serio dużo zdjęć Sorela.
- Nie moja wina, że jest fotogeniczny.
- Czy to twoja mama? - zapytał pokazując zdjęcie kobiety w średnim wieku, ze złością wpatrującą się w bałagan panujący w kuchni.
- Tak.
- Podobne jesteście.
- Fakt, ludzie tak mówią, choć nie wiem dlaczego. Dalej mam też zdjęcia babci i mistrza Fu.
- Czy ty wszystkim robisz zdjęcia?
- Nie, tobie nie robię.
- A nie chciałabyś tego zamienić?
- Nie dzięki. Na co mi twoje zdjęcia? Twoje plakaty wiszą wszędzie dookoła.
- Masz coś jeszcze na tym telefonie? - Zapytał chłopak kończąc przeglądanie zdjęć Frasinati.
- Mam moje ulubione kawałki, fragmenty Akum i sms-y, ale ich nie czytaj.
- Dlaczego? Masz przede mną coś do ukrycia?
- Wiele.
- Rozmawiasz o mnie z kimś?
- No. Z Alyą często Cię obgadujemy.
- Serio? - zdumiał się blondyn. Podczas gdy on sobie żartował, Edith wyglądała na całkiem poważną.
- Pisała mi o tobie i Marinette jeszcze zanim się poznaliśmy.
- Co?
W tym momencie Drzewołaz poczuła, że znów stanowczo za dużo powiedziała. By nie musieć udzielać odpowiedzi na kłopotliwe pytania, pospiesznie wróciła do jedzenie bułki.
- Ed, daruj sobie. Burger się w końcu skończy, a ty i tak mi wszystko powiesz. Nie przedłużajmy.
Dziewczyna z rezygnacją przełknęła kęs.
- Alya mnie zabije, jak ci powiem - mruknęła pod nosem.
- To nie mów mi, powiedz Czarnemu Kotu - dodał nieco przyciszonym głosem z zawadiackim uśmiechem na twarzy.
- Bo widzisz. Marinette bardzo cię lubi i Alya stara się jej pomóc przełamać, żeby w końcu Ci o tym powiedziała.
- Lubi w sensie...
- W sensie lubi, lubi. Jak Rzekotka frytki. - Chłopak zmieszał się nieznacznie. - Wcześniej byłam bardzo za tym, żebyście ze sobą byli. Wiesz, kocham shipować ludzi nawet jak ich nie znam. Z tego co pisała mi Alya, tworzylibyście idealną parę. Ale teraz, gdy wiem że... Gdy wiem o twojej drugiej naturze i o tym, że wzdychasz do Kropeczki, jestem skołowana. Sama nie wiem co myśleć. Z jednej strony ty i Marinette, z drugiej Kot i Kropeczka. I weź tu wybierz. Byłoby łatwiej, gdyby się okazało, że Marinette i Biedronka to jedna osoba. Ułatwiłoby mi to życie.
Edith zamilkła i zajęła się na powrót swoim obiadem, albo raczej przekąską. Tymczasem Adrien pogrążył się we własnych myślach. Marinette była jego przyjaciółką i lubił ją, ale nie był pewny czy tworzyliby dobrą parę. No i chyba nie żywił do niej aż takiej sympatii, by się z nią wiązać. Tymczasem z Biedronką było zupełnie inaczej. Za każdym razem, gdy choćby o niej pomyślał czuł przyjemne dreszcze. Imponowała mu swoją odwagą i chartem ducha. Kochał ją, choć tak naprawdę jej nie znał.
- Czy myślisz, że mam u Kropeczki jakieś szanse? - wypalił blondyn, zmuszając tym samym przyjaciółkę do oderwania się od posiłku.
Nastolatka przełknęła to co akurat miała w ustach i odparła po chwili namysłu.
- Instynkt shiperki nakazuje mi krzyczeć "tak, LadyNoir na zawsze", ale zdrowy rozsądek podpowiada, że nawet jeśli masz, to co to byłby za związek? No bo patrz. Biedronka uparcie nie chce zdradzić ci swej tożsamości i nic nie wskazuje na to, że się to zmieni. Jak mógłbyś chodzić z dziewczyną, której nawet tak na dobrą sprawę nie znasz? Spotykacie się na patrolach i podczas misji, ale nic poza tym. Już my spędzamy więcej czasu razem.
Agreste westchnął. Właśnie takiej odpowiedzi się obawiał, prawdziwej.
- Na początku września spotkaliśmy się na Wierzy Eifla. Zorganizowałem nam coś w rodzaju randki. Całkiem dobrze nam się gadało - odezwał się po chwili. - Ale fakt, poza tym to jakoś marnie ze spotkaniami. Ale trzeba ją zrozumieć, przecież oboje mamy też zwykłe życia.
- No właśnie i tu się pojawia kolejny problem. Skąd wiesz, że w tym zwykłym życiu, ona kogoś nie ma?
Chłopak przełknął ślinę zdenerwowany.
- Więc co, uważasz, że powinienem dać sobie z nią spokój?
- Przede wszystkim, wasze uczucia względem siebie, nie powinny wpływać negatywnie na waszą bohaterską działalność.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie - oburzył się Agreste.
Jako, że Ed już nic nie dopowiedziała, chłopak westchnął i wrócił do przeglądania jej telefonu. Pomimo iż zakazała mu zaglądać do sms'ów, Adrien, jak można się było spodziewać, nie posłuchał jej.
- Masz mnie zapisanego jako Plagga? Serio? - zapytał unosząc brew.
- No co? Sam wymyśliłeś ten nick.
- To była literówka!
- E tam, pasuje do ciebie.
- Serio? Nie uważasz, że jest babski czy coś?
- Och jest, i to bardzo.
Adrien zamilkł lekko zbity z tropu, usiłując przeanalizować słowa przyjaciółki.
Nie był do końca pewny, co Ed ma przez to na myśli. Czyżby był zbyt kobiecy?
A może Edith po prostu żartuje? Dziewczyna wszystko mówiła z taką powagą, że naprawdę trudno było to stwierdzić.
- Skoro jest babski, dlaczego uważasz, że do mnie pasuje?
- Bo pasuje.
- No ale... - Agreste zawahał się. Sam nie wiedział co chce powiedzieć. Jako, że uznał ten temat za drażniący postanowił go zmienić. - Skoro już pogadaliśmy o mnie, Biedronce, Marinette i w ogóle... Może byś mi Edith powiedziała, co łączy ciebie i Daniela?
Dziewczyna prychnęła, tak jakby miała zaraz wybuchnąć śmiechem.
- Absolutnie nic. Nie jest w moim typie.
- A jaki masz typ? - blondyn zadziornie uniósł brew.
- Chłopaki mnie nie kręcą. Są durni i śmierdzą.
- W sensie... ja też?
- A fakt, chwilami zapominam że też należysz do tego gatunku.
Adrien zmarkotniał. Chciał dać spokój temu tematowi, a wrócili do punktu wyjścia.
Spod bluzy blondyna dał się słyszeć stłumiony śmiech. Po chwili piskliwy i nieco wredny głos oznajmił.
- Ta to wie jak pocisnąć.
- Hey, ja wcale nikogo nie cisnę. Mówię jak jest.
W odpowiedzi, Plagg jedynie zaśmiał się jeszcze głośniej.
- Nie przejmuj się nią Czarny Kot - dobiegł spod gęstych włosów głos Zabba. - A teraz frytkę poproszę.
- Przecież nikogo nie obrażam! - oburzyła się nastolatka. - Adrien powiedz, uraziłam cię?
- Nie, no skąd - odparł sarkastycznie Agreste.
- Ha! Widzicie? - wykrzyknęła usatysfakcjonowana Frasinati podając Zabbowi frytkę.
Nino i Alya jechali na hałaśliwej kolejce. Dziewczyna krzyczała wniebogłosy, chłopak starał się tego nie robić, bo stwierdził, że w jego przypadku nie wypada. Powinien stanowić wzór męstwa dla swojej dziewczyny, więc starał się takiego udawać.
Alya choć krzyczała, wcale nie była przerażona. Uśmiechała się szeroko i chciała uwiecznić każdą chwilę z tej przejażdżki na swoim telefonie.
Nagle cały mechanizm się zatrzymał. Kolejka stanęła akurat w połowie robienia pętli. Wszyscy zwisali głową w dół. Nie, nie pospadali, albowiem mieli pasy bezpieczeństwa. Jednakże byli w niemałym szoku.
- Co się stało? - zapytała Alya.
- Rollercoaster się zatrzymał. - odparł Nino.
- No odkryłeś Amerykę! Przecież widzę.
- No to po co pytasz? - chłopak zmarszczył brwi. Jego dziewczyna westchnęła.
- Miałam na myśli: dlaczego się zatrzymała?
- Nie mam pojęcia.
- To chyba sobie tak powisimy głową w dół... Osz kurka! Edith miała rację.
- Kto by się spodziewał? - skomentował Nino, po czym dodał: - Chyba tam na dole coś się dzieje.
- To nowy złoczyńca?
- Na to wygląda.
- Muszę to nagrać! - powiedziała, starając uwolnić się z kolejki.
- Oszalałaś! Poczekaj aż strażacy nas ściągnął.
- Widzowie Biedrobloga czekają na takie materiały!
- Nie musisz poświęcać na to życia! Jak ci się tak spieszy, to nagrywaj tutaj.
Alya chwilę się zastanowiła, po czym wzruszyła ramionami.
- Okej - powiedziała i uruchomiła nagrywanie, po czym zwróciła się do kamerki. - Hej! Tu wasza ulubiona blogerka Alya! Mówię do was prosto z kolejki górskiej, zwisając do góry nogami! Właśnie w tej chwili w wesołym miasteczku pojawił się nowy złoczyńca! - komentowała kierując kamerkę w jego stronę. Niestety ręce miała spocone od nadmiaru adrenaliny, przez co komórka jej się wyślizgnęła. - O nie! - zdołała jedynie krzyknąć.
Ludzie zaczęli krzyczeć. Nagle wszędzie zrobiło się bardzo tłoczno, a goście parku zaczęli w panice rozbiegać się na wszystkie strony.
- Co się dzieje? - wymamrotał Agreste rozglądając się dookoła.
- Zakładam, że Władca Ciem znów uderzył - oznajmiła Ed jak gdyby nigdy nic, po czym wróciła do drążenia tematu sprzed chwili. - Więc co miałeś na myśli mówiąc "Jej, sarkazmu też nie łapiesz?".
- Ed nie uważasz, że to nie najlepsza chwila by ciągnąć tę rozmowę?
- Nie, czemu? Mamy chwilkę - oznajmiła brązowowłosa zakładając ręce na piersi. W tym samym momencie za jej plecami wybuchła maszyna do waty cukrowej. - Albo dwie. Słucham?
- Możemy dokończyć to, gdy już uporamy się z problemem?
- Nie mam zamiaru... - zaczęła panna Frasinati, blondyn jednak przerwał jej w połowie zdania.
- Och chodź!
Chwycił przyjaciółkę za ramię i odciągnął w nieco bardziej ustronne miejsce. Zatrzymał się przed budką do robienia zdjęć, rozejrzał na wszystkie strony po czym wepchnął Ed do środka. Chwilę później sam do niej dołączył.
- Musimy się przemienić - oznajmił.
- Nie sądzisz, że jest tu nieco ciasno? - zapytała Ed.
Rzeczywiście w budce nie było za wiele miejsca. Adrien niemal deptał brązowowłosą po stopach.
- Jest dobrze - mruknął Agreste, choć w rzeczywistości podzielał zdanie przyjaciółki. Głupio mu jednak było teraz przyznawać się, że nieco nie przemyślał swojej decyzji. - Plagg, wyciągaj pazury.
Ed westchnęła, po czym wypowiedziała swoją sentencję.
- Zabb skaczmy!
Chwilę później, oboje byli już w swych uniformach. Czarny Kot jako pierwszy opuścił ich "przebieralnię" za nim wyszła Drzewołaz.
Oboje pobiegli w miejsce, z którego pozostali ludzie uciekali.
Na dachu karuzeli z konikami stała jakaś młoda dziewczyna. Ubiorem przypominała szalonego naukowca. Miała na sobie ogromne binokle, napuszone włosy i biały kitel.
- Jestem Doktor Weirdo! - wykrzyknęła złoczyńca.
- Doktor Weirdo? - zdziwił się Czarny Kot. - Czy to nie jest przypadkiem postać z twoich fanfików? - zwrócił się do Drzewołaz.
- Nie mam pojęcia. Mam tam tyle rozdziałów i OC, że powoli się gubię.
- Czego chcesz? - wykrzyknął Czarny Kot.
- Odkąd w Paryżu zjawiła się Niebieska Żaba, - warto wspomnieć, że w tym czasie, kiedy mówiła Weirdo, Edith pod nosem mruknęła "Drzewołaz". - moja ulubiona pisarka dodaje coraz mniej rozdziałów!
- O! Weirdo to faktycznie postać z mojego fanfiku! - powiedziała Edith, jakby dostała nagłego olśnienia. - Tylko, że u mnie był to facet. Kurcze, co on robił...
- Serio nie pamiętasz? - zdziwił się Kot. On pamiętał doskonale. Weirdo wystąpił w pierwszym rozdziale jaki przeczytał. Przeniósł on Biedronkę i Czarnego Kota do alternatywnego wymiaru.
- Ponadto - mówiła dalej służąca Władcy Ciem. - Zamiast Biedronki coraz częściej w jej fanfikach pojawia się Niebieska Żaba, która jest do kitu!
- Ej! - zbulwersowała się Ed.
- Dlatego kiedy wyślę prawdziwą Niebieską Żabę do innego wymiaru, autorka może pozbędzie się jej z opka! Ha, ha, ha! - zakończyła swój monolog wysyłając przy tym jakiś promień w stronę Drzewołaz.
- Uważaj! - krzyknął Czarny Kot i rzucił się na partnerkę. Po chwili oboje zniknęli.

Drzewołaz otworzyła oczy. Leżała na ziemi, a Czarny Kot się do niej przytulał. Szybko odepchnęła go od siebie po czym skoczyła na równe nogi.
- Gdzie jesteśmy?
- W tym samym miejscu co byliśmy - odparł chłopak wstając. - Tylko wszyscy pozostali ludzie zniknęli.
- Jak pozostali ludzie zniknęli?! - wrzasnęła Edith. - To nas trafiła! A zresztą. Mamy poważniejszy problem.
- Jaki? - zdziwił się Kot.
- Nie rozumiem jak mogła stwierdzić, że moja OC, jest do kitu! - żaliła się Ed. - No kurde jak?! - Nie słysząc żadnej odpowiedzi, ze strony Adriena, zwróciła się w jego stronę i powiedziała: - Ty chyba nie twierdzisz, że jest beznadziejna?
- Nie wiedziałem jak ci to delikatnie powiedzieć - odparł Czarny Kot, szykując się przy tym psychicznie na wybuch wściekłości Ed.
- No nie wierzę! Po prostu nie wierzę! - wykrzyknęła dziewczyna, po czym ucichła, a w jej przypadku milczenie było bardziej niepokojące niż krzyk.
Adrien przyglądał się jej przez dłuższą chwilę. Dziewczyna jedynie chodziła w kółko z zaciętą miną i zaciśniętymi pieściami, nie odzywając się ani słowem.
- Serio nie pamiętasz doktora Weirdo? - zapytał Czarny Kot, by jakoś przerwać tę niezręczną ciszę.
- No to postać z mojego fanfiku. Tyle miałam tych OC... - odezwała się Ed, na co blondyn odetchnął z ulgą. Chyba jej przeszło.
- On przenosił ludzi do innego wymiaru.
- Coś mi chyba świta.
- Chyba? Był w 54 rozdziale!
- Jejciu, Kocie jaki z ciebie fan. - Drzewołaz uśmiechnęła się. - Niestety nie pamiętam co było w 54 rozdziale, w ogóle nie dopasowuję akcji do numerków. Zresztą kiedy to było... Wczoraj opublikowałam 95 rozdział. Niedługo rozdział 100, a wtedy będzie się działo. - Edith uśmiechnęła się. Planowała by w tym rozdziale Biedronka, stojąc w świetle księżyca, zdradziła Kotu swoją tożsamość. Miała już dla niej wybrane imię i w ogóle.
- Drzewołaz, skup się - krzyknął Kot tak, że aż drygnęła. - Dobra... Co zrobili twoi Biedronka i Czarny Kot żeby uwolnić się z alternatywnego wymiaru?
- Nie pamiętam.
- Jak można nie pamiętać swoich fików?
- No normalnie! Autorzy zawsze zapominają co pisali! To całkiem normalne. Czasem czytam sobie pierwsze rozdziały i myślę "Serio ja to pisałam?" albo "Nie pamiętam tego ale to jest genialne". Raz pamiętam jak kilka rozdziałów przed pięćdziesiątym rozdziałem planowałam scenę pocałunku twojego i Biedronki. Wszystko piękne, ładne, genialne. I scena wyszła cudownie. Później zadowolona z siebie opublikowałam. Niecałe piętnaście minut później komentatorzy uświadomili mnie, że wasz pierwszy pocałunek miał przecież miejsce w ósmym rozdziale..
- Więc... nie pamiętasz jak uciekli z innego wymiaru?
- Niestety nie.
- Dobrze, że ja pamiętam.
- Co?! Pamiętasz i mnie zadręczasz?! Ty potworny... - Edith zabrakło słów. - Potworze! To jak się wydostali?
- Uratowali Paryż przed Czarnym Kotem i Biedronką z tamtego wymiaru. To naruszyło strukturę tamtego świata, bo tam Bierda i Kot byli źli, przez co wrócili z powrotem do siebie. Dziwnie jest mówić o sobie w trzeciej osobie...
- Spoko, więc musimy pokonać złych Biedronkę i Kota z tego wymiaru.
- Nie! Nie wiemy czy tutaj są źli! Nie wiemy nawet co to za wymiar i czy oni (właściwie Biedronka i ja) w ogóle tu istnieją! Musimy się rozejrzeć, poznać ten świat, a potem zastanowić się co naruszy jego strukturę. Pamiętaj, że moc Władcy Ciem nie jest tak potężna by wywalić nas do innego wymiaru. Weirdo wysłał nas do świata, który sam stworzył. Nie mamy pojęcia co nas tu może spotkać... Musimy być ostrożni!
- Dobra! Więc zapytajmy kogoś jakimi prawami rządzi się ten świat. Na przykład tego z szóstką rodzeństwa, chłopak wygląda na opiekuńczego! - powiedziała Edith ruszając w stronę zauważonego blondyna.
Edith w podskokach podeszła do nastolatka. Chłopak najwidoczniej prowadził swoje rodzeństwo do szkoły, gdyż wszyscy mieli na sobie plecaki. Dziewczyna z uśmiechem wyskoczyła mu przed nos.
- A! - wykrzyknął zaskoczony. - Niebieska Żaba?
- Hmm. Nie wiem, a wyglądam jak ona?
- Wyglądasz podobnie.
- Więc jestem Niebieska Żaba - powiedziała wyciągając do niego rękę. - A ty?
- Adrien Di Carlo. - odparł z uśmiechem. - Łał. Miło mi.
Edith na chwilę zaniemówiła.
- Di... Di... Di...
Właśnie w tej chwili podbiegł do nich Czarny Kot. Di Carlowi niemalże oczy wyskoczyły z orbit, kiedy go zobaczył.
- Przepraszam za nią. Już ją zabieram - mówił bohater odciągając Drzewołaz na bok.
Adrien przyglądał im się z niedowierzaniem.
- O nie! - wyszeptał. - Idźcie do szkoły, ja muszę coś załatwić - zwrócił się do rodzeństwa, po czym powiedział sam do siebie: - Ten fałszywy Czarny Kot musi być nową ofiarą Władcy Ciem! Niebieska Żaba jest w niebezpieczeństwie! Muszę ją ostrzec!
- Adrien, Adrien, Adrien! - wyrzucała z siebie Drzewołaz jednym tchem. - To był Adrien.
- Ed, - Czarny Kot złapał ją za ramiona. - o czym ty w ogóle do mnie mówisz?
- Adrien Di Carlo! Postać z mojego fanfiku. - dziewczyna złapała się za głowę i zapiszczała ze szczęścia. - Jesteśmy w świecie mojego fanfiku!
Czarny Kot zamrugał oczami, po czym odetchnął głęboko.
- No nie wierzę. - wyszeptał. - Weirdo panoszy się po Paryżu, a my włóczymy się po świecie twojego fanfiku.
- No wiem! - Drzewołaz wyszczerzyła zęby. - Cudowne, prawda?

Adrien Di Carlo przemieniony w Czarnego Kota, przemierzając Paryż, zwrócił na siebie uwagę Biedronki i Niebieskiej Żaby. Dziewczyny przybrały swoje bohaterkie oblicza, gotowe do niego dołączyć. Ta pierwsza natychmiast go znalazła.
- Czyżby nowa ofiara Władcy Ciem? - zapytała.
- Tak.
- Z kim mamy do czynienia?
- Z moim sobowtórem.
- To niedobrze...
Niebieska Żaba tymczasem, zamiast trafić na bohaterów ze swojego uniwersum, spotkała gości z innego wymiaru.
Edith myślała, że oprócz Adriena Di Carlo nic jej już nie zdziwi. Myliła się. Właśnie stała przed swoją lepszą wersją. Choć dziewczyna wydawała się być bardzo podobna do niej to jednak bardzo się różniła. Miała piękne szczupłe kształty a jej niebieski kombinezon leżał na niej idealnie. Nogi miała chude i zgrabne, które powoli kroczyły w ich stronę. Długie włosy opadały jej aż do pasa. A czarne rzęsy były widoczne z daleka. Zdziwienie na twarzy Ed zamieniło się w uśmiech, który z każdą chwilą coraz bardziej się powiększał. Stała właśnie przed swoją własną OC.
- Kim jesteście? - spytała Niebieska Żaba.
- Jestem twoją matką! - wykrzyknęła Ed.
- Słucham? - odparła jej OC unosząc jedną brew. - Nie za dużo Gwiezdnych wojen oglądałaś?
- Nie o to chodzi, ja cię stworzyłam! - Czarny Kot złapał Ed za ramiona i odciągnął ją od Niebieskiej Żaby.
- Chciała powiedzieć, że jest twoją fanką. - powiedział Czarny Kot szczerząc zęby.
- Czarny Kocie. A ty co z nią robisz?
- Pomyliłem cię z nią. - odparł szybko. - Nie widzisz, że się za ciebie przebrała?
- Jak mogłeś pomylić mnie z tym... Tym... Człowiekiem... Nie widzisz, że mam dłuższe włosy? - powiedziała odgarniając lśniące włosy z twarzy. Okoliczni chłopcy przyglądający się tej rozmowie, westchnęli na ten widok. - Poza tym jestem od niej ładniejsza.
- Ej! - wtrąciła Edith. - Trochę szacunku dla matki stwórczyni!
- Spokojnie, jestem pełna szacunku dla każdego przebierańca. - zakomunikowała Niebieska Żaba, co nieco zdenerwowało Edith.
Fakt, wykreowała jej charakter tak, by dziewczyna umiała posługiwać się ciętymi ripostami, ale nie sądziła, że jej czytelnicy odbierają je jako złośliwe. A przecież świat, w którym się teraz znajdowali, był stworzony przez jedną z jej czytelniczek, na podstawie jej fanfiku.
- Musimy odnaleźć Biedronkę. - zakomunikował Czarny Kot. - W mieście pojawił się nowy złoczyńca.
- No co ty nie powiesz. - Niebieska Żaba przewróciła oczami. - Inaczej byś się nie przemieniał.
- Co ty kombinujesz? - wyszeptała Drzewołaz.
- Pokonamy Biedronkę, Czarnego Kota i Niebieską Żabę, czyli zrobimy to, co w twoim fanfiku się jak dotąd nie wydarzyło. Doktor Weirdo nie będzie przygotowany na takie zakończenie, więc wymiar się rozpadnie... Oby. - Czarny Kot wzruszył ramionami. - Uważam, że warto spróbować.
- Czy ta fanka musi się za nami wlec? - spytała bohaterka z tego uniwersum.
- Prowadzę live'a na żywo, w kostiumie mam ukrytą kamerę. - odparła zirytowana Edith. - Powiedz coś miłego dla widzów.
- Pole bitwy to nie miejsce dla cywili. - i to by było na tyle, jeśli chodzi o "coś miłego".
Im więcej czasu spędzali z Niebieską Żabą, tym bardziej zaczynała ona irytować Ed. Początkowy entuzjazm, który towarzyszył spotkaniu jej OC wygasł całkowicie. Dziewczyna była nie do zniesienia. Ona nie tylko z każdej sytuacji potrafiła znaleźć wyjście. Ona wręcz obnosiła się z tym i traktowała innych z pogardą, szczyciła się swoimi umiejętnościami. Przez przebywanie z nią, Ed już chyba na zawsze znienawidziła kwestię "Naprawdę tego nie widzicie?", która miała być powiedzonkiem jej Żabki. Dlaczego musiała wymyślać jej tyle mocy? Dlaczego postanowiła, że obcy chłopcy z ulicy będą się za nią oglądać kiedy ta postanowi odgarnąć włosy z twarzy?
Edith właśnie doszła do najbardziej przerażającego wniosku do jakiego może dojść twórca. Jej postać to zwyczajna Mary Sue.
Biedronka wraz z Czarnym Kotem, przeskakując z dachu na dach kamienic, wypatrywali sobowtóra chłopaka. Nie musieli go długo szukać. W końcu natrafili na niego... w towarzystwie dwóch niebieskich bohaterek.
Żaba stanęła jak wyryta.
- Dwóch Czarnych Kotów? - zapytała zdezorientowana. Wtedy Edith poczęstowała ją siarczystym kopniakiem, zwalając ją z dachu. Cieszyła się, że w końcu dojdzie do walki.
Żaba szybko wyratowała się swoją wędką i wylądowała na dachu obok Biedronki.
- Co ty zrobiłaś? - wyszeptał Adrien. - Mogliśmy ją przekonać żeby była po naszej stronie.
- Już miałam jej dość. - Drzewołaz wzruszyła ramionami.
- Dwie ofiary akumy? - spytała Biedronka.
- Myślałam, że to fanka. - odparła Żaba.
- Brawo za przenikliwość! - krzyknęła w jej stronę Drzewołaz, zadowolona, że może jej dopiec.
Taka zdenerwowana jeszcze nie była. Ktoś przeniósł ją do jej własnego świata. W ten brutalny sposób dowiedziała się, że tego świata nienawidzi. A nie znosiła go tylko przez jedną osobę - jej własną postać, którą sama taką stworzyła. Koszmar.
Jej OC posłała jej tylko spojrzenie godne bazyliszka, po czym zwróciła się do swoich towarzyszy:
- Dwie ofiary akumy się jeszcze nie zdarzały. Nie sądziłam, że Władca Ciem ma taką moc.
- Nieważne. - zakomunikowała Biedronka. - Do ataku!
Bohaterowie rzucili się na siebie. Podczas gdy Kot zajął się swoim odpowiednikiem i Biedronką, Edith walczyła z Niebieską Żabą. Bohaterka była Mary Sue - to fakt. Jednak jej zdolność pokonywania przeciwników objawiała się w tym, że jak sama mówiła, znała ich ruchy. A ataku Edith nie potrafiła przewidzieć. Może to wynikało z faktu, że dziewczyna pochodziła z innego wymiaru? A może po prostu dlatego, że nie była ofiarą Władcy Ciem?
Czarny Kot też radził sobie nie najgorzej. Może walczył z odpowiednikami siebie i Biedronki, jednak należy pamiętać, że zostali oni stworzeni mocą Władcy Ciem. Nie dorównywali prawdziwym bohaterom.
Drzewołaz całkiem nieźle wprawiona już w używanie własnej broni, oplotła lassem nogi swojej przeciwniczki. Następnie wykorzystując technikę, której nauczyła się w dojo, znokautowała, skutecznie eliminując Mary Sue z gry. Zabrała swoje lasso, a także przywłaszczyła sobie wędkę - broń swojej OC. Czy miała kłopoty z używaniem jej? Nie. Znajdowała się w świecie swojego fanfiku, a broń, którą trzymała sama wymyśliła. Mogła się poczuć jak bogini. Weirdo powinna lepiej przemyśleć, do którego świata ich wysłać. Chociaż, w sumie, skąd mogła wiedzieć, że autorka jej ulubionego opowiadania i Drzewołaz to ta sama osoba?
Edith dołączyła do Czarnego Kota. Ponieważ on skutecznie odwracał uwagę dwójki bohaterów z tego świata, Drzewołaz wykorzystała okazję by z pomocą wędki wyrwać Biedronce jojo.
Szybko podała je swojemu przyjacielowi. Sama zaś zabrała się do walki z jego odpowiednikiem.
Teraz już poszło z górki. Kot związał Biedronkę jej własną bronią, Drzewołaz mając do dyspozycji wędkę i lasso, jego fikcyjnego odpowiednika.
Edith ściągnęła Czarnemu Kotu pierścień. Pojawił się przed nią Adrien Di Carlo. Tymczasem prawdziwy Kot zdjął Biedronce kolczyki. I wtedy czas stanął w miejscu. Bohaterowie wymiaru Doktor Weirdo przestali się ruszać. Biedronka nie zamieniła się też w zwykłą dziewczynę. Świat wokół nich zaczął się rozpadać, tak jakby był zbudowany z klocków lego. A zaraz przed nimi pojawił się ich prawdziwy przeciwnik.
- Dlaczego nie mogłem zdjąć maski Biedronce? - zapytał Czarny Kot.
- Autorka jeszcze nie ujawniła kim ona naprawdę jest. - odpowiedziała dobrodusznie Doktor Weirdo.
- No tak. - Adrien zasłonił twarz dłonią. - Ale ze mnie debil.
- No chyba nie myślałeś, że serio poznamy jej tożsamość? Byliśmy w świecie mojego fanfiku! - stwierdziła Ed. - A podobno to ja jestem derpem - dodała pod nosem, po czym rzuciła się do walki z ofiarą akumy. Czarny Kot ruszył za nią, gotowy jej pomóc.
Pojedynek nie trwał długo. Ponieważ najgroźniejsza i chyba jedyna broń szalonego naukowca zawiodła, bohaterowie z łatwością go obezwładnili i odebrali zakumiony przedmiot.
Czarny Kot w kilku skokach opuścił wesołe miasteczko. Drzewołaz tymczasem znalazłszy uprzednio, wśród szczątków jakiegoś stoiska z jedzeniem, nieodpakowaną paczkę chipsów, usiadła na ziemi obok związanego złoczyńcy i zajadając przekąskę ze smakiem, czekała na przyjazd policji.
- Nie dąsaj się tak - zwróciła się po chwili do Werido. - To ja tu jestem w najgorszym położeniu. Stworzyłam potwora.
Alya z założonymi rękami i naburmuszona miną siedziała w wagoniku kolejki górskiej. Tak, nadal zwisała głową w dół.
Podczas gdy ona, przeklinała w duchu swe spocone dłonie i grawitację, pozostali pasażerowie rollercoastera z ekscytacją przyglądali się toczącej się niemal pod ich głowami walce.
Blogerka z zawiścią spojrzała na siedzącą przed nią dziewczynę, która "kopiując" jej pomysł, postanowiła całe zajście nagrać.
Dopiero po chwili Césaire zorientowała się, że nie tylko ona wpadła na ten genialny pomysł. Nino który siedział obok niej, również postanowił uwiecznić starcie bohaterów. Chłopak w pełnym skupieniu, by nie wypuścić aparatu z rąk kręcił materiał swego życia.
- Nino, nagrywasz to!? - zapytała uradowana nastolatka.
- Nie strzelam sobie selfie. A na co ci to wygląda?
Gdy Czarnemu Kotu i Niebieskiej Żabie w końcu udało się obezwładnić przeciwnika, kolejka mogła ponownie ruszyć.
Alya z szerokim uśmiechem wyskoczyła z wagonika i rzuciła się swemu chłopakowi w ramiona.
- Dzięki, dzięki, dzięki! - wykrzyknęła. - Dzięki tobie, mam materiał na bloga.
- To taki mały prezent na gwiazdkę - oznajmił chłopak. - Nie mam najmniejszego pojęcia co mógłbym ci dać.
- To jest wręcz idealne! Zgram sobie na... Telefon! Mój telefon! Muszę go znaleźć!
Nie czekając na reakcję swego chłopaka, okularnica ruszyła biegiem na poszukiwanie swej komórki. Po niecałym kwadransie znalazła ją niedaleko budki fotograficznej.
Ze zdumieniem stwierdziła, że mimo upadku z dość dużej wysokości, jej telefonowi nic się nie stało. Mało tego, komórka wciąż nagrywała.
Dziewczyna zatrzymała nagranie z zamiarem przejrzenia go w domu. Kto wie, może udało się jej uchwycić coś ciekawego.
Chyba żadne słowa nie opiszą tego w jakim szoku była gdy ujrzała co takiego skrywa jej film. Césaire po raz kolejny odtworzyła scenę uwiecznioną na swym telefonie.
Edith i Adrien wchodzą do budki fotograficznej, po czym wyłania się z niej Drzewołaz i Czarny Kot, we własnej osobie.
Zmęczona tą cała przygodą Edith zasiadła przed komputerem. Ratowanie Paryża potrafiło wykończyć. Niestety Frasinati miała w tej chwili o wiele poważniejsze problemy, niż przejmowanie się brakiem odpoczynku.
- Będę musiała odmarysuowić tę Mary Sue. - powiedziała zdecydowanie.
- Nareszcie się skapnęłaś, że jest do kitu? - zapytał Zabb.
- Zamknij się Rzekotka! Muszę pomyśleć.
- Zabij ją.
- Oszalałeś?! W fanfikach się nie zabija.
- Czytałem kilka fanfików tych twoich internetowych przyjaciół i tam ciągle kogoś zabijają.
- Czytałeś jakieś chłamy. Ja się nigdy do tego nie posunę.
- Akurat. - skomentowało kwami. Zapadła chwila milczenia. Po krótkim zastanowieniu się, Edith zapytała:
- A kogo fanfiki czytałeś?
- A jakiejś ZawodowejShipperki, Hamburgera, Franak'a i Hakkeriniego.
- A to nic dziwnego. - podsumowała dziewczyna, po czym wróciła do burzy mózgów. Wkrótce ją olśniło. - Wiem! - wykrzyknęła tak, że Zabb aż drygnął.
- Jednak ją zabijesz?
- Lepiej.
- Porwą ją kosmici?
- Rzekotka, nie wymuszaj na mnie spojlerów! - odparła Edith, starając się przybrać wściekły ton. Jednak była na to zbyt szczęśliwa. Z szerokim uśmiechem zabrała się do pisania.

Zdemaskowana

Publikuj.
Ten właśnie przycisk przed chwilą nacisnęła Edith.
Nic się nie stało.
Dziewczyna, siedząc przed komputerem z wyszczerzonymi zębami, jeszcze raz nacisnęła ten przycisk.
Nic.
Jeszcze raz?
Nic.
Jej uśmiech z każdym naciśnięciem "publikuj" markotniał. Wkrótce ten wyraz twarzy zamienił się w grymas, a Frasinati zaczęła uderzać w przycisk myszki bez opamiętania. Nagle monitor zgasł, a komputer się wyłączył.
- No nie! - wrzasnęła dziewczyna.
Kilka razy próbowała uruchomić urządzenie od nowa, ale zdało się to na nic.
- Mamo, chyba komputer się spalił! - wykrzyknęła.
Dobrze, że miała zapisane fan-fiction na poczcie. Zawsze mogła wejść na laptop i opublikować go tam. Zadowolona uruchomiła urządzenie. Jedak jak tylko weszła do internetu ekran laptopa pokryła dziwna tęcza, która niegdyś zwiastowała przerwaną audycję w telewizorze. Dziewczyna wpatrywała się w ekran nie wiedząc co może uczynić.
Po chwili zadzwonił jej telefon. Na jej ekranie zamiast nazwy kontaktu czy numeru telefonu wyświetliła się liczba 69. Edith zmarszczyła brwi. Mimo tego dziwnego fenomenu odebrała.
- Zgniłe pomidory. - usłyszała głos w słuchawce. - Zgniłe pomidory WSZĘDZIE! - brzmiał jak syntezator. Dziewczyna szybko się rozłączyła.
Zaczęła przeglądać kontakty w telefonie. Ktoś pozmieniał jej wszystkie nazwy! Jak to możliwe, skoro nie rozstaje się ze swoją komórką? Nawet podczas snu trzyma ją pod poduszką.
- Rzekotka, bawiłeś się moim telefonem ostatnio? - krzyknęła.
- Nie! - odparło kwami gdzieś z innego pokoju.
- Oh. - westchnęła dziewczyna. - Wygląda na to, że ktoś mnie stalkuje. - wzruszyła ramionami. - Tylko dlaczego akurat dzisiaj?! Miałam dodać setny rozdział "Akum"!
Adrien zmarszczył brwi. Właśnie próbował dodzwonić się do Edith, ale zamiast tego usłyszał tylko jakiś komunikat obwieszczający o zgniłych pomidorach. Kiedy się rozłączył, zauważył, że nazwa kontaktu do Frasinati zmieniła się na "Kupa". Po chwili dostrzegł, że to nie jedyna osoba w jego telefonie, której nazwa została zmieniona.
"Okej, to dziwne." - pomyślał.
Nagle do jego pokoju wleciał Plagg śmiejąc się do rozpuku.
- Co cię tak śmieszy? - zapytał Agreste.
- Jakbyś widział minę tej sekretarki też byś się śmiał! - wybuchło kwami.
Adrien pospiesznie zszedł na dół.
- Wszystko w porządku? - zapytał Natalie. Kobieta wyglądała na wyraźnie zirytowaną.
- Nie ma prądu w całym domu. - odparła. - Pewnie padły korki. Od godziny usiłuję się dodzwonić do elektryka, ale za każdym razem włącza mi się poczta głosowa.
- Mówi o zgniłych pomidorach?
- Nie, o jednorożcach. - Natalie zmarszczyła brwi. - Nie powinieneś być w szkole? - zapytała.
- Jest sobota.
- A faktycznie. - i to by było na tyle, jeśli chodzi o rozmowę z nią. Sekretarka pana Agreste powróciła do prób dodzwonienia się. Adrien tylko wzruszył ramionami. Postanowił wyjść z domu. W tym ogromnym pustym mieszkaniu i tak nie miał nic ciekawego do roboty.
Edith rozglądała się zszokowana po mieście. Paryż o każdej porze roku, a także o każdej porze dnia i nocy cieszył się dużą popularnością. Zawsze kręciło się w nim dużo ludzi, czy to turystów czy tubylców. Ale tylu osób na ulicach jeszcze nie widziała.
- Kupujcie gazety! Kupujcie gazety! Tylko papier i złoto przetrwają apokalipsę! - krzyczał jakiś młody chłopak roznosząc gazety.
- Może byś kupiła. - wyszeptał jej cieniutki głosik do ucha.
- Jesteś głosem mojego sumienia? - zapytała Edith.
- Nie, jestem Zabb, ty tępa głowo. Siedzę w twoich włosach.
- A, fakt. Zapomniałam.
Kwami westchnęło.
- Po prostu kup tę gazetę. - wyszeptało.
- Ale po co?
- Uświadom sobie, że w czasach, kiedy jeszcze komunikacja nie była powszechna jak teraz, ludzie dowiadywali się wszystkiego z gazet. A z tego co wiem padł ci internet.
- Uuu. Czasem to można się od ciebie dużo dowiedzieć Rzekotka. - skomentowała Edith podchodząc do chłopca z gazetami. Kwami tylko westchnęło.
Adrien postanowił zrobić to samo co Zabb nakazał Edith.
Z gazety dowiedział się, że prądu nie ma w całym mieście pomimo działania elektrowni. Ponadto wszystkim padł zasięg w komórkach i internet, ewentualnie jak próbowali się do kogoś dodzwonić słyszeli dziwne teksty z poczty głosowej.
Chłopakowi analiza całej sytuacji zajęła dosłownie chwilę. Władca Ciem znów zaatakował.
Już od jakiegoś czasu samotnie przemierzał Paryż poszukując zagrożenia. Wylądował na dachu jakiejś kamieniczki i stamtąd dostrzegł Drzewołaz. Dziewczyna pomachała do niego. Spacerowała sobie spokojnie na ulicy, zajadając przy tym frytki.
Czarny Kot wylądował na ziemi, na przeciwko niej.
- Żartujesz sobie? - zapytał.
- No co? - odparła. - Nie będę szukać złoczyńców z pustym żołądkiem.
Spojrzenie Czarnego Kota mówiło "Serio?".
- Mogłabyś chociaż wskoczyć na dach i lepiej się rozejrzeć! - skrytykował ją.
- Wiesz jak ciężko rzucać lassem trzymając w drugiej ręce frytki?
- To je wyrzuć.
Wyraz twarzy Drzewołaz wykrzywił się w grymasie oburzenia.
- Ty heretyku! Ani mi się śni! - powiedziała. - Poza tym czy ty myślisz, źe nie zależy mi na złapaniu go? Przez niego nie mogę dodać nowego rozdziału akum!
- No dobra pomyślmy jak znaleźć tego... - zaczął Czarny Kot z rezygnacją. - Ktokolwiek to jest.
- Właśnie. - westchnęła Żaba. - Zawsze w telewizji pokazywali, a teraz nic nie działa. Nie da się go znaleźć. Wypatrzyłeś coś jak skakałeś pod dachach?
- No właśnie nic. Żadnego wielkiego zamieszania. To strasznie zaskakujące, bo skoro chce zdobyć nasze miracula...
- Chyba twoje.
- Co?
- Chciałeś powiedzieć twoje miraculum. Moim Władca Ciem się nie interesuje. - Drzewołaz zasępiła się na chwilę. - Kiedyś mu to wygarnę! - dodała.
- Taaak. - mówił Kot. - Wracając: skoro chce zdobyć nasze... moje miraculum, powinien się pojawić w jakimś oczywistym miejscu. Tam gdzie wie, że możemy go znaleźć.
- Może elektrownia? Zabrał prąd w całym mieście. Wiem! Nazwijmy go: Elektryk!
- Raczej Haker. - sprostował chłopak. - W końcu zhakował bezprzewodowy internet, stacje radiowe i telewizyjne... To nie jest typowy złoczyńca, który rozwala wszystko wokół.
- No nie, tylko rozwalił prąd, internet... To na pewno nie jest wszystko co nas otacza. - odparła dziewczyna sarkastycznie. Czarny Kot spojrzał na nią zdziwiony, ale nie z powodu jej uwagi, tylko z tego, że potrafi ona używać sarkazmu.
- Chodzi mi o to, że się nie pokazuje. Gdzieś na nas czeka. Na pewno nie w swoim domu przy komputerze, bo tam byśmy go nie znaleźli. Musi mieć przy sobie laptop lub telefon...
- Więc mamy szukać po całym mieście kogoś kto ma przy sobie laptop lub telefon! No to na pewno nie będzie trudne!
Czarny Kot przewrócił oczami. Sarkastyczna Edith mu się nie podobała. Już wolał tą derpowatą co lubiła przypadkiem użyć na nim Poskromienia.
- Haker będzie go używał! Musi czegoś używać do hakowania systemu! Wszyscy inni ludzie już zaprzestali prób korzystania z mediów.
Twarz Drzewołaz nagle rozjaśniła się. Dziewczyna uśmiechnęła się tak jakby nagle zdała sobie z czegoś sprawę i zastanawiała się dlaczego nie pomyślała o tym wcześniej.
- Jak kupowałam frytki, w knajpie O'Tachos. Mówiłeś, że to ma być jakieś oczywiste miejsce dla nas. To moja ulubiona knajpa.
- Mów dalej.
- Przy jednym stoliku siedział jakiś koleś z laptopem! Na początku pomyślałam, że po prostu nie wchodził w internet i gra w pasjansa albo coś, ale teraz myślę, że to może być Haker. - kiwnęła przemądrzale głową. - Tylko skąd on wiedział, że tam jadam?
- Przecież nie raz robiłaś sobie tam zakupy nie po cywilnemu. - Kot przewrócił oczami. - Ludzie wysyłali na Biedrobloga zrobione z tobą selfie.
- O fakt.
- Chodźmy tam już.
Bohaterowie wbiegli do knajpy otwierając drzwi na oścież.
- Mamy cię! - wykrzyknęła Drzewołaz wskazując na złoczyńcę.
Chłopak tylko podniósł delikatnie głowę. Krótko rzucił na nich okiem, po czym znów skierował swoje spojrzenie ku laptopowi.
- Czy on nas ignoruje? - zapytała Żaba.
- Najwyraźniej. - odparł Czarny Kot.
Haker miał na sobie czarną bluzę a na niej można było dostrzec zielone napisy, które wyglądały jak jakiś skomplikowany kod. A może był to system binarny? Na głowę założony miał kaptur, a jego oczy skrywały się pod ciemnymi okularami.
- Hej! Nie słyszałeś? - powiedziała ponownie Żaba. - Przyszliśmy tu powstrzymać twoją nikczemną działalność.
Haker znów zadarł głowę. Wyraz jego twarzy się nie zmienił. Nie wypowiedział ani słowa, usta miał zaciśnięte w cienką kreskę.
- Czemu on patrzy na nas z pogardą? I czemu się nie odzywa?! - wykrzyknęła Drzewołaz. - To mnie przeraża!
- Ciebie przerażam nawet ja, jak trochę milczę. - odparował Czarny Kot.
- Bo to jest straszne i nienaturalne!
- Nienaturalne jest właśnie to, że ciągle mówisz. Nie masz pojęcia jak ty możesz tym swoim paplaniem przerażać ludzi.
- Ja? - Drzewołaz zaśmiała się. - Przecież ja nie jestem ani trochę straszna!
- Tak, wcale.
- Czy to nie był ten twój słynny sarkazm?!
- Nie... skąd.
- O! Znowu!
Haker bez słowa przyglądał się ich wymianie zdań.
- Po prostu zabierzmy mu laptop, tam na pewno ukrywa się akuma. - zakomunikował Czarny Kot. - I miejmy to z głowy.
Haker może był milczący, ale na pewno nie głuchy. Kliknął jakiś przycisk na klawiaturze i nagle wszystkie głośniki w knajpie, zaczęły wydawać okropne dźwięki, o zbyt dłużej częstotliwości, bolesne dla uszu.
Wszyscy klienci i pracownicy zatkali sobie uszy, niektórzy nawet piszczeli z bólu. Haker z zadowoleniem założył sobie słuchawki na uszy. To zaskakujące jak sparaliżować ludzi może duża częstotliwość. Nawet Czarny Kot i Drzewołaz zasłonili uszy, i skulili się z bólu.
Haker uśmiechnął się triumfalnie. Wziął laptop pod pachę i ruszył w stronę bohatera. To naprawdę nie było trudne. Wyciągnął ręce ku jego pierścieniowi.
Wtedy Drzewołaz zwaliła go z nóg. Wciąż zaciskając ręce na uszach, po prostu rzuciła się na niego, dając Czarnemu Kotu czas na ucieczkę z lokalu. Bohater nie miał zamiaru jej marnować i szybko, nie odtykając uszu, pchnął drzwi i wyszedł na zewnątrz.
Zniecierpliwiony Haker zrzucił z siebie bohaterkę. Normalnie nie przeszkadzałoby mu, że rzuciła się na niego ładna dziewczyna, no ale błagam was, nie w takiej chwili!
Chłopak wybiegł na zewnątrz. Czarny Kot już na niego czekał. Całe szczęście w pojedynkę miał z nim większe szanse, niż jakby musiał wojować jeszcze z Drzewołaz. Dziewczynie trochę czasu zajmie podniesienie się, jeśli nie chce puścić rąk z uszu i uszkodzić sobie słuchu.
Czarny Kot wyjął swój koci kij. Haker otworzył swój laptop. Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Nagle bohater ruszył na przeciwnika. Lecz zanim zdołał go dosięgnąć, ten nacisnął parę przycisków na klawiaturze.
Broń Kota wyrwała mu się z ręki.
- CO JEST?! - wykrzyknął kiedy jego własny oręż zwrócił się przeciwko niemu.
Złoczyńca ze swojego laptopa sterował sobie kocim kijem jakby to był jakiś dron czy samochód na pilot. Czarny Kot nie miał najmniejszych szans by go dosięgnąć, a co mówić o odebraniu komputerka, kiedy musiał przez cały czas uciekać przed własną bronią.
Złoczyńca starał się go powalić, a jeśli nie to, może przynajmniej udało by mu się zapędzić Kota w jakąś pułapkę i odebrać mu miraculum.
Nagle jakaś lina oplotła Hakera w pasie, przytwierdzając u ręce do tułowia.
- NA SZCZĘ-ŚCIE MO-JE LAS-SO NIE JEST NA PRĄD! - zakomunikowała bohaterka donośnym głosem. Wciąż szumiało jej w uszach, sama ledwie słyszała co mówi.
Choć Hakera nieco uruchomiły więzy, jego palce wciąż mogły dosięgnąć klawiatury. Skierował koci kij prosto na Drzewołaz.
Dziewczyna aby uniknąć ataku musiała wypuścić lasso z rąk. Haker szybko uwolnił się z więzów, jednak krótkie skierowanie broni ku Żabie, pozwoliło Czarnemu Kotu wykorzystać okazję.
- Kotaklizm! - krzyknął uderzając w najbliższą uliczną latarnię.
Haker jeśli chciał uniknąć zderzenia, musiał jak najszybciej usunąć się z miejsca w którym stał. Wszystko działo się szybko. Ale tak krótka chwila, kiedy złoczyńca nie mógł sterować kijem, zupełnie wystarczyła. Ponieważ Kot za pomocą walącej się latarni skutecznie odwrócił jego uwagę, Drzewołaz miała czas by wykrzyknąć "POSKROMIENIE!" i uderzyć go w plecy. Haker przestał się ruszać, bohater odebrał mu laptopa.
Oboje odetchnęli z ulgą.
- Ja go przypilnuję do przyjazdu policji. - zaoferował Kot podnosząc swój kij. - Ty idź dodać swój rozdział. Też nie mogę się doczekać aż go przeczytam.
Drzewołaz wyszczerzyła zęby, podniosła swoje lasso i ruszyła do domu.
''Tam, gdzie latają akumy''

''Rozdział 100''

Dziewczyna chodziła w kółko po pokoju zaciekle nad czymś główkując. To wszystko do siebie nie pasowało. Nowa bohaterka, z którą współpracowali była nadzwyczaj dobra. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że nie było rzeczy, która by jej w walce nie wychodziła. Odkąd razem z nią i Czarnym Kotem, Niebieska Żaba walczyła ramię w ramię, pokonywanie przeciwników było szybsze i o wiele łatwiejsze. Zawsze to nowa bohaterka wpadała na genialne pomysły i ostatecznie ona pokonywała przeciwników. Stała się sympatią Paryżan, a także Czarnego Kota... Dziewczyna miała wrażenie, że już coś pomiędzy nimi było. Była nawet gotowa zdradzić mu swoją tożsamość. Ale wtedy pojawiła się "ta nowa".
To nie tak, że jej nie lubiła. Biedronka czasem miała wrażenie, że Niebieska Żaba coś przed nimi ukrywa. Nowa towarzyszka powiedziała im, że jej mocą jest to iż potrafi przewidzieć ruchy przeciwnika. To by wyjaśniało dlaczego w tak łatwy sposób ich pokonuje. Ale kilka spraw się nie kleiło.
Dlaczego ona i Czarny Kot byli gotowi w tak łatwy sposób jej zaufać i wprowadzić ją w to całe bohaterowanie? Dziewczyna dopiero jak wróciła do domu, zaczęła się nad tym zastanawiać. Jednak w towarzystwie Niebieskiej Żaby wszystkie jej wątpliwości co do zamiarów nowej osoby, znikały, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Dlaczego wszyscy chłopcy oglądali się za nią na ulicach jak za jakąś miss świata? Przecież ona nie miała żadnej nieprzeciętnej urody. No i połowę jej twarzy zasłaniała maska! Jakim więc cudem udawało jej się tak grać na uczuciach?!
Biedronka stanęła w miejscu.
- O Boże. - wyszeptała. - O Boże, to jest to.
Szybko przyjęła swoją postać superbohaterki i z pomocą jojo wyskoczyła przez okno.
Niebieska Żaba i Czarny Kot siedzieli na gmachu budynku, w miejscu, w którym się poznali. Oboje wpatrywali się jak zaczarowani w horyzont Paryża.
Adrien uwielbiał jej towarzystwo. Sam nie wiedział dlaczego, ale przy niej czuł się spokojnie, bezpiecznie i miło.
- Powiedz, Czarny Kocie, - zaczęła Żaba. - znamy się tyle czasu... Myślisz, że mogłoby wyjść z tego coś więcej?
Czarny Kot spojrzał na nią zaskoczony. Nagle poczuł przy niej coś czego jeszcze nigdy w stosunku do niej nie doświadczył. Kochał ją. Kochał do szaleństwa. I wiedział, że mógłby dla niej zrobić wszystko.
- No jasne. - odparł. - Jeśli tylko tego chcesz.
- Chcę. - powiedziała Niebieska patrząc mu głęboko w oczy. - Chcę wiedzieć kim jest ten czarujący facet, który zawrócił mi w głowie. Chcę wiedzieć, kto się kryje za tą maską.
Bohater, jak zahipnotyzowany, zaczął ściągać swój pierścień, swoje miraculum z palca. Gdzieś w oddali zamajaczył mu się krzyk "Czarny Kocie, nie rób tego!". Jednak było już za późno. Przed Niebieską Żabą stał Adrien Di Carlo, a dziewczyna trzymała w dłoniach jego miraculum. Chłopak zmarszczył brwi. Kiedy on jej je dał? Dziewczyna wyszczerzyła zęby. I wtedy cała magia prysła.
Nagle poczuł, że wcale jej nie kocha. Nawet nie przepadał za jej towarzystwem. Dlaczego więc do tej pory tak chętnie spędzał z nią czas? I dlaczego, do jasnej ciasnej, oddał jej swoje miraculum?!
Dziewczyna szybko wymierzyła mu siarczystego kompniaka, wykorzystując jego zdezorientowanie. Chłopak poczuł, że spada z dachu budynku. Na szczęście ktoś w porę go złapał. Biedronka. Prawdziwa pani jego serca. To ona wcześniej krzyczała. Próbowała go ostrzec.
- Nic ci nie jest? - zapytała z troską.
- Ja, ja ... Nie wiem co się stało. - wysapał Di Carlo. - Nie rozumiem dlaczego oddałem jej swoje miraculum. Nie rozumiem... Nic już nie wiem.
- Okłamała nas. - wyjaśniła Biedronka. - Nie widzi przyszłości. Włada uczuciami. Sprawiła, że jej zaufaliśmy. Sprawiła, że pokochał ją cały Paryż. I - Biedronka prychnęła. - i sprawiła, że chłopcy się za nią oglądali. Co za narcyzm... - dziewczyna westchnęła. - Doszłam do tego dosłownie przed chwilą. Wybacz, że nie zjawiłam się wcześniej.
- Zjawiłaś się w sam czas. - Adrien uśmiechnął się. - Gdyby nie ty, leżałbym martwy na bruku.
Biedronka odwzajemniła uśmiech. Po chwili zmarkotniała.
- Musimy natychmiast odzyskać twoje miraculum.
Adrien z lekkim wahaniem obiął bohaterkę w pasie. Dziewczyna używając swojego jojo, wraz z partnerem szybko dostała się na dach. Niebieska Żaba już tam na nich czekała. Chociaż nie była już tą samą osobą. Była połączeniem Żaby i Kota. Czarno-Niebieska Żabo-Kotka. Używała dwóch miraculum na raz. Do dyspozycji miała dwie bronie - swoją wędkę i koci kij. A skoro używała dwóch miraculum mogła przywołać moce każdego z nich - kontrolę uczuć i kotalkizm.
- Zakochana para. Bezdomka i Bezmasek. - zaśpiewała, po czym uśmiechnęła się szeroko. - Nie macie ze mną szans.
- Mylisz się!
- Taaak? - Żaba pochyliła lekko głowę i uniosła brew. - Lepiej od razu oddaj mi swoje miraculum Biedronko. Wiesz, że sama nie dasz mi rady. Jak mi je oddasz, nic wam nie zrobię przysięgam. - mówiła z ręką na sercu.
Biedronka przez chwilę poczuła, że faktycznie nie da sobie rady. Dwa miracula przeciw jednemu? Dodatkowo moc Czarnego Kota była nadzwyczaj potężna. Oczywiście, że jej się nie uda, nie ma szans. Jak odda miraculum Żabie ta pozwoli jej odejść. To nie taka zła myśl, jest noc, nikt się nie dowie...
Zaraz, zaraz? Pozwoli jej odejść?! Tak jak pozwoliła Adrienowi, zrzucając go z dachu?! Dlaczego miałaby jej zaufać? Dlaczego ma ufać kłamcy?! Przecież ma z nią szanse! Jej miraculum jest równie potężne. Dodatkowo jest przy niej Czarny Kot. Może bez swojej broni i mocy, ale to wciąż superbohater Paryża.
Biedronka uśmiechnęła się, co wywołało zdziwienie na twarzy Koto-Żabki. Teraz, kiedy już znała jej moc, była w stanie przełamać ten czar. Nie da się zastraszyć. Nie pozwoli manipulować swoimi uczuciami.
- Wybacz, Żabko. Nie masz ze mną szans. - wtedy poczuła przemożną chęć wręczenia jej swojego miraculum. Nie, to nie wypływało od niej, nie zrobi tego.
- Walczysz ze mną? - spytała Żabka. - Nie dasz rady. Nie boję się ciebie.
- Czyżby? - odparła Biedronka. - Dlaczego w takim razie wciąż próbujesz wymusić na mnie złożenie broni?
Czar prysł. Wszystkie obce chęci i uczucia z niej wyparowały. Na twarzy jej przeciwniczki pojawił się grymas wściekłości. Biedronka uśmiechnęła się. Trafiła w czuły punkt.
Żaba z dzikim wrzaskiem rzuciła się na Biedronkę. Ta szybko zrobiła unik. Jojo nie było dobrą bronią do walki, ale to nie stanowiło przeszkody. Biedronka mając styczność z wieloma przeciwnikami dawała sobie radę. Teraz też tak będzie. Teraz też wygra.
Żabo-Kotka starała się zaciekle walczyć. Jednak już brakowało jej sił. To nie było to samo co walka z poplecznikami Władcy Ciem. Biedronka zręcznie unikała jej ruchów, a prócz tego zadawała ciosy, kiedy ta najmniej się tego spodziewała. W końcu straciła cierpliwość.
- Kotaklizm! - wrzasnęła. Jednak ktoś złapał ją z tyłu za rękę.
Adrien Di Carlo wpatrywał się w przeciwniczkę ze stoickim spokojem. Nie pozwoli jej użyć swojej mocy. Nic z tego.
- Dlaczego to robisz?
- Puszczaj żałosny żebraku!
Ten jednak tylko wzmocnił uścisk.
- Dlaczego to robisz? - powtórzył. - Po co ci nasze miracula?
- Puść mnie! - dziewczyna była już naprawdę wściekła. Chłopak miał więcej siły niż wyglądał.
- Współpracujesz z Władcą Ciem? - zapytał spokojnie.
- Tak! - wrzasnęła. Adrien i Biedronka spojrzeli na siebie zaskoczeni.
- Dlaczego? - zapytała zdziwiona Biedronka. - Byłaś bohaterką, cały Paryż cię kochał.
- Bo to mój ojciec! - wrzasnęła Żabo-Kotka. Zszokowany Adrien puścił jej rękę. Dziewczyna uderzyła nią w dach. Cały budynek zaczął się walić.
Biedronka zareagowała błyskawicznie. Złapała Adriena za rękę i przeniosła się z nim w bezpieczne miejsce. Niebieska Żaba zniknęła tymczasem pod gruzami. Przerażeni bohaterowie spojrzeli na siebie, po czym podbiegli do miejsca wypadku. Zaczęli przerzucać kamienie.
Budynek był opuszczony. Adrien lubił tu przychodzić, dlatego, że była tu cisza i spokój. Mógł tu odpocząć od swojego licznego rodzeństwa. Jedyną osobą, której mogło się przed chwilą coś stać była Żaba.
Wkrótce jednak odrzuciła ona jakiś kamień kocim kijem i wygrzebała się z pod gruzów. Miała kilka zadrapań, ale nie wyglądała by stało jej się coś poważniejszego.
Biedronka szybko związała ją swoim jojem. Adrien zaś podszedł do niej i sciągną z palca swój pierścień. Żabo-Kotka znów stała się tylko Niebieską Żabą.
Adrien i Biedronka uśmiechnęli się do siebie. Żaba tylko podsyciła ich uczucia. "Kochacie się tak, że nie widzicie poza sobą świata." Po czym nagle, wykorzystując nieuwagę Biedronki, "podcięła" jej nogi, oswobodziła się z więzów i szybko z pomocą swojej wędki uciekła.
- Powinniśmy ją gonić? - zapytał chłopak.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam dość. - odparła Biedronka siadając ciężko na jednym z głazów. Adrien wzruszył ramionami i usiadł obok niej.
Noc była piękna, księżyc oświetlał jej twarz.
- Cóż, Władca Ciem już wie jak wyglądam. Jak dowie się jak się nazywam...
- Pomartwimy się o to później, Adrien.
Chłopak spojrzał na nią zdziwiony.
- Skąd wiesz jak się nazywam?
- Ty też mnie znasz. - odparła Biedronka. Rozejrzała się dookoła, upewniając się, że nikt ich nie widzi, po czym zdjęła swoje kolczyki. Uśmiechała się do niego Marinette Vinegrette, jego koleżanka z klasy. Oboje już wiedzieli, że tego dnia (a właściwie tej nocy) zaczyna się nowy rozdział w ich życiu.
Adrien przeczytał kilka razy ostatnie zdanie, po czym wybuchnął śmiechem. Plagg spojrzał na niego jak na wariata, po czym odleciał na drugi koniec pokoju mrucząc pod nosem "on serio powinien ograniczyć fanfiki".
Chłopak przewinął do sekcji komentarzy. Zawsze zastanawiał się czy inni czytelnicy mieli po rozdziale takie wrażenia jak on.

SzczeraPamela
ojaoajaoajaojaojaojaona ale jakto;_;

No tak, ale zawsze musiały się trafić jakieś mało kreatywne komentarze bez przemyśleń. Przewinął dalej.

LubieYaoi
Tylko ty jesteś gotowa wpaść na coś tak szalonego, że bohaterka jest córką WładcyCiem xDD


PokemonGo
Myślałam, że nazwiesz Biedronkę jak w ''Pamiętnikach Czarnego Kota'' - Larandone, a tu taka niespodzianka xD Ale rozdział świetny :D Po nim polubiłam Niebieską Żabę ^^


HamburgerUgodzonyJajkiem
Zawsze irytowało mnie, że twoje rozdziały są takie krótkie. Dziewczyno nie wiem jak to robisz, że pomimo nieciekawej długości, piszesz tak świetnie! Jejku, ciągle coś się dzieje, to niesamowite! Jest tu tyle zwrotów akcji, że aż trudno mi je wszystkie wymienić! Czytałam to z wielkim bananem na twarzy! :D A końcówka piękna, aż się wzruszyłam <3 No, nareszcie znają swoją tożsamość :D Ale mimo, że tyle czasu na to czekałam, bardziej mnie teraz intryguje wątek Władcy Ciem i jego córeczki. No i wiedzą jak Kotek po cywilnemu wygląda. Dodatkowo, Żaba nazwała go żebrakiem! Czyżby wiedziała, że pochodzi z biednej rodziny? Oj coś czuję, że będzie się działo! Weny życzę :D


RetroGirl
O rany co to był za rozdział!
Zacznijmy od początku! Od tego cudownego, nietypowego początku! Pierwszy raz pisałaś z perspektywy Biedronki! Zawsze to Adrien był na pierwszym planie. Już jak tylko przeczytałam początek, wiedziałam, że ten rozdział będzie przełomowy! I się nie myliłam! <3
Jejku nie masz pojęcia jaki szok przeżyłam kiedy okazało się, że Niebieska jest zła, współpracuje z Władcą Ciem i jest jego córką (serio? Ja wciąż nie mogę w to uwierzyć!!!) teraz wszystko nabrało sensu - nie była panną idealną, władała uczuciami, a ruchy złoczyńców znała bo miała kontakt z tatusiem. Genialnie to zaplanowałaś, a ja myślałam, że nie potrafisz tworzyć OC i zrobiłaś taką Mary Sue (bez urazy) pozytywnie mnie zaskoczyłaś!
A ta końcówka! Rany. Popłakałam się <3 Serio. Wyłam jak bóbr. Aż rodzice mnie pytali co się stało xdd Marinette, koleżanka Adriena ze szkoły, która pomagała mu w pracach domowych <3 Serio, genialny rozdział, uwielbiam cię! Pisz szybciej! Ciekawa jestem co dasz w 101 rozdziale! Kocham <3 Jejku, nie wiesz jakie emocje mną targają xdd wybacz wszelkie błędy, musiałam to z siebie wyrzucić xd serio, cudowny rozdział!!! <3

Adrien położył ręce na klawiaturze, gotów napisać własny komentarz. Po chwili jednak stwierdził, że podzieli się wrażeniami z Edith w prywatnej rozmowie. "Serio?" napisał. Po chwili otrzymał odpowiedź.

Plagga: Serio?
Ed: Ale co?
Plagga: Marinette?
Ed: Ładne imię, prawda? :)
Plagga: I sama na to wpadłaś?
Ed: No tak jakoś przyszło mi do głowy i stwierdziłam, że pasuje do Biedronki.
Plagga: I na to, że ona i Adrien chodzá do tej samej klasy, też sama wpadłaś? =]
Ed: No dobra, to był pomysł Alyi xDD
Plagga: Nie wytrzymam z wami xD
Ed: No co? Jakby Marinette była Biedronką życie byłoby o wiele prostsze (wtf) W sumie jak widzę jej zdjęcia od Alyi, to w sumie nawet podobna. Tylko by jej tak kropeczki dorysować xD
Plagga: Ty znów te swoje teorie xD Myślałem, że nic nie przebije tego, że myślałaś iż nie jestem facetem xD
Ed: No co xD Nie czepiaj się o to już xD Swoją drogą jak ci się rozdział podobał? :D
Plagga: Był genialny! :D Jejku Ed, a myślałem że niczym mnie już nie zaskoczysz xD Żabka córką Władcy Ciem? XD
Ed: Planowałam to od początku B)
Plagga: Ta akurat. Wcale nie chciałaś zrobić z niej nie-Mary Sue.
Ed: No dobra, to był mój plan na odmarysuowienie jej, ale przyznaj że genialny, prawda? BD Tylko nie mów tego innym czytelniczkom, niech myślą, że taki był zamiar od początku. Bo jak im się wygadasz to poszczuję cię Rzekotką!
Plagga: Spoko, spoko xD Ale fakt to genialny pomysł xD Ale by było gdyby faktycznie, któryś z naszych ojców (w sensie, mój, twój albo Biedry) był Władcą Ciem xD
Ed: To chyba nie możliwe, za dobrze znamy naszych rodziców xD

Adrien nieco zmarkotniał.
"Ja swojego ojca to w ogóle nie znam." - pomyślał.

Ed: A co myślisz o momencie zdemaskowania Biedronki?

Agreste uśmiechnął się.

Plagga: Był piękny. Chciałbym, żeby wyjawienie naszych tożsamości w realnym życiu było równie romantyczne. No może bez tego walącego się budynku w tle xD

Zabawa w bohatera

Drzewołaz wylądowała na zapleczu szkoły walk Courageux. Dziesięć sekund później stała się na powrót zwykłą Edith.
- Masz coś dla mnie? - zapytał Zabb kładąc się wyczerpany na ramieniu nastolatki.
- Tak, w dojo mam zapasową paczkę chipsów - odparła Ed wychodząc z zaułka i kierując się ku głównemu wejściu. - A teraz schowaj się.
Zabb wleciał we włosy nastolatki, a ta otworzyła drzwi i skierowała się wprost do szatni dziewcząt.
Wyszła po jakiś dziesięciu minutach i udała do sali ćwiczeń. Ze zdumieniem zauważyła, że jest pierwsza. Nie przejmując się tym specjalnie, usiadła na macie i czekała. I czekała. I czekała.
Po dobrych trzydziestu minutach w końcu usłyszała krzątaninę na korytarzu i w sali ćwiczeń pojawił się trener.
- Frasinati! - zawołał na widok brązowowłosej. - Jak tu weszłaś?
- Drzwi były otwarte - odparła nastolatka, lekko wystraszona na reakcję mistrza.
- Serio? Znów musiałem nie zamknąć na noc - mruknął mężczyzna do siebie, po czym znów zwrócił się do Ed. - Ale to nie zmienia faktu, co robisz tu tak wcześnie?
- Jak to wcześnie? Byłam zaledwie dziesięć minut przed czasem, a czekam już chyba wieczność. To mistrz się spóźnił.
- Mistrz się nigdy nie spóźnia, to uczniowie przychodzą za wcześnie, a ty faktycznie przyszłaś za wcześnie. Nie dostałaś wiadomości, że przenieśliśmy dzisiejsze zajęcia o godzinę?
- Co? - zdumiałą się dziewczyna. - Nie, nie dostałam.
- Sorel miał cię poinformować. Osobiście prosił mnie o zmianę godziny i zobowiązał się dać wszystkim znać.
- No tak, Sorel - warknęła dziewczyna przez zaciśnięte zęby.
- No nic, ale skoro już przyszłaś to... Siedź dalej.
- Dzięki mistrzu - mruknęła nastolatka. Wzięła głębszy oddech i wróciła do czekania.
Jakiś czas później do dojo zaczęli wlewać się pozostali uczniowie i zajmować swoje miejsca. Jako ostatni do sali wszedł wysoki i umięśniony brunet.
Dostrzegłszy siedzącą na macie Ed, uśmiechnął się kpiąco i przysiadł obok niej.
- Jak się siedzi? - zagadał nie gasząc swego nieprzyjemnego uśmiechu.
Dziewczyna jednak milczała, dzielnie wpatrując się w ścianę naprzeciw.
- Hey, chyba nie masz mi za złe, że zapomniałem cię poinformować o przeniesieniu zajęć? - Ed nadal milczała. Jednak każdy kto znał ją tak dobrze jak Daniel, wiedział, że długo to nie potrwa. - Powinnaś być mi wdzięczna. Dzięki mnie mogłaś poćwiczyć cierpliwość i silną wolę.
- Ćwiczę ją za każdym razem, gdy powstrzymuję się od zdzielenia ci w pistaszki - warknęła w końcu szatynka. - Więc wróciłeś już ze swojej wycieczki do Japonii? - zapytała, jednak nadal nie zaszczyciła chłopaka spojrzeniem. Podczas gdy czarnowłosy cały czas na nią zerkał, ta wzrok utkwiony miała w ścianie. - I nic Cię tam nie zjadło?
- Zazdrość przez ciebie przemawia. Jeśli ładnie poprosisz kiedyś cię tam zabiorę.
- Chyba tylko po to bym mogła strącić Cię z góry fugu.
- Chyba Fudżi. Fugu to japońskie danie.
- Zwał jak zwał. Bylebyś się zabił.
- Jak zawsze miła i delikatna. Jak to jest być jedyną dziewczyną w dojo?
- Jak się czujesz z tym, że jesteś jedynym kretynem w dojo?
- Czy mi się wydaje, czy schudłaś od naszego ostatniego spotkania? A nie to tylko złudzenie optyczne.
- Ściąłeś włosy, czy ten twój żel w końcu Ci je wypalił?
- Powiedz mi lepiej, jak ci się ćwiczyło bez mojej obecności? Pewnie nikt, nie chciał ci partnerować. Kto by sobie poradził z takim derpem, poza mną.
- To był najcudowniejszy tydzień mojego życia. Nie musiałam oglądać twojej twarzy. Nie myślałeś o przeprowadzce?
- W życiu cię nie zostawię.
- Nie miałabym nic przeciw.
Dalsze docinki zostały przerwane pojawieniem się trenera. Mężczyzna, gdy tylko wyszedł ze swojego gabinetu, zagrzmiał swym tubalnym głosem.
- Frasinati! Co ja mówiłem o wiązaniu włosów podczas treningów?
- Przecież są związane.
- O serio? Nie zauważyłem. Weź zwiąż je jeszcze raz.
Ed zmrużyła zrezygnowana oczy i ponownie związała swe włosy. Nie dało to jednak większego rezultatu. Jej bujne loki, nadal żyły własnym życiem.
- Chłopaki - odezwał się ponownie sensej. - I dziewczyno, witam was na kolejnym treningu. Namaste, Ohaio, i inne takie. Podczas dzisiejszych zajęć przeprowadzimy sobie małe eliminacje do zbliżających się ogólnoparyskich zawodów karate. Każde dojo ma możliwość wystawienia jedynie trzech najlepszych zawodników, obu płci. W sumie sześciu reprezentantów. Ponieważ nasze dojo nie dysponuje trzema najlepszymi dziewczynami, musimy zadowolić się Frasinati. Gratulacje Frasinati, jesteś w reprezentacji.
- Jess - ucieszyła się szczerze Ed i zrobiła znak zwycięstwa.
Mężczyzna kontynuował.
- Reszta będzie musiała się nieźle nagimnastykować, by zasilić nasz skład. No może poza Sorelem. Bez problemu skopie wam wszystkim tyłki, ale nam trzeba trzech reprezentantów. Pozostałe miejsca też przydałoby się obsadzić. Serio, dobrze by było mieć jeszcze ze dwóch takich Sorelów. Może w końcu pokonalibyśmy Dragonusy. Przeklęte gadziny, od dwóch lat zabierają nam złoto drużynowe sprzed nosa. Ale wracając. Na czym stanąłem?
- Na eliminacjach.
- A tak, dziękuję Sorel. Więc, dziś eliminacje, ale wcześniej rozgrzewka i krótkie przygotowanie. Okej, ode mnie to wszystko. Ktoś coś? Jakieś pytania?
- Właściwie ja mam jedno - odezwał się blondyn siedzący nieco przed Sorelem unosząc delikatnie dłoń.
- Mów Anders.
- Jestem Mancini. Dlaczego niektórzy z naszych uczniów, są traktowani z większym poważaniem niż inni?
- Żadnej nieuczciwości nie możecie mi zarzucić. Wszystkich traktuję z równą wzgardą - odparł poważnie sensej. - No może poza Sorelem, on ma specjalne względy. Ale to moje złoto, a złoto trzeba polerować.
- To dlaczego Frasinati ma własną szatnię? - kontynuował blondyn.
- Bo jest dziewczyną.
- Nie wygląda.
- Ale tak twierdzi.
- Czyli jak bym ja stwierdził, że też jestem dziewczyną, to dostałbym własną szatnię?
- Uważaj bo ja stwierdzę, że jestem kangurem i nakopie ci do tyłka - odezwała się Edith.
Po sali rozeszły się ciche śmiechy.
- No ale równie dobrze mogłaby się z nami przebierać. Nie widzę przeciwwskazań.
- Niestety sanepid i zasady BHP widzą. Jeszcze co? Nie? Okej. Przechodzimy do ćwiczeń.
Uczniowie przeszli do krótkiej przebieżki, a potem tradycyjnych sparingów w swoich treningowych parach. Edith miała oczywiście to szczęście, że od ośmiu lat jej parą niezmiennie był sam Daniel Sorel.
Nastolatkowie stanęli naprzeciw siebie. Chłopak uśmiechnął się niepokojąco.
- Pięć - oznajmił wyłamując palce.
- Co pięć?
- W tylu ruchach cię dziś położę.
- No chyba nie.
Ku ogólnemu zdumieniu czarnowłosego, potrzebował znacznie więcej niż pięć ruchów by Edith wylądowała na macie.
Frasinati z uśmiechem poderwała się z podłogi i wykrzyknęła cała rozradowana.
- Ha! I co! Wygrałam! Znaczy... - dziewczyna odchrząknęła. - Nie wygrałam, ale ty się myliłeś.

Tymczasem Adrien z tacą wyładowaną camembertem i drugim śniadaniem wszedł do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Postawił półmisek na stole i ze szklanką soku w dłoni, usiadł na kanapie włączając telewizor.
- Plagg, przyniosłem ser - oznajmił nastolatek.
Jego Kwami zjawiło się w mgnieniu oka. W łapkach trzymało telefon młodego Agresta. Odłożyło urządzenie na stolik i zabrało się za ser.
- Więc - dobiegł z głośnika komórki piskliwy głos. Na ten dźwięk, Adrien drgną wystraszony oblewając się napojem. - Co z tym Marinette?
- Przepraszam Plagg, z kim ty rozmawiasz? - odezwał chłopak rozcierając plamę na koszulce.
- Poczekaj chwilę Zabb, młody coś chce - zwrócił się do słuchawki Plagg. - Czego?
- Pytałem z kim rozmawiasz z mojego telefonu.
- Z Zabbem - odparł Plagg i wrócił do konwersacji. - No poznał ją w zeszłym roku i chyba coś ze sobą kręcą. Tak mi mówi mój szósty zmysł.
- Czekaj, czy Zabb to Kwami Edith?
- Moment Zabb - Plagg znów przerwał rozmowę i zwrócił się nieco oburzony do blondyna. - Tak, Zabb jest Kwami Drzewołaz. Czy masz jeszcze jakieś durne pytania, czy mogę wrócić spokojnie do rozmowy?
- Czy wy rozmawiacie o mnie?
- Wiesz, świat nie kręci się wkoło ciebie i nie wszyscy gadają tylko na twój temat - oburzył się stworek. - Jestem Zabb.
- Cześć Zabb! - zawołał Adrien.
- Cześć Czarny Kot!
- Co tam u Edith?
- Ma trening Karate.
- Trenuje Karate?
- Tak, jakieś zawsze.
- Nie mówiła mi, że trenuje Karate.
- A ty jej, że trenujesz szermierkę - odparło Kwami Drzewołaz.
- Skąd wiesz, że trenuję szermierkę?
- Plagg mi powiedział.
- Często tak sobie gadacie?
- Odkąd Ed dała ci swój numer.
- To tłumaczy podwyższenie moich rachunków za telefon.
- Owszem, to jeden z powodów - przyznał Plagg.
- O czym sobie rozmawialiście?
- O tobie - Adrien rzucił swojemu Kwami mordercze spojrzenie, na co stworek uśmiechnął się i wzruszył ramionami. - Plagg opowiadał mi właśnie o jakimś Marinette w którym się bujasz.
- Marinette to dziewczyna i nie bujam się w niej. To moja przyjaciółka - oznajmił natychmiast blondyn.
- Phhh - prychnął Plagg. - Tak jak Edith nie kocha się w Danielu, a on w niej.
- Że co? Jaki Daniel?
- Chłopak z treningów Edith o którym ostatnio opowiadałem Plaggowi - odparł Zabb.
- Uważamy, że coś do siebie mają - oznajmił Plagg. - I to nie jest niestrawność.
- Dokładnie, Ed ciągle na niego narzeka i wyklina. Jeanne robiła to samo z Federiko, a potem wzięli ślub.
- To dziadkowie Edith - wyjaśnił Plagg. - Jeanne była poprzednią opiekunką Zabba.
- Tak właśnie. Edith strasznie ją przypomina, tylko jest...
- Bardziej derpowata - dopowiedział Plagg.
- Ładnie to ująłeś bracie.
- Czy Edith wie, że tak sobie gadacie?
- A ty wiedziałeś, że Plagg używa twojego telefonu do kontaktu ze mną?
- Nie.
- To kiepski z ciebie opiekun. Zupełnie nie kontrolujesz swojego Kwami.
- Też mu to mówię - oznajmił Plagg.
- Dobra, ja kończę Plagg. Edith chce swój telefon.
- Spoko, do usłyszenia!
Kwami rozłączyły się. Plagg w spokoju kończył ser, podczas gdy Adrien wpatrywał się w niego z oczekiwaniem.
- Czy nie uważasz, że... - zaczął po chwili.
- Nie - przerwał mu stworek i przełknął ostatni kęs sera. - Przyniósł byś więcej.
- Ser chyba musi poczekać - oznajmił nastolatek wpatrując się w telewizor. Wyświetlany na nim był właśnie plac Pigalle. Z fontanny znajdującej się na rynku wytryskała piana. Obok niej stała barwnie ubrana dziewczyna z szerokim uśmiechem na twarzy. Ciskała kolorowymi kulkami w tłum zdezorientowanych ludzi. Każdy trafiony ów kulką, wybuchał niekontrolowanym śmiechem. - Władca Ciem znów uderzył.

Edith zarzuciła lasso na roześmianą dziewczynę. Ta jednak szybko zrobiła unik i cisnęła śmiechokulką wprost w Niebieską Żabę. Na całe szczęście, bohaterce udało się jej uniknąć.
- Hahahha! Śmiej się ze mną Żabciu! - zawołała opętana przez Akumę nastolatka. - Śmiech wydłuża życie.
- Tyle, że wcale nie jesteś zabawna! - zawołała Ed, dźwigając się z ziemi.
Za złoczyńcą pojawił się Czarny Kot. Blondyn za pomocą swego kociego kija podciął jej nogi. Nastolatka upadła na ziemię, jednak prędko podniosła się i uśmiechnęła na widok Czarnego Kota.
- Witaj Kotku, fajnie że wpadłeś. Jestem Funny i rozbawię cię do łez.
- Jak już wspomniała moja przedmówczyni, nie jesteś zabawna.
- To się jeszcze okaże - mruknęła Funny i podskoczyła wysoko w górę, po czym zaczęła obracać się dookoła jak bąk i wypuszczać kolorowe kulki. Każdy trafiony kulką człowiek, wybuchał przeraźliwym śmiechem.
Czarny Kot i Drzewołaz skryli się pospiesznie w pobliskiej uliczce i obserwowali obracającą się w powietrzu dziewczynę uważnie.
- Drugi atak Akumy dziś - odezwał się Adrien oddychając ciężko. - Pracowity ten nasz Władca Ciem ostatnio.
- Ma facet dobry dzień.
- Wiesz gdzie może być Akuma?
- Jest chyba w pasie, w którym Funny ma śmiechobomby.
- Okej, więc plan jest taki...
Nim jednak Czarny Kot zdołał dokończyć swą myśl, na szczycie budynku za którym się ukrywali, pojawiła się czarno-biała postać. Postać skoczyła na obracającą się w powietrzu dziewczynę, po czym oboje runęli na ziemię.
Czarny Kot i Niebieska Żaba skrzywili się z bólu.
- Sss - mruknęła Ed. - To musiało boleć.
Superzłoczyńca i tajemniczy przybysz, przyodziany w strój wojownika, poderwali się z ziemi, i stanęli naprzeciw siebie. Czarno-biały wyciągnął zza pasa bambusową laskę i zaczął nią obracać w dłoni. Tymczasem Śmieszka sięgnęła kilka barwnych kul i z uśmiechem zaczęła nimi żonglować.
- O zobacz! - zawołała Żaba na widok orężu przybysza. - Ma taką broń jak ty.
- Nie, ja mam kocikij, a on jakąś laskę - mruknął Czarny Kot, oburzony że ktoś śmiał pomylić jego ukochany kij z jakąś tanią podróbą.
Po chwili śmiechobomby jedna po drugiej powędrowały wprost ku wojownikowi. Ten jednak zręcznie je odbił i ruszył wprost na kolorową. Rozpoczęła się między nimi walka.
- Nie uważasz, że powinniśmy mu pomóc? - odezwała się niepewnie Niebieska Żaba.
- W sumie racja. Chodź.
Para pospiesznie wybiegła zza bloku i stanęła po obu stronach nowego kompana.
- Ktoś ty? - rzucił naprędce Kot ku nowemu sojusznikowi.
- Panda - odparł tamten nie spuszczając wzroku z rywalki.
Funny uśmiechnęła się na widok nowych przeciwników.
- Mnożycie się jak króliki. Mam pomysł! Pobawmy się w złap króliczka. Ja będę wilkiem - po tych słowach wyciągnęła zza pasa gumowego kurczaka, którym zaczęła wymachiwać niczym najprawdziwszym mieczem.
- Poddaj się Czarny Kocie! - wykrzyknęła robiąc zamach i uderzając Adriena prosto w głowę.
O dziwo Czarnemu Kotu nic się nie stało. Chłopak stanął lekko zszokowany.
- Nie boli - mruknął zdezorientowany.
- Upss... - zawołała Funny z uśmiechem, gdy dostrzegła, że jej oręż nie budzi już strachu w przeciwnikach.
Czarny Kot, Drzewołaz i Panda zaczęli się niebezpiecznie zbliżać do Śmieszki. Nastolatka widząc to wyciągnęła z kieszeni balon, który prędko nadmuchała i zwinęła w kształt psa. Balonowy pies niespodziewanie ożył i rzucił się na będącego najbliżej Pandę. Ten jednak jednym ruchem swego kostura pęknął go.
Śmieszka cofnęła się kilka kroków.
- Przestań się z nimi bawić i odbierz Miraculum Czarnemu Kotu! - usłyszała w głowie głos samego Władcy Ciem.
- Tak jest Władco Ciem.
W następnej sekundzie, Funny ponownie skoczyła w powietrze.
- Nie tak prędko! - zawołała Żaba.
Nim zakumiona nastolatka znalazła się poza zasięgiem broni, zarzuciła na nią swe lasso, łapiąc ją w talli. W tej samej chwili Śmieszka zaczęła się obracać dookoła z zawrotną szybkością, sprawiając tym samym, że Drzewołaz oderwała się od ziemi i zaczęła wirować dookoła uczepiona swej liny.
- Drzewołaz puść się! - zawołał Czarny Kot. - Złapię Cię!
- Nie! Ja ją złapię! - wykrzyknął Panda.
Nim jednak bohaterowie zdążyli zdecydować, który z nich złapie Niebieską Żabę, ta puściła swe lasso i poszybowała w bliżej nieokreślonym kierunku. Nastolatkowie zdążyli tylko zarejestrować, jak znika za jakimś blokiem.
Lasso Drzewołaz spadło na ziemię, a Funny zaczęła uwalniać swych balonowych podwładnych, którzy przybierali przeróżne kształty, od węży, przez pudle i małpy po żyrafy.
Gdy po kilku sekundach cała ulica była usłana balonowymi przyjaciółmi Funny, blondynka opadła na ziemię i uśmiechnęła się szeroko.
Gumowi podwładni złocznicy, rzucili się na stojących na ulicy bohaterów skutecznie ich rozdzielając.
Funny podeszła do Czarnego Kota.
- Zostałeś sam Czarny Kocie. To jak dogadamy się? Twoje Miraculum, za święty spokój - oznajmiła jak zawsze z uśmiechem na ustach.
- Pomarz sobie.
- Hey. Nieśmieszna panienko! - wykrzyknął Panda zbliżając się do Śmieszki. Po drodze rozdeptywał napotkane balony. - Czas na ciebie.
- Nie wtrącaj się! - wykrzyknęła nastolatka i cisnęła w niego śmiechobombą.
Ten jednak zręcznie ją odbił, a kulka powędrowała wprost w Niebieską Żabę, która nadbiegła z pobliskiego zaułka.
- Jestem... - zdążyła oznajmić. Reszta jej wypowiedzi utonęła w przeraźliwym śmiechu, który wydobył się z jej ust.
- Coś ty narobił! - zawołał rozeźlony Czarny Kot i spojrzał rozgniewany na Pandę.
Biało-czarny wojownik, jednak nic sobie z tego nie robił i ruszył na Funny, by znów się z nią pojedynkować.
Adrien tymczasem podszedł prędko do Drzewołaz.
- Wstawaj - oznajmił podciągając ją za ramię do góry i stawiając na nogi.
- Nie mogę - odparła Niebieska Żaba, śmiejąc się nieprzerwanie, po czym zatoczyła się i znów wylądowała na ziemi.
Czarny Kot westchnął ciężko i rozejrzał się dookoła. Może i nie miał "Szczęśliwego Trafu", ale kto powiedział, że nie potrafi wymyślić dobrego planu akcji, mając do dyspozycji to co akurat znajdzie na ulicy.
Wtem jego spojrzenie padło na lasso Drzewołaz porzucone na środku drogi. Chłopak podbiegł do niego odtrącając na boki balonowych napastników. Podniósł z ziemi i przywiązał do niego koci kij. Następnie podrzucił swą broń i sprawił, że zaklinowała się pomiędzy dwoma sąsiednimi budynkami. Po tym wszystkim, chwycił się lasso, niczym Tarzan rozbujał na nim i wpadł wprost na Śmieszkę zwalając ją z nóg, po czym pospiesznie związał ją liną. Na koniec odebrał jej pasek w którym skrywała się Akuma.
- Hey! Ja jeszcze nie skończyłam - wydarła się rozwścieczona nastolatka, widząc że Kot zamierza sobie od tak odejść.
- Ale ja tak - oznajmił blondyn, po czym wydobył z pasa jedną z kulek i cisnął w Funny, a ta wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem.
Czarny Kot z pasem zarzuconym na ramię podszedł do Edith. Po chwili u jego boku zjawił się również Panda.
- Pomóż Pando - zażądał Agreste, biorąc Ed pod ramię.
Czarnowłosy stanął po drugiej stronie nastolatki i pomógł ją prowadzić. Cała trójka ruszyła wolno ku zaułkowi.
- Poczekamy tu, póki policja nie zgarnie Śmieszki - oznajmił Kot pomagając Drzewołaz usiąść pod ścianą.
- Po co? - zdumiał się Panda.
- W razie gdyby się uwolniła, lub coś poszło nie tak podczas jej pojmania. Zawsze jedno z nas zostaje by mieć na oku opętanego, aż do przejęcia go przez służby bezpieczeństwa.
- Nie wiedziałem. Myślałem, że rozkładacie tych cieniasów na łopatki i znikacie.
- Większość ludzi tak myśli. W rzeczywistości nasze bohaterstwo nie kończy się na obijaniu przeciwników.
- Swoją drogą - odezwał się po chwil Panda, po czym kilka sekund zmienił się w zwykłego nastolatka. U jego boku unosiło się czarno-białe Kwami. - Jestem Daniel.
Czarny Kot osłupiał na ten widok, tymczasem Niebieska Żaba niemal zakrztusiła się ze śmiechu.
- No to skoro ja zdradziłem wam swą sekretą tożsamość, teraz wasza kolej - oznajmił pewnie Daniel.
- Ale haha nikt haha cię haha o to haha nie prosił - zdołała wykrztusić Edith.
- To znaczy, że nie dowiem się kim jesteście? - zdumiał się nastolatek.
- Sorry gościu, ale sekretna tożsamość, znaczy sekretna - oznajmił Czarny Kot.
- Kurczę niezręcznie wyszło - mruknął chłopak drapiąc się po głowie. - Pomóc wam jeszcze w czymś?
- Nie, wystarczająco już zrobiłeś - odparł Czarny Kot wskazując Drzewołaz, która śmiała się niekontrolowanie. - Następnym razem, musisz też zwracać uwagę na otoczenie, a nie tylko rywala.
- W porządku.
- Skąd właściwie się wziąłeś? W sensie... Mistrz cię przysłał? Nie wspominał nic o nowym kompanie.
- Sam przyszedłem - odparł Daniel z uśmiechem. - Pomyślałem, że wam jakoś pomogę. Nie znam waszego mistrza.
- Więc jak wszedłeś w posiadanie Miraculum? - dopytywał się blondyn. Nowy bohater wydał mu się co najmniej podejrzany.
- Kupiłem na bazarze i to za całkiem okazyjną cenę - odparł chłopak.
Na tę informacje Czarny Kot ponownie zaniemówił, tymczasem Drzewołaz wybuchła jeszcze bardziej histerycznym śmiechem.
- Proszę? - wydukał w końcu Adrien. - Z tego co wiem Miraculum nie sprzedają na jarmarkach.
- Cóż to najwyraźniej sprzedawali. Staruszce u której to kupiłam, bardzo zależało żeby się go pozbyć. Poznawszy Poogo - chłopak wskazał na swoje Kwami. - Zaczynam rozumieć dlaczego.
- Spadaj szczylu. Sam jesteś wkurzającym, małym smrodem - oznajmiło Kwami i skryło się w jego kapturze.
- Czyta w myślach - wyjaśnił nastolatek i westchnął ciężko.
Kilka minut później zjawiła się policja, wsadziła Funny do furgonetki i odjechała.
- Dobra Niebieska, lecimy - oznajmił Czarny Kot pomagając przyjaciółce wstać.
Po tych słowach para jakimś cudem dostała się na dach i zniknęła z pola widzenia Daniela.

Edith i Adrien, nadal w swych superbohaterskich kostiumach, znajdowali się w kwaterze mistrza Fu. Podczas gdy staruszek ukrywał zakumowiony przedmiot w specjalnym sejfie, Czarny Kot i Drzewołaz siedzieli wygodnie na macie. Brązowowłosa przestała się już dusić ze śmiechu i rozmasowywała obolałe policzki.
- Chyba będę nieśmiertelna - mruknęła, uderzając się delikatnie w twarz i sprawdzając czy ma jeszcze czucie. - Nie boli - wyszeptała i znów się pacnęła.
- Serio? - zdumiał się Czarny Kot. - Pokaż - po czym delikatnie spoliczkował Ed.
- Nic. Zero - oznajmiła dziewczyna z przejęciem.
Para dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że mistrz przygląda się im co najmniej zmieszany. Oboje natychmiast wyprostowali się i przyjęli poważne miny.
- Widziałem, że mieliście nowego towarzysza - zaczął staruszek siadając naprzeciw bohaterów.
- Skąd mistrz wie? Mistrz jest wszechwidzącym? - zawołała Ed z ekscytacją.
- Mam telewizor Drzewołazie, widziałem. Wasze zmagania jak zawsze pokazywali w telewizji.
- Chwila - odezwał się Adrien. - To mistrz ogląda nas w telewizji?
- Oczywiście, jak cały Paryż.
- Co innego ośmieszać się przed Paryżem, a co innego, przed własnym mistrzem! - zawołał Czarny Kot z przejęciem. - Jakbym wiedział wcześniej, to starał bym się wypadać bardziej profesjonalnie. Czemu mistrz nic nie mówił?
- Zluzuj partnerze - usiłowała uspokoić go Ed. - Nie jesteśmy, aż tacy źli, no nie Fu? Powiedz coś, bo mi się towarzysz rozkleja.
Azjata zrobił głębszy wdech, by powstrzymać się od wybuchnięcia. Każda wizyta jego podopiecznych wymagała z jego strony zużycia olbrzymich pokładów cierpliwości, by nie krzyknąć i nakazać im zaprzestania zachowywania się jak dzieci, i zaczęcia traktować ich misji z powagą.
- Jestem świadom Czarny Kocie, że oboje robicie co w waszej mocy by powstrzymać Władcę Ciem. W swej historii miałem pod swą pieczą wielu bohaterów, jednak żadni nie byli tak specyficzni jak wy. Naprawdę wierzę, że się staracie.
- Widzisz! Fu jest świadomy i wierzy! Czyli nie jest tak źle - zawołała Ed, poklepując blondyna po plecach.
- Specyficzni? - zdumiał się Agreste.
- Wracając do tematu - odezwał się pospiesznie Fu. - Uważam, że mimo iż tworzycie świetny duet, nowy towarzysz może się przydać. Mimo wszystko jednak, powinniście na niego uważać. Nie wiemy kim jest i czy nie okaże się współpracownikiem Władcy Ciem...
- Och! Świetnie wiemy kim jest - przerwała mu Ed z uśmiechem.
- Chwila. Co takiego?
- Przedstawił się nam - mruknął Czarny Kot nieco zdegustowany.
- Nazywa się Daniel Sorel. Chodzę z nim na karate. Znam go dość dobrze. Nieźle walczy, ale to farfoś, choć wątpię by spoufalał się z Babcią Klozetową. Raczej nie ma aż takich znajomości.
- Babcia Klozetowa to kryptonim Władcy Ciem - wyjaśnił Adrien.
- Jako opiekun Kwami, chyba sobie jakoś poradzi. Jest dziany, a z doświadczenia wiem że Kwami dużo żrą, więc nie zbankrutuje na jedzeniu dla niego. Na frytki dla Rzekotki wydaje prawie całe...
- Dziękuję Drzewołazie, wystarczy - przerwał jej pospiesznie Azjata, nim nastolatka zdążyła się rozkręcić.
- Ten cały Sorel powiedział nam, że kupił swoje Miraculum na bazarze - odezwał się tym razem Adrien. - Czai mistrz? Na bazarze!
- Co?
- No wiem, moja reakcja była taka sama - zawołał blondyn.
- Jego Kwami nazywa się Poogo, ponoć czyta w myślach - dopowiedziała Frasinati.
Na tę wiadomość Wayzz znajdujący się na ramieniu mistrza, wybuchnął śmiechem. Cała trójka zwróciła na niego spojrzenia.
- Przepraszam - odezwało się Kwami natychmiast, powstrzymując niekontrolowany wybuch. - Ale wcale się nie dziwię, że ktoś próbował pozbyć się Poogo. Ten dzieciak nieźle wdepnął.
- Znasz tego całego Poogo? - zdumiał się Czarny Kot.
- Oczywiście, wszystkie Kwami się znają - oznajmili Fu i Ed jednocześnie.
- Okej, to było dziwne - wymamrotała Frasinati.
- Poogo to kwami Pandy, a przy tym straszna maruda i jeczydusza. Dodatkowo ma mocno cięty jezyk. Raczej nie potrafi zjednywać sobie ludzi - wyjaśnił Wayzz.
- Taki trochę Plagg na speedzie?
- Plagg przy nim to dżentelmen.
- Charakterne Kwami. Trafił swój na swego, Daniel też nie należy do najłatwiejszych w pożyciu. Bywa upierdliwy.
- A jak się spisuje jako super bohater?
- Chyba nie najgorzej... - zaczęła Ed.
Adrien jednak natychmiast jej przerwał.
- Mam co do jego kariery jako superbohatera, zastrzeżenie.
- Co jest w tej kwestii nie tak? - zdumiała się Żaba. - Z doświadczenia wiem, że nieźle walczy.
- Może i tak, ale sprawne posługiwanie się pałą to nie wszystko. Ważna jest też współpraca i działanie w zespole, a on wyraźnie ma z tym problem. Przez niego w końcu oberwałaś tą śmiechobombą.
- Oj tam, oj tam. Wpadki zdarzają się najlepszym - mruknęła dziewczyna, lekko czerwieniejąc. W pamięci wciąż miała, jak pierwszego dnia bycia Drzewołazem, niechcący obezwładniła swojego partnera. - Trzeba dać mu szansę.
- Nie wspominając już, że to matoł - kontynuował Adrien. - Już pierwszego dnia zdradził nam swoją tożsamość! Jakim trzeba być debilem, żeby zrobić coś takiego? Nawet Drzewołaz nie posunęła się do czegoś takiego.
- Fakt, to nieco go deklasuje - przyznała Ed.
- Ja do dziś nie wiem kim jest Biedronka, a znam ją już ponad rok.
- Rozumiem Czarny Kocie. O tym czy będziecie z nim współpracować, zadecydujecie sami. Ja nie będę ingerował w tej kwestii. Pamiętajcie jednak, że każdy sprzymierzeniec się liczy. Walka z Władcą Ciem, jeszcze się na dobre nie zaczęła. Każda pomocna dłoń jest na wagę złota.
- W porządku mistrzu - odparli bohaterowie zgodnie.
- Możecie już iść.
Nastolatkowie wstali z maty i udali się ku "wyjściu" czyli oknie w gabinecie mistrza.
- To widzimy się wieczorkiem. Babcia mówiła, że gramy w kanastę - rzuciła panna Frasinati na odchodne.
- Tak, do później Drzewołazie - odparł mężczyzna zmęczonym głosem.
- Ogarniasz zasady gry w kanastę? - zdumiał się Czarny Kot, idąc obok swej partnerki. Oboje szli po dachy budynku kierując się do domów.
- Jasne, to czysta matematyka.

- Pando pamiętaj o planie! - wykrzyknął Czarny Kot, atakowany przez armię postaci z kreskówek.
- Nie czas na planowanie! Pora na działanie! - zawołał czarnowłosy przepychając się ku głównemu złoczyńcy bieżącego dnia, który sam siebie zwał Kinomaniakiem. W tyle zostawił swoją drużynę, nawet się nie obejrzał czy aby nie potrzebują pomocy.
- Matoł - warknął Czarny Kot przez zaciśnięte zęby, groźnie zaciskając pieści. Kolejny dzień, kolejny złoczyńca i kolejne poszarpane nerwy Czarnego Kota. Odkąd trzy dni temu rozpoczęli współpracę z Pandą, cierpliwość blondyna każdego dnia wystawiana była na próbę.
Po rozmowie z Mistrzem Fu, Edith i Adrien ustalili wspólnie, że dadzą Pandzie jeszcze jedną szansę. Doszli do wniosku, że nowy bohater, mógłby ich odciążyć, a ich szkolnej karierze bardzo by to pomogło, choć Edith bardziej zależało na znalezieniu czasu na pisanie bloga. Dlatego też, Adrien obiecał być dla Pandy miły. Jednak im dłużej współpracował z czarno-białym wojownikiem, tym bliższy był złamania danego słowa.
- Wyluzuj partnerze. Nie jest, aż taki zły - usiłowała go uspokoić jego partnerka. - Skupmy się na naszym planie Kocie.
Dwadzieścia minut później, Drzewołaz z szerokim uśmiechem na ustach przypierała do podłogi związanego swym lassem Kinomaniaka. W dłoni trzymała zakumowaną kasetę VHS.
- Hey chłopaki! Spójrzcie! Udało się! - zawołała uradowana, rozglądając się dookoła.
Ku swemu ogólnemu zdumieniu spostrzegła, iż jej partnerzy, zamiast podziwiać jej dokonania, kłócą się w najlepsze.
Dziewczyna zapominając o związanym przeciwniku, podeszła do sprzeczającej się pary.
- Kto cię właściwie ustanowił liderem? - zawołał Panda.
- Walczę z Władcą Ciem dłużej niż ty i mam większe doświadczenie. Wiem, że ważna jest współpraca, a ty chyba nie wiesz co to znaczy!
- Na co mi wasza pomoc, skoro sam świetnie sobie radzę...
- Właśnie widziałem, jak niemal dałeś się znokautować Baba Jadze! A wcześniej byłbyś uderzył Ed-Drzewołaz znaczy! Nie traktujesz tego wszystkiego poważnie. Dla dobra naszego i własnego, przestań bawić się w bohatera, bo nie ręczę za siebie!
- Dość tego! - zawołała Edith mając po dziurki w nosie kłótni nastolatków.
- Nie wtrącaj się Drzewołaz. To sprawa między nami - warknął Adrien.
- Właśnie Żabciu, zostaw nas. To męskie sprawy.
- No chyba nie - prychnęła dziewczyna. - Obaj zachowujecie się dziecinnie. Kłócicie się w środku walki. Nawet nie zwróciliście uwagi jak zarąbiście obezwładniłam Kinomaniaka.
- Widzisz Czarny Kocie, nawet twoja dziewczyna uważa, że zachowujesz się niedojrzale.
- Mówię o was obydwojgu!
- Drzewołaz nie jest moją dziewczyną! Przyjaźnimy się.
- Beznadziejny z ciebie przypadek Czarny Kocie. Nie dziwię się, że Biedronka od ciebie uciekła.
- Przegiąłeś!
W następnej sekundzie Czarny Kot rzucił się wprost na Pandę.
- O zgon! - dobiegł Drzewołaz zza pleców, rozradowany głos Alyi.
Reporterka stała z szerokim uśmiechem nagrywając całe zajście.
- Alya! - zawołała Ed nieco zmieszana. - Emmm... Nagrałaś może moją potyczkę z Kinomaniakiem?
- Wybacz Drzewołazie, ale skupiłam się na kłótni Pandy i Czarnego Kota.
Ed westchnęła ciężko, po czym przeszła do rozdzielania bijących się chłopców.
- Proszę pomóż mi Alya! - zawołała chwytając Adriena w pasie i odpychając Daniela nogą.

Daniel leżał w swoim pokoju na łóżku, pisząc na messie ze swoim najlepszym kumplem, gdy usłyszał jak coś uderza o podłogę. Zszokowany dostrzegł leżącą na ziemi Niebieską Żabę. Na jej widok poderwał się z miejsca.
- Co tu tu robisz? - zawołał nieco zlękniony, podczas gdy Drzewołaz podniosła się z ziemi i otrzepała. - Jak mnie znalazłaś?
- Troszkę, jakbym cię śledziła - odparła nastolatka, po czym odchrząknęła i oparła się o parapet. - Wybacz, że tak bez zaproszenia włamuję się do twojego domu, ale chciałam sprawdzić czy nic ci nie jest. No wiesz Akuma i te sprawy. Twoja kłótnia z Czarnym Kotem wyglądała nieco poważnie. Przestraszyłam się, że coś może cie opętać.
- Spoko, takie rzeczy mnie nie ruszają. Poza tym nic mi nie grozi. Będąc posiadaczem Miraculum, nie mogę zostać opętanym przez Akumę.
- O, serio?
- Jasne. Poogo mi powiedział. Twój Kwami ci o tym nie wspominał?
- Jakoś nie.
- Miracula chronią nas przed mocą Kwami Motyla.
- K-kwami Motyla? - zdumiała się nastolatka. - To znaczy, że Władca Ciem też jest posiadaczem Miraculum?
- Tak, o tym Kwami też ci nie powiedziało? - zdumiał się szczerze nastolatek.
Ed pokręciła głową.
- Typowe - mruknął Poogo wylatując z abażura lampki nocnej. - Zabb jest jednym z tych Kwami, które wolą przemilczeć niewygodą prawdę. Ale nie ma się mu co dziwić, pewnie myślał, że nie jest to istotne do walki z Władcą Ciem. Nie wszyscy rozumieją, że każdy szczegół układanki ma znaczenie.
- Em... Jakiej układanki?
- By pokonać Władcę Ciem, musicie dowiedzieć się kim jest i jaką mocą włada. Myślę, że fakt iż posługuje się mocą Nooroo, może być pomocne. A teraz nakarm mnie palancie.
Ostatnie zdanie było oczywiście skierowane do Daniela.
- Tak, tak. Za chwilę.
Edith przełknęła ślinę.
- Dzięki Poogo. Jeszcze dziś pogadam z Rzekotką o tym wszystkim.
- Jak se chcesz. Gówno mnie to obchodzi - oznajmiło Kwami Pandy i wleciało między książki na biurku Sorela.
- Wybacz za niego, on tak cały czas.
- Charakterne Kwami.
- Nawet bardzo. Chcesz coś jeszcze?
- Ja... Gadałam z Czarnym Kotem. Jeśli chcesz, wciąż możesz z nami współpracować...
- Nie dzięki Żabciu. Ale chyba serio mam dość tej "zabawy w bohatera". Nie moja bajka.

Echo przeszłości

Edith z torbą zarzuconą na ramię wracała właśnie z kolejnego treningu Karate. Na jej twarzy można było dostrzec co najmniej zbulwersowanie. Daniel po raz kolejny dał jej w kość. Nie dość, że pokonał ją w walce, to jeszcze w docinkach dziś prowadził.
- Co tam Żabciu? - odezwał się Zabb wylatując z jej włosów i zajmując miejsce na ramieniu nastolatki. - Znów twoja lepsza połówka, udowodniła swoją lepszość?
- Nie jest ani połówką, ani lepszą. Jest okropnym snopkiem, który ma za dużo w... - myśl dziewczyny została jednak przerwana, przez głos dobiegający zza jej pleców.
Zabb natychmiast skrył się w jej włosach.
- Widzę, że o mnie rozmyślasz.
Nastolatka nie odpowiedziała, jedynie zacisnęła pięści z wściekłości i nieco przyspieszyła kroku. Chłopak który wypowiedział ów zdanie, szybko jednak zrównał się z nią.
- Mówiłem, żebyś na mnie poczekała. Mam coś dla ciebie.
- Najlepszym podarkiem byłoby, gdybyś dał mi w końcu spokój.
- No aż taki hojny nie jestem - oznajmił Daniel i chwycił dziewczynę za ramię zatrzymując ją.
Edith pospiesznie wyrwała się z jego uścisku, jednak przystanęła.
- Co chcesz?
- Wiesz, niedawno były twoje urodziny...
- Niedawno? To było pół roku temu.
- No mówię, niedawno, w tym roku. Trochę mi się zapomniało. W każdym razie mam z tej okazji dla ciebie drobny prezent - chłopak wyciągnął z tornistra niewielką paczuszkę i wręczył Frasinati. Dziewczyna przyjęła ją ostrożnie i uważnie się jej przyjrzała. Dobrze wiedziała, że na podarki daniela lepiej uważać, nigdy nic nie wiadomo co może być w środku. Ed doszła w końcu do wniosku, że podarek nie stanowi potencjalnego zagrożenia i powoli otworzyła wieczko pudełka. Na dnie kartoniku znajdowały się kawałki papieru.
- Czy to są...
- Kupony do każdego fastfooda w mieście - oznajmił chłopak z uśmiechem. - Na ostatnim treningu, kładąc cię na glebę, zauważyłem że trochę schudłaś. Pomyślałem więc, że ci się przydadzą. No wiesz, żebyś mogła zwiększyć masę.
Edith z uchylą buzią wpatrywała się zdumiona w nastolatka. Prezent naprawdę się jej spodobał, w końcu kochała jeść.
- Jej, to najmilsza rzecz jaką od ciebie usłyszałam, a ten prezent bije zeszłoroczną pustą torbę na głowę. Dzięki.
- Spoko. Chciałem się odwdzięczyć za ten kamień z Sekwany.
- Nie ma sprawy.
- Dobra będę leciał, mam randkę z Pam. Do następnego - oznajmił i potargał Edith po bujnych włosach.
- Pa - mruknęła nastolatka, mrużąc oczy z niezadowolenia, że ten znów niszczy jej fryzurę.
Daniel odwrócił się i ruszył w kierunku pobliskiej pizzeri.
Dziewczyna stała jeszcze chwilę, przeglądając otrzymane kupony.
Zabb ostrożnie wystawił łebek i rozejrzał się dookoła. Nie dostrzegłszy nigdzie żywej duszy, ponownie wyfrunął z kryjówki i usiadł na ramieniu Ed.
- Jest coś na frytki? - przeszedł do rzeczy stworek.
- Jest ich jakieś trzy tuziny. Na same frytki naliczyłam sześć. Rzekotka, najemy się!
Oczy Zabba powiększyły się do rozmiarów spodków. Gdyby nie fakt, że nie miał w zwyczaju płakać, zapewne uroniłby w tej chwili łzę szczęścia.
- Może od razu pójdziemy kilka zrealizować... - zaczął stworek, coś jednak odwróciło jego uwagę od kuponów.
Kwami wzbiło się w powietrze i niczym zahipnotyzowane poleciało w kierunku pobliskiego zaułka.
- Rzekotka! Dokąd to! - zawołała Frasinati i pospiesznie ruszyła za towarzyszem, który zdążył już zniknąć jej z oczu.
Gdy dziewczyna weszła w uliczkę dostrzegła najdziwniejszą scenę jaką w życiu miała okazję oglądać.
Ponad tuzin kotów siedzących w równym rządku wpatrywało się w przechadzającego się przed nimi dachowca, na którego grzbiecie siedziało małe, szare coś.
Edith szybko rozpoznała w ów cośu Kwami. Kwami trzymało w drobnych łapkach wykałaczkę i obecnie zajęte było głoszeniem przemowy.
- Jestem z was dumna towarzysze! - mówiło Kwami. - Pokazaliśmy dziś swą potęgę i udowodniliśmy do kogo należy ten zaułek. Stawiliśmy czoła lękom i zwyciężyliśmy! Wiwat Kocia Rasta!
W odpowiedzi zgromadzone koty zaczęły głośno miauczeć, co miało być chyba głosem uznania.
- Odda? - odezwał się Zabb po chwili.
Na dźwięk jego głosu, kocia armia rozproszyła się na wszystkie strony, a dzielne, szare Kwami zostało same.
Kwami nazwane przez Zabba Oddą, zdumione spojrzało na przybyszy, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że ktoś obcy zjawił się w zaułku.
Na widok niebieskiego stworka, Odda z wrażenia wypuściła wykałaczkę, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Kwami pospiesznie podleciało do Zabba i uściskało go.
- Zabb! Mój orsziku! - wykrzyknęła uradowana. - Wieki cię nie widziałam!
Wypuściwszy przyjaciela z objęć zakręciła się z radości w kółko, po czym wpatrzyła z uwielbieniem w Zabba.
- Rzekotka kim jest twoja koleżanka? - odezwała się Ed.
Odda spojrzała na Frasinati.
- Cześć jestem Odda! - zawołała natychmiast i podleciała bliżej brązowowłosej. - Sowie Kwami.
- Cześć, Edith jestem.
- Jesteś strażniczką Zabba! - zawołała uradowana Odda. - Miło cię poznać.
- A gdzie twoja strażniczka? - wtrącił się Zabb podlatując do Oddy.
- Kiedy ostatnio ją widziałam, szła do szkoły. Pewnie już z niej wraca. Ale opowiadaj Zabb co u ciebie?! Słyszałam o wyczynach Drzewołaz! Nieźle się spisujecie. Tworzycie z czarnym Kotem całkiem zgrany duet!
- Nie zmieniaj tematu! Nie powinnaś sama chodzić po mieście! - oburzył się Zabb.
- Oj daj spokój. Niby co miałoby się mi stać?
- Przepraszam, że się wtrącę, ale może obgadamy to w domu? Bo wiecie, jesteśmy w sumie na ulicy, jeszcze zlecą się jacyś ludzie i będą zadawać kłopotliwe pytania typu, "Co to za latające myszy". Odda wpadniesz do nas w gości?
- Dobry pomysł! Ruszajmy! Ku przygodzie! - zawołało Kwami sowy i jako pierwsze wyleciało z alejki. Dopiero po chwili wróciło, uświadomiwszy sobie, że nie wie dokąd iść. - Może jednak ty prowadź Edith - oznajmiło.

Dziesięć minut później, cała trójka znajdowała się w pokoju Edith. Nastolatka siedziała na swoim łóżku, naprzeciw którego ustawiony był fotel. Na oparciu ów fotelu siedziała wygodnie Odda. Zabb tym czasem, nieco naburmuszony, zajmował miejsce na ramieniu Ed.
- Więc od jak dawna się znacie? - odezwała się Ed.
- Od zawsze! - zawołała Odda.
- I... Lubicie się?
- Jasne!
- Swoją drogą czy wszystkie Kwami się znają?
- Z grubsza tak - przyznał Zabb.
- Odda może jesteś głodna? Chciałabyś coś zjeść?
- W sumie z chęcią! Może jakąś kanapkę?
- Okej to ja...
- Ja przygotuję - odezwał się Zabb zrywając się z ramienia Edith i lecąc w kierunku kuchni.
- Mama nie pozwala ci wchodzić do kuchni! - zawołała za nim dziewczyna.
- Blanca nawet nie zauważy, że tam byłem - odparł stworek i zniknął za drzwiami.
Ed westchnęła ciężko, podejrzewała jak skończy się wizyta Zabba w kuchni, jednak dobrze wiedziała, że jej Kwami trudno jest odwieść od jakiegokolwiek pomysłu.
- Więc Odda... Co robiłaś właściwie w tym zaułku zupełnie sama? I dlaczego ujeżdżałaś kota?
- Gdy dziś rano razem z moja opiekunką byliśmy w drodze do szkoły, wyglądając z jej torby dostrzegłam Bycusia. Bycuś to mój koci kumpel. Wyleciałam więc z kryjówki, żeby się z nim przywitać, ale od słowa do słowa, zgodziłam się pomóc mu w odbiciu jego rewirów. Pomyślałam, że to dobra okazja do przeżycia jakiejś ciekawej przygody! Kiedy zjawiliście się w alejce, świętowaliśmy właśnie zwycięstwo nad złowrogim kocim klanem - odparła Odda.
- Lubisz przeżywać przygody?
- O tak! I to bardzo. Brakuje mi starych czasów. Gdy Kwami nie tylko spały i jadły! Gdy się coś działo.
- To były takie czasy? - zdumiała się Ed pogryzając Zabbowe chipsy, które wyciągnęła z plecaka.
- O tak! Oczywiście! Kwami nie zawsze były leniwymi mieszkańcami ludzkich akcesoriów. W przeszłości żyliśmy pełnią życia. Przeżywaliśmy przygody, mieliśmy emocje, ale wojna wszystko zmieniła.
- Jaka wojna?
- Wielka Wojna Kwami. Zabb ci o niej nie mówił?
- Nawet słówkiem nie wspomniał! Opowiadaj. Chcę wiedzieć wszystko.
- To było jakieś może pięć tysięcy lat temu. Kto by tam liczył. Ale świat wyglądał zupełnie inaczej. Planetę porastały olbrzymie lasy i łąki, woda w stawach i morzach była przejrzysta, a ludzie i zwierzęta byli rzadkością. No i najważniejsze, świat wypełniała magia. Na Ziemi dominowały Kwami. Potężne magiczne istoty, obdarzone niezwykłą mocą. Każde Kwami było inne, niepowtarzalne i nie było dwóch takich samych o identycznych zdolnościach. Dwa z nich Chaosu i Ładu, były potężniejsze od każdego ze swych braci, wspólnie były zdolne do wszystkiego, nawet do zmiany historii. I w pewnym momencie właśnie do tego doprowadziły. Kwami Chaosu widząc jak bardzo jego bracia gardzą innymi istnieniami, postanowiło się za nimi opowiedzieć. Ład nie obchodziło nic poza porządkiem i spokojem, więc nie interesowało je co dzieje się z resztą istnień, póki Kwami były szczęśliwe. Dlatego, gdy Chaos postanowił poprawić sytuację Innych, sprzeciwiło mu się i zabroniło interweniować. Bało się, że może to zagrozić harmonii. Chaos jednak nie obchodziła harmonia, pragnął jedynie by każdy był traktowany na równi, nieważne czy Kwami czy nie. Od tego się właśnie zaczęło. Każda ze stron zyskała licznych zwolenników. Jedni pragnęli, pokoju inni równości. Niestety, o obie te rzeczy zmuszeni byliśmy zawalczyć. Wybuchła wojna. Po jednej stronie zwolennicy Tikki, po drugiej Plagga.
- Chwila! - zawołał Ed przerywając opowieść Oddy. - Czy przypadkiem Plagg nie jest Kwami Czarnego Kota?
- Tak, jak najbardziej. A Tikki to Kwami Biedronki.
- Czyli, że oni byli wrogami?
- Wróg to za duże słowo. Po prostu znaleźli się po przeciwnych stronach barykady. Plagg chciał równości. Tikki nie interesowało nic poza pokojem i chciała go zapewnić za wszelką cenę, nawet jeśli oznaczało to wojnę.
- Ale przecież, jedno w tym przypadku wyklucza drugie.
- Owszem, ale jeśli czegoś się naprawdę pragnie, czasem zapomina się o własnych ideałach, by to osiągnąć. Wojna trwała dziesiątki lat. Obie strony były równe sobie i żadna nie mogła pokonać przeciwnej.
- Więc jak się to skończyło? Która strona zwyciężyła?
- Gdy ludzie i zwierzęta zorientowali się, że to o nich toczy się bój, przyłączyli się do oddziałów Plagga. Walki były krwawe i zaciekłe. Straty były ogromne po obu stronach. W końcu jednak zarówno Plagg jak i Tikki przejrzeli na oczy. Dostrzegli zniszczenia, zrozumieli, że wojna do niczego nie prowadzi. Prędzej wybiją się nawzajem, niż rozwiążą swój problem. Chciały zakończyć zmagania, ale było za późno by pogodzić zwaśnione strony. Zbyt wiele się wydarzyło, zbyt wiele ran odniesiono. Tikki i Plagg postanowili więc zapobiec dalszemu rozlewowi krwi, w tym celu połączyli swe moce i sprawili, że każde Kwami stało się tym kim jest teraz. Małym, bezwolnym stworzonkiem, uwiązanym do przedmiotu. Bo wiesz, nie wyglądaliśmy tak całe swe istnienie. Kiedyś byliśmy podobni do ludzi.
- Ty też brałaś udział w tej wojnie?
- Oczywiście! Każde Kwami brało.
- Nawet Zabb?
- Jak najbardziej! Mało tego, Zabb był prawą ręką Plagga! Nie raz uratował mi życie.
- Ten cykor?
- Może teraz jest lękliwy, ale pamiętam go jak dzielnie dowodził armią Kwami. Wiesz wojna go tak zmieniła, widział śmierć, czuł ból i doznał strat.
- Jejku, nie miałam pojęcia.
- Każde z nas się zmieniło. Nie wszyscy na lepsze. Plagg był o wiele bardziej odpowiedzialny, martwił się o innych. Kochał. Niestety wojna zabrała mu jego miłość. - Odda zamilkła na chwilę. Po jakimś czasie westchnęła ciężko i kontynuowała. - Nazywała się Melly. Tikki odebrała jej życie podstępem. Miała nadzieję, że to złamie Plagga i ten się podda, ale tak się nie stało. Walczył do samego końca. Dopiero po wszystkim, odczuł jej stratę. Zdał sobie sprawę, że spędzi wieczność bez niej.
- Wieczność to długo.
- Bardzo.
- Ale czegoś nie rozumiem. Skoro Kwami są, aż tak potężne, to po co im strażnicy?
- Strażnicy Kwami nie mają za zadanie chronić Kwami przed światem, tylko świat przed Kwami. Bo widzisz, po tym jak Tikki i Plagg zmienili nas w... No "wróżki". Zlecili ludziom, jako najinteligentniejszym istotom zaraz po Kwami, by zajęli się nami, aby podobna sytuacja się nie powtórzyła. Woleli, by ktoś inny sprawował nad nimi kontrolę. Miracula nie są domem Kwami, to ich więzienie. Mało kto o tym pamięta.
- O mamusiu! Dlaczego nikt wcześniej mi o tym nie powiedział?
- Historia się zaciera. Wielu po prostu nie chce tego pamiętać. Czasów naszej świetności i tego, jak doprowadziliśmy do własnego upadku.
- No tak, ale to zbyt wielka rzecz by o niej zapomnieć! Nie można zatracać historii.
- Nie myśl, że Kwami zapomniały. Mamy świetną pamięć. Po prostu nie rozpamiętujemy, nie wracamy do przeszłości idziemy naprzód. No... nie wszyscy.
- Co masz na myśli?
- Niektórym nie podobają się ich więzienia i pragną wolności. Słyszałam, że są Kwami którym udało się wyzwolić ze swych Miraculów i usiłują odzyskać dawną formę.
- I co się z nimi dzieje?
- Nie wiemy. Nie mamy z nimi kontaktu.
Odda zdawała się chcieć powiedzieć coś jeszcze, jednak w tym samym momencie do pokoju, z tacą wypełnioną kanapkami wleciał Zabb.
- Nie byłem pewny z czym chcesz, więc zrobiłem ze wszystkim - oznajmił stawiając półmisek na fotelu.
Odda natychmiast do niego podleciała.
- Czy to baleron? - zapytała wskazując na jedną z kanapek.
- Nie, mortadela.
- Nie jem mortadeli.
- Nie było baleronu.
- To dobrze, jego też nie jem - oznajmiło Kwami sowy i zabrało się za kanapkę obok.
Zabb usiadł zmęczony na łóżku Ed, obok swej paczki chipsów i wpatrzył się w Oddę pałaszującą kanapki. Jego minka wyraźnie wskazywała, że się nad czymś zastanawia.
Tymczasem Ed z uśmieszkiem spoglądała to na swe Kwami, to na Kwami sowy. Po raz pierwszy widziała, żeby Rzekotka był dla kogoś tak miły. Sam przygotował posiłek i nawet go przyniósł. Nie marudził, że musi poświęcić cenne sekundy swojego życia na napełnianie brzucha kogoś innego niż on sam.
Edith do dziś pamiętała, jak gdy poprosiła go o jabłko, walnął jej gadkę uświadamiającą o tym, że to ona powinna karmić jego, a nie na odwrót. Stworek wtedy tak się rozgadał, że nastolatka zdążyła zjeść ów jabłko, nim ten skończył przynudzać.
Brązowowłosa dobrze wiedziała, co możne oznaczać takie nastawienie w stosunku do innego Kwami. No i jeszcze ta wzmianka Oddy "Nie raz uratował mi życie". Frasinati mogła postawić swe bujne loki, że Zabb co najmniej lubi Oddę.
- Jak zjesz, Drzewołaz odstawi cię do domu - wypalił w końcu Zabb.
- Dzięki, sama trafię - odparła Odda z buzią wypełnioną chlebem.
- Nie puszczę cię samej. Znów wpadniesz w kłopoty.
- Ooo - zawołała Odda i położyła swe łapki na policzkach, po czym podleciała do przyjaciela. - Czyżby sam orszik Zabb się o mnie martwił?
- Już dawno nie orszik i nie martwię się, tylko dbam o bezpieczeństwo mieszkańców ulic Paryża.
Odda zachichotała i zakręciła się w kółko.
- A może pójdziesz ze mną? Zwiedzimy miasto, przeżyjemy przygodę!
- Przygody z tobą zwykle kończą się kłopotami - mruknął Zabb zakładając łapki na piersi i mrużąc oczy.
Odda podleciała jeszcze bliżej niego, tak że ich główki niemal się stykały.
- Ale ty przecież kochasz wpadać ze mną w kłopoty - niemal wyszeptała z uśmiechem.
Między Kwami zapadła cisza, oba z w skupieniu wpatrywały się sobie w oczy.
Milczenie przerwał odgłos zachwytu Ed.
- Oooo.
Zarówno Zabb jak i Odda spojrzeli na nastolatkę. Podczas gdy Sowa nadal promiennie się uśmiechała, Drzewołaz wydawał się być zły.
- Co? - warknął rozeźlony.
- Ale ja was shipam.
Odda znów zachichotała i znów zakręciła się w kółko, podczas gdy niebieski stworek jedynie prychnął zdegustowany.
- Mój orsziku - westchnęła Odda, po czym zwróciła się cicho do Ed. - Wybacz mu, nigdy nie był specjalnie wylewny.
- Dobrze wiedzieć, choć to się w nim nie zmieniło. A tak właściwie, co to znaczy orszik i po jakiemu to?
- Po naszemu! W sensie w języku Kwami. To coś jak wasz generał. Taki naczelny dowódca wojsk, pod którym się służy.
- To Kwami mają własny język?
- Ależ oczywiście! To że umiemy porozumiewać się ludzką mową, nie znaczy, że nie mamy własnych sposobów komunikacji i języka. Naprawdę musisz dowiedzieć się więcej o Kwami, bo twa niewiedza jest straszna.
- Zapodaj jeszcze jakieś słówko w języku Kwami - zawołała Ed z ekscytacją.
- Gaomo to na przykład oznacza tak jakby króla, kogoś za kim się podąża. Główny władca. Gameo moim i Zabba był właśnie Plagg. Samananae czyli dom. Ituta to pokój, moharo wojna. A kamasee to wybranek serca - tu Kwami spojrzało znacząco na Zabba.
- Chyba powinnaś już wracać! - zawołał natychmiast stworek i poderwał się z łóżka. - Twoja strażniczka, pewnie się niepokoi.
- Och! Tak, masz rację - przyznała Odda nieco poważniejąc. - Pewnie zdążyła zauważyć, że się wyrwałam.
- Odstawimy cię do domu - oznajmił Zabb.
- Kiedy mogę sama...
- Powiedziałem, że nie - wzburzył się poważnie stworek.
- Dobra - mruknęła Odda z rezygnacją. - Niech ci będzie mój orsziku.
- Edith, na co czekasz? Przemień się.
Ed widząc po raz pierwszy takie zawzięcie na twarzyczce przyjaciela, bez zwłoki zawołała "Zabb skaczmy" i już po chwili stała na środku swego pokoju pod postacią Drzewołaz.
- Okej - odezwała się bohaterka. - Wleć mi we włosy, tam będziesz bezpieczna, ale wcześniej powiedz gdzie tak właściwie mieszkasz.

Drzewołaz zatrzymała się na dachu wieżowca, po czym zeszła po ścianie kilka pieter w dół. - To tutaj? - zawróciła się do Oddy.
Kwami wyleciało z jej włosów i zajrzało przez okno do pokoju. Na łóżku siedziała różowowłosa nastolatka, wydawała się być bardzo zmartwiona.
- Tak! - zawołała Odda i zakręciła się dookoła. - To Alix!
- Wygląda na zasmuconą, lepiej zainterweniujmy nim Władca Ciem się nią zainteresuje.
Edith zapukała w okno. Słysząc bębnienie w szybę, Alix poderwała się na równe nogi lekko wystraszona i spojrzała w kierunku, z którego dobiegł hałas. Edith pomachała do niej z przyjaznym uśmiechem na twarzy. Różowowłosa wyraźnie zdumiona podeszła do okna i otworzyła je.
- Cześć Alix. Przyprowadziłam Ci twoją zgubę - oznajmiła Drzewołaz, gramoląc się przez otwór do środka.
- Alix! - zawołała Odda i rzuciła się w objęcia właścicielki.
- Odda! - ucieszyła się nastolatka przytulając stworzonko. - Gdzieś ty się podziewała?
- A tu i tam. Dowodziłam kocią mafią!
- Znów? Proszę nie znikaj tak więcej!
Tymczasem Drzewołaz rozglądała się po pokoju. W pomieszczeniu panował jako taki porządek, jedynie na biurku walały się książki i notatki z lekcji. W otwartej szafie można było dostrzec niewielki rozgarbiasz, a w rogu pokoju znajdowały się bardzo nowoczesne rolki. Ściany były pomalowane na jasny odcień fioletu, kolor jednak ginął pod licznymi plakatami zespołów rockowych, skeytów i super bohaterów, czyli Biedronki i Czarnego Kota.
- Wielkie dzięki za odstawienie jej do domu - zwróciła się do bohaterki panna Kubdel, przerywając jej "rewizję" pokoju.
- Nie ma sprawy - odparła Drzewołaz spoglądając na Alix i uśmiechając się promiennie. - Jestem by ratować z opresji, nie ważne czy Człowiek czy Kwami. A Odda jest naprawdę świetna.
- Wiem, jest odjazdowa - przyznała Alix.
- Ale następnym razem lepiej jej pilnuj, Rzekotka bardo by się pogniewał, gdyby coś się jej stało.
- Jasne, to się więcej nie powtórzy - oznajmiła Alix uśmiechając się promiennie.
Powrót jej przyjaciółki, jak i wizyta samej Drzewołaz, strasznie poprawiły jej dzisiejszy humor, który Kim tak dzielnie chciał zepsuć.
- To będę się już zbierać - odezwała się po chwili Niebieska Żaba, przerywając niezręczną ciszę.
- Zanim pójdziesz - zatrzymała ją pospiesznie Alix. - Moglibyśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie? Ludzie nie uwierzą jak im powiem, że Niebieska Żaba była w moim pokoju!
- Drzewołaz. Jasne, czemu nie - odparła nastolatka z szerokim uśmiechem.
Alix wyciągnęła komórkę i stanęła obok bohaterki. Kilka zdjęć później, Ed była w drodze do domu.

Edith siedziała w swoim pokoju wgapiając się zamyślona w ścianę. Po powrocie od Alix, zmuszona była wysprzątać kuchnie, gdyż okazało się iż jej Kwami znów nieco w niej nabałaganiło podczas robienia kanapek dla swej lubej.
Obecnie odprężała się wykonując jedną ze swych ulubionych czynności "nic". Zabb tymczasem przejął jej laptopa i skakał po internetach jak rasowa żaba. To obejrzał jakiś zabawny filmik, to skomentował jakiś post.
W końcu panującą w pokoju monotonię przerwało donośne pytanie.
- Rzekotka naucz mnie języka Kwami - no może nie do końca pytanie.
- Nie - odparł Zabb bez namysłu, nie odrywając wzroku od kota grającego na pianinie.
- Dlaczego?
- Bo nie jestem od tego. Poza tym, ty nawet nie lubisz uczyć się języków obcych.
- Ale możesz być, a na nauce języka Kwami bardzo mi zależy!
- Na co ci nauka języka Kwami?
- Wiesz, nie tylko waszego języka chciałabym się nauczyć, historii i kultury też!
- Ale na co ci to? - dopytywało się Kwami, pisząc pod filmikiem komentarz "lol XD". - Wcześniej jakoś specjalnie cię to nie interesowało.
- Bo nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje! - zawołała Frasinati gwałtownie gestykulując rękami. - Poza tym Odda ma rację, jako strażniczka Kwami powinnam o nich wiedzieć jak najwięcej, by jak najlepiej móc się tobą opiekować. W końcu spędzisz ze mną, jakąś resztę mojego życia.
- Dość dobry argument, ale moja odpowiedź nadal brzmi nie.
- Dlaczego?
Zabb zaprzestał wykonywanej właśnie czynności, zastanawiając się jaką by tu wymówkę wymyślić.
- Bo mi się nie chce - odparł po chwili prosto z mostu i wrócił do wyszukiwania śmiesznych filmików.
- Och, czyli mam powiedzieć Oddzie, że jej kamasee jest zbyt leniwy, by uświadomić niezorientowaną nastolatkę na temat swego gatunku? Może i nie wiem o niej za wiele, ale na tyle na ile ją znam, z całą stanowczością mogę stwierdzić, że chyba się jej to nie spodoba. Już sama jej reakcja na wieść, że nie powiedziałeś mi nic o Wielkiej Wojnie Kwami, wskazywała że nie chce by przeszłość jej gatunku była zapomniana.
Zabb zamarł. Choć jego oczka wpatrzone były w monitor komputera, wcale go nie dostrzegał.
- Opowiadała ci o wojnie - wyszeptał lekko zlękniony.
- Pobieżnie - przyznała Ed.
- Pewnie masz nas teraz za jakiś barbarzyńców, albo szaleńców. Nienawidzisz nas?
- Żartujesz? W końcu nabieracie w moich oczach człowieczeństwa, że tak się wysłowię! Opowieść Oddy wiele mi uświadomiła.
- Niby co? - zdumiało się Kwami i w końcu spojrzało na Ed swymi czarnymi oczkami.
- Że nie ma istot jednoznacznie dobrych bądź złych. Każdy ma w sobie dwa oblicza i tylko od niego zależy, które z nich ukazuje światu. Uświadomiła mi, że wszytko i każdy może się zmienić.
- Wszystko? Świat się jakoś nie zmienił. Kwami są zniewolone, a wojny nadal niszczą planetę.
- Bo wojny to nieodzowna część zmian. Nie twierdzę, że są dobre, ale na pewno nieuniknione. To nie znaczy jednak, że nie możemy starać się zmienić i tego! Może kiedyś, któregoś dnia będziemy w stanie zmieniać świat na lepsze nie wszczynając niepotrzebnych konfliktów zbrojnych.
- Taki derp z ciebie, ale jak czasem coś powiesz to jest w tym więcej sensu niż w operach mydlanych - mruknął stworek, nie spuszczając strażniczki z oczu. Po chwili ciszy westchnął i oznajmił. - Dobra. Zaczniemy lekcję od jutra. Ale masz się do nich przykładać. Nie chcę żeby cenne minuty mojego życia, zostały zmarnowane z powodu niekompetentnego ucznia.