Całą krainę spowijał już mrok. W obozie rewolucjonistów zgiełk powoli cichł. Większość rannych po ostatniej potyczce została już opatrzona. Kwami i ludzie, którzy sami nie odnieśli większych obrażeń, pomagały innym.
Plagg krążył po całym obozowisku, starając się być tam, gdzie akurat potrzebowano go najbardziej. Mimo, że otaczali go sami sojusznicy, nie rozstawał się z mieczem uwiązanym u pasa.
Dzięki specjalnemu stopowi minerałów mógł nim bez problemu pozbawić życia każde Kwami. Właśnie z myślą o nich został on wykonany, bo to przecież z nimi prowadzili wojnę. Ludziom życie odebrać można było byle kamieniem, ale by zabić Kwami potrzeba było czegoś znacznie więcej.
Oręż wykuty został przez Rokko, Kwami skorpiona, który jako jeden z nielicznych wiedział co takiego jest w stenie pozbawić jego gatunek życia. Każdy stop metalu nasączał swoim jadem, lub toksyną wydzielaną przez Zabba, dzięki czemu ostrze mogło przeszyć odporną na ciosy skórę Kwami. Choć Rokko nigdy wcześniej nie ośmieliłby się podnieść dłoni na swego pobratymca, za namową Plagga postanowił stworzyć swym sojusznikom broń, by mieli czym się bronić. Czym walczyć. Czym zabijać. Czym wygrać wojnę. Bo czasy sielanki się skończyły.
Plagg przetarł zmęczone oczy i wszedł do kolejnego namiotu wypełnionego rannymi. Nie było ich tam wielu, ledwie pół tuzina. Byli to jednak najbardziej ranni, ci których życie wisiało na włosku. Na jednym z posłań Czarny Kot dostrzegł srebrnowłosą Oddę. Zabb stał przy jej łóżku, układając kwiaty w wazonie.
Kwami Chaosu poczuł ogromną gulę w gardle. Wziął głębszy oddech i podszedł do przyjaciela.
- Co z nią?
- Kakammi mówi, że jej się polepsza. Przyniosłem trochę jej ulubionych kwiatów, by gdy się już obudzi miała coś na przekąskę - Zabb usiadł na kołdrze i ujął dłoń ukochanej. Na rękach jak zawsze miał grube rękawice. Zdejmował je jedynie na polu walki, gdzie jego dłonie były równie skuteczne co ostrze jego miecza, dzięki swemu toksycznemu dotykowi.
- A co z tobą? - dopytywał się Plagg. - Nieźle oberwałeś, broniąc jej przed Ferro.
- Jest w porządku - oznajmił Drzewołaz, choć widać było, że bandaże na jego ramieniu, aż nadto przesiąknęły krwią. Sam Zabb najwyraźniej nie miał zamiaru ruszać się od łóżka Sowy, by je zmienić.
Plagg westchnął, wiedział, że nie przekona przyjaciela by zadbał o swoje zdrowie. W tej chwili liczyła się dla niego tylko jego kamase. Wpatrzył się w parę zakochanych. Nigdy wcześniej nie sądził, że będzie im tak zazdrościł. Nie mogli się nawet dotknąć, ani pocałować, jednak mieli siebie. A on był zupełnie sam.
Plagg szedł przedzierając się przez gęstwinę. Sam nie wiedział dokąd zmierza, chciał po prostu złapać oddech. Na chwilę zostawić wszystko za sobą. Szedł więc przed siebie, póki nie dostrzegł znajomej sylwetki siedzącej na pniu obalonego buku po środku polany. Zatrzymał się na skraju lasu i wpatrzył w postać. Po chwili Tikki wolno obróciła głowę w jego kierunku i spojrzała swymi błękitnymi oczyma wprost w jego źrenice.
Czarny Kot odruchowo wyjął broń z futerału i stanął w pozycji bojowej, gotowy do walki. Na Biedronce jednak nie zrobiło to większego wrażenia. Jakby było jej wszystko jedno co się z nią stanie. Była nieuzbrojona i najwyraźniej niechętna do jakiejkolwiek walki. Plagg jednak nie opuszczał klingi.
- Powinienem Cię teraz zabić i zakończyć to wszystko - odezwał się, przerywając nocną ciszę.
- Och, uważasz że moja śmierć by to skończyła? - wyszeptała Tikki zwracając spojrzenie z powrotem na niebo. - A czy jej śmierć cokolwiek pomogła? - Plagg zacisnął dłonie mocniej na rękojeści miecza, czuł jak wzbiera w nim wściekłość. - Usiądź lepiej koło mnie i patrz ze mną jak wszystko to co mieliśmy chronić, płonie.
Ostatnie słowo mimo, że wypowiedziane najciszej, najbardziej uderzyło Kwami Chaosu. Coś w nim pękło. Do jego świadomości dotarło coś o czym od dawna wiedział, a czemu zwyczajnie nie chciał przyznać racji. Chcąc wszystko naprawić, zniszczył wszystko. Z rąk wypadł mu miecz, a sam Plagg zaczął się śmiać. Nie był to jednak wesoły śmiech rozbawionego człowieka, a gorzki rechot szaleńca, który właśnie zdał sobie sprawę z własnego obłędu.
Kot podszedł do Biedronki i usiadł na ziemi podkulając nogi pod brodę. Podobnie jak ona wpatrzył się w księżyc.
W ciszy nocy można było usłyszeć jedynie szum liści drzew. W lesie od dawna nie było już żadnych zwierząt. Ucichły ptaki, a nawet owady. Wyniosły się z krainy zatopionej w konflikcie. Kwami i ludzie zostały sami ze swoja wojną.
- Nie uważasz, że księżyc świeci dziś wyjątkowo jasno? - odezwała się Biedronka. - Jakby chciał nam powiedzieć, "widzimy się niebawem". Tylko nie zdradza czy tu, czy po jego drugiej stronie.
- To gdzie się spotkamy, zależy od nas - odparł Plagg. - Od nas zależy, z której strony będziemy go oglądać - mruknął Kot, nie spuszczając wzroku z srebrnej tarczy. - Musimy to przerwać Tikki - dodał po chwili pewnym głosem. - Zawrzyjmy rozejm.
Tikki pokręciła głową.
- To nic nie da Plagg. Za daleko zaszło. Zbyt wiele krwi zostało przelanej. Nie przestaną walczyć, póki nie zwyciężą.
- W tej wojnie nie będzie zwycięzców - oznajmił zielonooki. - Wszyscy jesteśmy przegrani. Ja... Chciałem jedynie, by wszyscy byli równi - dodał szeptem.
- I są. Równo walczą, równo umierają. Za to co w naszym mniemaniu jest słuszne. Za wolność, za porządek, za życie - Biedronka przez cały czas mówiła bardzo spokojnym i monotonnym głosem. Plagg powoli zaczynał mieć tego dość. - Więc w pewnym stopniu ci się to udało.
- Nie to chciałem osiągnąć!
- Żadne z nas nie chciało.
- Jak możesz mówić to bez cienia jakichkolwiek emocji!? - warknął Plagg, w końcu nie wytrzymując tonu towarzyszki. Spojrzał na nią ze złością. - Zawsze byłaś zdystansowana, ale żeby aż do tego stopnia...
Dopiero po chwili dostrzegł łzy spływające po policzkach Tikki, błyszczące w świetle księżyca.
- A ty zawsze byłeś nazbyt porywczy - odezwało się Kwami Ładu.
Plagg nie spuszczając wzroku z Czerwonej, ujął delikatnie jej dłoń, sprawiając tym samym, że ta zwróciła na niego spojrzenie.
- To musi się skończyć - oznajmił.
- Wszyscy jesteśmy winni tego co stało się z naszą krainą. Wszystkim należy się kara. Zmieniliśmy historię - westchnęła Tikki. - Naszą i całego świata.
- Więc zmieńmy ją ponownie - zaproponował Plagg.
- Jak?
- Tak jak poprzednio. Razem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odda. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 grudnia 2017
Histogariusz: Kawałek Ich historii
Po raz pierwszy spotkali się nad wartkim strumieniem o wschodzie słońca.
On siedział na omszonym kamieniu przyglądając się w wodzie swemu odbiciu, ona powracała z nocnej przygody.
Las jeszcze spał spowity mgłą i ogłuszającą ciszą.
- Chyba przybyło mi plam – mrukną drzewołaz obracając głowę, by przyjrzeć się sobie pod innym kontem.
Wtem usłyszał nad sobą trzepot skrzydeł, a po chwili poczuł delikatny powiew ciepłego wiatru na policzku.
Płaz obrócił główkę, a jego wzrok padł na srebrną sowę, siedzącą na obalonym konarze jakiś metr od niego. Wpatrywała się w żabę z zaciekawieniem swymi pomarańczowymi oczami.
- Witaj – odezwała się melodyjnym głosem. – Jestem Odda.
- Dlaczego mi to mówisz? – zdumiał się płaz. – Jesteś z tych, którzy przed pożarciem ofiary udają miłą i przyjazną, by uśpić jej czujność? Dla twojej informacji, jeśli zamierzasz mnie skonsumować, wiedz że jestem co najmniej niestrawny.
- Nie planuję cię zjeść – zahuczała natychmiast sowa.
- Dokładnie to samo powiedziałabyś, gdybyś chciała bym stracił ostrożność.
- A co powiedziałabym, gdybym faktycznie chciała się z tobą zaprzyjaźnić?
- Po co miałabyś to robić? Jestem drzewołazem, a ty sową. Różni nas co najmniej gatunek, lub dwa.
- A to źle? Czy istoty różnych gatunków nie mogą zawierać przyjaźni?
- Nie uważam by to było dobrym pomysłem.
- Ja mam wielu przyjaciół, które nie są ptakami – zawołała Odda z entuzjazmem. – Przyjaźnię się z kilkoma słoniami, lwem, tygrysem, a nawet myszą polną. Znam też niezliczoną ilość pszczół, motyli i ryb. Uwielbiam rozmawiać z żółwiami i rakami. Swoją drogą te drugie to niezłe pleciugi. Z tobą też chciałabym się zaprzyjaźnić.
- Dlaczego chcesz przyjaźnić się akurat ze mną?
- Wracałam z jednej z moich przygód, gdy zobaczyłam cię na tym kamieniu. Wyglądałeś na smutnego. Pomyślałam, że przyda ci się przyjaciel – odparła sowa uśmiechając się promiennie.
Między parą zapadła cisza. Oboje wpatrzyli się sobie w oczy. Na dziobie sowy wciąż widniał promienny uśmiech, wyraźnie chciała przekonać do siebie drzewołaza. Płaz tymczasem zmrużył swe wyłupiaste oczy i przekręcił główkę, spoglądając na ptaka podejrzliwie. Może myślał, że gdy spojrzy na Oddę pod nieco innym kontem, uda mu się wyczuć co takiego naprawę knuje. Najwyraźniej jednak nie dopatrzył się w niej żadnego podstępu, bo po chwili odparł szeptem.
- Na imię mi Zabb.
I właśnie od tego się zaczęło. Od tych czterech słów, rozpoczęła się ich przyjaźń.
Odda odwiedzała Zabba codziennie. Czy słońce czy, deszcz. Ilekroć powracała ze swych niezliczonych przygód, nie omieszkała przystanąć by przywitać się ze swym przyjacielem. Czasem potrafiła rozmawiać z nim godziny, innym razem zostawała jedynie na kilka minut. Żadne się nie spostrzegło, gdy ich przyjaźń przerodziła się w coś głębszego.
Obserwowałem jak rozwija się ich znajomość. Jak z tej niepozornej rozmowy o brzasku, rozkwita prawdziwe i szczere uczucie, między istotami z dwóch różnych światów.
Aż do tego wiosennego dnia, który zmienił ich życia na wieczność.
- Wyglądasz dziś wyjątkowo egzotycznie, w jakie rejony krainy się wybierasz? – odezwał się Zabb, na powitanie swej przyjaciółki.
- Lecę w okolice wielkiego wulkanu. Wczoraj poznałam tam urokliwą papugę. Pomyślałam, że kilka kolorowych piórek sprawi, że przypadnę jej do gustu.
- Po co chcesz zmieniać się, dla jakiejś papugi? Ja lubię cię taką jaka jesteś. Masz piękne srebrne pióra. Tak bardzo ci ich zazdroszczę.
- Czego tu zazdrościć? Są szare i ni jakie. Nie to co twoja niebieska skóra, ma takie żywe barwy.
- Jest niebieska i toksyczna, a twoje pióra olśniewające. Nocą gdy przelatujesz na tle nieba odbijają się od nich gwiazdy, zdajesz się połyskiwać w ich świetle, niczym najpiękniejsza perła znaleziona na dnie stawu. A gdy przysiadasz na konarze, igra w nich księżyc, a każdy twój ruch sprawia, że jestem coraz bardziej oczarowany. Za dnia słońce daje swój popis i sprawia, że wydajesz się promienieć najpiękniejszym blaskiem jaki dotąd widziałem. Jakby to nie słońce opromieniało twe pióra, leczy ty sprawiała, że słońce świeci i nas ogrzewa. Czasem mam niezwykłą ochotę ich dotknąć i na własnej skórze poczuć ich ciepło.
- Ile bym dała by doczekać dnia, w którym moglibyśmy wspólnie przeżyć niezwykłą przygodę. Bym mogła zabrać cię z tego kamienia i pokazać lądy których nigdy wcześniej nie widziałeś.
- Obiecuje ci, że znajdę sposób, by wspólnie z tobą wzbić się w przestworza i zobaczyć świat. Na tę chwilę jednak, jestem zbyt niebezpieczny, byś mogła mnie gdziekolwiek zabrać.
- Zobaczymy się zatem o zmierzchu. Do zobaczenia mój przyjacielu.
Pożegnawszy się Odda wzbiła się w powietrze i zniknęła między drzewami. O zmierzchu jednak rozpętała się burza, tak potworna i gwałtowna, że wszystkie zwierzęta z lasu skryły się ze strachu w swych domach. On jednak siedział na swym omszonym kamieniu wpatrzony w niebo. Wiedział, że żadne sztormy nie powstrzymają jego Oddy od powrotu do niego. Nawałnica zdawała się nie mieć końca, nareszcie jednak na niebie rozjaśnionym błyskawicami dostrzegł świetnie znaną sobie sylwetkę. Jego żabie usta rozszerzyły się w uśmiechu na widok swej przyjaciółki. Grymas jednak szybko zniknął z jego pyszczka, gdy jeden z piorunów trafił wprost w srebrzyste pióra Oddy.
Sowa niczym kamień rzucony w powietrze, z zawrotną szybkością poszybowała w dół. Wylądowała w strumieniu, nieopodal miejsca ich spotkań. Zabb nie czekając ni chwili, rzucił się jej na ratunek. Wyciągnąwszy ją z wody, ułożył na swym kamieniu. Swą żabią łapką delikatnie pogładził jej policzek. Po chwili skapnęła na niego pojedyncza łza, niemal niezauważalna wśród kropel padającego deszczu.
Tak właśnie stracił ją po raz pierwszy.
Rankiem burza ucichła. W powietrzu unosiła się mgła, a w koło panowała zupełna cisza. Jak w dniu kiedy się poznali. Promienie słońca opromieniły omszony głaz, na którym spoczywała Odda i Zabb wtulony w jej zwęglone piórka.
Szedłem cicho stąpając po porannej rosie, me kroki tłumił mech porastający świeżę którą sam wydeptałem. Zatrzymałem się przy strumieniu i przysiadłem obok pary zakochanych.
- Wiele dla ciebie znaczyła – odezwałem się, zaczynając rozmowę, która opieczętowała ich los.
- Była moim światem.
- Nie pozwólmy więc, by twój świat dobiegł końca. Choć ze mną, zabiorę cię do osoby, która będzie w stanie wam pomóc.
Pochwyciłem płaza delikatnie i usadowiłem na mym ramieniu, po czym ująłem sponiewierane ciało jego ukochanej i ruszyłem w drogę powrotną.
Z lasu wyszedłem wprost na łąkę. Choć słońce wzeszło ledwie kilkanaście minut wcześniej, polane już tętniła życiem. Skierowałem się ku grocie, gdzie wiedziałem że ją zastanę.
- Tosuu, przyniosłem ci kolejnych – oznajmiłem z uśmiechem. Na dźwięk mego głosu uśmiechnęła się promiennie i natychmiast do mnie podeszła. – Drzewołaz i sowa, chyba jeszcze nie masz ich w swej kolekcji.
- Mduff jesteś taki kochany – zawołała czarnowłosa całując mnie w policzek.
Ujęła ciało Oddy delikatnie w ramiona i ułożyła na kamiennym postumencie. Chwile później ujęła również nieco zlęknionego Zabba i postawiła na wzniesieniu obok.
- Czy… Czy sprawisz, że Odda powróci? – zapytał Zabb drżącym głosem.
- Och, zrobię coś znacznie więcej! – zawołała natychmiast ma ukochana. – Dam wam obojgu nowe życie.
- Nam obojgu?
- Zmienię was, obdaruję cząstką siebie. Utracicie wszystkie dotychczasowe wspomnienia, ale zyskacie zupełnie nowe życie – oznajmiła Tosuu z ekscytacją.
Zabb przyjrzał się jej uważnie i przekręcił główkę. Znów chciał spojrzeć na coś pod innym kontem.
- Czy w tym nowym życiu, ja i Odda będziemy mogli przeżywać wspólnie przygody?
- Jakie tylko chcesz. A teraz pozwól, że przejdę do dzieła. To nie będzie bolało. Zbyt mocno.
Tosuu pochyliła się delikatnie nad drzewołazem, po czym nastąpił błysk oślepiającego światła.
On siedział na omszonym kamieniu przyglądając się w wodzie swemu odbiciu, ona powracała z nocnej przygody.
Las jeszcze spał spowity mgłą i ogłuszającą ciszą.
- Chyba przybyło mi plam – mrukną drzewołaz obracając głowę, by przyjrzeć się sobie pod innym kontem.
Wtem usłyszał nad sobą trzepot skrzydeł, a po chwili poczuł delikatny powiew ciepłego wiatru na policzku.
Płaz obrócił główkę, a jego wzrok padł na srebrną sowę, siedzącą na obalonym konarze jakiś metr od niego. Wpatrywała się w żabę z zaciekawieniem swymi pomarańczowymi oczami.
- Witaj – odezwała się melodyjnym głosem. – Jestem Odda.
- Dlaczego mi to mówisz? – zdumiał się płaz. – Jesteś z tych, którzy przed pożarciem ofiary udają miłą i przyjazną, by uśpić jej czujność? Dla twojej informacji, jeśli zamierzasz mnie skonsumować, wiedz że jestem co najmniej niestrawny.
- Nie planuję cię zjeść – zahuczała natychmiast sowa.
- Dokładnie to samo powiedziałabyś, gdybyś chciała bym stracił ostrożność.
- A co powiedziałabym, gdybym faktycznie chciała się z tobą zaprzyjaźnić?
- Po co miałabyś to robić? Jestem drzewołazem, a ty sową. Różni nas co najmniej gatunek, lub dwa.
- A to źle? Czy istoty różnych gatunków nie mogą zawierać przyjaźni?
- Nie uważam by to było dobrym pomysłem.
- Ja mam wielu przyjaciół, które nie są ptakami – zawołała Odda z entuzjazmem. – Przyjaźnię się z kilkoma słoniami, lwem, tygrysem, a nawet myszą polną. Znam też niezliczoną ilość pszczół, motyli i ryb. Uwielbiam rozmawiać z żółwiami i rakami. Swoją drogą te drugie to niezłe pleciugi. Z tobą też chciałabym się zaprzyjaźnić.
- Dlaczego chcesz przyjaźnić się akurat ze mną?
- Wracałam z jednej z moich przygód, gdy zobaczyłam cię na tym kamieniu. Wyglądałeś na smutnego. Pomyślałam, że przyda ci się przyjaciel – odparła sowa uśmiechając się promiennie.
Między parą zapadła cisza. Oboje wpatrzyli się sobie w oczy. Na dziobie sowy wciąż widniał promienny uśmiech, wyraźnie chciała przekonać do siebie drzewołaza. Płaz tymczasem zmrużył swe wyłupiaste oczy i przekręcił główkę, spoglądając na ptaka podejrzliwie. Może myślał, że gdy spojrzy na Oddę pod nieco innym kontem, uda mu się wyczuć co takiego naprawę knuje. Najwyraźniej jednak nie dopatrzył się w niej żadnego podstępu, bo po chwili odparł szeptem.
- Na imię mi Zabb.
I właśnie od tego się zaczęło. Od tych czterech słów, rozpoczęła się ich przyjaźń.
Odda odwiedzała Zabba codziennie. Czy słońce czy, deszcz. Ilekroć powracała ze swych niezliczonych przygód, nie omieszkała przystanąć by przywitać się ze swym przyjacielem. Czasem potrafiła rozmawiać z nim godziny, innym razem zostawała jedynie na kilka minut. Żadne się nie spostrzegło, gdy ich przyjaźń przerodziła się w coś głębszego.
Obserwowałem jak rozwija się ich znajomość. Jak z tej niepozornej rozmowy o brzasku, rozkwita prawdziwe i szczere uczucie, między istotami z dwóch różnych światów.
Aż do tego wiosennego dnia, który zmienił ich życia na wieczność.
- Wyglądasz dziś wyjątkowo egzotycznie, w jakie rejony krainy się wybierasz? – odezwał się Zabb, na powitanie swej przyjaciółki.
- Lecę w okolice wielkiego wulkanu. Wczoraj poznałam tam urokliwą papugę. Pomyślałam, że kilka kolorowych piórek sprawi, że przypadnę jej do gustu.
- Po co chcesz zmieniać się, dla jakiejś papugi? Ja lubię cię taką jaka jesteś. Masz piękne srebrne pióra. Tak bardzo ci ich zazdroszczę.
- Czego tu zazdrościć? Są szare i ni jakie. Nie to co twoja niebieska skóra, ma takie żywe barwy.
- Jest niebieska i toksyczna, a twoje pióra olśniewające. Nocą gdy przelatujesz na tle nieba odbijają się od nich gwiazdy, zdajesz się połyskiwać w ich świetle, niczym najpiękniejsza perła znaleziona na dnie stawu. A gdy przysiadasz na konarze, igra w nich księżyc, a każdy twój ruch sprawia, że jestem coraz bardziej oczarowany. Za dnia słońce daje swój popis i sprawia, że wydajesz się promienieć najpiękniejszym blaskiem jaki dotąd widziałem. Jakby to nie słońce opromieniało twe pióra, leczy ty sprawiała, że słońce świeci i nas ogrzewa. Czasem mam niezwykłą ochotę ich dotknąć i na własnej skórze poczuć ich ciepło.
- Ile bym dała by doczekać dnia, w którym moglibyśmy wspólnie przeżyć niezwykłą przygodę. Bym mogła zabrać cię z tego kamienia i pokazać lądy których nigdy wcześniej nie widziałeś.
- Obiecuje ci, że znajdę sposób, by wspólnie z tobą wzbić się w przestworza i zobaczyć świat. Na tę chwilę jednak, jestem zbyt niebezpieczny, byś mogła mnie gdziekolwiek zabrać.
- Zobaczymy się zatem o zmierzchu. Do zobaczenia mój przyjacielu.
Pożegnawszy się Odda wzbiła się w powietrze i zniknęła między drzewami. O zmierzchu jednak rozpętała się burza, tak potworna i gwałtowna, że wszystkie zwierzęta z lasu skryły się ze strachu w swych domach. On jednak siedział na swym omszonym kamieniu wpatrzony w niebo. Wiedział, że żadne sztormy nie powstrzymają jego Oddy od powrotu do niego. Nawałnica zdawała się nie mieć końca, nareszcie jednak na niebie rozjaśnionym błyskawicami dostrzegł świetnie znaną sobie sylwetkę. Jego żabie usta rozszerzyły się w uśmiechu na widok swej przyjaciółki. Grymas jednak szybko zniknął z jego pyszczka, gdy jeden z piorunów trafił wprost w srebrzyste pióra Oddy.
Sowa niczym kamień rzucony w powietrze, z zawrotną szybkością poszybowała w dół. Wylądowała w strumieniu, nieopodal miejsca ich spotkań. Zabb nie czekając ni chwili, rzucił się jej na ratunek. Wyciągnąwszy ją z wody, ułożył na swym kamieniu. Swą żabią łapką delikatnie pogładził jej policzek. Po chwili skapnęła na niego pojedyncza łza, niemal niezauważalna wśród kropel padającego deszczu.
Tak właśnie stracił ją po raz pierwszy.
Rankiem burza ucichła. W powietrzu unosiła się mgła, a w koło panowała zupełna cisza. Jak w dniu kiedy się poznali. Promienie słońca opromieniły omszony głaz, na którym spoczywała Odda i Zabb wtulony w jej zwęglone piórka.
Szedłem cicho stąpając po porannej rosie, me kroki tłumił mech porastający świeżę którą sam wydeptałem. Zatrzymałem się przy strumieniu i przysiadłem obok pary zakochanych.
- Wiele dla ciebie znaczyła – odezwałem się, zaczynając rozmowę, która opieczętowała ich los.
- Była moim światem.
- Nie pozwólmy więc, by twój świat dobiegł końca. Choć ze mną, zabiorę cię do osoby, która będzie w stanie wam pomóc.
Pochwyciłem płaza delikatnie i usadowiłem na mym ramieniu, po czym ująłem sponiewierane ciało jego ukochanej i ruszyłem w drogę powrotną.
Z lasu wyszedłem wprost na łąkę. Choć słońce wzeszło ledwie kilkanaście minut wcześniej, polane już tętniła życiem. Skierowałem się ku grocie, gdzie wiedziałem że ją zastanę.
- Tosuu, przyniosłem ci kolejnych – oznajmiłem z uśmiechem. Na dźwięk mego głosu uśmiechnęła się promiennie i natychmiast do mnie podeszła. – Drzewołaz i sowa, chyba jeszcze nie masz ich w swej kolekcji.
- Mduff jesteś taki kochany – zawołała czarnowłosa całując mnie w policzek.
Ujęła ciało Oddy delikatnie w ramiona i ułożyła na kamiennym postumencie. Chwile później ujęła również nieco zlęknionego Zabba i postawiła na wzniesieniu obok.
- Czy… Czy sprawisz, że Odda powróci? – zapytał Zabb drżącym głosem.
- Och, zrobię coś znacznie więcej! – zawołała natychmiast ma ukochana. – Dam wam obojgu nowe życie.
- Nam obojgu?
- Zmienię was, obdaruję cząstką siebie. Utracicie wszystkie dotychczasowe wspomnienia, ale zyskacie zupełnie nowe życie – oznajmiła Tosuu z ekscytacją.
Zabb przyjrzał się jej uważnie i przekręcił główkę. Znów chciał spojrzeć na coś pod innym kontem.
- Czy w tym nowym życiu, ja i Odda będziemy mogli przeżywać wspólnie przygody?
- Jakie tylko chcesz. A teraz pozwól, że przejdę do dzieła. To nie będzie bolało. Zbyt mocno.
Tosuu pochyliła się delikatnie nad drzewołazem, po czym nastąpił błysk oślepiającego światła.
Echo przeszłości
Edith z torbą zarzuconą na ramię wracała właśnie z kolejnego treningu Karate. Na jej twarzy można było dostrzec co najmniej zbulwersowanie. Daniel po raz kolejny dał jej w kość. Nie dość, że pokonał ją w walce, to jeszcze w docinkach dziś prowadził.
- Co tam Żabciu? - odezwał się Zabb wylatując z jej włosów i zajmując miejsce na ramieniu nastolatki. - Znów twoja lepsza połówka, udowodniła swoją lepszość?
- Nie jest ani połówką, ani lepszą. Jest okropnym snopkiem, który ma za dużo w... - myśl dziewczyny została jednak przerwana, przez głos dobiegający zza jej pleców.
Zabb natychmiast skrył się w jej włosach.
- Widzę, że o mnie rozmyślasz.
Nastolatka nie odpowiedziała, jedynie zacisnęła pięści z wściekłości i nieco przyspieszyła kroku. Chłopak który wypowiedział ów zdanie, szybko jednak zrównał się z nią.
- Mówiłem, żebyś na mnie poczekała. Mam coś dla ciebie.
- Najlepszym podarkiem byłoby, gdybyś dał mi w końcu spokój.
- No aż taki hojny nie jestem - oznajmił Daniel i chwycił dziewczynę za ramię zatrzymując ją.
Edith pospiesznie wyrwała się z jego uścisku, jednak przystanęła.
- Co chcesz?
- Wiesz, niedawno były twoje urodziny...
- Niedawno? To było pół roku temu.
- No mówię, niedawno, w tym roku. Trochę mi się zapomniało. W każdym razie mam z tej okazji dla ciebie drobny prezent - chłopak wyciągnął z tornistra niewielką paczuszkę i wręczył Frasinati. Dziewczyna przyjęła ją ostrożnie i uważnie się jej przyjrzała. Dobrze wiedziała, że na podarki daniela lepiej uważać, nigdy nic nie wiadomo co może być w środku. Ed doszła w końcu do wniosku, że podarek nie stanowi potencjalnego zagrożenia i powoli otworzyła wieczko pudełka. Na dnie kartoniku znajdowały się kawałki papieru.
- Czy to są...
- Kupony do każdego fastfooda w mieście - oznajmił chłopak z uśmiechem. - Na ostatnim treningu, kładąc cię na glebę, zauważyłem że trochę schudłaś. Pomyślałem więc, że ci się przydadzą. No wiesz, żebyś mogła zwiększyć masę.
Edith z uchylą buzią wpatrywała się zdumiona w nastolatka. Prezent naprawdę się jej spodobał, w końcu kochała jeść.
- Jej, to najmilsza rzecz jaką od ciebie usłyszałam, a ten prezent bije zeszłoroczną pustą torbę na głowę. Dzięki.
- Spoko. Chciałem się odwdzięczyć za ten kamień z Sekwany.
- Nie ma sprawy.
- Dobra będę leciał, mam randkę z Pam. Do następnego - oznajmił i potargał Edith po bujnych włosach.
- Pa - mruknęła nastolatka, mrużąc oczy z niezadowolenia, że ten znów niszczy jej fryzurę.
Daniel odwrócił się i ruszył w kierunku pobliskiej pizzeri.
Dziewczyna stała jeszcze chwilę, przeglądając otrzymane kupony.
Zabb ostrożnie wystawił łebek i rozejrzał się dookoła. Nie dostrzegłszy nigdzie żywej duszy, ponownie wyfrunął z kryjówki i usiadł na ramieniu Ed.
- Jest coś na frytki? - przeszedł do rzeczy stworek.
- Jest ich jakieś trzy tuziny. Na same frytki naliczyłam sześć. Rzekotka, najemy się!
Oczy Zabba powiększyły się do rozmiarów spodków. Gdyby nie fakt, że nie miał w zwyczaju płakać, zapewne uroniłby w tej chwili łzę szczęścia.
- Może od razu pójdziemy kilka zrealizować... - zaczął stworek, coś jednak odwróciło jego uwagę od kuponów.
Kwami wzbiło się w powietrze i niczym zahipnotyzowane poleciało w kierunku pobliskiego zaułka.
- Rzekotka! Dokąd to! - zawołała Frasinati i pospiesznie ruszyła za towarzyszem, który zdążył już zniknąć jej z oczu.
Gdy dziewczyna weszła w uliczkę dostrzegła najdziwniejszą scenę jaką w życiu miała okazję oglądać.
Ponad tuzin kotów siedzących w równym rządku wpatrywało się w przechadzającego się przed nimi dachowca, na którego grzbiecie siedziało małe, szare coś.
Edith szybko rozpoznała w ów cośu Kwami. Kwami trzymało w drobnych łapkach wykałaczkę i obecnie zajęte było głoszeniem przemowy.
- Jestem z was dumna towarzysze! - mówiło Kwami. - Pokazaliśmy dziś swą potęgę i udowodniliśmy do kogo należy ten zaułek. Stawiliśmy czoła lękom i zwyciężyliśmy! Wiwat Kocia Rasta!
W odpowiedzi zgromadzone koty zaczęły głośno miauczeć, co miało być chyba głosem uznania.
- Odda? - odezwał się Zabb po chwili.
Na dźwięk jego głosu, kocia armia rozproszyła się na wszystkie strony, a dzielne, szare Kwami zostało same.
Kwami nazwane przez Zabba Oddą, zdumione spojrzało na przybyszy, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że ktoś obcy zjawił się w zaułku.
Na widok niebieskiego stworka, Odda z wrażenia wypuściła wykałaczkę, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Kwami pospiesznie podleciało do Zabba i uściskało go.
- Zabb! Mój orsziku! - wykrzyknęła uradowana. - Wieki cię nie widziałam!
Wypuściwszy przyjaciela z objęć zakręciła się z radości w kółko, po czym wpatrzyła z uwielbieniem w Zabba.
- Rzekotka kim jest twoja koleżanka? - odezwała się Ed.
Odda spojrzała na Frasinati.
- Cześć jestem Odda! - zawołała natychmiast i podleciała bliżej brązowowłosej. - Sowie Kwami.
- Cześć, Edith jestem.
- Jesteś strażniczką Zabba! - zawołała uradowana Odda. - Miło cię poznać.
- A gdzie twoja strażniczka? - wtrącił się Zabb podlatując do Oddy.
- Kiedy ostatnio ją widziałam, szła do szkoły. Pewnie już z niej wraca. Ale opowiadaj Zabb co u ciebie?! Słyszałam o wyczynach Drzewołaz! Nieźle się spisujecie. Tworzycie z czarnym Kotem całkiem zgrany duet!
- Nie zmieniaj tematu! Nie powinnaś sama chodzić po mieście! - oburzył się Zabb.
- Oj daj spokój. Niby co miałoby się mi stać?
- Przepraszam, że się wtrącę, ale może obgadamy to w domu? Bo wiecie, jesteśmy w sumie na ulicy, jeszcze zlecą się jacyś ludzie i będą zadawać kłopotliwe pytania typu, "Co to za latające myszy". Odda wpadniesz do nas w gości?
- Dobry pomysł! Ruszajmy! Ku przygodzie! - zawołało Kwami sowy i jako pierwsze wyleciało z alejki. Dopiero po chwili wróciło, uświadomiwszy sobie, że nie wie dokąd iść. - Może jednak ty prowadź Edith - oznajmiło.
Dziesięć minut później, cała trójka znajdowała się w pokoju Edith. Nastolatka siedziała na swoim łóżku, naprzeciw którego ustawiony był fotel. Na oparciu ów fotelu siedziała wygodnie Odda. Zabb tym czasem, nieco naburmuszony, zajmował miejsce na ramieniu Ed.
- Więc od jak dawna się znacie? - odezwała się Ed.
- Od zawsze! - zawołała Odda.
- I... Lubicie się?
- Jasne!
- Swoją drogą czy wszystkie Kwami się znają?
- Z grubsza tak - przyznał Zabb.
- Odda może jesteś głodna? Chciałabyś coś zjeść?
- W sumie z chęcią! Może jakąś kanapkę?
- Okej to ja...
- Ja przygotuję - odezwał się Zabb zrywając się z ramienia Edith i lecąc w kierunku kuchni.
- Mama nie pozwala ci wchodzić do kuchni! - zawołała za nim dziewczyna.
- Blanca nawet nie zauważy, że tam byłem - odparł stworek i zniknął za drzwiami.
Ed westchnęła ciężko, podejrzewała jak skończy się wizyta Zabba w kuchni, jednak dobrze wiedziała, że jej Kwami trudno jest odwieść od jakiegokolwiek pomysłu.
- Więc Odda... Co robiłaś właściwie w tym zaułku zupełnie sama? I dlaczego ujeżdżałaś kota?
- Gdy dziś rano razem z moja opiekunką byliśmy w drodze do szkoły, wyglądając z jej torby dostrzegłam Bycusia. Bycuś to mój koci kumpel. Wyleciałam więc z kryjówki, żeby się z nim przywitać, ale od słowa do słowa, zgodziłam się pomóc mu w odbiciu jego rewirów. Pomyślałam, że to dobra okazja do przeżycia jakiejś ciekawej przygody! Kiedy zjawiliście się w alejce, świętowaliśmy właśnie zwycięstwo nad złowrogim kocim klanem - odparła Odda.
- Lubisz przeżywać przygody?
- O tak! I to bardzo. Brakuje mi starych czasów. Gdy Kwami nie tylko spały i jadły! Gdy się coś działo.
- To były takie czasy? - zdumiała się Ed pogryzając Zabbowe chipsy, które wyciągnęła z plecaka.
- O tak! Oczywiście! Kwami nie zawsze były leniwymi mieszkańcami ludzkich akcesoriów. W przeszłości żyliśmy pełnią życia. Przeżywaliśmy przygody, mieliśmy emocje, ale wojna wszystko zmieniła.
- Jaka wojna?
- Wielka Wojna Kwami. Zabb ci o niej nie mówił?
- Nawet słówkiem nie wspomniał! Opowiadaj. Chcę wiedzieć wszystko.
- To było jakieś może pięć tysięcy lat temu. Kto by tam liczył. Ale świat wyglądał zupełnie inaczej. Planetę porastały olbrzymie lasy i łąki, woda w stawach i morzach była przejrzysta, a ludzie i zwierzęta byli rzadkością. No i najważniejsze, świat wypełniała magia. Na Ziemi dominowały Kwami. Potężne magiczne istoty, obdarzone niezwykłą mocą. Każde Kwami było inne, niepowtarzalne i nie było dwóch takich samych o identycznych zdolnościach. Dwa z nich Chaosu i Ładu, były potężniejsze od każdego ze swych braci, wspólnie były zdolne do wszystkiego, nawet do zmiany historii. I w pewnym momencie właśnie do tego doprowadziły. Kwami Chaosu widząc jak bardzo jego bracia gardzą innymi istnieniami, postanowiło się za nimi opowiedzieć. Ład nie obchodziło nic poza porządkiem i spokojem, więc nie interesowało je co dzieje się z resztą istnień, póki Kwami były szczęśliwe. Dlatego, gdy Chaos postanowił poprawić sytuację Innych, sprzeciwiło mu się i zabroniło interweniować. Bało się, że może to zagrozić harmonii. Chaos jednak nie obchodziła harmonia, pragnął jedynie by każdy był traktowany na równi, nieważne czy Kwami czy nie. Od tego się właśnie zaczęło. Każda ze stron zyskała licznych zwolenników. Jedni pragnęli, pokoju inni równości. Niestety, o obie te rzeczy zmuszeni byliśmy zawalczyć. Wybuchła wojna. Po jednej stronie zwolennicy Tikki, po drugiej Plagga.
- Chwila! - zawołał Ed przerywając opowieść Oddy. - Czy przypadkiem Plagg nie jest Kwami Czarnego Kota?
- Tak, jak najbardziej. A Tikki to Kwami Biedronki.
- Czyli, że oni byli wrogami?
- Wróg to za duże słowo. Po prostu znaleźli się po przeciwnych stronach barykady. Plagg chciał równości. Tikki nie interesowało nic poza pokojem i chciała go zapewnić za wszelką cenę, nawet jeśli oznaczało to wojnę.
- Ale przecież, jedno w tym przypadku wyklucza drugie.
- Owszem, ale jeśli czegoś się naprawdę pragnie, czasem zapomina się o własnych ideałach, by to osiągnąć. Wojna trwała dziesiątki lat. Obie strony były równe sobie i żadna nie mogła pokonać przeciwnej.
- Więc jak się to skończyło? Która strona zwyciężyła?
- Gdy ludzie i zwierzęta zorientowali się, że to o nich toczy się bój, przyłączyli się do oddziałów Plagga. Walki były krwawe i zaciekłe. Straty były ogromne po obu stronach. W końcu jednak zarówno Plagg jak i Tikki przejrzeli na oczy. Dostrzegli zniszczenia, zrozumieli, że wojna do niczego nie prowadzi. Prędzej wybiją się nawzajem, niż rozwiążą swój problem. Chciały zakończyć zmagania, ale było za późno by pogodzić zwaśnione strony. Zbyt wiele się wydarzyło, zbyt wiele ran odniesiono. Tikki i Plagg postanowili więc zapobiec dalszemu rozlewowi krwi, w tym celu połączyli swe moce i sprawili, że każde Kwami stało się tym kim jest teraz. Małym, bezwolnym stworzonkiem, uwiązanym do przedmiotu. Bo wiesz, nie wyglądaliśmy tak całe swe istnienie. Kiedyś byliśmy podobni do ludzi.
- Ty też brałaś udział w tej wojnie?
- Oczywiście! Każde Kwami brało.
- Nawet Zabb?
- Jak najbardziej! Mało tego, Zabb był prawą ręką Plagga! Nie raz uratował mi życie.
- Ten cykor?
- Może teraz jest lękliwy, ale pamiętam go jak dzielnie dowodził armią Kwami. Wiesz wojna go tak zmieniła, widział śmierć, czuł ból i doznał strat.
- Jejku, nie miałam pojęcia.
- Każde z nas się zmieniło. Nie wszyscy na lepsze. Plagg był o wiele bardziej odpowiedzialny, martwił się o innych. Kochał. Niestety wojna zabrała mu jego miłość. - Odda zamilkła na chwilę. Po jakimś czasie westchnęła ciężko i kontynuowała. - Nazywała się Melly. Tikki odebrała jej życie podstępem. Miała nadzieję, że to złamie Plagga i ten się podda, ale tak się nie stało. Walczył do samego końca. Dopiero po wszystkim, odczuł jej stratę. Zdał sobie sprawę, że spędzi wieczność bez niej.
- Wieczność to długo.
- Bardzo.
- Ale czegoś nie rozumiem. Skoro Kwami są, aż tak potężne, to po co im strażnicy?
- Strażnicy Kwami nie mają za zadanie chronić Kwami przed światem, tylko świat przed Kwami. Bo widzisz, po tym jak Tikki i Plagg zmienili nas w... No "wróżki". Zlecili ludziom, jako najinteligentniejszym istotom zaraz po Kwami, by zajęli się nami, aby podobna sytuacja się nie powtórzyła. Woleli, by ktoś inny sprawował nad nimi kontrolę. Miracula nie są domem Kwami, to ich więzienie. Mało kto o tym pamięta.
- O mamusiu! Dlaczego nikt wcześniej mi o tym nie powiedział?
- Historia się zaciera. Wielu po prostu nie chce tego pamiętać. Czasów naszej świetności i tego, jak doprowadziliśmy do własnego upadku.
- No tak, ale to zbyt wielka rzecz by o niej zapomnieć! Nie można zatracać historii.
- Nie myśl, że Kwami zapomniały. Mamy świetną pamięć. Po prostu nie rozpamiętujemy, nie wracamy do przeszłości idziemy naprzód. No... nie wszyscy.
- Co masz na myśli?
- Niektórym nie podobają się ich więzienia i pragną wolności. Słyszałam, że są Kwami którym udało się wyzwolić ze swych Miraculów i usiłują odzyskać dawną formę.
- I co się z nimi dzieje?
- Nie wiemy. Nie mamy z nimi kontaktu.
Odda zdawała się chcieć powiedzieć coś jeszcze, jednak w tym samym momencie do pokoju, z tacą wypełnioną kanapkami wleciał Zabb.
- Nie byłem pewny z czym chcesz, więc zrobiłem ze wszystkim - oznajmił stawiając półmisek na fotelu.
Odda natychmiast do niego podleciała.
- Czy to baleron? - zapytała wskazując na jedną z kanapek.
- Nie, mortadela.
- Nie jem mortadeli.
- Nie było baleronu.
- To dobrze, jego też nie jem - oznajmiło Kwami sowy i zabrało się za kanapkę obok.
Zabb usiadł zmęczony na łóżku Ed, obok swej paczki chipsów i wpatrzył się w Oddę pałaszującą kanapki. Jego minka wyraźnie wskazywała, że się nad czymś zastanawia.
Tymczasem Ed z uśmieszkiem spoglądała to na swe Kwami, to na Kwami sowy. Po raz pierwszy widziała, żeby Rzekotka był dla kogoś tak miły. Sam przygotował posiłek i nawet go przyniósł. Nie marudził, że musi poświęcić cenne sekundy swojego życia na napełnianie brzucha kogoś innego niż on sam.
Edith do dziś pamiętała, jak gdy poprosiła go o jabłko, walnął jej gadkę uświadamiającą o tym, że to ona powinna karmić jego, a nie na odwrót. Stworek wtedy tak się rozgadał, że nastolatka zdążyła zjeść ów jabłko, nim ten skończył przynudzać.
Brązowowłosa dobrze wiedziała, co możne oznaczać takie nastawienie w stosunku do innego Kwami. No i jeszcze ta wzmianka Oddy "Nie raz uratował mi życie". Frasinati mogła postawić swe bujne loki, że Zabb co najmniej lubi Oddę.
- Jak zjesz, Drzewołaz odstawi cię do domu - wypalił w końcu Zabb.
- Dzięki, sama trafię - odparła Odda z buzią wypełnioną chlebem.
- Nie puszczę cię samej. Znów wpadniesz w kłopoty.
- Ooo - zawołała Odda i położyła swe łapki na policzkach, po czym podleciała do przyjaciela. - Czyżby sam orszik Zabb się o mnie martwił?
- Już dawno nie orszik i nie martwię się, tylko dbam o bezpieczeństwo mieszkańców ulic Paryża.
Odda zachichotała i zakręciła się w kółko.
- A może pójdziesz ze mną? Zwiedzimy miasto, przeżyjemy przygodę!
- Przygody z tobą zwykle kończą się kłopotami - mruknął Zabb zakładając łapki na piersi i mrużąc oczy.
Odda podleciała jeszcze bliżej niego, tak że ich główki niemal się stykały.
- Ale ty przecież kochasz wpadać ze mną w kłopoty - niemal wyszeptała z uśmiechem.
Między Kwami zapadła cisza, oba z w skupieniu wpatrywały się sobie w oczy.
Milczenie przerwał odgłos zachwytu Ed.
- Oooo.
Zarówno Zabb jak i Odda spojrzeli na nastolatkę. Podczas gdy Sowa nadal promiennie się uśmiechała, Drzewołaz wydawał się być zły.
- Co? - warknął rozeźlony.
- Ale ja was shipam.
Odda znów zachichotała i znów zakręciła się w kółko, podczas gdy niebieski stworek jedynie prychnął zdegustowany.
- Mój orsziku - westchnęła Odda, po czym zwróciła się cicho do Ed. - Wybacz mu, nigdy nie był specjalnie wylewny.
- Dobrze wiedzieć, choć to się w nim nie zmieniło. A tak właściwie, co to znaczy orszik i po jakiemu to?
- Po naszemu! W sensie w języku Kwami. To coś jak wasz generał. Taki naczelny dowódca wojsk, pod którym się służy.
- To Kwami mają własny język?
- Ależ oczywiście! To że umiemy porozumiewać się ludzką mową, nie znaczy, że nie mamy własnych sposobów komunikacji i języka. Naprawdę musisz dowiedzieć się więcej o Kwami, bo twa niewiedza jest straszna.
- Zapodaj jeszcze jakieś słówko w języku Kwami - zawołała Ed z ekscytacją.
- Gaomo to na przykład oznacza tak jakby króla, kogoś za kim się podąża. Główny władca. Gameo moim i Zabba był właśnie Plagg. Samananae czyli dom. Ituta to pokój, moharo wojna. A kamasee to wybranek serca - tu Kwami spojrzało znacząco na Zabba.
- Chyba powinnaś już wracać! - zawołał natychmiast stworek i poderwał się z łóżka. - Twoja strażniczka, pewnie się niepokoi.
- Och! Tak, masz rację - przyznała Odda nieco poważniejąc. - Pewnie zdążyła zauważyć, że się wyrwałam.
- Odstawimy cię do domu - oznajmił Zabb.
- Kiedy mogę sama...
- Powiedziałem, że nie - wzburzył się poważnie stworek.
- Dobra - mruknęła Odda z rezygnacją. - Niech ci będzie mój orsziku.
- Edith, na co czekasz? Przemień się.
Ed widząc po raz pierwszy takie zawzięcie na twarzyczce przyjaciela, bez zwłoki zawołała "Zabb skaczmy" i już po chwili stała na środku swego pokoju pod postacią Drzewołaz.
- Okej - odezwała się bohaterka. - Wleć mi we włosy, tam będziesz bezpieczna, ale wcześniej powiedz gdzie tak właściwie mieszkasz.
Drzewołaz zatrzymała się na dachu wieżowca, po czym zeszła po ścianie kilka pieter w dół. - To tutaj? - zawróciła się do Oddy.
Kwami wyleciało z jej włosów i zajrzało przez okno do pokoju. Na łóżku siedziała różowowłosa nastolatka, wydawała się być bardzo zmartwiona.
- Tak! - zawołała Odda i zakręciła się dookoła. - To Alix!
- Wygląda na zasmuconą, lepiej zainterweniujmy nim Władca Ciem się nią zainteresuje.
Edith zapukała w okno. Słysząc bębnienie w szybę, Alix poderwała się na równe nogi lekko wystraszona i spojrzała w kierunku, z którego dobiegł hałas. Edith pomachała do niej z przyjaznym uśmiechem na twarzy. Różowowłosa wyraźnie zdumiona podeszła do okna i otworzyła je.
- Cześć Alix. Przyprowadziłam Ci twoją zgubę - oznajmiła Drzewołaz, gramoląc się przez otwór do środka.
- Alix! - zawołała Odda i rzuciła się w objęcia właścicielki.
- Odda! - ucieszyła się nastolatka przytulając stworzonko. - Gdzieś ty się podziewała?
- A tu i tam. Dowodziłam kocią mafią!
- Znów? Proszę nie znikaj tak więcej!
Tymczasem Drzewołaz rozglądała się po pokoju. W pomieszczeniu panował jako taki porządek, jedynie na biurku walały się książki i notatki z lekcji. W otwartej szafie można było dostrzec niewielki rozgarbiasz, a w rogu pokoju znajdowały się bardzo nowoczesne rolki. Ściany były pomalowane na jasny odcień fioletu, kolor jednak ginął pod licznymi plakatami zespołów rockowych, skeytów i super bohaterów, czyli Biedronki i Czarnego Kota.
- Wielkie dzięki za odstawienie jej do domu - zwróciła się do bohaterki panna Kubdel, przerywając jej "rewizję" pokoju.
- Nie ma sprawy - odparła Drzewołaz spoglądając na Alix i uśmiechając się promiennie. - Jestem by ratować z opresji, nie ważne czy Człowiek czy Kwami. A Odda jest naprawdę świetna.
- Wiem, jest odjazdowa - przyznała Alix.
- Ale następnym razem lepiej jej pilnuj, Rzekotka bardo by się pogniewał, gdyby coś się jej stało.
- Jasne, to się więcej nie powtórzy - oznajmiła Alix uśmiechając się promiennie.
Powrót jej przyjaciółki, jak i wizyta samej Drzewołaz, strasznie poprawiły jej dzisiejszy humor, który Kim tak dzielnie chciał zepsuć.
- To będę się już zbierać - odezwała się po chwili Niebieska Żaba, przerywając niezręczną ciszę.
- Zanim pójdziesz - zatrzymała ją pospiesznie Alix. - Moglibyśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie? Ludzie nie uwierzą jak im powiem, że Niebieska Żaba była w moim pokoju!
- Drzewołaz. Jasne, czemu nie - odparła nastolatka z szerokim uśmiechem.
Alix wyciągnęła komórkę i stanęła obok bohaterki. Kilka zdjęć później, Ed była w drodze do domu.
Edith siedziała w swoim pokoju wgapiając się zamyślona w ścianę. Po powrocie od Alix, zmuszona była wysprzątać kuchnie, gdyż okazało się iż jej Kwami znów nieco w niej nabałaganiło podczas robienia kanapek dla swej lubej.
Obecnie odprężała się wykonując jedną ze swych ulubionych czynności "nic". Zabb tymczasem przejął jej laptopa i skakał po internetach jak rasowa żaba. To obejrzał jakiś zabawny filmik, to skomentował jakiś post.
W końcu panującą w pokoju monotonię przerwało donośne pytanie.
- Rzekotka naucz mnie języka Kwami - no może nie do końca pytanie.
- Nie - odparł Zabb bez namysłu, nie odrywając wzroku od kota grającego na pianinie.
- Dlaczego?
- Bo nie jestem od tego. Poza tym, ty nawet nie lubisz uczyć się języków obcych.
- Ale możesz być, a na nauce języka Kwami bardzo mi zależy!
- Na co ci nauka języka Kwami?
- Wiesz, nie tylko waszego języka chciałabym się nauczyć, historii i kultury też!
- Ale na co ci to? - dopytywało się Kwami, pisząc pod filmikiem komentarz "lol XD". - Wcześniej jakoś specjalnie cię to nie interesowało.
- Bo nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje! - zawołała Frasinati gwałtownie gestykulując rękami. - Poza tym Odda ma rację, jako strażniczka Kwami powinnam o nich wiedzieć jak najwięcej, by jak najlepiej móc się tobą opiekować. W końcu spędzisz ze mną, jakąś resztę mojego życia.
- Dość dobry argument, ale moja odpowiedź nadal brzmi nie.
- Dlaczego?
Zabb zaprzestał wykonywanej właśnie czynności, zastanawiając się jaką by tu wymówkę wymyślić.
- Bo mi się nie chce - odparł po chwili prosto z mostu i wrócił do wyszukiwania śmiesznych filmików.
- Och, czyli mam powiedzieć Oddzie, że jej kamasee jest zbyt leniwy, by uświadomić niezorientowaną nastolatkę na temat swego gatunku? Może i nie wiem o niej za wiele, ale na tyle na ile ją znam, z całą stanowczością mogę stwierdzić, że chyba się jej to nie spodoba. Już sama jej reakcja na wieść, że nie powiedziałeś mi nic o Wielkiej Wojnie Kwami, wskazywała że nie chce by przeszłość jej gatunku była zapomniana.
Zabb zamarł. Choć jego oczka wpatrzone były w monitor komputera, wcale go nie dostrzegał.
- Opowiadała ci o wojnie - wyszeptał lekko zlękniony.
- Pobieżnie - przyznała Ed.
- Pewnie masz nas teraz za jakiś barbarzyńców, albo szaleńców. Nienawidzisz nas?
- Żartujesz? W końcu nabieracie w moich oczach człowieczeństwa, że tak się wysłowię! Opowieść Oddy wiele mi uświadomiła.
- Niby co? - zdumiało się Kwami i w końcu spojrzało na Ed swymi czarnymi oczkami.
- Że nie ma istot jednoznacznie dobrych bądź złych. Każdy ma w sobie dwa oblicza i tylko od niego zależy, które z nich ukazuje światu. Uświadomiła mi, że wszytko i każdy może się zmienić.
- Wszystko? Świat się jakoś nie zmienił. Kwami są zniewolone, a wojny nadal niszczą planetę.
- Bo wojny to nieodzowna część zmian. Nie twierdzę, że są dobre, ale na pewno nieuniknione. To nie znaczy jednak, że nie możemy starać się zmienić i tego! Może kiedyś, któregoś dnia będziemy w stanie zmieniać świat na lepsze nie wszczynając niepotrzebnych konfliktów zbrojnych.
- Taki derp z ciebie, ale jak czasem coś powiesz to jest w tym więcej sensu niż w operach mydlanych - mruknął stworek, nie spuszczając strażniczki z oczu. Po chwili ciszy westchnął i oznajmił. - Dobra. Zaczniemy lekcję od jutra. Ale masz się do nich przykładać. Nie chcę żeby cenne minuty mojego życia, zostały zmarnowane z powodu niekompetentnego ucznia.
- Co tam Żabciu? - odezwał się Zabb wylatując z jej włosów i zajmując miejsce na ramieniu nastolatki. - Znów twoja lepsza połówka, udowodniła swoją lepszość?
- Nie jest ani połówką, ani lepszą. Jest okropnym snopkiem, który ma za dużo w... - myśl dziewczyny została jednak przerwana, przez głos dobiegający zza jej pleców.
Zabb natychmiast skrył się w jej włosach.
- Widzę, że o mnie rozmyślasz.
Nastolatka nie odpowiedziała, jedynie zacisnęła pięści z wściekłości i nieco przyspieszyła kroku. Chłopak który wypowiedział ów zdanie, szybko jednak zrównał się z nią.
- Mówiłem, żebyś na mnie poczekała. Mam coś dla ciebie.
- Najlepszym podarkiem byłoby, gdybyś dał mi w końcu spokój.
- No aż taki hojny nie jestem - oznajmił Daniel i chwycił dziewczynę za ramię zatrzymując ją.
Edith pospiesznie wyrwała się z jego uścisku, jednak przystanęła.
- Co chcesz?
- Wiesz, niedawno były twoje urodziny...
- Niedawno? To było pół roku temu.
- No mówię, niedawno, w tym roku. Trochę mi się zapomniało. W każdym razie mam z tej okazji dla ciebie drobny prezent - chłopak wyciągnął z tornistra niewielką paczuszkę i wręczył Frasinati. Dziewczyna przyjęła ją ostrożnie i uważnie się jej przyjrzała. Dobrze wiedziała, że na podarki daniela lepiej uważać, nigdy nic nie wiadomo co może być w środku. Ed doszła w końcu do wniosku, że podarek nie stanowi potencjalnego zagrożenia i powoli otworzyła wieczko pudełka. Na dnie kartoniku znajdowały się kawałki papieru.
- Czy to są...
- Kupony do każdego fastfooda w mieście - oznajmił chłopak z uśmiechem. - Na ostatnim treningu, kładąc cię na glebę, zauważyłem że trochę schudłaś. Pomyślałem więc, że ci się przydadzą. No wiesz, żebyś mogła zwiększyć masę.
Edith z uchylą buzią wpatrywała się zdumiona w nastolatka. Prezent naprawdę się jej spodobał, w końcu kochała jeść.
- Jej, to najmilsza rzecz jaką od ciebie usłyszałam, a ten prezent bije zeszłoroczną pustą torbę na głowę. Dzięki.
- Spoko. Chciałem się odwdzięczyć za ten kamień z Sekwany.
- Nie ma sprawy.
- Dobra będę leciał, mam randkę z Pam. Do następnego - oznajmił i potargał Edith po bujnych włosach.
- Pa - mruknęła nastolatka, mrużąc oczy z niezadowolenia, że ten znów niszczy jej fryzurę.
Daniel odwrócił się i ruszył w kierunku pobliskiej pizzeri.
Dziewczyna stała jeszcze chwilę, przeglądając otrzymane kupony.
Zabb ostrożnie wystawił łebek i rozejrzał się dookoła. Nie dostrzegłszy nigdzie żywej duszy, ponownie wyfrunął z kryjówki i usiadł na ramieniu Ed.
- Jest coś na frytki? - przeszedł do rzeczy stworek.
- Jest ich jakieś trzy tuziny. Na same frytki naliczyłam sześć. Rzekotka, najemy się!
Oczy Zabba powiększyły się do rozmiarów spodków. Gdyby nie fakt, że nie miał w zwyczaju płakać, zapewne uroniłby w tej chwili łzę szczęścia.
- Może od razu pójdziemy kilka zrealizować... - zaczął stworek, coś jednak odwróciło jego uwagę od kuponów.
Kwami wzbiło się w powietrze i niczym zahipnotyzowane poleciało w kierunku pobliskiego zaułka.
- Rzekotka! Dokąd to! - zawołała Frasinati i pospiesznie ruszyła za towarzyszem, który zdążył już zniknąć jej z oczu.
Gdy dziewczyna weszła w uliczkę dostrzegła najdziwniejszą scenę jaką w życiu miała okazję oglądać.
Ponad tuzin kotów siedzących w równym rządku wpatrywało się w przechadzającego się przed nimi dachowca, na którego grzbiecie siedziało małe, szare coś.
Edith szybko rozpoznała w ów cośu Kwami. Kwami trzymało w drobnych łapkach wykałaczkę i obecnie zajęte było głoszeniem przemowy.
- Jestem z was dumna towarzysze! - mówiło Kwami. - Pokazaliśmy dziś swą potęgę i udowodniliśmy do kogo należy ten zaułek. Stawiliśmy czoła lękom i zwyciężyliśmy! Wiwat Kocia Rasta!
W odpowiedzi zgromadzone koty zaczęły głośno miauczeć, co miało być chyba głosem uznania.
- Odda? - odezwał się Zabb po chwili.
Na dźwięk jego głosu, kocia armia rozproszyła się na wszystkie strony, a dzielne, szare Kwami zostało same.
Kwami nazwane przez Zabba Oddą, zdumione spojrzało na przybyszy, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że ktoś obcy zjawił się w zaułku.
Na widok niebieskiego stworka, Odda z wrażenia wypuściła wykałaczkę, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Kwami pospiesznie podleciało do Zabba i uściskało go.
- Zabb! Mój orsziku! - wykrzyknęła uradowana. - Wieki cię nie widziałam!
Wypuściwszy przyjaciela z objęć zakręciła się z radości w kółko, po czym wpatrzyła z uwielbieniem w Zabba.
- Rzekotka kim jest twoja koleżanka? - odezwała się Ed.
Odda spojrzała na Frasinati.
- Cześć jestem Odda! - zawołała natychmiast i podleciała bliżej brązowowłosej. - Sowie Kwami.
- Cześć, Edith jestem.
- Jesteś strażniczką Zabba! - zawołała uradowana Odda. - Miło cię poznać.
- A gdzie twoja strażniczka? - wtrącił się Zabb podlatując do Oddy.
- Kiedy ostatnio ją widziałam, szła do szkoły. Pewnie już z niej wraca. Ale opowiadaj Zabb co u ciebie?! Słyszałam o wyczynach Drzewołaz! Nieźle się spisujecie. Tworzycie z czarnym Kotem całkiem zgrany duet!
- Nie zmieniaj tematu! Nie powinnaś sama chodzić po mieście! - oburzył się Zabb.
- Oj daj spokój. Niby co miałoby się mi stać?
- Przepraszam, że się wtrącę, ale może obgadamy to w domu? Bo wiecie, jesteśmy w sumie na ulicy, jeszcze zlecą się jacyś ludzie i będą zadawać kłopotliwe pytania typu, "Co to za latające myszy". Odda wpadniesz do nas w gości?
- Dobry pomysł! Ruszajmy! Ku przygodzie! - zawołało Kwami sowy i jako pierwsze wyleciało z alejki. Dopiero po chwili wróciło, uświadomiwszy sobie, że nie wie dokąd iść. - Może jednak ty prowadź Edith - oznajmiło.
Dziesięć minut później, cała trójka znajdowała się w pokoju Edith. Nastolatka siedziała na swoim łóżku, naprzeciw którego ustawiony był fotel. Na oparciu ów fotelu siedziała wygodnie Odda. Zabb tym czasem, nieco naburmuszony, zajmował miejsce na ramieniu Ed.
- Więc od jak dawna się znacie? - odezwała się Ed.
- Od zawsze! - zawołała Odda.
- I... Lubicie się?
- Jasne!
- Swoją drogą czy wszystkie Kwami się znają?
- Z grubsza tak - przyznał Zabb.
- Odda może jesteś głodna? Chciałabyś coś zjeść?
- W sumie z chęcią! Może jakąś kanapkę?
- Okej to ja...
- Ja przygotuję - odezwał się Zabb zrywając się z ramienia Edith i lecąc w kierunku kuchni.
- Mama nie pozwala ci wchodzić do kuchni! - zawołała za nim dziewczyna.
- Blanca nawet nie zauważy, że tam byłem - odparł stworek i zniknął za drzwiami.
Ed westchnęła ciężko, podejrzewała jak skończy się wizyta Zabba w kuchni, jednak dobrze wiedziała, że jej Kwami trudno jest odwieść od jakiegokolwiek pomysłu.
- Więc Odda... Co robiłaś właściwie w tym zaułku zupełnie sama? I dlaczego ujeżdżałaś kota?
- Gdy dziś rano razem z moja opiekunką byliśmy w drodze do szkoły, wyglądając z jej torby dostrzegłam Bycusia. Bycuś to mój koci kumpel. Wyleciałam więc z kryjówki, żeby się z nim przywitać, ale od słowa do słowa, zgodziłam się pomóc mu w odbiciu jego rewirów. Pomyślałam, że to dobra okazja do przeżycia jakiejś ciekawej przygody! Kiedy zjawiliście się w alejce, świętowaliśmy właśnie zwycięstwo nad złowrogim kocim klanem - odparła Odda.
- Lubisz przeżywać przygody?
- O tak! I to bardzo. Brakuje mi starych czasów. Gdy Kwami nie tylko spały i jadły! Gdy się coś działo.
- To były takie czasy? - zdumiała się Ed pogryzając Zabbowe chipsy, które wyciągnęła z plecaka.
- O tak! Oczywiście! Kwami nie zawsze były leniwymi mieszkańcami ludzkich akcesoriów. W przeszłości żyliśmy pełnią życia. Przeżywaliśmy przygody, mieliśmy emocje, ale wojna wszystko zmieniła.
- Jaka wojna?
- Wielka Wojna Kwami. Zabb ci o niej nie mówił?
- Nawet słówkiem nie wspomniał! Opowiadaj. Chcę wiedzieć wszystko.
- To było jakieś może pięć tysięcy lat temu. Kto by tam liczył. Ale świat wyglądał zupełnie inaczej. Planetę porastały olbrzymie lasy i łąki, woda w stawach i morzach była przejrzysta, a ludzie i zwierzęta byli rzadkością. No i najważniejsze, świat wypełniała magia. Na Ziemi dominowały Kwami. Potężne magiczne istoty, obdarzone niezwykłą mocą. Każde Kwami było inne, niepowtarzalne i nie było dwóch takich samych o identycznych zdolnościach. Dwa z nich Chaosu i Ładu, były potężniejsze od każdego ze swych braci, wspólnie były zdolne do wszystkiego, nawet do zmiany historii. I w pewnym momencie właśnie do tego doprowadziły. Kwami Chaosu widząc jak bardzo jego bracia gardzą innymi istnieniami, postanowiło się za nimi opowiedzieć. Ład nie obchodziło nic poza porządkiem i spokojem, więc nie interesowało je co dzieje się z resztą istnień, póki Kwami były szczęśliwe. Dlatego, gdy Chaos postanowił poprawić sytuację Innych, sprzeciwiło mu się i zabroniło interweniować. Bało się, że może to zagrozić harmonii. Chaos jednak nie obchodziła harmonia, pragnął jedynie by każdy był traktowany na równi, nieważne czy Kwami czy nie. Od tego się właśnie zaczęło. Każda ze stron zyskała licznych zwolenników. Jedni pragnęli, pokoju inni równości. Niestety, o obie te rzeczy zmuszeni byliśmy zawalczyć. Wybuchła wojna. Po jednej stronie zwolennicy Tikki, po drugiej Plagga.
- Chwila! - zawołał Ed przerywając opowieść Oddy. - Czy przypadkiem Plagg nie jest Kwami Czarnego Kota?
- Tak, jak najbardziej. A Tikki to Kwami Biedronki.
- Czyli, że oni byli wrogami?
- Wróg to za duże słowo. Po prostu znaleźli się po przeciwnych stronach barykady. Plagg chciał równości. Tikki nie interesowało nic poza pokojem i chciała go zapewnić za wszelką cenę, nawet jeśli oznaczało to wojnę.
- Ale przecież, jedno w tym przypadku wyklucza drugie.
- Owszem, ale jeśli czegoś się naprawdę pragnie, czasem zapomina się o własnych ideałach, by to osiągnąć. Wojna trwała dziesiątki lat. Obie strony były równe sobie i żadna nie mogła pokonać przeciwnej.
- Więc jak się to skończyło? Która strona zwyciężyła?
- Gdy ludzie i zwierzęta zorientowali się, że to o nich toczy się bój, przyłączyli się do oddziałów Plagga. Walki były krwawe i zaciekłe. Straty były ogromne po obu stronach. W końcu jednak zarówno Plagg jak i Tikki przejrzeli na oczy. Dostrzegli zniszczenia, zrozumieli, że wojna do niczego nie prowadzi. Prędzej wybiją się nawzajem, niż rozwiążą swój problem. Chciały zakończyć zmagania, ale było za późno by pogodzić zwaśnione strony. Zbyt wiele się wydarzyło, zbyt wiele ran odniesiono. Tikki i Plagg postanowili więc zapobiec dalszemu rozlewowi krwi, w tym celu połączyli swe moce i sprawili, że każde Kwami stało się tym kim jest teraz. Małym, bezwolnym stworzonkiem, uwiązanym do przedmiotu. Bo wiesz, nie wyglądaliśmy tak całe swe istnienie. Kiedyś byliśmy podobni do ludzi.
- Ty też brałaś udział w tej wojnie?
- Oczywiście! Każde Kwami brało.
- Nawet Zabb?
- Jak najbardziej! Mało tego, Zabb był prawą ręką Plagga! Nie raz uratował mi życie.
- Ten cykor?
- Może teraz jest lękliwy, ale pamiętam go jak dzielnie dowodził armią Kwami. Wiesz wojna go tak zmieniła, widział śmierć, czuł ból i doznał strat.
- Jejku, nie miałam pojęcia.
- Każde z nas się zmieniło. Nie wszyscy na lepsze. Plagg był o wiele bardziej odpowiedzialny, martwił się o innych. Kochał. Niestety wojna zabrała mu jego miłość. - Odda zamilkła na chwilę. Po jakimś czasie westchnęła ciężko i kontynuowała. - Nazywała się Melly. Tikki odebrała jej życie podstępem. Miała nadzieję, że to złamie Plagga i ten się podda, ale tak się nie stało. Walczył do samego końca. Dopiero po wszystkim, odczuł jej stratę. Zdał sobie sprawę, że spędzi wieczność bez niej.
- Wieczność to długo.
- Bardzo.
- Ale czegoś nie rozumiem. Skoro Kwami są, aż tak potężne, to po co im strażnicy?
- Strażnicy Kwami nie mają za zadanie chronić Kwami przed światem, tylko świat przed Kwami. Bo widzisz, po tym jak Tikki i Plagg zmienili nas w... No "wróżki". Zlecili ludziom, jako najinteligentniejszym istotom zaraz po Kwami, by zajęli się nami, aby podobna sytuacja się nie powtórzyła. Woleli, by ktoś inny sprawował nad nimi kontrolę. Miracula nie są domem Kwami, to ich więzienie. Mało kto o tym pamięta.
- O mamusiu! Dlaczego nikt wcześniej mi o tym nie powiedział?
- Historia się zaciera. Wielu po prostu nie chce tego pamiętać. Czasów naszej świetności i tego, jak doprowadziliśmy do własnego upadku.
- No tak, ale to zbyt wielka rzecz by o niej zapomnieć! Nie można zatracać historii.
- Nie myśl, że Kwami zapomniały. Mamy świetną pamięć. Po prostu nie rozpamiętujemy, nie wracamy do przeszłości idziemy naprzód. No... nie wszyscy.
- Co masz na myśli?
- Niektórym nie podobają się ich więzienia i pragną wolności. Słyszałam, że są Kwami którym udało się wyzwolić ze swych Miraculów i usiłują odzyskać dawną formę.
- I co się z nimi dzieje?
- Nie wiemy. Nie mamy z nimi kontaktu.
Odda zdawała się chcieć powiedzieć coś jeszcze, jednak w tym samym momencie do pokoju, z tacą wypełnioną kanapkami wleciał Zabb.
- Nie byłem pewny z czym chcesz, więc zrobiłem ze wszystkim - oznajmił stawiając półmisek na fotelu.
Odda natychmiast do niego podleciała.
- Czy to baleron? - zapytała wskazując na jedną z kanapek.
- Nie, mortadela.
- Nie jem mortadeli.
- Nie było baleronu.
- To dobrze, jego też nie jem - oznajmiło Kwami sowy i zabrało się za kanapkę obok.
Zabb usiadł zmęczony na łóżku Ed, obok swej paczki chipsów i wpatrzył się w Oddę pałaszującą kanapki. Jego minka wyraźnie wskazywała, że się nad czymś zastanawia.
Tymczasem Ed z uśmieszkiem spoglądała to na swe Kwami, to na Kwami sowy. Po raz pierwszy widziała, żeby Rzekotka był dla kogoś tak miły. Sam przygotował posiłek i nawet go przyniósł. Nie marudził, że musi poświęcić cenne sekundy swojego życia na napełnianie brzucha kogoś innego niż on sam.
Edith do dziś pamiętała, jak gdy poprosiła go o jabłko, walnął jej gadkę uświadamiającą o tym, że to ona powinna karmić jego, a nie na odwrót. Stworek wtedy tak się rozgadał, że nastolatka zdążyła zjeść ów jabłko, nim ten skończył przynudzać.
Brązowowłosa dobrze wiedziała, co możne oznaczać takie nastawienie w stosunku do innego Kwami. No i jeszcze ta wzmianka Oddy "Nie raz uratował mi życie". Frasinati mogła postawić swe bujne loki, że Zabb co najmniej lubi Oddę.
- Jak zjesz, Drzewołaz odstawi cię do domu - wypalił w końcu Zabb.
- Dzięki, sama trafię - odparła Odda z buzią wypełnioną chlebem.
- Nie puszczę cię samej. Znów wpadniesz w kłopoty.
- Ooo - zawołała Odda i położyła swe łapki na policzkach, po czym podleciała do przyjaciela. - Czyżby sam orszik Zabb się o mnie martwił?
- Już dawno nie orszik i nie martwię się, tylko dbam o bezpieczeństwo mieszkańców ulic Paryża.
Odda zachichotała i zakręciła się w kółko.
- A może pójdziesz ze mną? Zwiedzimy miasto, przeżyjemy przygodę!
- Przygody z tobą zwykle kończą się kłopotami - mruknął Zabb zakładając łapki na piersi i mrużąc oczy.
Odda podleciała jeszcze bliżej niego, tak że ich główki niemal się stykały.
- Ale ty przecież kochasz wpadać ze mną w kłopoty - niemal wyszeptała z uśmiechem.
Między Kwami zapadła cisza, oba z w skupieniu wpatrywały się sobie w oczy.
Milczenie przerwał odgłos zachwytu Ed.
- Oooo.
Zarówno Zabb jak i Odda spojrzeli na nastolatkę. Podczas gdy Sowa nadal promiennie się uśmiechała, Drzewołaz wydawał się być zły.
- Co? - warknął rozeźlony.
- Ale ja was shipam.
Odda znów zachichotała i znów zakręciła się w kółko, podczas gdy niebieski stworek jedynie prychnął zdegustowany.
- Mój orsziku - westchnęła Odda, po czym zwróciła się cicho do Ed. - Wybacz mu, nigdy nie był specjalnie wylewny.
- Dobrze wiedzieć, choć to się w nim nie zmieniło. A tak właściwie, co to znaczy orszik i po jakiemu to?
- Po naszemu! W sensie w języku Kwami. To coś jak wasz generał. Taki naczelny dowódca wojsk, pod którym się służy.
- To Kwami mają własny język?
- Ależ oczywiście! To że umiemy porozumiewać się ludzką mową, nie znaczy, że nie mamy własnych sposobów komunikacji i języka. Naprawdę musisz dowiedzieć się więcej o Kwami, bo twa niewiedza jest straszna.
- Zapodaj jeszcze jakieś słówko w języku Kwami - zawołała Ed z ekscytacją.
- Gaomo to na przykład oznacza tak jakby króla, kogoś za kim się podąża. Główny władca. Gameo moim i Zabba był właśnie Plagg. Samananae czyli dom. Ituta to pokój, moharo wojna. A kamasee to wybranek serca - tu Kwami spojrzało znacząco na Zabba.
- Chyba powinnaś już wracać! - zawołał natychmiast stworek i poderwał się z łóżka. - Twoja strażniczka, pewnie się niepokoi.
- Och! Tak, masz rację - przyznała Odda nieco poważniejąc. - Pewnie zdążyła zauważyć, że się wyrwałam.
- Odstawimy cię do domu - oznajmił Zabb.
- Kiedy mogę sama...
- Powiedziałem, że nie - wzburzył się poważnie stworek.
- Dobra - mruknęła Odda z rezygnacją. - Niech ci będzie mój orsziku.
- Edith, na co czekasz? Przemień się.
Ed widząc po raz pierwszy takie zawzięcie na twarzyczce przyjaciela, bez zwłoki zawołała "Zabb skaczmy" i już po chwili stała na środku swego pokoju pod postacią Drzewołaz.
- Okej - odezwała się bohaterka. - Wleć mi we włosy, tam będziesz bezpieczna, ale wcześniej powiedz gdzie tak właściwie mieszkasz.
Drzewołaz zatrzymała się na dachu wieżowca, po czym zeszła po ścianie kilka pieter w dół. - To tutaj? - zawróciła się do Oddy.
Kwami wyleciało z jej włosów i zajrzało przez okno do pokoju. Na łóżku siedziała różowowłosa nastolatka, wydawała się być bardzo zmartwiona.
- Tak! - zawołała Odda i zakręciła się dookoła. - To Alix!
- Wygląda na zasmuconą, lepiej zainterweniujmy nim Władca Ciem się nią zainteresuje.
Edith zapukała w okno. Słysząc bębnienie w szybę, Alix poderwała się na równe nogi lekko wystraszona i spojrzała w kierunku, z którego dobiegł hałas. Edith pomachała do niej z przyjaznym uśmiechem na twarzy. Różowowłosa wyraźnie zdumiona podeszła do okna i otworzyła je.
- Cześć Alix. Przyprowadziłam Ci twoją zgubę - oznajmiła Drzewołaz, gramoląc się przez otwór do środka.
- Alix! - zawołała Odda i rzuciła się w objęcia właścicielki.
- Odda! - ucieszyła się nastolatka przytulając stworzonko. - Gdzieś ty się podziewała?
- A tu i tam. Dowodziłam kocią mafią!
- Znów? Proszę nie znikaj tak więcej!
Tymczasem Drzewołaz rozglądała się po pokoju. W pomieszczeniu panował jako taki porządek, jedynie na biurku walały się książki i notatki z lekcji. W otwartej szafie można było dostrzec niewielki rozgarbiasz, a w rogu pokoju znajdowały się bardzo nowoczesne rolki. Ściany były pomalowane na jasny odcień fioletu, kolor jednak ginął pod licznymi plakatami zespołów rockowych, skeytów i super bohaterów, czyli Biedronki i Czarnego Kota.
- Wielkie dzięki za odstawienie jej do domu - zwróciła się do bohaterki panna Kubdel, przerywając jej "rewizję" pokoju.
- Nie ma sprawy - odparła Drzewołaz spoglądając na Alix i uśmiechając się promiennie. - Jestem by ratować z opresji, nie ważne czy Człowiek czy Kwami. A Odda jest naprawdę świetna.
- Wiem, jest odjazdowa - przyznała Alix.
- Ale następnym razem lepiej jej pilnuj, Rzekotka bardo by się pogniewał, gdyby coś się jej stało.
- Jasne, to się więcej nie powtórzy - oznajmiła Alix uśmiechając się promiennie.
Powrót jej przyjaciółki, jak i wizyta samej Drzewołaz, strasznie poprawiły jej dzisiejszy humor, który Kim tak dzielnie chciał zepsuć.
- To będę się już zbierać - odezwała się po chwili Niebieska Żaba, przerywając niezręczną ciszę.
- Zanim pójdziesz - zatrzymała ją pospiesznie Alix. - Moglibyśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie? Ludzie nie uwierzą jak im powiem, że Niebieska Żaba była w moim pokoju!
- Drzewołaz. Jasne, czemu nie - odparła nastolatka z szerokim uśmiechem.
Alix wyciągnęła komórkę i stanęła obok bohaterki. Kilka zdjęć później, Ed była w drodze do domu.
Edith siedziała w swoim pokoju wgapiając się zamyślona w ścianę. Po powrocie od Alix, zmuszona była wysprzątać kuchnie, gdyż okazało się iż jej Kwami znów nieco w niej nabałaganiło podczas robienia kanapek dla swej lubej.
Obecnie odprężała się wykonując jedną ze swych ulubionych czynności "nic". Zabb tymczasem przejął jej laptopa i skakał po internetach jak rasowa żaba. To obejrzał jakiś zabawny filmik, to skomentował jakiś post.
W końcu panującą w pokoju monotonię przerwało donośne pytanie.
- Rzekotka naucz mnie języka Kwami - no może nie do końca pytanie.
- Nie - odparł Zabb bez namysłu, nie odrywając wzroku od kota grającego na pianinie.
- Dlaczego?
- Bo nie jestem od tego. Poza tym, ty nawet nie lubisz uczyć się języków obcych.
- Ale możesz być, a na nauce języka Kwami bardzo mi zależy!
- Na co ci nauka języka Kwami?
- Wiesz, nie tylko waszego języka chciałabym się nauczyć, historii i kultury też!
- Ale na co ci to? - dopytywało się Kwami, pisząc pod filmikiem komentarz "lol XD". - Wcześniej jakoś specjalnie cię to nie interesowało.
- Bo nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje! - zawołała Frasinati gwałtownie gestykulując rękami. - Poza tym Odda ma rację, jako strażniczka Kwami powinnam o nich wiedzieć jak najwięcej, by jak najlepiej móc się tobą opiekować. W końcu spędzisz ze mną, jakąś resztę mojego życia.
- Dość dobry argument, ale moja odpowiedź nadal brzmi nie.
- Dlaczego?
Zabb zaprzestał wykonywanej właśnie czynności, zastanawiając się jaką by tu wymówkę wymyślić.
- Bo mi się nie chce - odparł po chwili prosto z mostu i wrócił do wyszukiwania śmiesznych filmików.
- Och, czyli mam powiedzieć Oddzie, że jej kamasee jest zbyt leniwy, by uświadomić niezorientowaną nastolatkę na temat swego gatunku? Może i nie wiem o niej za wiele, ale na tyle na ile ją znam, z całą stanowczością mogę stwierdzić, że chyba się jej to nie spodoba. Już sama jej reakcja na wieść, że nie powiedziałeś mi nic o Wielkiej Wojnie Kwami, wskazywała że nie chce by przeszłość jej gatunku była zapomniana.
Zabb zamarł. Choć jego oczka wpatrzone były w monitor komputera, wcale go nie dostrzegał.
- Opowiadała ci o wojnie - wyszeptał lekko zlękniony.
- Pobieżnie - przyznała Ed.
- Pewnie masz nas teraz za jakiś barbarzyńców, albo szaleńców. Nienawidzisz nas?
- Żartujesz? W końcu nabieracie w moich oczach człowieczeństwa, że tak się wysłowię! Opowieść Oddy wiele mi uświadomiła.
- Niby co? - zdumiało się Kwami i w końcu spojrzało na Ed swymi czarnymi oczkami.
- Że nie ma istot jednoznacznie dobrych bądź złych. Każdy ma w sobie dwa oblicza i tylko od niego zależy, które z nich ukazuje światu. Uświadomiła mi, że wszytko i każdy może się zmienić.
- Wszystko? Świat się jakoś nie zmienił. Kwami są zniewolone, a wojny nadal niszczą planetę.
- Bo wojny to nieodzowna część zmian. Nie twierdzę, że są dobre, ale na pewno nieuniknione. To nie znaczy jednak, że nie możemy starać się zmienić i tego! Może kiedyś, któregoś dnia będziemy w stanie zmieniać świat na lepsze nie wszczynając niepotrzebnych konfliktów zbrojnych.
- Taki derp z ciebie, ale jak czasem coś powiesz to jest w tym więcej sensu niż w operach mydlanych - mruknął stworek, nie spuszczając strażniczki z oczu. Po chwili ciszy westchnął i oznajmił. - Dobra. Zaczniemy lekcję od jutra. Ale masz się do nich przykładać. Nie chcę żeby cenne minuty mojego życia, zostały zmarnowane z powodu niekompetentnego ucznia.
Z nastaniem nocy
Wszystkie swe zmysły wyostrzone miała do granic możliwości. W końcu czujność to podstawa dla każdego łowcy, zwłaszcza nocnego.
Dziewczyna stała wręcz przytulona do betonowej ściany, obserwując zza rogu podejrzanie wyglądającą furgonetkę. Dwóch mężczyzn wkładało do niej właśnie transportery, z których dobiegały niepokojące odgłosy.
- Łatwa forsa - mówił jeden z podejrzanie wyglądających osobników. Był bardzo puszysty, a jego twarz pokrywał kilkudniowy zarost. - Teraz tylko musimy poczekać, aż właściciele tych pchlarzy wystawią sowitą nagrodę za odnalezienie ich pupilków.
- Podejrzewam, że na to nie będziemy musieli długo czekać. Już widziałem kilka ogłoszeń odnośnie paru "zaginionych kociaków".
Nastolatka z uwagą wsłuchiwała się w rozmowę mężczyzn. Ich wymiana zdań tylko ją utwierdziła, że trafiła w odpowiednie miejsce.
- Mamy ich Odda - mruknęła, choć jej przyjaciółka nie mogła jej w tej chwili usłyszeć.
Dziewczyna skryła się za ścianą by pozostać niezauważoną. Musi działać szybko i zwinnie. Mężczyźni nie byli uzbrojeni, jednak swą masą bez problemu mogliby powalić bohaterkę na ziemię. Różowo włosa rozejrzała się dookoła za czymś co mogłoby się jej przydać w obecnej sytuacji. W pobliżu nie było jednak nic poza kubłami na śmieci i porozrzucanymi papierami, jednak i z nich można coś zmajstrować.
Z kilku patyków, porzuconego sznurka i własnej gumki do włosów, zrobiła całkiem zgrabną procę. Następnie zgarnęła kilka kamyków i pożyczyła jedną z pokryw na śmietnik.
Mężczyźni kończyli właśnie pakowanie ostatnich transporterów. Nastolatka musiała więc działać szybko.
Za pomocą procy wystrzeliła kilka kamyków w stronę przeciwległej uliczki. Ku swej uldze sztuczka zadziałała.
- Co to było?
- Sprawdź, lepiej się upewnić, że nikt nas nie przyuważył.
Mężczyźni rozdzielili się. Grubszy z nich udał się w kierunku skąd dobiegł go hałas, drugi o dość wątłej posturze, został by dokończyć pakowanie.
Różowowłosa nie czekając długo, chwyciła swą pokrywę i ruszyła ku mężczyźnie pozostałemu przy furgonetce. Nim ten zdał sobie sprawę iż nie jest sam, został z zamachem ugodzony pokrywą od śmietnika w głowę. W wyniku tej dość bolesnej kolizji, stracił przytomność.
Dźwięk pokrywy uderzającej o głowę mężczyzny, sprawił, że jego partner w mgnieniu oka wrócił do samochodu.
- Co jest... - na widok zamaskowanej nastolatki przyodzianej w szary kostium, zaniemówił. Szybko jednak doszedł do siebie. - Ktoś ty?
- Jestem Nocnym Łowcą, Puchatku - odparła nastolatka z dumą i złośliwym uśmiechem na ustach. - I właśnie wyruszyłam na polowanie.
Mężczyzna nazwany Puchatkiem zmrużył groźnie oczy i wyciągnął z kieszeni scyzoryk. Najwyraźniej nowy pseudonim niespecjalnie mu się spodobał.
Na widok noża w jego ręce dziewczyna nieco się zawahała. Czy aby na pewno powinna rozprawiać się z nim sama? Może lepiej byłoby się stąd zwinąć i wezwać policję? Cóż powinna to zrobić, zaraz po tym gdy upewniła się, że ma do czynienia z kocimi porywaczami. Było już za późno, na wezwanie jakichkolwiek posiłków. Musiała dać sobie radę sama.
Nie zastanawiając się długo, ruszyła na opryszka. Mężczyzna zamachnął się kilka razy nożem, Nocny Łowca jednak z łatwością go uniknęła. Była znacznie szybsza niż jej przeciwnik, dzięki czemu z łatwością zadawała mu ciosy swoją bronią. Jedno uderzenie w udo, drugie w ramię. Potem kolejne dwa w pośladki i brzuch. Następnie bolesny kopniak w łydkę i cios z pokrywy w tył głowy. Przeciwnik poległ na ziemi, podobnie jak jego towarzysz pozbawiony przytomności.
Dziewczyna popatrzyła z dumą na swoje dzieło w dłoni nadal ściskając pokrywę od śmietnika.
Co następne? Cóż przydało by się uwolnić zniewolone kociaki i w jakiś sposób ukarać porywaczy. Dziewczyna wbiegła do furgonetki i zaczęła otwierać umieszczone w niej transportery. Już po chwili przed pojazdem stało jakieś dwa tuziny uprowadzonych kociaków. Tymczasem Nocny Łowca zajęła się "sprzątaniem". Nieprzytomne ciała Puchatka i Prosiaczka, jak ich w myślach nazywała, zataszczyła do przyczepy samochodu. Nikt chyba nie ma złudzeń, że poszło jej to z łatwością. Zwłaszcza Puchatek sprawiał niemałe problemy. Różowowłosa jednak dobrze wiedziała, że musi działać szybko, nim złole odzyskają przytomność.
Gdy już obaj mężczyźni znaleźli się w furgonetce, szesnastolatka zamknęła drzwi naczepy od zewnątrz, tak by nie zdołali się uwolnić. Po czym przystanęła na chwilę by odetchnąć.
Rozejrzała się dokoła. Otaczało ją spore stadko kotów. Zwierzęta najwyraźniej nie były w stanie same wrócić do domu, lub porostu im się nie chciało. Tak więc Nocny Łowca, zmuszona był zmierzyć się z kolejną misją.
Dwie godziny później, wszystkie koty wróciły do swych właścicieli.
Dziewczyna z szerokim uśmiechem wręczyła ostatniego z uwolnionych kociąt w ręce starszej pani.
- Mój Buraczek. Dziękuję Ci niezmiernie młoda damo.
- Nie ma sprawy psze pani. Jestem by pomagać.
- Może wstąpisz na chwilkę, na cisto?
- Przepraszam psze pani, ale muszę załatwić jeszcze kilka spraw. Proszę pogłaskać ode mnie Buraczka!
Było nieco po 21 Alix z uśmiechem na ustach szła chodnikiem. Odda skryta pod jej czapką co jakiś czas wyglądała na ulicę.
- Udało się Odda, rozwikłaliśmy sprawę i uwolniliśmy kociaki.
- Mówiłam, że nam się uda? Mówiłam! - zawołało Kwami sowy śpiewnym głosem. - Przygoda!
Obie przechadzały się właśnie w okolicach Łuku Trimfalnego. Gdy ktoś na nie wpadł. Alix upadła na ziemie, tymczasem mężczyzna który ją potrącił pruł naprzód, nie oglądając się za siebie.
- Złodziej! - dobiegł różowowłosą krzyk zza pleców. - Ukradł mi torebkę!
Dziewczyna pospiesznie poderwała się z ziemi i skryła za drzewem, tak by nikt jej nie zauważył, po czym zawołała "Odda, czas na bohatera" i już po chwili stała w kostiumie Nocnego Łowcy, a w następnej sekundzie gnała za złodziejaszkiem. Oczywiście po drodze zgarnęła z mijanego kubła na śmieci pokrywę, czyli swą ulubioną broń.
- Zatrzymaj się! - krzyknęła za uciekinierem.
Dziewczyna niemal go dogoniła, wciąż jednak dzieliło ich kilka metrów. Łowca postanowiła więc wykorzystać swą tajną broń. Zatrzymała się i zamachnęła z całej siły, ciskając pokrywę wprost w złodzieja. Mężczyzna oberwał nią w głowę i wywalił się. Różowowłosa ponownie ruszyła ku niemu. Nim jednak zdołała go dopaść, ten poderwał się z ziemi i znów pognał przed siebie.
Nie uszedł jednak nawet pięciu metrów, gdyż znów runął na ziemię, po czym został spętany czarnym lasso.
- Mamy cię! - zawołała jedna z postaci wyłaniających się z cienia.
Po chwili nad złodziejaszkiem stała już Niebieska Żaba i Czarny Kot.
Alix zatrzymała się tuż przed nimi, łapczywie łapiąc oddech. Może i miała dobrą kondycję dzięki jeździe na rolkach, ale dziś już wystarczająco się nabiegała po całym Paryżu.
- Cześć! - zawołała uradowana Niebieska Żaba wzmacniając uścisk lassa na złodziejaszku i przydeptując go stopą.
- Jak ci mówią?
- To Nocny Łowca, Czarny Kocie - odpowiedziała na pytanie blondyna, Żaba.
- Skąd ją znasz? - zdumiał się Czarny Kot, nachylając się nad złoczyńcą i odbierając mu torebkę, którą ukradł.
- Z internetu - odparła poważnie Drzewołaz. - Na niektórych blogach o niej piszą. Dziwne, że na o niej nie słyszałeś.
- Wiesz, nie żyję w internecie jak co niektórzy.
- A żałuj, to cudowne miejsce. Nieco popaprane, ale cudowne.
- Świetnie się spisałaś Nocny Łowco - pochwalił różowowłosą Kot, wręczając ocaloną torebką uradowanej kobiecie.
- Kiedy to wy go schwytaliście - oznajmiła nastolatka drapiąc się po głowie.
- Ale ty go spowolniłaś i ścigałaś przez prawię przecznicę. Swoją drogą niezły rzut - oznajmił chłopak uśmiechając się.
Chwilę później zjawiła się policja i przejęła sprawce całego zamieszania.
Drzewołaz uśmiechnęła się przyglądając się odprowadzanemu więźniowi.
- Więc... Od jak dawna bohaterujesz? - zagadał Czarny Kot.
- Od kilku miesięcy.
- Dziwne, że dopiero teraz mamy przyjemność.
- Cóż, działam jedynie w nocy i nie wychylam się zwykle.
- Zamierzasz dołączyć do Kociej ekipy i zajmować się Akumami?
- Raczej to nie dla mnie - odparła nastolatka niepewnie. - Wolę zajmować się nieco drobniejszymi sprawami.
- Szkoda, fajnie by było mieć u boku kogoś kto tak nieźle miota pokrywami od śmietników - oznajmił blondyn z uśmiechem.
Alix zachichotała.
- Cóż, nie mam jako takiej broni więc muszę sobie radzić z tym co akurat jest pod ręką. A tak się składa, że pokrywy od śmietników są niemal na każdym rogu.
- O tak, śmieci to naprawdę skarbnica przydatnych rzeczy - przyznała Drzewołaz.
- To co Żabciu...
- Drzewołaz.
- Będziemy już lecieć?
- Jasne.
- Do zobaczenie Nocny Łowco - pożegnał się Czarny Kot i wskoczył na pobliski budynek.
- Na razie! Pozdrów Oddę! - zawołała Żaba i mrugnęła porozumiewawczo, po czym poszła w ślady towarzysza i wspięła się po ścianie na dach kamienicy.
Alix uśmiechnęła się mimowolnie. Czyli jednak ją poznała.
Dziewczyna stała wręcz przytulona do betonowej ściany, obserwując zza rogu podejrzanie wyglądającą furgonetkę. Dwóch mężczyzn wkładało do niej właśnie transportery, z których dobiegały niepokojące odgłosy.
- Łatwa forsa - mówił jeden z podejrzanie wyglądających osobników. Był bardzo puszysty, a jego twarz pokrywał kilkudniowy zarost. - Teraz tylko musimy poczekać, aż właściciele tych pchlarzy wystawią sowitą nagrodę za odnalezienie ich pupilków.
- Podejrzewam, że na to nie będziemy musieli długo czekać. Już widziałem kilka ogłoszeń odnośnie paru "zaginionych kociaków".
Nastolatka z uwagą wsłuchiwała się w rozmowę mężczyzn. Ich wymiana zdań tylko ją utwierdziła, że trafiła w odpowiednie miejsce.
- Mamy ich Odda - mruknęła, choć jej przyjaciółka nie mogła jej w tej chwili usłyszeć.
Dziewczyna skryła się za ścianą by pozostać niezauważoną. Musi działać szybko i zwinnie. Mężczyźni nie byli uzbrojeni, jednak swą masą bez problemu mogliby powalić bohaterkę na ziemię. Różowo włosa rozejrzała się dookoła za czymś co mogłoby się jej przydać w obecnej sytuacji. W pobliżu nie było jednak nic poza kubłami na śmieci i porozrzucanymi papierami, jednak i z nich można coś zmajstrować.
Z kilku patyków, porzuconego sznurka i własnej gumki do włosów, zrobiła całkiem zgrabną procę. Następnie zgarnęła kilka kamyków i pożyczyła jedną z pokryw na śmietnik.
Mężczyźni kończyli właśnie pakowanie ostatnich transporterów. Nastolatka musiała więc działać szybko.
Za pomocą procy wystrzeliła kilka kamyków w stronę przeciwległej uliczki. Ku swej uldze sztuczka zadziałała.
- Co to było?
- Sprawdź, lepiej się upewnić, że nikt nas nie przyuważył.
Mężczyźni rozdzielili się. Grubszy z nich udał się w kierunku skąd dobiegł go hałas, drugi o dość wątłej posturze, został by dokończyć pakowanie.
Różowowłosa nie czekając długo, chwyciła swą pokrywę i ruszyła ku mężczyźnie pozostałemu przy furgonetce. Nim ten zdał sobie sprawę iż nie jest sam, został z zamachem ugodzony pokrywą od śmietnika w głowę. W wyniku tej dość bolesnej kolizji, stracił przytomność.
Dźwięk pokrywy uderzającej o głowę mężczyzny, sprawił, że jego partner w mgnieniu oka wrócił do samochodu.
- Co jest... - na widok zamaskowanej nastolatki przyodzianej w szary kostium, zaniemówił. Szybko jednak doszedł do siebie. - Ktoś ty?
- Jestem Nocnym Łowcą, Puchatku - odparła nastolatka z dumą i złośliwym uśmiechem na ustach. - I właśnie wyruszyłam na polowanie.
Mężczyzna nazwany Puchatkiem zmrużył groźnie oczy i wyciągnął z kieszeni scyzoryk. Najwyraźniej nowy pseudonim niespecjalnie mu się spodobał.
Na widok noża w jego ręce dziewczyna nieco się zawahała. Czy aby na pewno powinna rozprawiać się z nim sama? Może lepiej byłoby się stąd zwinąć i wezwać policję? Cóż powinna to zrobić, zaraz po tym gdy upewniła się, że ma do czynienia z kocimi porywaczami. Było już za późno, na wezwanie jakichkolwiek posiłków. Musiała dać sobie radę sama.
Nie zastanawiając się długo, ruszyła na opryszka. Mężczyzna zamachnął się kilka razy nożem, Nocny Łowca jednak z łatwością go uniknęła. Była znacznie szybsza niż jej przeciwnik, dzięki czemu z łatwością zadawała mu ciosy swoją bronią. Jedno uderzenie w udo, drugie w ramię. Potem kolejne dwa w pośladki i brzuch. Następnie bolesny kopniak w łydkę i cios z pokrywy w tył głowy. Przeciwnik poległ na ziemi, podobnie jak jego towarzysz pozbawiony przytomności.
Dziewczyna popatrzyła z dumą na swoje dzieło w dłoni nadal ściskając pokrywę od śmietnika.
Co następne? Cóż przydało by się uwolnić zniewolone kociaki i w jakiś sposób ukarać porywaczy. Dziewczyna wbiegła do furgonetki i zaczęła otwierać umieszczone w niej transportery. Już po chwili przed pojazdem stało jakieś dwa tuziny uprowadzonych kociaków. Tymczasem Nocny Łowca zajęła się "sprzątaniem". Nieprzytomne ciała Puchatka i Prosiaczka, jak ich w myślach nazywała, zataszczyła do przyczepy samochodu. Nikt chyba nie ma złudzeń, że poszło jej to z łatwością. Zwłaszcza Puchatek sprawiał niemałe problemy. Różowowłosa jednak dobrze wiedziała, że musi działać szybko, nim złole odzyskają przytomność.
Gdy już obaj mężczyźni znaleźli się w furgonetce, szesnastolatka zamknęła drzwi naczepy od zewnątrz, tak by nie zdołali się uwolnić. Po czym przystanęła na chwilę by odetchnąć.
Rozejrzała się dokoła. Otaczało ją spore stadko kotów. Zwierzęta najwyraźniej nie były w stanie same wrócić do domu, lub porostu im się nie chciało. Tak więc Nocny Łowca, zmuszona był zmierzyć się z kolejną misją.
Dwie godziny później, wszystkie koty wróciły do swych właścicieli.
Dziewczyna z szerokim uśmiechem wręczyła ostatniego z uwolnionych kociąt w ręce starszej pani.
- Mój Buraczek. Dziękuję Ci niezmiernie młoda damo.
- Nie ma sprawy psze pani. Jestem by pomagać.
- Może wstąpisz na chwilkę, na cisto?
- Przepraszam psze pani, ale muszę załatwić jeszcze kilka spraw. Proszę pogłaskać ode mnie Buraczka!
Było nieco po 21 Alix z uśmiechem na ustach szła chodnikiem. Odda skryta pod jej czapką co jakiś czas wyglądała na ulicę.
- Udało się Odda, rozwikłaliśmy sprawę i uwolniliśmy kociaki.
- Mówiłam, że nam się uda? Mówiłam! - zawołało Kwami sowy śpiewnym głosem. - Przygoda!
Obie przechadzały się właśnie w okolicach Łuku Trimfalnego. Gdy ktoś na nie wpadł. Alix upadła na ziemie, tymczasem mężczyzna który ją potrącił pruł naprzód, nie oglądając się za siebie.
- Złodziej! - dobiegł różowowłosą krzyk zza pleców. - Ukradł mi torebkę!
Dziewczyna pospiesznie poderwała się z ziemi i skryła za drzewem, tak by nikt jej nie zauważył, po czym zawołała "Odda, czas na bohatera" i już po chwili stała w kostiumie Nocnego Łowcy, a w następnej sekundzie gnała za złodziejaszkiem. Oczywiście po drodze zgarnęła z mijanego kubła na śmieci pokrywę, czyli swą ulubioną broń.
- Zatrzymaj się! - krzyknęła za uciekinierem.
Dziewczyna niemal go dogoniła, wciąż jednak dzieliło ich kilka metrów. Łowca postanowiła więc wykorzystać swą tajną broń. Zatrzymała się i zamachnęła z całej siły, ciskając pokrywę wprost w złodzieja. Mężczyzna oberwał nią w głowę i wywalił się. Różowowłosa ponownie ruszyła ku niemu. Nim jednak zdołała go dopaść, ten poderwał się z ziemi i znów pognał przed siebie.
Nie uszedł jednak nawet pięciu metrów, gdyż znów runął na ziemię, po czym został spętany czarnym lasso.
- Mamy cię! - zawołała jedna z postaci wyłaniających się z cienia.
Po chwili nad złodziejaszkiem stała już Niebieska Żaba i Czarny Kot.
Alix zatrzymała się tuż przed nimi, łapczywie łapiąc oddech. Może i miała dobrą kondycję dzięki jeździe na rolkach, ale dziś już wystarczająco się nabiegała po całym Paryżu.
- Cześć! - zawołała uradowana Niebieska Żaba wzmacniając uścisk lassa na złodziejaszku i przydeptując go stopą.
- Jak ci mówią?
- To Nocny Łowca, Czarny Kocie - odpowiedziała na pytanie blondyna, Żaba.
- Skąd ją znasz? - zdumiał się Czarny Kot, nachylając się nad złoczyńcą i odbierając mu torebkę, którą ukradł.
- Z internetu - odparła poważnie Drzewołaz. - Na niektórych blogach o niej piszą. Dziwne, że na o niej nie słyszałeś.
- Wiesz, nie żyję w internecie jak co niektórzy.
- A żałuj, to cudowne miejsce. Nieco popaprane, ale cudowne.
- Świetnie się spisałaś Nocny Łowco - pochwalił różowowłosą Kot, wręczając ocaloną torebką uradowanej kobiecie.
- Kiedy to wy go schwytaliście - oznajmiła nastolatka drapiąc się po głowie.
- Ale ty go spowolniłaś i ścigałaś przez prawię przecznicę. Swoją drogą niezły rzut - oznajmił chłopak uśmiechając się.
Chwilę później zjawiła się policja i przejęła sprawce całego zamieszania.
Drzewołaz uśmiechnęła się przyglądając się odprowadzanemu więźniowi.
- Więc... Od jak dawna bohaterujesz? - zagadał Czarny Kot.
- Od kilku miesięcy.
- Dziwne, że dopiero teraz mamy przyjemność.
- Cóż, działam jedynie w nocy i nie wychylam się zwykle.
- Zamierzasz dołączyć do Kociej ekipy i zajmować się Akumami?
- Raczej to nie dla mnie - odparła nastolatka niepewnie. - Wolę zajmować się nieco drobniejszymi sprawami.
- Szkoda, fajnie by było mieć u boku kogoś kto tak nieźle miota pokrywami od śmietników - oznajmił blondyn z uśmiechem.
Alix zachichotała.
- Cóż, nie mam jako takiej broni więc muszę sobie radzić z tym co akurat jest pod ręką. A tak się składa, że pokrywy od śmietników są niemal na każdym rogu.
- O tak, śmieci to naprawdę skarbnica przydatnych rzeczy - przyznała Drzewołaz.
- To co Żabciu...
- Drzewołaz.
- Będziemy już lecieć?
- Jasne.
- Do zobaczenie Nocny Łowco - pożegnał się Czarny Kot i wskoczył na pobliski budynek.
- Na razie! Pozdrów Oddę! - zawołała Żaba i mrugnęła porozumiewawczo, po czym poszła w ślady towarzysza i wspięła się po ścianie na dach kamienicy.
Alix uśmiechnęła się mimowolnie. Czyli jednak ją poznała.
Odda
Odda to Kwami Sowy. Jej właścicielką jest Alix Kubdel, a Miraculum srebrny zegarek, należący do nastolatki. Jest to Kwami pełne życia, uwielbiające przygody i igranie z niebezpieczeństwami. Z tego powodu często ucieka od swojej właścicielki i udaje się na samodzielne eskapady. Najczęściej ukrywa się pod czapką różowowłosej, bądź w jej plecaku.
Uwielbia jeść kanapki wszelkiej maści. Nie lubi jedynie sandwiczy z baleronem i mortadelą. Jednak jej zdecydowanym przysmakiem, są kwiaty passiflory.
Już przed wielką Wojną Kwami, Odda nie przepadała za spokojem panującym w Krainie, dlatego często sama wybierała się na dłuższe przygody w celu poznania świata i doświadczenia czegoś niezwykłego. Właśnie z tego powodu Kwami Sowy, jest jednym z najbardziej obeznanym w świecie istot. Ma też najwięcej przyjaciół i znajomości wśród innych Kwami. Mimo iż "wszystkie Kwami się znają", ona jest tym które zna ich wszystkich zdecydowanie najlepiej.
Od samego początku, jej najlepszym przyjacielem i ukochanym, był Zabb. Odda często pakowała go w kłopoty i niechciane przygody, w których Kwami Drzewołaza brało udział głównie by spędzić więcej czasu z Kwami Sowy i pilnować by nie stała się jej krzywda. Podczas Wielkiej Wojny Kwami między innymi, właśnie z jego powodu opowiedziała się po stronie legionów Plagga. Walczyła pod dowództwem Zabba, który niejednokrotnie ocalił jej życie.
Po zakończonej wojnie, z pokorą przyjęła wymierzoną w nią karę, jednak bardzo brakowało jej wolności i możliwości samodzielnego przeżywanie przygód, oraz kontaktu z jej kamase. Z powodu uwięzienia w Miraculach i rozdzielenia, ich kontakt się zerwał. Jej Miraculum (wtedy jeszcze ozdobny grzebyk) trafiło w ręce zaprzyjaźnionych ludzi, którzy przekazywali je z pokolenia na pokolenie. Kilkaset wieków później, Miarculum uległo jednak zniszczeniu. Z tego powodu, jej tamtejszy właściciel, przodek Alix Kubdel, stworzył jej nowe "schronienie", srebrny zegarek.
Obecnie Odda przebywa pod opieką Alix, której została przekazana przez jej ojca. Nastolatka niemal nie rozstaje się ze swoją przyjaciółką (chyba, że ta akurat od niej ucieknie) i bardzo o nią dba. Uważa, że Odda jest "odjazdowa".
Jak każde Kwami, przed Wielką Wojną, Odda była humanoidalną wersją obecnej siebie. Posturą przypominała kobietę. Była bardzo zgrabna i smukła, nieco niższa niż Zabb. Miała trójkątną twarz i srebrną karnacje. Jej usta były pełne, w nieco ciemniejszym odcieniu szarości, a nos drobny i nieznacznie zadarty. Długie, ciemnoszare włosy układały się w delikatne loki i sięgały jej pasa. Dodatkowo z głowy wyrastały jej dwa wyrostki pokryte ciemnoszarymi piórami, wyglądem przypominały uszy. Oczy Oddy były całe pomarańczowe z okrągłymi, czarnymi źrenicami.
Kwami nosiło długą białą tunikę bez rękawów, która z tyłu była dłuższa i tworzyła coś na kształt ogona. Wykonana ona była z materiału, który w dotyku przypominał ptasi puszek. Do tego Odda ubierała szare spodnie przed kolano, w odcieniu szarości, zbliżonej do jej skóry. Jak większość Kwami nie nosiła obuwia.
Zabb
Zabb i Odda znają się od zarania dziejów i niemal od początku wykazywali w stosunku do siebie bardzo zażyłe relacje. Podczas gdy Odda jawnie okazywała swe uczucia względem Zabba, ten miał wyraźny problem z przejawianiem emocji w stosunku do niej. Swą zażyłość względem niej ujawniał przez troskę i branie udziału w jej "przygodach", by mieć ją na oku.
W czasie Wielkiej Wojny Kwami stali po jednej stronie. Odda należała do oddziałów dowodzonych przez Zabba. Kwami niejednokrotnie wyratowało ją z nie lada opresji, ocalając jej życie. Zabb był gotów poświęcić dla niej swe istnienie, by tylko nie stała się jej krzywda. Po zakończeniu wojny i przemianie we wróżki, ich drogi się rozeszły. Co jakiś czas, spotykali się przypadkiem, jednak było to jedynie kilkuminutowe widzenia. Odda często miała tendencje do wspominania, starych czasów, kiedy ich spotkania były codziennością. Zabb tymczasem starał się nie wracać pamięcią do Oddy, gdyż rozłąka z nią była dla niego bardzo bolesna. Mimo mijającego czasu ich uczucia nie bledły. Oboje wciąż żywią do siebie silne emocje i zależy im na sobie. Odda jest bardzo oddana i lojalna w stosunku do Zabba, nie kryje przed nim co do niego czuje. Zabb otacza przyjaciółkę wyjątkową troską, jednak stara trzymać emocje na wodzy.
Wygląd
Odda jest wielkości typowego Kwami. Ma jasnoszare umaszczenie, a jej ciałko jest pokryte czymś w rodzaju piórek. Jej ogon, to trzy białe piórka z lekkimi, szarymi refleksami. Na główce Oddy znajdują się ciemnoszare piórka, które układają się nad jej oczami w coś na kształt brwi. Podobne piórka znajdują się na jej policzkach, sprawiają, że jej głowa wydaje się nieco większa. Oczy Oddy są całe pomarańczowe, z czarnymi źrenicami. Otoczone są białymi łatami. Z głowy wyrastają jej cztery czułki. Dwa białe z czubka głowy i po jednym ciemnoszarym, z jej "brwi".Charakter
Odda jest pełna życia, energiczna i rządna przygód. Uwielbia gdy coś się dzieje i nie znosi ciszy. Bardzo lubi opowiadać o swoich przygodach, przeżyciach i tym co działo się w przeszłości Kwami. Mówiąc dobitnie, jest gadułą. Jest stworzoną szczęściarą, niemal wszystko czego się dotknie kończy się sukcesem. Jest bardzo obrotna i świetnie potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji. Nie jest typem jęczyduszy i marudy, zawsze optymistycznie patrzy na świat i stara się w nim dostrzec same plusy. Jest bardzo odważnym i pewnym siebie Kwami. Nie poddaje się łatwo. Jest bardzo miła, otwarta i nigdy nie kryje się z uczuciami. Jest bardzo emocjonalna i impulsywna. Często robi nim myśli, a nawet czasem, zupełnie nie myśli nim coś powie lub zrobi. Jest bardzo wierna i oddana, a także przyjacielska, prawdomówna i bezpośrednia.Szczerość
Szczerość to cecha charakteryzująca Oddę. Kwami sowy zawsze mówi prawdę i nigdy nie kłamie. Bez ogródek mówi co myśli i nie kryje się z tym co czuje. Jeśli ktoś zada jej pytanie, może być pewnym, że usłyszy od niej odpowiedź zgodną z stanem faktycznym. Ponieważ sama jest niezwykle szczera, liczy że inni również będą wobec niej bezpośredni i prawdomówni.Historia
Moce i umiejętności
Odda, jak każde Kwami po przemianie we wróżka, potrafi obdarzyć posiadacza Miraculum sowy niezwykłymi mocami. Osoba po przemianie, może przyjąć dowolny kryptonim. Zazwyczaj jest to Sowa, Puchacz, Ptak Nocy, a obecnie Nocny Łowca. Poza tym, samo Kwami umie przenikać ściany i latać.Nocny Łowca
Nocny Łowca to kryptonim, którego używa Alix pod postacią superbohaterki. By się przemienić, Alix musi użyć sformułowania "Odda, czas na bohatera". Dziewczyna zmienia się w Łowcę jedynie nocą. Miedzy innymi z tego powodu, niewiele osób o niej słyszało i jeszcze mniej ją widziało. Podczas swych eskapad zazwyczaj zajmuje się sprawami z życia codziennego, takimi jak poszukiwanie zaginionych zwierzaków domowych, przyłapywanie nastolatków na niedozwolonych rzeczach i "nawracanie ich", czy chociażby sprzątanie ulic, lub dokarmianie bezpańskich zwierząt. Zdarza się jej jednak zajmować również drobnymi opryszkami, takimi jak złodzieje, czy porywacze kotów. Ponieważ działa samodzielnie i nie ma żadnego wsparcia, nie jest zbytnio w stanie zająć się jakąś "grubszą sprawą".Miraculum
Obecnie Miraculum, które jest w stanie przemienić Alix w Łowce, jest srebrny zegarek należący do dziewczyny. Nie jest to jednak oryginalne Miraculum, które zamieszkiwała Odda. Początkowo Miraculum Sowy był srebrny, ozdobny grzebyk. Jednak w wyniku poważnego wypadku, uległ on zniszczeniu. Z jego części, ówczesny opiekun Oddy wykonał Miraculum zastępcze - obecny, srebrny zegarek. Z tego powodu, Alix ma nieco więcej ograniczeń niż inni bohaterowie.Broń
Nocny Łowca nie posiada jako takiej broni, podobnych do jojo Biedronki, czy kociegokija. Przez to unika bezpośredniej walki. Jednak gdy zostanie już do tego zmuszona, jest w stanie posłużyć się wszystkim co znajdzie na ulicy. Najbardziej polubiła walkę za pomocą pokryw na śmieci i własnoręcznie robionych proc.Zdolności
Nocny Łowca ma bardzo dobry wzrok i świetnie widzi w ciemności. Niestety światło dzienne drażni jej oczy, przez co dziewczyna może pracować jedynie po zmierzchu. Alix pod postacią Łowcy jest również bardzo zwinna i szybka. Dzięki swej pelerynie, potrafi niemal latać - choć bardziej jest to szybowanie w powietrzu. Jej super zdolnością jest sztuczka o nazwie Czas na.... Sprawia ona, że z jej zegarka, który jest umocowany u jej pasa, wystrzeliwuje niebieskie światło. Następnie przybiera ono materialną formę, tego czego dziewczyna akurat sobie w danej chwili zażąda. Wyczarowane przez nią przedmioty materialne są jedynie przez pięć minut. Po ich zniknięciu, dziewczyna ma drugie tyle czasu, do przemiany zwrotnej. Czas pozostały do powrotu zwykłej postaci, odliczają wskazówki z zegarku. Każda kolejna mijająca minuta sygnalizowana jest głośnym cyknięciem. Tworzone prze Alix najczęściej rzeczy to Czas na...- obronę - materializowana jest olbrzymie pole siłowe, które jest w stanie ochronić Alix i stojących niedaleko niej ludzi. Ochronne pole jest nie do przebicia przez równe pięć minut.
- atak - pojawia się broń, która "według zegarka" jest najlepsza w danej okoliczności.
- łowy - dzięki temu, Alix może schwytać kogoś za pomocą sieci.
- przerwę - zatrzymuje czas. Podczas trwania ''Czasu na przerwę'', jedynie Alix jest w stanie się poruszać. Jest to sztuczka która wymaga bardzo dużo energii przez co zaraz po jej zakończeniu, dziewczyna staje się na powrót sobą. Trwa jedynie minutę.
Ograniczenia
Ponieważ srebrny zegarek nie jest oryginalnym Miraculum, Alix miewa czasem problemy z przemianą.- Nie może przebywać pod postacią Nocnego Łowcy na świetle dziennym, ponieważ nic nie widzi.
- Po zużyciu super mocy, musi odczekać dobę nim zmieni się ponownie w Łowcę.
- Pod postacią samego Łowcy może przebywać jedynie przez pięć godzin. Potem na powrót staje się Alix, a by znów się przemienić Odda musi odpocząć i odnowić siły (coś zjeść).
- Czas na... może być używany jedynie wtedy, gdy dziewczyna stoi w miejscu. Czas na przerwę wymaga od niej niemal całkowitego bezruchu.
- Podczas deszczowych nocy, Nocny Łowca nie może szybować, ponieważ zmoczona peleryna nie jest w stanie utworzyć jej "skrzydeł".
Przed przemianą
Wygląd
Jak każde Kwami, przed Wielką Wojną, Odda była humanoidalną wersją obecnej siebie. Posturą przypominała kobietę. Była bardzo zgrabna i smukła, nieco niższa niż Zabb. Miała trójkątną twarz i srebrną karnacje. Jej usta były pełne, w nieco ciemniejszym odcieniu szarości, a nos drobny i nieznacznie zadarty. Długie, ciemnoszare włosy układały się w delikatne loki i sięgały jej pasa. Dodatkowo z głowy wyrastały jej dwa wyrostki pokryte ciemnoszarymi piórami, wyglądem przypominały uszy. Oczy Oddy były całe pomarańczowe z okrągłymi, czarnymi źrenicami.
Kwami nosiło długą białą tunikę bez rękawów, która z tyłu była dłuższa i tworzyła coś na kształt ogona. Wykonana ona była z materiału, który w dotyku przypominał ptasi puszek. Do tego Odda ubierała szare spodnie przed kolano, w odcieniu szarości, zbliżonej do jej skóry. Jak większość Kwami nie nosiła obuwia.
Charakter
Charakter Oddy przed przemianą, był niemal taki sam jak obecnie. Kwami było bardzo ruchliwe i miało trudność z usiedzeniem w miejscu. Uwielbiało przeżywać przygody i poznawać nowe krainy. Bardzo łatwo nawiązywało nowe znajomości i wzbudzało bardzo duże zaufanie. Była również niezwykle gadatliwa i towarzyska, a także odważana i pewna siebie. Często postępowała bezmyślnie, przez co z łatwością pakowała się w kłopoty. Podobnie jak obecnie, była niezwykle szczera, prawdomówna i bezpośrednia. Nigdy nie ukrywała co myśli i nie kłamała.Moce i umiejętności
Odda w pełnej formie potrafiła między innymi całkiem nieźle pływać. Miała świetny wzrok i bez problemu widziała w ciemności. Bez problemu potrafiła również odgadnąć gdy ktoś kłamał. Dzięki swym niezwykłym mocą była zdolna wyczarować sobie niemal wszystko. Haczyk był jednak taki, że z wyczarowanych przedmiotów mogła korzystać jedynie ona. W rękach kogokolwiek innego, znikały. Kwami Sowy było w stanie stworzyć sobie na przykład skrzydła, dzięki którym mogła latać, czy tarczę która była niemal niemożliwa do przebicia. Jednak jej najbardziej niezwykłą zdolnością była możliwość zatrzymania czasu, a raczej poruszania się tak szybko, że czas niemal stawał w miejscu. Dzięki temu w bardzo krótkim czasie, mogła się przemieszczać na bardzo duże odległości. Zdolność ta jednak kosztowała ją dużo energii.Relacje
Alix Kubdel
Odda i Alix od samego początku świetnie się dogadują. Alix uważa, że jej Kwami jest "odjazdowa". Nastolatka lubi, gdy Sowa opowiada jej swoje historie z życia, jednak niewiele z nich zapamiętuje. Panna Kubdel często też, daje się namówić Oddzie na wizyty w podejrzanych miejscach i zwiedzanie Paryża o dość późnych porach. Odda uwielbia Alix. Uważa, że robi dobre kanapki oraz jest całkiem niezłym słuchaczem. Jednak to nie powstrzymuje jej, od uciekania od różowowłosej i udawania się na samodzielne przygody. Mimo, że Odda wydaje się być nieco niefrasobliwa w stosunku do Alix, bardzo jej na niej zależy. Właśnie ona jest w stanie poprawić nastolatce humor, gdy ta ma gorszy dzień.Edith Frasinati
Edith polubiła Kwami Sowy od pierwszego spotkania. Dziewczyna uwielbia, gdy ta opowiada jej historie z dawnego życia Kwami. Uważa też, że tworzyłaby wspaniałą parę z Rzekotką. Dziewczyna bardzo ceni sobie jej rady i zdanie. Odda uważa Edith za ciekawą osobę. Lubi jej towarzystwo i to z jaką uwagą słucha jej opowieści. Zawsze jest chętna służyć jej pomocą i radą. Ponieważ Frasinati jest opiekunką jej kamase, bardzo zależy jej na dobrych relacjach z nią.
Zabb
Zabb i Odda znają się od zarania dziejów i niemal od początku wykazywali w stosunku do siebie bardzo zażyłe relacje. Podczas gdy Odda jawnie okazywała swe uczucia względem Zabba, ten miał wyraźny problem z przejawianiem emocji w stosunku do niej. Swą zażyłość względem niej ujawniał przez troskę i branie udziału w jej "przygodach", by mieć ją na oku.
W czasie Wielkiej Wojny Kwami stali po jednej stronie. Odda należała do oddziałów dowodzonych przez Zabba. Kwami niejednokrotnie wyratowało ją z nie lada opresji, ocalając jej życie. Zabb był gotów poświęcić dla niej swe istnienie, by tylko nie stała się jej krzywda. Po zakończeniu wojny i przemianie we wróżki, ich drogi się rozeszły. Co jakiś czas, spotykali się przypadkiem, jednak było to jedynie kilkuminutowe widzenia. Odda często miała tendencje do wspominania, starych czasów, kiedy ich spotkania były codziennością. Zabb tymczasem starał się nie wracać pamięcią do Oddy, gdyż rozłąka z nią była dla niego bardzo bolesna. Mimo mijającego czasu ich uczucia nie bledły. Oboje wciąż żywią do siebie silne emocje i zależy im na sobie. Odda jest bardzo oddana i lojalna w stosunku do Zabba, nie kryje przed nim co do niego czuje. Zabb otacza przyjaciółkę wyjątkową troską, jednak stara trzymać emocje na wodzy.
Dodatkowe informacje
- Odda bardzo dba o zachowanie świadomości na temat Kwami, ich kultury oraz języka i nigdy nie wyrzeka się historii swego gatunku. Uważa, że nawet najmroczniejsza historia, musi ujrzeć światło dzienne.
- Odpowie na każde pytanie, które zostanie jej zadane. Mówi tylko i wyłącznie prawdę.
- Często w mowie codziennej używa słówek z języka Kwami.
- Bardzo głośno mówi.
- Ma nawyk kręcenia się w kółko gdy jest podekscytowana.
sobota, 23 grudnia 2017
Histogariusz: Na początku
„A gdy ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym trudzie jaki podjął.”
Historię początku świata zna chyba każdy. W sześć dni powstało wszystko co nas otacza, a dnia siódmego Stworzyciel udał się na odpoczynek. W tej całej opowieści, jest jednak drobny szczegół, pewna istotna rzecz, która przez tysiąclecia została zapomniana.
Jak myślicie, czy nasz Stworzyciel tak po prostu poszedł sobie drzemać, zostawiając nas samych sobie? Co to, to nie.
Nigdy, nawet przez sekundę, nie zostawił swych pociech bez opieki. Nim udał się na sjestę, dnia szóstego, prócz zwierząt lądowych i człowieka, na świat powołał też istotę obdarzoną potężną mocą. Miała ona tylko jeden cel, opiekę nad jego dziełami. Dzięki temu mógł z czystym sumieniem, udać się na spoczynek. Wiedział bowiem, że pozostawia wszystkie swe pociechy w dobrych rękach. W jej rękach.
Powszechnie nazywana była Wszechistotą, jednak ja znałem ją jako Tosuu.
Wszechistota sprawowała swą opiekę najlepiej jak umiała, otaczała wszystkie istoty żyjące ochroną i troską. Jednocześnie jednak, każdej nocy zasypiała pożerana niezwykłą zazdrością i smutkiem. Podczas gdy miała tak wielu rozradowanych podopiecznych, ona była sama jedna jedyna, otoczona przez obce gatunki. Nie było drugiej takiej jak ona, nie miała nikogo podobnego sobie. Wszechistota czuła się samotna.
By zapełnić pustkę, dzięki swym niezwykłym zdolnościom stworzyła Mduff, któremu ofiarowała cząstkę siebie. Wszechistota i Mduff wspólnie spędzali czas. Na spółkę sprawowali opiekę nad dziełami Stworzyciela, we dwoje troszczyli się o innych i chronili dzieło pana. Dobrze się im żyło. Z czasem jednak Wszechistota zapragnęła więcej podobnych sobie, więcej przyjaciół. Zaczęła więc tworzyć coraz to nowszych pobratymców, dając tym samym początek rasie Kwami.
Każde kolejne Kwami otrzymywało niepowtarzalną cząstkę Wszechistoty, dzięki temu nie było dwóch identycznych i każde było wyjątkowe. Jednak z każdym nowym towarzyszem, nie tyle zyskiwała przyjaciela, co traciła kawałek siebie, aż w końcu zatraciła się całkowicie. Oddała nawet swe wspomnienia, a bez nich nie była już tą samą osobą co wcześniej. Zapomniała kim jest, nie pamiętała, że to ona dała początek Kwami. Została dla niej ostatnia cząstka, której nie zdołała nikomu ofiarować – nienawiść.
Opuściła swych braci. Skryła się z dala od nich i od ludzi których miała niegdyś chronić. Była teraz czystą nienawiścią. I tak świat o niej zapomniał. Każdy poza Mduff, on znał Wszechistotę najdłużej, on jeden wiedział ile jej zawdzięcza i on jeden, jedyny postanowił ją odnaleźć. Bo kochał ją najbardziej z nich wszystkich, był miłością. Mduff opuścił swych braci by odzyskać swą najdroższą. I tak świat zapomniał o miłości.
Bo nie ma miłości bez nienawiści, bo nie ma szczęścia bez pecha, odwagi bez lęku, nie ma Mduff bez Tosuu. Każdy z nas ma swe przeciwieństwo, bez którego jego egzystencja staje się jałowa i bezcelowa.
Czuł, że leży na czymś twardym i to w sumie wszystko czego był świadom. Po chwili jednak zewsząd zaczął atakować go natłok informacji. Nazywał się Zabb. Był Kwami drzewołaza. Potrafił wysoko skakać i przyklejać się do ścian. Był też szybki i silny, a jego dotyk zabójczy. Wiedział to wszystko, jednak nie miał pojęcia gdzie jest i co tu właściwie robi.
By się tego dowiedzieć, Zabb powoli rozchylił powieki. Pierwszym co ujrzał, były wpatrujące się w niego pomarańczowe oczy i słodki uśmiech należący do właścicielki źrenic.
- W końcu się ocknąłeś! – zawołała pomarańczowooka odsuwając się nieznacznie od Zabba, by ten mógł złapać oddech.
Kwami podniosło się do pozycji siedzącej i rozejrzało dookoła. Znajdowało się w bardzo przestronnej jaskini i siedziało obecnie na wysokim, kamiennym postumencie. Dookoła znajdowało się jeszcze wiele innych, podobnych wzniesień. Niektóre były zajęte, inne opustoszałe. W oddali drzewołaz dostrzegł otwór w skale, przez który przedzierał się jasny blask.
- Czekałam, aż otworzysz oczy – oznajmiła pomarańczowooka. Zabb spojrzał na nią. Stała jakieś półtora metra od niego przy jednym z pustych postumentów. W tej chwili z całą stanowczością mógł stwierdzić, że była szara. – Jestem Odda, Kwami sowy.
Odda wyciągnęła dłoń w jego kierunku i uśmiechnęła się promiennie. Zabb jednak zamiast ją uściskać, cofnął się nieznacznie.
- Na imię mi Zabb, jestem Kwami drzewołaza – odparł.
- Boisz się mnie? – zdumiała się Odda.
- Nie, nie jesteś straszna.
- Więc dlaczego ode mnie uciekasz?
- Nie chcę zrobić Ci krzywdy.
- Ale chyba nic się nie stanie, jeśli uściśniesz mi rękę?
Odda zrobiła krok ku Zabbowi, ten jednak odskoczył prędko w bok.
- Nie dotykaj mnie – zawołał natychmiast. – Nie dotykaj proszę – dodał już spokojnie.
- Dobrze, jeśli tego sobie życzysz.
Odda opuściła dłoń i westchnęła. Z twarzy zniknął jej uśmiech.
- Czy wiesz co tu robimy? – odezwał się po chwili niebieskoskóry.
Na twarz Kwami sowy powrócił uśmiech.
- Chyba, spaliśmy. Tak jak tamci.
Odda wskazała na nieprzebudzone jeszcze Kwami.
- Jak myślisz, co powinniśmy teraz zrobić?
- Wydaje mi się, że pójść tam – Kwami sowy wskazała na otwór z którego promieniało przeraźliwie jasne światło. – To jak idziemy?
Zabb skinął głową i ruszył za Oddą. Gdy oboje znaleźli się tuż przed otworem, spojrzeli na siebie.
Odda obdarzyła towarzysza pokrzepiającym uśmiechem.
- Pora rozpocząć naszą przygodę – oznajmiła i jako pierwsza weszła w światło.
Zabb odczekał chwilę, po czym podążył za nią.
Historię początku świata zna chyba każdy. W sześć dni powstało wszystko co nas otacza, a dnia siódmego Stworzyciel udał się na odpoczynek. W tej całej opowieści, jest jednak drobny szczegół, pewna istotna rzecz, która przez tysiąclecia została zapomniana.
Jak myślicie, czy nasz Stworzyciel tak po prostu poszedł sobie drzemać, zostawiając nas samych sobie? Co to, to nie.
Nigdy, nawet przez sekundę, nie zostawił swych pociech bez opieki. Nim udał się na sjestę, dnia szóstego, prócz zwierząt lądowych i człowieka, na świat powołał też istotę obdarzoną potężną mocą. Miała ona tylko jeden cel, opiekę nad jego dziełami. Dzięki temu mógł z czystym sumieniem, udać się na spoczynek. Wiedział bowiem, że pozostawia wszystkie swe pociechy w dobrych rękach. W jej rękach.
Powszechnie nazywana była Wszechistotą, jednak ja znałem ją jako Tosuu.
Wszechistota sprawowała swą opiekę najlepiej jak umiała, otaczała wszystkie istoty żyjące ochroną i troską. Jednocześnie jednak, każdej nocy zasypiała pożerana niezwykłą zazdrością i smutkiem. Podczas gdy miała tak wielu rozradowanych podopiecznych, ona była sama jedna jedyna, otoczona przez obce gatunki. Nie było drugiej takiej jak ona, nie miała nikogo podobnego sobie. Wszechistota czuła się samotna.
By zapełnić pustkę, dzięki swym niezwykłym zdolnościom stworzyła Mduff, któremu ofiarowała cząstkę siebie. Wszechistota i Mduff wspólnie spędzali czas. Na spółkę sprawowali opiekę nad dziełami Stworzyciela, we dwoje troszczyli się o innych i chronili dzieło pana. Dobrze się im żyło. Z czasem jednak Wszechistota zapragnęła więcej podobnych sobie, więcej przyjaciół. Zaczęła więc tworzyć coraz to nowszych pobratymców, dając tym samym początek rasie Kwami.
Każde kolejne Kwami otrzymywało niepowtarzalną cząstkę Wszechistoty, dzięki temu nie było dwóch identycznych i każde było wyjątkowe. Jednak z każdym nowym towarzyszem, nie tyle zyskiwała przyjaciela, co traciła kawałek siebie, aż w końcu zatraciła się całkowicie. Oddała nawet swe wspomnienia, a bez nich nie była już tą samą osobą co wcześniej. Zapomniała kim jest, nie pamiętała, że to ona dała początek Kwami. Została dla niej ostatnia cząstka, której nie zdołała nikomu ofiarować – nienawiść.
Opuściła swych braci. Skryła się z dala od nich i od ludzi których miała niegdyś chronić. Była teraz czystą nienawiścią. I tak świat o niej zapomniał. Każdy poza Mduff, on znał Wszechistotę najdłużej, on jeden wiedział ile jej zawdzięcza i on jeden, jedyny postanowił ją odnaleźć. Bo kochał ją najbardziej z nich wszystkich, był miłością. Mduff opuścił swych braci by odzyskać swą najdroższą. I tak świat zapomniał o miłości.
Bo nie ma miłości bez nienawiści, bo nie ma szczęścia bez pecha, odwagi bez lęku, nie ma Mduff bez Tosuu. Każdy z nas ma swe przeciwieństwo, bez którego jego egzystencja staje się jałowa i bezcelowa.
Czuł, że leży na czymś twardym i to w sumie wszystko czego był świadom. Po chwili jednak zewsząd zaczął atakować go natłok informacji. Nazywał się Zabb. Był Kwami drzewołaza. Potrafił wysoko skakać i przyklejać się do ścian. Był też szybki i silny, a jego dotyk zabójczy. Wiedział to wszystko, jednak nie miał pojęcia gdzie jest i co tu właściwie robi.
By się tego dowiedzieć, Zabb powoli rozchylił powieki. Pierwszym co ujrzał, były wpatrujące się w niego pomarańczowe oczy i słodki uśmiech należący do właścicielki źrenic.
- W końcu się ocknąłeś! – zawołała pomarańczowooka odsuwając się nieznacznie od Zabba, by ten mógł złapać oddech.
Kwami podniosło się do pozycji siedzącej i rozejrzało dookoła. Znajdowało się w bardzo przestronnej jaskini i siedziało obecnie na wysokim, kamiennym postumencie. Dookoła znajdowało się jeszcze wiele innych, podobnych wzniesień. Niektóre były zajęte, inne opustoszałe. W oddali drzewołaz dostrzegł otwór w skale, przez który przedzierał się jasny blask.
- Czekałam, aż otworzysz oczy – oznajmiła pomarańczowooka. Zabb spojrzał na nią. Stała jakieś półtora metra od niego przy jednym z pustych postumentów. W tej chwili z całą stanowczością mógł stwierdzić, że była szara. – Jestem Odda, Kwami sowy.
Odda wyciągnęła dłoń w jego kierunku i uśmiechnęła się promiennie. Zabb jednak zamiast ją uściskać, cofnął się nieznacznie.
- Na imię mi Zabb, jestem Kwami drzewołaza – odparł.
- Boisz się mnie? – zdumiała się Odda.
- Nie, nie jesteś straszna.
- Więc dlaczego ode mnie uciekasz?
- Nie chcę zrobić Ci krzywdy.
- Ale chyba nic się nie stanie, jeśli uściśniesz mi rękę?
Odda zrobiła krok ku Zabbowi, ten jednak odskoczył prędko w bok.
- Nie dotykaj mnie – zawołał natychmiast. – Nie dotykaj proszę – dodał już spokojnie.
- Dobrze, jeśli tego sobie życzysz.
Odda opuściła dłoń i westchnęła. Z twarzy zniknął jej uśmiech.
- Czy wiesz co tu robimy? – odezwał się po chwili niebieskoskóry.
Na twarz Kwami sowy powrócił uśmiech.
- Chyba, spaliśmy. Tak jak tamci.
Odda wskazała na nieprzebudzone jeszcze Kwami.
- Jak myślisz, co powinniśmy teraz zrobić?
- Wydaje mi się, że pójść tam – Kwami sowy wskazała na otwór z którego promieniało przeraźliwie jasne światło. – To jak idziemy?
Zabb skinął głową i ruszył za Oddą. Gdy oboje znaleźli się tuż przed otworem, spojrzeli na siebie.
Odda obdarzyła towarzysza pokrzepiającym uśmiechem.
- Pora rozpocząć naszą przygodę – oznajmiła i jako pierwsza weszła w światło.
Zabb odczekał chwilę, po czym podążył za nią.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







