Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miraculum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miraculum. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 maja 2018

Histogariusz: By przestało padać

Słońce odkąd tylko zawitało na niebie, świeciło całą swą mocą, dając energię wszystkiemu co żyje. To własnie dzięki niemu, kwiaty mogły kwitnąć, owady zbierać z nich nektar, a ptaki latać po bezchmurnym niebie.
Kwiecistą łąkę wypełniała melodia grana na skrzypcach, której idealnie akompaniowały odgłosy Matki Natury.
Niektórzy mogli by się sprzeczać, że instrument stanowiły jedynie tło muzyczne dla śpiewanych przez ptaki i owady pieśni, którym od wieków wtórował wiatr i płynąca w strumieniu woda. Zapewne mieliby oni rację. Dla niej jednak, to właśnie utwór wygrywany na skrzypiec i osoba, która wydobywała z nich tę harmoniczną melodię, była w tej chwili najistotniejsza, i to właśnie w nim utkwione miała swe rozanielone spojrzenie.
Czerwonowłosa zdawała się nie dostrzegać niczego, poza ów mężczyzną. Piękna sceneria była niczym, przy stojącym przed nią grajkiem.
Klęcząc, w dłoniach ściskała bukiet łąkowych kwiatów, podarowanych jej przez wybranka. Melodia wydawała się zapierać jej dech w piersiach, jakby słyszała ją po raz pierwszy. W rzeczywistości wysłuchiwała jej przy każdym ich spotkaniu, a ona nigdy nie miała jej dość. Bo grał ją dla niej i tylko dla niej.
Gdy wybrzmiał ostatni dźwięk, serce Tammin na moment zamarło. Skrzypek powoli rozchylił powieki, które przez cały czas miał mocno zaciśnięte, by móc skupić się na grze. Gdy tylko spojrzenie jego błękitnych oczu spotkało się z jej złotymi, na ustach obojga pojawiły się delikatne uśmiechy.
Mężczyzna położył ostrożnie swój instrument wśród polnych kwiatów i powoli zaczął kroczyć ku swej pięknej ukochanej. Gdy był zaledwie kilkanaście centymetrów od niej, wyciągnął ku niej swą dłoń, jakby zapraszając Czerwoną do tańca.
Tammin bez słowa sięgnęła by pochwycić wyciągniętą rękę mężczyzny. Wtem poczuła zimną kroplę deszczu spływającą po jej rozgrzanym policzku. Spojrzenie czerwonowłosej powędrowało ku niebu.
Słońce przysłaniały kłębiaste chmury, na których widok dłoń Kwami opadła bezwładne na jej podołek.
- Do zobaczenie później, mój kamase - wyszeptała spuszczając wzrok. Kąciki jej ust zadrżały, a uśmiech niemal zniknął z jej twarzy.
Ku ziemi powoli zaczęły opadać drobne krople wody, by zaledwie po chwili zamienić się w istną ulewę.
Gdy istota ponownie zdecydowała się spojrzeć na ukochanego, już go nie było. Jednak zniknął nie tylko on. Przepadły również wszystkie stokrotki, chabry i maki. Nie było śladu po niezapominajkach, czy astrach, a nawet soczysto-zielonej trawie. Zniknęła cała łąka. Tammin znajdowała się teraz pośrodku mrocznej polany. Była cała mokra i zupełnie sama.

Znalazła ją na polanie, tam gdzie zawsze ją znajdowała. Siedziała z podkulonymi nogami cała przemoczona, wpatrując się w martwy punkt przed sobą.
Tikki bez słowa przysłoniła jej widok i przyklękła przed nią.
- Znów pada - oznajmiła Tammin. - Nienawidzę deszczu.
- Wiem.
- Czy wiesz dlaczego?
- Wiem - wyszeptała Tikki.
Tammin zdawała się jednak tego nie słyszeć.
- Bo tylko on jest w stanie zniszczyć moją iluzję.
- Wiem.
- Zmywa ją - kontynuowała Tammin, ignorując słowa Biedronki. - Niszczy. Tylko on jest w stanie ukazać prawdę, przypomina, że iluzja jest tylko iluzją. Tylko iluzją, kłamstwem. Uświadamia, że żyję w kłamstwie. Nie chcę tego.
- Więc przestań się okłamywać.
- Kiedy nie chcę... Chcę jedynie by przestało padać.
- Tammin minęło tyle lat...
Deszcz powoli przestawał padać. Tikki ułożyła dłonie na ramionach przyjaciółki, patrząc jej prosto w oczy.
- Czas zapomnieć.
- Kiedy nie potrafię... Nie chcę zapomnieć. Chcę jedynie, by przestało padać.
Deszcz przestał padać, a zza chmur powoli zaczęło wychodzić słońce.
Tikki zacisnęła pieści i podniosła się na równe nogi. Odsunęła się od przyjaciółki na kilka kroków i zmierzyła ją srogim spojrzeniem od stóp do głów.
- Spójrz tylko na siebie. Jesteś jak własny cień. Odkąd... Znikasz na całe dnie i przesiadujesz na tej nędznej polanie, zatracając się w swoich mocach. Sama jesteś sobie winna, tego co cię spotkało. Nie słuchałaś mnie. Mówiłam ci, że źle wybierasz.
- Dlaczego?
- Bo to człowiek! - wykrzyknęła niebieskooka, jakby było to coś oczywistego. - A ludzie przemijają, jak noc i dzień. Gasną jak ogień. Umierają.
Zapadło milczenie, w którym świetnie było słychać ptaki i owady powracające po obfitym opadzie do swej codziennej rutyny.
- Powiedz, czy kiedyś kochałaś, Tikki - wyszeptała po chwili czerwonowłosa.
- Ja...
- Czy kiedykolwiek kochałaś?
- Przecież wiesz, że nie, Tammin.
- Więc życzę ci tego z całego serca najdroższa przyjaciółko. Bo nie ma nic wspanialszego ponad to uczucie. Serca bijące jednym rytmem, które odnalazły się wśród tak wielu melodii. Nie ma cudowniejszego doznania, niż miłość drugiego. Nie ważne czy jest nim człowiek, czy jeden z nas. Może wtedy zrozumiesz, że to nie my wybieramy, tylko jesteśmy wybierani. Obyś któregoś dnia i ty doświadczyła tego zaszczytu, moja gameo.
Po tych słowach na twarzy Tammin powrócił uśmiech.
- Przestało padać - zauważyła, utkwiwszy spojrzenie w czymś za plecami Biedronki
Tikki dostrzegła, że wkoło niej zaczynają pojawiać się kwiaty, a polana zamienia się powoli w barwną łąkę. Odwróciła się prędko i dostrzegła za sobą kroczącego ku niej czarnowłosego mężczyznę. Uśmiechał się. Grajek przeniknął przez nią i zatrzymał się przed Tammin z wyciągniętą ku niej dłonią. Tym razem Kwami pochwyciła jego rękę i para wspólnie ruszyła do tańca.
Biedronka przyglądała się temu przez chwilę, po czym odwróciła się z rezygnacją i odeszła, zostawiając Tammin sam na sam z jej iluzją.

Tikki stała na marmurowym nagrobku, wpatrując się w czarno-białe zdjęcie i napisy wygrawerowane na płycie.
- Wszystko dobrze Tikki? - odezwała się Natalia nieco zlękniona milczeniem kwami.
- Wszystko w porządku - odparła cichutko Biedronka. - Chcę jedynie... By przestało padać - oznajmiła ocierając policzek.
- Przecież nie pada.

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Histogariusz: Nie żałuj róż

Całą krainę spowijał już mrok. W obozie rewolucjonistów zgiełk powoli cichł. Większość rannych po ostatniej potyczce została już opatrzona. Kwami i ludzie, którzy sami nie odnieśli większych obrażeń, pomagały innym.
Plagg krążył po całym obozowisku, starając się być tam, gdzie akurat potrzebowano go najbardziej. Mimo, że otaczali go sami sojusznicy, nie rozstawał się z mieczem uwiązanym u pasa.
Dzięki specjalnemu stopowi minerałów mógł nim bez problemu pozbawić życia każde Kwami. Właśnie z myślą o nich został on wykonany, bo to przecież z nimi prowadzili wojnę. Ludziom życie odebrać można było byle kamieniem, ale by zabić Kwami potrzeba było czegoś znacznie więcej.
Oręż wykuty został przez Rokko, Kwami skorpiona, który jako jeden z nielicznych wiedział co takiego jest w stenie pozbawić jego gatunek życia. Każdy stop metalu nasączał swoim jadem, lub toksyną wydzielaną przez Zabba, dzięki czemu ostrze mogło przeszyć odporną na ciosy skórę Kwami. Choć Rokko nigdy wcześniej nie ośmieliłby się podnieść dłoni na swego pobratymca, za namową Plagga postanowił stworzyć swym sojusznikom broń, by mieli czym się bronić. Czym walczyć. Czym zabijać. Czym wygrać wojnę. Bo czasy sielanki się skończyły.
Plagg przetarł zmęczone oczy i wszedł do kolejnego namiotu wypełnionego rannymi. Nie było ich tam wielu, ledwie pół tuzina. Byli to jednak najbardziej ranni, ci których życie wisiało na włosku. Na jednym z posłań Czarny Kot dostrzegł srebrnowłosą Oddę. Zabb stał przy jej łóżku, układając kwiaty w wazonie.
Kwami Chaosu poczuł ogromną gulę w gardle. Wziął głębszy oddech i podszedł do przyjaciela.
- Co z nią?
- Kakammi mówi, że jej się polepsza. Przyniosłem trochę jej ulubionych kwiatów, by gdy się już obudzi miała coś na przekąskę - Zabb usiadł na kołdrze i ujął dłoń ukochanej. Na rękach jak zawsze miał grube rękawice. Zdejmował je jedynie na polu walki, gdzie jego dłonie były równie skuteczne co ostrze jego miecza, dzięki swemu toksycznemu dotykowi.
- A co z tobą? - dopytywał się Plagg. - Nieźle oberwałeś, broniąc jej przed Ferro.
- Jest w porządku - oznajmił Drzewołaz, choć widać było, że bandaże na jego ramieniu, aż nadto przesiąknęły krwią. Sam Zabb najwyraźniej nie miał zamiaru ruszać się od łóżka Sowy, by je zmienić.
Plagg westchnął, wiedział, że nie przekona przyjaciela by zadbał o swoje zdrowie. W tej chwili liczyła się dla niego tylko jego kamase. Wpatrzył się w parę zakochanych. Nigdy wcześniej nie sądził, że będzie im tak zazdrościł. Nie mogli się nawet dotknąć, ani pocałować, jednak mieli siebie. A on był zupełnie sam.

Plagg szedł przedzierając się przez gęstwinę. Sam nie wiedział dokąd zmierza, chciał po prostu złapać oddech. Na chwilę zostawić wszystko za sobą. Szedł więc przed siebie, póki nie dostrzegł znajomej sylwetki siedzącej na pniu obalonego buku po środku polany. Zatrzymał się na skraju lasu i wpatrzył w postać. Po chwili Tikki wolno obróciła głowę w jego kierunku i spojrzała swymi błękitnymi oczyma wprost w jego źrenice.
Czarny Kot odruchowo wyjął broń z futerału i stanął w pozycji bojowej, gotowy do walki. Na Biedronce jednak nie zrobiło to większego wrażenia. Jakby było jej wszystko jedno co się z nią stanie. Była nieuzbrojona i najwyraźniej niechętna do jakiejkolwiek walki. Plagg jednak nie opuszczał klingi.
- Powinienem Cię teraz zabić i zakończyć to wszystko - odezwał się, przerywając nocną ciszę.
- Och, uważasz że moja śmierć by to skończyła? - wyszeptała Tikki zwracając spojrzenie z powrotem na niebo. - A czy jej śmierć cokolwiek pomogła? - Plagg zacisnął dłonie mocniej na rękojeści miecza, czuł jak wzbiera w nim wściekłość. - Usiądź lepiej koło mnie i patrz ze mną jak wszystko to co mieliśmy chronić, płonie.
Ostatnie słowo mimo, że wypowiedziane najciszej, najbardziej uderzyło Kwami Chaosu. Coś w nim pękło. Do jego świadomości dotarło coś o czym od dawna wiedział, a czemu zwyczajnie nie chciał przyznać racji. Chcąc wszystko naprawić, zniszczył wszystko. Z rąk wypadł mu miecz, a sam Plagg zaczął się śmiać. Nie był to jednak wesoły śmiech rozbawionego człowieka, a gorzki rechot szaleńca, który właśnie zdał sobie sprawę z własnego obłędu.
Kot podszedł do Biedronki i usiadł na ziemi podkulając nogi pod brodę. Podobnie jak ona wpatrzył się w księżyc.
W ciszy nocy można było usłyszeć jedynie szum liści drzew. W lesie od dawna nie było już żadnych zwierząt. Ucichły ptaki, a nawet owady. Wyniosły się z krainy zatopionej w konflikcie. Kwami i ludzie zostały sami ze swoja wojną.
- Nie uważasz, że księżyc świeci dziś wyjątkowo jasno? - odezwała się Biedronka. - Jakby chciał nam powiedzieć, "widzimy się niebawem". Tylko nie zdradza czy tu, czy po jego drugiej stronie.
- To gdzie się spotkamy, zależy od nas - odparł Plagg. - Od nas zależy, z której strony będziemy go oglądać - mruknął Kot, nie spuszczając wzroku z srebrnej tarczy. - Musimy to przerwać Tikki - dodał po chwili pewnym głosem. - Zawrzyjmy rozejm.
Tikki pokręciła głową.
- To nic nie da Plagg. Za daleko zaszło. Zbyt wiele krwi zostało przelanej. Nie przestaną walczyć, póki nie zwyciężą.
- W tej wojnie nie będzie zwycięzców - oznajmił zielonooki. - Wszyscy jesteśmy przegrani. Ja... Chciałem jedynie, by wszyscy byli równi - dodał szeptem.
- I są. Równo walczą, równo umierają. Za to co w naszym mniemaniu jest słuszne. Za wolność, za porządek, za życie - Biedronka przez cały czas mówiła bardzo spokojnym i monotonnym głosem. Plagg powoli zaczynał mieć tego dość. - Więc w pewnym stopniu ci się to udało.
- Nie to chciałem osiągnąć!
- Żadne z nas nie chciało.
- Jak możesz mówić to bez cienia jakichkolwiek emocji!? - warknął Plagg, w końcu nie wytrzymując tonu towarzyszki. Spojrzał na nią ze złością. - Zawsze byłaś zdystansowana, ale żeby aż do tego stopnia...
Dopiero po chwili dostrzegł łzy spływające po policzkach Tikki, błyszczące w świetle księżyca.
- A ty zawsze byłeś nazbyt porywczy - odezwało się Kwami Ładu.
Plagg nie spuszczając wzroku z Czerwonej, ujął delikatnie jej dłoń, sprawiając tym samym, że ta zwróciła na niego spojrzenie.
- To musi się skończyć - oznajmił.
- Wszyscy jesteśmy winni tego co stało się z naszą krainą. Wszystkim należy się kara. Zmieniliśmy historię - westchnęła Tikki. - Naszą i całego świata.
- Więc zmieńmy ją ponownie - zaproponował Plagg.
- Jak?
- Tak jak poprzednio. Razem.

Nieplanowana przygoda z Mary Sue

Ed, Alya, Nino i Adrien stali w kolejce do kolejki górskiej. Frasinati z przerażeniem wpatrywała się w wagoniki śmigające po torach z zawrotną prędkością. Myśl, że za chwilę skończy w jednym z nich, była dla niej co najmniej przerażająca.
- Serio musimy w to wsiadać? Nie możemy skorzystać z tego? - dziewczyna wskazała na karuzelę stojącą kilka metrów dalej.
- Na tym bawią się sześciolatki - podsumował Adrien.
- Sześć, szesnaście, co za różnica. Mają tam takie kolorowe koniki...
- Czyżbyś się bała?
- A ty nie? A co jeśli wagonik się wykolei? Albo zatrzyma się na pętli i godzinami będziemy zwisać głową w dół, albo...
- Czekaj - przerwała jej Alya stanowczo. - Kiedy ci to wczoraj proponowałam napisałaś, cytuję: "Jasne! Będzie super. Marzyłam o zjeździe kolejką górską".
- Kiedy pisałam "kolejka górska", miałam na myśli, no wiesz, taką kolejkę w górach, która jeździ z jednego stoku na drugi. A nie te mordercze wyścigówki.
Nino i Adrien zakryli usta by nie parsknąć śmiechem. Alya westchnęła tylko ciężko kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Więc nie chcesz tym jechać? - upewniła się.
Ed ze zdecydowaną miną pokręciła głową.
- Jesteś pewna?
Brązowowłosa pokiwała głową.
- Dobrze, to poczekaj na nas przy żarciu. Ja nie zamierzam odpuścić zjazdu, bo tobie zamarzyła się kolejka linowa.
- Dobra! Do później! - zawołała Ed i oddaliła się.
Adrien stał spoglądając to na oddalającą się Drzewołaz, to na rozpościerającysię przed nim rollercoaster. Po chwili namysłu, ruszył za Frasinati.
- Adrien a ty dokąd!? - zatrzymała go Alya.
- Idę posiedzieć z Edith. Nie mam dziś żołądka na jazdę kolejką - odparł blondyn z uśmiechem i odszedł.
Césaire patrzyła za nim z przymrużonymi groźnie oczami.
- Czy myślisz, że oni... - zaczęła.
- Znów snujesz jakieś teorie spiskowe - przerwał jej momentalnie Nino. - To, że chłopak woli posiedzieć w bufecie z dziewczyną, niż śmigać rollercoasterem, nie oznacza, że od razu z nią kręci.
- Nino, a niby co innego może to oznaczać? Przyjaźń damsko-męska nie istnieje!
- Skoro przyjaźń damsko-męska nie istnieje, to czy coś jest pomiędzy tobą i Adrienem?
Na to wyraźne prowokacyjne pytanie ze strony swego chłopaka, Alya zaniemówiła. Ale tylko na chwilę.
- Czy ty coś sugerujesz? Serio myślisz, że mogłabym cię zdradzić? - zawołała dziesięć sekund później, dając się ponieść swej kobiecej naturze. Nino jedynie uśmiechnął się z satysfakcją. - I co się cieszysz? Niczego tym nie udowodniłeś. Poza tym nie mówimy tu o mnie i Adrienie, tylko o Ed, i Adrienie, a to różnica. Słuchaj - dodała po chwili już całkiem spokojnie. - Dobrze wiesz, że Marinette lubi Adriena. Jeśli okazałoby się, że całkowicie przypadkiem doprowadziłam do tego, że Adrien polubił Edith, nigdy by sobie tego nie wybaczyła. Obie są moimi przyjaciółkami i zależy mi na nich, ale...
- Słuchaj Alya, nie musisz mi tego tłumaczyć. Może i jestem facetem, ale cię rozumiem. Musisz jednak wziąć pod uwagę, że liczy się nie tylko to co czuje Marinette czy Edith, ale i Adrien. A jeśli on woli być z kimś innym...
- Chwila mówił ci coś!? - zawołała natychmiast reporterka celując w swojego chłopaka groźnie palcem. - Gadaj! Wszystko. Co. Wiesz.
Lehife uniósł dłonie w geście obrony.
- Zwolnij. Nic nie wiem, po prostu mówię ci jak jest.
- No akurat, jakoś ci nie wierzę, że nie gadacie o dziewczynach.
- No owszem, gadamy o dziewczynach. Ale jeśli chodzi o jego zainteresowania miłosne, Adrien jest w tym temacie dość skryty.

Tymczasem kilkadziesiąt metrów dalej, Edith siedziała zajadając się burgerem z apetytem. Co jakiś czas wkładała we włosy frytkę, która nigdy już stamtąd nie wracała.
Adrien siedział na przeciw niej wpatrując się ekran komórki. Co dziwne, nie było to jego biały smartfon najnowszej generacji, tylko nieco mniejszy i starszy telefon o niebieskiej obudowie.
Chłopak był zajęty przeglądaniem zdjęć w telefonie Frasinati.
- O masz zdjęcia Rzekotki - odezwał się.
- Tak, czasem podkrada mi telefon i robi sobie selfie. Albo ja mu robię zdjęcia jak śpi - oznajmiła dziewczyna. - Wtedy wygląda słodko, bez swego wiecznego grymasu "ogarnij się, bo unicestwisz wszechświat".
- Chciałem raz zrobić zdjęcie Plaggowi. Ugryzł mnie.
- Cóż, nie wszyscy mają takie parcie na szkło, jak Rzekotka.
- O masz zdjęcia Sorela - zawołał blondyn uśmiechając się złośliwie. Odkąd tylko poznał Daniela also Pandę, niespecjalnie za nim przepadał.
- Tak, robiłam mu na zajęciach. Chciałam mu później w gimpie dorysować rogi jelenia.
- A ten łysy za nim to kto?
- Nasz trener.
- Wygląda na twardziela.
- To twardziel i gbur. Lubi się ze mnie nabijać razem z Danielem.
- Nie przepada za tobą?
- Jest moim wujkiem. To brat bliźniej mojego taty.
- Masz dziwną rodzinę.
- Mnie to mówisz? Moją mamę w połowie wychowało Kwami.
Ponieważ Adrien nie miał bladego pojęcia jak to skomentować, wrócił do przewijania zdjęć.
- Masz serio dużo zdjęć Sorela.
- Nie moja wina, że jest fotogeniczny.
- Czy to twoja mama? - zapytał pokazując zdjęcie kobiety w średnim wieku, ze złością wpatrującą się w bałagan panujący w kuchni.
- Tak.
- Podobne jesteście.
- Fakt, ludzie tak mówią, choć nie wiem dlaczego. Dalej mam też zdjęcia babci i mistrza Fu.
- Czy ty wszystkim robisz zdjęcia?
- Nie, tobie nie robię.
- A nie chciałabyś tego zamienić?
- Nie dzięki. Na co mi twoje zdjęcia? Twoje plakaty wiszą wszędzie dookoła.
- Masz coś jeszcze na tym telefonie? - Zapytał chłopak kończąc przeglądanie zdjęć Frasinati.
- Mam moje ulubione kawałki, fragmenty Akum i sms-y, ale ich nie czytaj.
- Dlaczego? Masz przede mną coś do ukrycia?
- Wiele.
- Rozmawiasz o mnie z kimś?
- No. Z Alyą często Cię obgadujemy.
- Serio? - zdumiał się blondyn. Podczas gdy on sobie żartował, Edith wyglądała na całkiem poważną.
- Pisała mi o tobie i Marinette jeszcze zanim się poznaliśmy.
- Co?
W tym momencie Drzewołaz poczuła, że znów stanowczo za dużo powiedziała. By nie musieć udzielać odpowiedzi na kłopotliwe pytania, pospiesznie wróciła do jedzenie bułki.
- Ed, daruj sobie. Burger się w końcu skończy, a ty i tak mi wszystko powiesz. Nie przedłużajmy.
Dziewczyna z rezygnacją przełknęła kęs.
- Alya mnie zabije, jak ci powiem - mruknęła pod nosem.
- To nie mów mi, powiedz Czarnemu Kotu - dodał nieco przyciszonym głosem z zawadiackim uśmiechem na twarzy.
- Bo widzisz. Marinette bardzo cię lubi i Alya stara się jej pomóc przełamać, żeby w końcu Ci o tym powiedziała.
- Lubi w sensie...
- W sensie lubi, lubi. Jak Rzekotka frytki. - Chłopak zmieszał się nieznacznie. - Wcześniej byłam bardzo za tym, żebyście ze sobą byli. Wiesz, kocham shipować ludzi nawet jak ich nie znam. Z tego co pisała mi Alya, tworzylibyście idealną parę. Ale teraz, gdy wiem że... Gdy wiem o twojej drugiej naturze i o tym, że wzdychasz do Kropeczki, jestem skołowana. Sama nie wiem co myśleć. Z jednej strony ty i Marinette, z drugiej Kot i Kropeczka. I weź tu wybierz. Byłoby łatwiej, gdyby się okazało, że Marinette i Biedronka to jedna osoba. Ułatwiłoby mi to życie.
Edith zamilkła i zajęła się na powrót swoim obiadem, albo raczej przekąską. Tymczasem Adrien pogrążył się we własnych myślach. Marinette była jego przyjaciółką i lubił ją, ale nie był pewny czy tworzyliby dobrą parę. No i chyba nie żywił do niej aż takiej sympatii, by się z nią wiązać. Tymczasem z Biedronką było zupełnie inaczej. Za każdym razem, gdy choćby o niej pomyślał czuł przyjemne dreszcze. Imponowała mu swoją odwagą i chartem ducha. Kochał ją, choć tak naprawdę jej nie znał.
- Czy myślisz, że mam u Kropeczki jakieś szanse? - wypalił blondyn, zmuszając tym samym przyjaciółkę do oderwania się od posiłku.
Nastolatka przełknęła to co akurat miała w ustach i odparła po chwili namysłu.
- Instynkt shiperki nakazuje mi krzyczeć "tak, LadyNoir na zawsze", ale zdrowy rozsądek podpowiada, że nawet jeśli masz, to co to byłby za związek? No bo patrz. Biedronka uparcie nie chce zdradzić ci swej tożsamości i nic nie wskazuje na to, że się to zmieni. Jak mógłbyś chodzić z dziewczyną, której nawet tak na dobrą sprawę nie znasz? Spotykacie się na patrolach i podczas misji, ale nic poza tym. Już my spędzamy więcej czasu razem.
Agreste westchnął. Właśnie takiej odpowiedzi się obawiał, prawdziwej.
- Na początku września spotkaliśmy się na Wierzy Eifla. Zorganizowałem nam coś w rodzaju randki. Całkiem dobrze nam się gadało - odezwał się po chwili. - Ale fakt, poza tym to jakoś marnie ze spotkaniami. Ale trzeba ją zrozumieć, przecież oboje mamy też zwykłe życia.
- No właśnie i tu się pojawia kolejny problem. Skąd wiesz, że w tym zwykłym życiu, ona kogoś nie ma?
Chłopak przełknął ślinę zdenerwowany.
- Więc co, uważasz, że powinienem dać sobie z nią spokój?
- Przede wszystkim, wasze uczucia względem siebie, nie powinny wpływać negatywnie na waszą bohaterską działalność.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie - oburzył się Agreste.
Jako, że Ed już nic nie dopowiedziała, chłopak westchnął i wrócił do przeglądania jej telefonu. Pomimo iż zakazała mu zaglądać do sms'ów, Adrien, jak można się było spodziewać, nie posłuchał jej.
- Masz mnie zapisanego jako Plagga? Serio? - zapytał unosząc brew.
- No co? Sam wymyśliłeś ten nick.
- To była literówka!
- E tam, pasuje do ciebie.
- Serio? Nie uważasz, że jest babski czy coś?
- Och jest, i to bardzo.
Adrien zamilkł lekko zbity z tropu, usiłując przeanalizować słowa przyjaciółki.
Nie był do końca pewny, co Ed ma przez to na myśli. Czyżby był zbyt kobiecy?
A może Edith po prostu żartuje? Dziewczyna wszystko mówiła z taką powagą, że naprawdę trudno było to stwierdzić.
- Skoro jest babski, dlaczego uważasz, że do mnie pasuje?
- Bo pasuje.
- No ale... - Agreste zawahał się. Sam nie wiedział co chce powiedzieć. Jako, że uznał ten temat za drażniący postanowił go zmienić. - Skoro już pogadaliśmy o mnie, Biedronce, Marinette i w ogóle... Może byś mi Edith powiedziała, co łączy ciebie i Daniela?
Dziewczyna prychnęła, tak jakby miała zaraz wybuchnąć śmiechem.
- Absolutnie nic. Nie jest w moim typie.
- A jaki masz typ? - blondyn zadziornie uniósł brew.
- Chłopaki mnie nie kręcą. Są durni i śmierdzą.
- W sensie... ja też?
- A fakt, chwilami zapominam że też należysz do tego gatunku.
Adrien zmarkotniał. Chciał dać spokój temu tematowi, a wrócili do punktu wyjścia.
Spod bluzy blondyna dał się słyszeć stłumiony śmiech. Po chwili piskliwy i nieco wredny głos oznajmił.
- Ta to wie jak pocisnąć.
- Hey, ja wcale nikogo nie cisnę. Mówię jak jest.
W odpowiedzi, Plagg jedynie zaśmiał się jeszcze głośniej.
- Nie przejmuj się nią Czarny Kot - dobiegł spod gęstych włosów głos Zabba. - A teraz frytkę poproszę.
- Przecież nikogo nie obrażam! - oburzyła się nastolatka. - Adrien powiedz, uraziłam cię?
- Nie, no skąd - odparł sarkastycznie Agreste.
- Ha! Widzicie? - wykrzyknęła usatysfakcjonowana Frasinati podając Zabbowi frytkę.
Nino i Alya jechali na hałaśliwej kolejce. Dziewczyna krzyczała wniebogłosy, chłopak starał się tego nie robić, bo stwierdził, że w jego przypadku nie wypada. Powinien stanowić wzór męstwa dla swojej dziewczyny, więc starał się takiego udawać.
Alya choć krzyczała, wcale nie była przerażona. Uśmiechała się szeroko i chciała uwiecznić każdą chwilę z tej przejażdżki na swoim telefonie.
Nagle cały mechanizm się zatrzymał. Kolejka stanęła akurat w połowie robienia pętli. Wszyscy zwisali głową w dół. Nie, nie pospadali, albowiem mieli pasy bezpieczeństwa. Jednakże byli w niemałym szoku.
- Co się stało? - zapytała Alya.
- Rollercoaster się zatrzymał. - odparł Nino.
- No odkryłeś Amerykę! Przecież widzę.
- No to po co pytasz? - chłopak zmarszczył brwi. Jego dziewczyna westchnęła.
- Miałam na myśli: dlaczego się zatrzymała?
- Nie mam pojęcia.
- To chyba sobie tak powisimy głową w dół... Osz kurka! Edith miała rację.
- Kto by się spodziewał? - skomentował Nino, po czym dodał: - Chyba tam na dole coś się dzieje.
- To nowy złoczyńca?
- Na to wygląda.
- Muszę to nagrać! - powiedziała, starając uwolnić się z kolejki.
- Oszalałaś! Poczekaj aż strażacy nas ściągnął.
- Widzowie Biedrobloga czekają na takie materiały!
- Nie musisz poświęcać na to życia! Jak ci się tak spieszy, to nagrywaj tutaj.
Alya chwilę się zastanowiła, po czym wzruszyła ramionami.
- Okej - powiedziała i uruchomiła nagrywanie, po czym zwróciła się do kamerki. - Hej! Tu wasza ulubiona blogerka Alya! Mówię do was prosto z kolejki górskiej, zwisając do góry nogami! Właśnie w tej chwili w wesołym miasteczku pojawił się nowy złoczyńca! - komentowała kierując kamerkę w jego stronę. Niestety ręce miała spocone od nadmiaru adrenaliny, przez co komórka jej się wyślizgnęła. - O nie! - zdołała jedynie krzyknąć.
Ludzie zaczęli krzyczeć. Nagle wszędzie zrobiło się bardzo tłoczno, a goście parku zaczęli w panice rozbiegać się na wszystkie strony.
- Co się dzieje? - wymamrotał Agreste rozglądając się dookoła.
- Zakładam, że Władca Ciem znów uderzył - oznajmiła Ed jak gdyby nigdy nic, po czym wróciła do drążenia tematu sprzed chwili. - Więc co miałeś na myśli mówiąc "Jej, sarkazmu też nie łapiesz?".
- Ed nie uważasz, że to nie najlepsza chwila by ciągnąć tę rozmowę?
- Nie, czemu? Mamy chwilkę - oznajmiła brązowowłosa zakładając ręce na piersi. W tym samym momencie za jej plecami wybuchła maszyna do waty cukrowej. - Albo dwie. Słucham?
- Możemy dokończyć to, gdy już uporamy się z problemem?
- Nie mam zamiaru... - zaczęła panna Frasinati, blondyn jednak przerwał jej w połowie zdania.
- Och chodź!
Chwycił przyjaciółkę za ramię i odciągnął w nieco bardziej ustronne miejsce. Zatrzymał się przed budką do robienia zdjęć, rozejrzał na wszystkie strony po czym wepchnął Ed do środka. Chwilę później sam do niej dołączył.
- Musimy się przemienić - oznajmił.
- Nie sądzisz, że jest tu nieco ciasno? - zapytała Ed.
Rzeczywiście w budce nie było za wiele miejsca. Adrien niemal deptał brązowowłosą po stopach.
- Jest dobrze - mruknął Agreste, choć w rzeczywistości podzielał zdanie przyjaciółki. Głupio mu jednak było teraz przyznawać się, że nieco nie przemyślał swojej decyzji. - Plagg, wyciągaj pazury.
Ed westchnęła, po czym wypowiedziała swoją sentencję.
- Zabb skaczmy!
Chwilę później, oboje byli już w swych uniformach. Czarny Kot jako pierwszy opuścił ich "przebieralnię" za nim wyszła Drzewołaz.
Oboje pobiegli w miejsce, z którego pozostali ludzie uciekali.
Na dachu karuzeli z konikami stała jakaś młoda dziewczyna. Ubiorem przypominała szalonego naukowca. Miała na sobie ogromne binokle, napuszone włosy i biały kitel.
- Jestem Doktor Weirdo! - wykrzyknęła złoczyńca.
- Doktor Weirdo? - zdziwił się Czarny Kot. - Czy to nie jest przypadkiem postać z twoich fanfików? - zwrócił się do Drzewołaz.
- Nie mam pojęcia. Mam tam tyle rozdziałów i OC, że powoli się gubię.
- Czego chcesz? - wykrzyknął Czarny Kot.
- Odkąd w Paryżu zjawiła się Niebieska Żaba, - warto wspomnieć, że w tym czasie, kiedy mówiła Weirdo, Edith pod nosem mruknęła "Drzewołaz". - moja ulubiona pisarka dodaje coraz mniej rozdziałów!
- O! Weirdo to faktycznie postać z mojego fanfiku! - powiedziała Edith, jakby dostała nagłego olśnienia. - Tylko, że u mnie był to facet. Kurcze, co on robił...
- Serio nie pamiętasz? - zdziwił się Kot. On pamiętał doskonale. Weirdo wystąpił w pierwszym rozdziale jaki przeczytał. Przeniósł on Biedronkę i Czarnego Kota do alternatywnego wymiaru.
- Ponadto - mówiła dalej służąca Władcy Ciem. - Zamiast Biedronki coraz częściej w jej fanfikach pojawia się Niebieska Żaba, która jest do kitu!
- Ej! - zbulwersowała się Ed.
- Dlatego kiedy wyślę prawdziwą Niebieską Żabę do innego wymiaru, autorka może pozbędzie się jej z opka! Ha, ha, ha! - zakończyła swój monolog wysyłając przy tym jakiś promień w stronę Drzewołaz.
- Uważaj! - krzyknął Czarny Kot i rzucił się na partnerkę. Po chwili oboje zniknęli.

Drzewołaz otworzyła oczy. Leżała na ziemi, a Czarny Kot się do niej przytulał. Szybko odepchnęła go od siebie po czym skoczyła na równe nogi.
- Gdzie jesteśmy?
- W tym samym miejscu co byliśmy - odparł chłopak wstając. - Tylko wszyscy pozostali ludzie zniknęli.
- Jak pozostali ludzie zniknęli?! - wrzasnęła Edith. - To nas trafiła! A zresztą. Mamy poważniejszy problem.
- Jaki? - zdziwił się Kot.
- Nie rozumiem jak mogła stwierdzić, że moja OC, jest do kitu! - żaliła się Ed. - No kurde jak?! - Nie słysząc żadnej odpowiedzi, ze strony Adriena, zwróciła się w jego stronę i powiedziała: - Ty chyba nie twierdzisz, że jest beznadziejna?
- Nie wiedziałem jak ci to delikatnie powiedzieć - odparł Czarny Kot, szykując się przy tym psychicznie na wybuch wściekłości Ed.
- No nie wierzę! Po prostu nie wierzę! - wykrzyknęła dziewczyna, po czym ucichła, a w jej przypadku milczenie było bardziej niepokojące niż krzyk.
Adrien przyglądał się jej przez dłuższą chwilę. Dziewczyna jedynie chodziła w kółko z zaciętą miną i zaciśniętymi pieściami, nie odzywając się ani słowem.
- Serio nie pamiętasz doktora Weirdo? - zapytał Czarny Kot, by jakoś przerwać tę niezręczną ciszę.
- No to postać z mojego fanfiku. Tyle miałam tych OC... - odezwała się Ed, na co blondyn odetchnął z ulgą. Chyba jej przeszło.
- On przenosił ludzi do innego wymiaru.
- Coś mi chyba świta.
- Chyba? Był w 54 rozdziale!
- Jejciu, Kocie jaki z ciebie fan. - Drzewołaz uśmiechnęła się. - Niestety nie pamiętam co było w 54 rozdziale, w ogóle nie dopasowuję akcji do numerków. Zresztą kiedy to było... Wczoraj opublikowałam 95 rozdział. Niedługo rozdział 100, a wtedy będzie się działo. - Edith uśmiechnęła się. Planowała by w tym rozdziale Biedronka, stojąc w świetle księżyca, zdradziła Kotu swoją tożsamość. Miała już dla niej wybrane imię i w ogóle.
- Drzewołaz, skup się - krzyknął Kot tak, że aż drygnęła. - Dobra... Co zrobili twoi Biedronka i Czarny Kot żeby uwolnić się z alternatywnego wymiaru?
- Nie pamiętam.
- Jak można nie pamiętać swoich fików?
- No normalnie! Autorzy zawsze zapominają co pisali! To całkiem normalne. Czasem czytam sobie pierwsze rozdziały i myślę "Serio ja to pisałam?" albo "Nie pamiętam tego ale to jest genialne". Raz pamiętam jak kilka rozdziałów przed pięćdziesiątym rozdziałem planowałam scenę pocałunku twojego i Biedronki. Wszystko piękne, ładne, genialne. I scena wyszła cudownie. Później zadowolona z siebie opublikowałam. Niecałe piętnaście minut później komentatorzy uświadomili mnie, że wasz pierwszy pocałunek miał przecież miejsce w ósmym rozdziale..
- Więc... nie pamiętasz jak uciekli z innego wymiaru?
- Niestety nie.
- Dobrze, że ja pamiętam.
- Co?! Pamiętasz i mnie zadręczasz?! Ty potworny... - Edith zabrakło słów. - Potworze! To jak się wydostali?
- Uratowali Paryż przed Czarnym Kotem i Biedronką z tamtego wymiaru. To naruszyło strukturę tamtego świata, bo tam Bierda i Kot byli źli, przez co wrócili z powrotem do siebie. Dziwnie jest mówić o sobie w trzeciej osobie...
- Spoko, więc musimy pokonać złych Biedronkę i Kota z tego wymiaru.
- Nie! Nie wiemy czy tutaj są źli! Nie wiemy nawet co to za wymiar i czy oni (właściwie Biedronka i ja) w ogóle tu istnieją! Musimy się rozejrzeć, poznać ten świat, a potem zastanowić się co naruszy jego strukturę. Pamiętaj, że moc Władcy Ciem nie jest tak potężna by wywalić nas do innego wymiaru. Weirdo wysłał nas do świata, który sam stworzył. Nie mamy pojęcia co nas tu może spotkać... Musimy być ostrożni!
- Dobra! Więc zapytajmy kogoś jakimi prawami rządzi się ten świat. Na przykład tego z szóstką rodzeństwa, chłopak wygląda na opiekuńczego! - powiedziała Edith ruszając w stronę zauważonego blondyna.
Edith w podskokach podeszła do nastolatka. Chłopak najwidoczniej prowadził swoje rodzeństwo do szkoły, gdyż wszyscy mieli na sobie plecaki. Dziewczyna z uśmiechem wyskoczyła mu przed nos.
- A! - wykrzyknął zaskoczony. - Niebieska Żaba?
- Hmm. Nie wiem, a wyglądam jak ona?
- Wyglądasz podobnie.
- Więc jestem Niebieska Żaba - powiedziała wyciągając do niego rękę. - A ty?
- Adrien Di Carlo. - odparł z uśmiechem. - Łał. Miło mi.
Edith na chwilę zaniemówiła.
- Di... Di... Di...
Właśnie w tej chwili podbiegł do nich Czarny Kot. Di Carlowi niemalże oczy wyskoczyły z orbit, kiedy go zobaczył.
- Przepraszam za nią. Już ją zabieram - mówił bohater odciągając Drzewołaz na bok.
Adrien przyglądał im się z niedowierzaniem.
- O nie! - wyszeptał. - Idźcie do szkoły, ja muszę coś załatwić - zwrócił się do rodzeństwa, po czym powiedział sam do siebie: - Ten fałszywy Czarny Kot musi być nową ofiarą Władcy Ciem! Niebieska Żaba jest w niebezpieczeństwie! Muszę ją ostrzec!
- Adrien, Adrien, Adrien! - wyrzucała z siebie Drzewołaz jednym tchem. - To był Adrien.
- Ed, - Czarny Kot złapał ją za ramiona. - o czym ty w ogóle do mnie mówisz?
- Adrien Di Carlo! Postać z mojego fanfiku. - dziewczyna złapała się za głowę i zapiszczała ze szczęścia. - Jesteśmy w świecie mojego fanfiku!
Czarny Kot zamrugał oczami, po czym odetchnął głęboko.
- No nie wierzę. - wyszeptał. - Weirdo panoszy się po Paryżu, a my włóczymy się po świecie twojego fanfiku.
- No wiem! - Drzewołaz wyszczerzyła zęby. - Cudowne, prawda?

Adrien Di Carlo przemieniony w Czarnego Kota, przemierzając Paryż, zwrócił na siebie uwagę Biedronki i Niebieskiej Żaby. Dziewczyny przybrały swoje bohaterkie oblicza, gotowe do niego dołączyć. Ta pierwsza natychmiast go znalazła.
- Czyżby nowa ofiara Władcy Ciem? - zapytała.
- Tak.
- Z kim mamy do czynienia?
- Z moim sobowtórem.
- To niedobrze...
Niebieska Żaba tymczasem, zamiast trafić na bohaterów ze swojego uniwersum, spotkała gości z innego wymiaru.
Edith myślała, że oprócz Adriena Di Carlo nic jej już nie zdziwi. Myliła się. Właśnie stała przed swoją lepszą wersją. Choć dziewczyna wydawała się być bardzo podobna do niej to jednak bardzo się różniła. Miała piękne szczupłe kształty a jej niebieski kombinezon leżał na niej idealnie. Nogi miała chude i zgrabne, które powoli kroczyły w ich stronę. Długie włosy opadały jej aż do pasa. A czarne rzęsy były widoczne z daleka. Zdziwienie na twarzy Ed zamieniło się w uśmiech, który z każdą chwilą coraz bardziej się powiększał. Stała właśnie przed swoją własną OC.
- Kim jesteście? - spytała Niebieska Żaba.
- Jestem twoją matką! - wykrzyknęła Ed.
- Słucham? - odparła jej OC unosząc jedną brew. - Nie za dużo Gwiezdnych wojen oglądałaś?
- Nie o to chodzi, ja cię stworzyłam! - Czarny Kot złapał Ed za ramiona i odciągnął ją od Niebieskiej Żaby.
- Chciała powiedzieć, że jest twoją fanką. - powiedział Czarny Kot szczerząc zęby.
- Czarny Kocie. A ty co z nią robisz?
- Pomyliłem cię z nią. - odparł szybko. - Nie widzisz, że się za ciebie przebrała?
- Jak mogłeś pomylić mnie z tym... Tym... Człowiekiem... Nie widzisz, że mam dłuższe włosy? - powiedziała odgarniając lśniące włosy z twarzy. Okoliczni chłopcy przyglądający się tej rozmowie, westchnęli na ten widok. - Poza tym jestem od niej ładniejsza.
- Ej! - wtrąciła Edith. - Trochę szacunku dla matki stwórczyni!
- Spokojnie, jestem pełna szacunku dla każdego przebierańca. - zakomunikowała Niebieska Żaba, co nieco zdenerwowało Edith.
Fakt, wykreowała jej charakter tak, by dziewczyna umiała posługiwać się ciętymi ripostami, ale nie sądziła, że jej czytelnicy odbierają je jako złośliwe. A przecież świat, w którym się teraz znajdowali, był stworzony przez jedną z jej czytelniczek, na podstawie jej fanfiku.
- Musimy odnaleźć Biedronkę. - zakomunikował Czarny Kot. - W mieście pojawił się nowy złoczyńca.
- No co ty nie powiesz. - Niebieska Żaba przewróciła oczami. - Inaczej byś się nie przemieniał.
- Co ty kombinujesz? - wyszeptała Drzewołaz.
- Pokonamy Biedronkę, Czarnego Kota i Niebieską Żabę, czyli zrobimy to, co w twoim fanfiku się jak dotąd nie wydarzyło. Doktor Weirdo nie będzie przygotowany na takie zakończenie, więc wymiar się rozpadnie... Oby. - Czarny Kot wzruszył ramionami. - Uważam, że warto spróbować.
- Czy ta fanka musi się za nami wlec? - spytała bohaterka z tego uniwersum.
- Prowadzę live'a na żywo, w kostiumie mam ukrytą kamerę. - odparła zirytowana Edith. - Powiedz coś miłego dla widzów.
- Pole bitwy to nie miejsce dla cywili. - i to by było na tyle, jeśli chodzi o "coś miłego".
Im więcej czasu spędzali z Niebieską Żabą, tym bardziej zaczynała ona irytować Ed. Początkowy entuzjazm, który towarzyszył spotkaniu jej OC wygasł całkowicie. Dziewczyna była nie do zniesienia. Ona nie tylko z każdej sytuacji potrafiła znaleźć wyjście. Ona wręcz obnosiła się z tym i traktowała innych z pogardą, szczyciła się swoimi umiejętnościami. Przez przebywanie z nią, Ed już chyba na zawsze znienawidziła kwestię "Naprawdę tego nie widzicie?", która miała być powiedzonkiem jej Żabki. Dlaczego musiała wymyślać jej tyle mocy? Dlaczego postanowiła, że obcy chłopcy z ulicy będą się za nią oglądać kiedy ta postanowi odgarnąć włosy z twarzy?
Edith właśnie doszła do najbardziej przerażającego wniosku do jakiego może dojść twórca. Jej postać to zwyczajna Mary Sue.
Biedronka wraz z Czarnym Kotem, przeskakując z dachu na dach kamienic, wypatrywali sobowtóra chłopaka. Nie musieli go długo szukać. W końcu natrafili na niego... w towarzystwie dwóch niebieskich bohaterek.
Żaba stanęła jak wyryta.
- Dwóch Czarnych Kotów? - zapytała zdezorientowana. Wtedy Edith poczęstowała ją siarczystym kopniakiem, zwalając ją z dachu. Cieszyła się, że w końcu dojdzie do walki.
Żaba szybko wyratowała się swoją wędką i wylądowała na dachu obok Biedronki.
- Co ty zrobiłaś? - wyszeptał Adrien. - Mogliśmy ją przekonać żeby była po naszej stronie.
- Już miałam jej dość. - Drzewołaz wzruszyła ramionami.
- Dwie ofiary akumy? - spytała Biedronka.
- Myślałam, że to fanka. - odparła Żaba.
- Brawo za przenikliwość! - krzyknęła w jej stronę Drzewołaz, zadowolona, że może jej dopiec.
Taka zdenerwowana jeszcze nie była. Ktoś przeniósł ją do jej własnego świata. W ten brutalny sposób dowiedziała się, że tego świata nienawidzi. A nie znosiła go tylko przez jedną osobę - jej własną postać, którą sama taką stworzyła. Koszmar.
Jej OC posłała jej tylko spojrzenie godne bazyliszka, po czym zwróciła się do swoich towarzyszy:
- Dwie ofiary akumy się jeszcze nie zdarzały. Nie sądziłam, że Władca Ciem ma taką moc.
- Nieważne. - zakomunikowała Biedronka. - Do ataku!
Bohaterowie rzucili się na siebie. Podczas gdy Kot zajął się swoim odpowiednikiem i Biedronką, Edith walczyła z Niebieską Żabą. Bohaterka była Mary Sue - to fakt. Jednak jej zdolność pokonywania przeciwników objawiała się w tym, że jak sama mówiła, znała ich ruchy. A ataku Edith nie potrafiła przewidzieć. Może to wynikało z faktu, że dziewczyna pochodziła z innego wymiaru? A może po prostu dlatego, że nie była ofiarą Władcy Ciem?
Czarny Kot też radził sobie nie najgorzej. Może walczył z odpowiednikami siebie i Biedronki, jednak należy pamiętać, że zostali oni stworzeni mocą Władcy Ciem. Nie dorównywali prawdziwym bohaterom.
Drzewołaz całkiem nieźle wprawiona już w używanie własnej broni, oplotła lassem nogi swojej przeciwniczki. Następnie wykorzystując technikę, której nauczyła się w dojo, znokautowała, skutecznie eliminując Mary Sue z gry. Zabrała swoje lasso, a także przywłaszczyła sobie wędkę - broń swojej OC. Czy miała kłopoty z używaniem jej? Nie. Znajdowała się w świecie swojego fanfiku, a broń, którą trzymała sama wymyśliła. Mogła się poczuć jak bogini. Weirdo powinna lepiej przemyśleć, do którego świata ich wysłać. Chociaż, w sumie, skąd mogła wiedzieć, że autorka jej ulubionego opowiadania i Drzewołaz to ta sama osoba?
Edith dołączyła do Czarnego Kota. Ponieważ on skutecznie odwracał uwagę dwójki bohaterów z tego świata, Drzewołaz wykorzystała okazję by z pomocą wędki wyrwać Biedronce jojo.
Szybko podała je swojemu przyjacielowi. Sama zaś zabrała się do walki z jego odpowiednikiem.
Teraz już poszło z górki. Kot związał Biedronkę jej własną bronią, Drzewołaz mając do dyspozycji wędkę i lasso, jego fikcyjnego odpowiednika.
Edith ściągnęła Czarnemu Kotu pierścień. Pojawił się przed nią Adrien Di Carlo. Tymczasem prawdziwy Kot zdjął Biedronce kolczyki. I wtedy czas stanął w miejscu. Bohaterowie wymiaru Doktor Weirdo przestali się ruszać. Biedronka nie zamieniła się też w zwykłą dziewczynę. Świat wokół nich zaczął się rozpadać, tak jakby był zbudowany z klocków lego. A zaraz przed nimi pojawił się ich prawdziwy przeciwnik.
- Dlaczego nie mogłem zdjąć maski Biedronce? - zapytał Czarny Kot.
- Autorka jeszcze nie ujawniła kim ona naprawdę jest. - odpowiedziała dobrodusznie Doktor Weirdo.
- No tak. - Adrien zasłonił twarz dłonią. - Ale ze mnie debil.
- No chyba nie myślałeś, że serio poznamy jej tożsamość? Byliśmy w świecie mojego fanfiku! - stwierdziła Ed. - A podobno to ja jestem derpem - dodała pod nosem, po czym rzuciła się do walki z ofiarą akumy. Czarny Kot ruszył za nią, gotowy jej pomóc.
Pojedynek nie trwał długo. Ponieważ najgroźniejsza i chyba jedyna broń szalonego naukowca zawiodła, bohaterowie z łatwością go obezwładnili i odebrali zakumiony przedmiot.
Czarny Kot w kilku skokach opuścił wesołe miasteczko. Drzewołaz tymczasem znalazłszy uprzednio, wśród szczątków jakiegoś stoiska z jedzeniem, nieodpakowaną paczkę chipsów, usiadła na ziemi obok związanego złoczyńcy i zajadając przekąskę ze smakiem, czekała na przyjazd policji.
- Nie dąsaj się tak - zwróciła się po chwili do Werido. - To ja tu jestem w najgorszym położeniu. Stworzyłam potwora.
Alya z założonymi rękami i naburmuszona miną siedziała w wagoniku kolejki górskiej. Tak, nadal zwisała głową w dół.
Podczas gdy ona, przeklinała w duchu swe spocone dłonie i grawitację, pozostali pasażerowie rollercoastera z ekscytacją przyglądali się toczącej się niemal pod ich głowami walce.
Blogerka z zawiścią spojrzała na siedzącą przed nią dziewczynę, która "kopiując" jej pomysł, postanowiła całe zajście nagrać.
Dopiero po chwili Césaire zorientowała się, że nie tylko ona wpadła na ten genialny pomysł. Nino który siedział obok niej, również postanowił uwiecznić starcie bohaterów. Chłopak w pełnym skupieniu, by nie wypuścić aparatu z rąk kręcił materiał swego życia.
- Nino, nagrywasz to!? - zapytała uradowana nastolatka.
- Nie strzelam sobie selfie. A na co ci to wygląda?
Gdy Czarnemu Kotu i Niebieskiej Żabie w końcu udało się obezwładnić przeciwnika, kolejka mogła ponownie ruszyć.
Alya z szerokim uśmiechem wyskoczyła z wagonika i rzuciła się swemu chłopakowi w ramiona.
- Dzięki, dzięki, dzięki! - wykrzyknęła. - Dzięki tobie, mam materiał na bloga.
- To taki mały prezent na gwiazdkę - oznajmił chłopak. - Nie mam najmniejszego pojęcia co mógłbym ci dać.
- To jest wręcz idealne! Zgram sobie na... Telefon! Mój telefon! Muszę go znaleźć!
Nie czekając na reakcję swego chłopaka, okularnica ruszyła biegiem na poszukiwanie swej komórki. Po niecałym kwadransie znalazła ją niedaleko budki fotograficznej.
Ze zdumieniem stwierdziła, że mimo upadku z dość dużej wysokości, jej telefonowi nic się nie stało. Mało tego, komórka wciąż nagrywała.
Dziewczyna zatrzymała nagranie z zamiarem przejrzenia go w domu. Kto wie, może udało się jej uchwycić coś ciekawego.
Chyba żadne słowa nie opiszą tego w jakim szoku była gdy ujrzała co takiego skrywa jej film. Césaire po raz kolejny odtworzyła scenę uwiecznioną na swym telefonie.
Edith i Adrien wchodzą do budki fotograficznej, po czym wyłania się z niej Drzewołaz i Czarny Kot, we własnej osobie.
Zmęczona tą cała przygodą Edith zasiadła przed komputerem. Ratowanie Paryża potrafiło wykończyć. Niestety Frasinati miała w tej chwili o wiele poważniejsze problemy, niż przejmowanie się brakiem odpoczynku.
- Będę musiała odmarysuowić tę Mary Sue. - powiedziała zdecydowanie.
- Nareszcie się skapnęłaś, że jest do kitu? - zapytał Zabb.
- Zamknij się Rzekotka! Muszę pomyśleć.
- Zabij ją.
- Oszalałeś?! W fanfikach się nie zabija.
- Czytałem kilka fanfików tych twoich internetowych przyjaciół i tam ciągle kogoś zabijają.
- Czytałeś jakieś chłamy. Ja się nigdy do tego nie posunę.
- Akurat. - skomentowało kwami. Zapadła chwila milczenia. Po krótkim zastanowieniu się, Edith zapytała:
- A kogo fanfiki czytałeś?
- A jakiejś ZawodowejShipperki, Hamburgera, Franak'a i Hakkeriniego.
- A to nic dziwnego. - podsumowała dziewczyna, po czym wróciła do burzy mózgów. Wkrótce ją olśniło. - Wiem! - wykrzyknęła tak, że Zabb aż drygnął.
- Jednak ją zabijesz?
- Lepiej.
- Porwą ją kosmici?
- Rzekotka, nie wymuszaj na mnie spojlerów! - odparła Edith, starając się przybrać wściekły ton. Jednak była na to zbyt szczęśliwa. Z szerokim uśmiechem zabrała się do pisania.

Zdemaskowana

Publikuj.
Ten właśnie przycisk przed chwilą nacisnęła Edith.
Nic się nie stało.
Dziewczyna, siedząc przed komputerem z wyszczerzonymi zębami, jeszcze raz nacisnęła ten przycisk.
Nic.
Jeszcze raz?
Nic.
Jej uśmiech z każdym naciśnięciem "publikuj" markotniał. Wkrótce ten wyraz twarzy zamienił się w grymas, a Frasinati zaczęła uderzać w przycisk myszki bez opamiętania. Nagle monitor zgasł, a komputer się wyłączył.
- No nie! - wrzasnęła dziewczyna.
Kilka razy próbowała uruchomić urządzenie od nowa, ale zdało się to na nic.
- Mamo, chyba komputer się spalił! - wykrzyknęła.
Dobrze, że miała zapisane fan-fiction na poczcie. Zawsze mogła wejść na laptop i opublikować go tam. Zadowolona uruchomiła urządzenie. Jedak jak tylko weszła do internetu ekran laptopa pokryła dziwna tęcza, która niegdyś zwiastowała przerwaną audycję w telewizorze. Dziewczyna wpatrywała się w ekran nie wiedząc co może uczynić.
Po chwili zadzwonił jej telefon. Na jej ekranie zamiast nazwy kontaktu czy numeru telefonu wyświetliła się liczba 69. Edith zmarszczyła brwi. Mimo tego dziwnego fenomenu odebrała.
- Zgniłe pomidory. - usłyszała głos w słuchawce. - Zgniłe pomidory WSZĘDZIE! - brzmiał jak syntezator. Dziewczyna szybko się rozłączyła.
Zaczęła przeglądać kontakty w telefonie. Ktoś pozmieniał jej wszystkie nazwy! Jak to możliwe, skoro nie rozstaje się ze swoją komórką? Nawet podczas snu trzyma ją pod poduszką.
- Rzekotka, bawiłeś się moim telefonem ostatnio? - krzyknęła.
- Nie! - odparło kwami gdzieś z innego pokoju.
- Oh. - westchnęła dziewczyna. - Wygląda na to, że ktoś mnie stalkuje. - wzruszyła ramionami. - Tylko dlaczego akurat dzisiaj?! Miałam dodać setny rozdział "Akum"!
Adrien zmarszczył brwi. Właśnie próbował dodzwonić się do Edith, ale zamiast tego usłyszał tylko jakiś komunikat obwieszczający o zgniłych pomidorach. Kiedy się rozłączył, zauważył, że nazwa kontaktu do Frasinati zmieniła się na "Kupa". Po chwili dostrzegł, że to nie jedyna osoba w jego telefonie, której nazwa została zmieniona.
"Okej, to dziwne." - pomyślał.
Nagle do jego pokoju wleciał Plagg śmiejąc się do rozpuku.
- Co cię tak śmieszy? - zapytał Agreste.
- Jakbyś widział minę tej sekretarki też byś się śmiał! - wybuchło kwami.
Adrien pospiesznie zszedł na dół.
- Wszystko w porządku? - zapytał Natalie. Kobieta wyglądała na wyraźnie zirytowaną.
- Nie ma prądu w całym domu. - odparła. - Pewnie padły korki. Od godziny usiłuję się dodzwonić do elektryka, ale za każdym razem włącza mi się poczta głosowa.
- Mówi o zgniłych pomidorach?
- Nie, o jednorożcach. - Natalie zmarszczyła brwi. - Nie powinieneś być w szkole? - zapytała.
- Jest sobota.
- A faktycznie. - i to by było na tyle, jeśli chodzi o rozmowę z nią. Sekretarka pana Agreste powróciła do prób dodzwonienia się. Adrien tylko wzruszył ramionami. Postanowił wyjść z domu. W tym ogromnym pustym mieszkaniu i tak nie miał nic ciekawego do roboty.
Edith rozglądała się zszokowana po mieście. Paryż o każdej porze roku, a także o każdej porze dnia i nocy cieszył się dużą popularnością. Zawsze kręciło się w nim dużo ludzi, czy to turystów czy tubylców. Ale tylu osób na ulicach jeszcze nie widziała.
- Kupujcie gazety! Kupujcie gazety! Tylko papier i złoto przetrwają apokalipsę! - krzyczał jakiś młody chłopak roznosząc gazety.
- Może byś kupiła. - wyszeptał jej cieniutki głosik do ucha.
- Jesteś głosem mojego sumienia? - zapytała Edith.
- Nie, jestem Zabb, ty tępa głowo. Siedzę w twoich włosach.
- A, fakt. Zapomniałam.
Kwami westchnęło.
- Po prostu kup tę gazetę. - wyszeptało.
- Ale po co?
- Uświadom sobie, że w czasach, kiedy jeszcze komunikacja nie była powszechna jak teraz, ludzie dowiadywali się wszystkiego z gazet. A z tego co wiem padł ci internet.
- Uuu. Czasem to można się od ciebie dużo dowiedzieć Rzekotka. - skomentowała Edith podchodząc do chłopca z gazetami. Kwami tylko westchnęło.
Adrien postanowił zrobić to samo co Zabb nakazał Edith.
Z gazety dowiedział się, że prądu nie ma w całym mieście pomimo działania elektrowni. Ponadto wszystkim padł zasięg w komórkach i internet, ewentualnie jak próbowali się do kogoś dodzwonić słyszeli dziwne teksty z poczty głosowej.
Chłopakowi analiza całej sytuacji zajęła dosłownie chwilę. Władca Ciem znów zaatakował.
Już od jakiegoś czasu samotnie przemierzał Paryż poszukując zagrożenia. Wylądował na dachu jakiejś kamieniczki i stamtąd dostrzegł Drzewołaz. Dziewczyna pomachała do niego. Spacerowała sobie spokojnie na ulicy, zajadając przy tym frytki.
Czarny Kot wylądował na ziemi, na przeciwko niej.
- Żartujesz sobie? - zapytał.
- No co? - odparła. - Nie będę szukać złoczyńców z pustym żołądkiem.
Spojrzenie Czarnego Kota mówiło "Serio?".
- Mogłabyś chociaż wskoczyć na dach i lepiej się rozejrzeć! - skrytykował ją.
- Wiesz jak ciężko rzucać lassem trzymając w drugiej ręce frytki?
- To je wyrzuć.
Wyraz twarzy Drzewołaz wykrzywił się w grymasie oburzenia.
- Ty heretyku! Ani mi się śni! - powiedziała. - Poza tym czy ty myślisz, źe nie zależy mi na złapaniu go? Przez niego nie mogę dodać nowego rozdziału akum!
- No dobra pomyślmy jak znaleźć tego... - zaczął Czarny Kot z rezygnacją. - Ktokolwiek to jest.
- Właśnie. - westchnęła Żaba. - Zawsze w telewizji pokazywali, a teraz nic nie działa. Nie da się go znaleźć. Wypatrzyłeś coś jak skakałeś pod dachach?
- No właśnie nic. Żadnego wielkiego zamieszania. To strasznie zaskakujące, bo skoro chce zdobyć nasze miracula...
- Chyba twoje.
- Co?
- Chciałeś powiedzieć twoje miraculum. Moim Władca Ciem się nie interesuje. - Drzewołaz zasępiła się na chwilę. - Kiedyś mu to wygarnę! - dodała.
- Taaak. - mówił Kot. - Wracając: skoro chce zdobyć nasze... moje miraculum, powinien się pojawić w jakimś oczywistym miejscu. Tam gdzie wie, że możemy go znaleźć.
- Może elektrownia? Zabrał prąd w całym mieście. Wiem! Nazwijmy go: Elektryk!
- Raczej Haker. - sprostował chłopak. - W końcu zhakował bezprzewodowy internet, stacje radiowe i telewizyjne... To nie jest typowy złoczyńca, który rozwala wszystko wokół.
- No nie, tylko rozwalił prąd, internet... To na pewno nie jest wszystko co nas otacza. - odparła dziewczyna sarkastycznie. Czarny Kot spojrzał na nią zdziwiony, ale nie z powodu jej uwagi, tylko z tego, że potrafi ona używać sarkazmu.
- Chodzi mi o to, że się nie pokazuje. Gdzieś na nas czeka. Na pewno nie w swoim domu przy komputerze, bo tam byśmy go nie znaleźli. Musi mieć przy sobie laptop lub telefon...
- Więc mamy szukać po całym mieście kogoś kto ma przy sobie laptop lub telefon! No to na pewno nie będzie trudne!
Czarny Kot przewrócił oczami. Sarkastyczna Edith mu się nie podobała. Już wolał tą derpowatą co lubiła przypadkiem użyć na nim Poskromienia.
- Haker będzie go używał! Musi czegoś używać do hakowania systemu! Wszyscy inni ludzie już zaprzestali prób korzystania z mediów.
Twarz Drzewołaz nagle rozjaśniła się. Dziewczyna uśmiechnęła się tak jakby nagle zdała sobie z czegoś sprawę i zastanawiała się dlaczego nie pomyślała o tym wcześniej.
- Jak kupowałam frytki, w knajpie O'Tachos. Mówiłeś, że to ma być jakieś oczywiste miejsce dla nas. To moja ulubiona knajpa.
- Mów dalej.
- Przy jednym stoliku siedział jakiś koleś z laptopem! Na początku pomyślałam, że po prostu nie wchodził w internet i gra w pasjansa albo coś, ale teraz myślę, że to może być Haker. - kiwnęła przemądrzale głową. - Tylko skąd on wiedział, że tam jadam?
- Przecież nie raz robiłaś sobie tam zakupy nie po cywilnemu. - Kot przewrócił oczami. - Ludzie wysyłali na Biedrobloga zrobione z tobą selfie.
- O fakt.
- Chodźmy tam już.
Bohaterowie wbiegli do knajpy otwierając drzwi na oścież.
- Mamy cię! - wykrzyknęła Drzewołaz wskazując na złoczyńcę.
Chłopak tylko podniósł delikatnie głowę. Krótko rzucił na nich okiem, po czym znów skierował swoje spojrzenie ku laptopowi.
- Czy on nas ignoruje? - zapytała Żaba.
- Najwyraźniej. - odparł Czarny Kot.
Haker miał na sobie czarną bluzę a na niej można było dostrzec zielone napisy, które wyglądały jak jakiś skomplikowany kod. A może był to system binarny? Na głowę założony miał kaptur, a jego oczy skrywały się pod ciemnymi okularami.
- Hej! Nie słyszałeś? - powiedziała ponownie Żaba. - Przyszliśmy tu powstrzymać twoją nikczemną działalność.
Haker znów zadarł głowę. Wyraz jego twarzy się nie zmienił. Nie wypowiedział ani słowa, usta miał zaciśnięte w cienką kreskę.
- Czemu on patrzy na nas z pogardą? I czemu się nie odzywa?! - wykrzyknęła Drzewołaz. - To mnie przeraża!
- Ciebie przerażam nawet ja, jak trochę milczę. - odparował Czarny Kot.
- Bo to jest straszne i nienaturalne!
- Nienaturalne jest właśnie to, że ciągle mówisz. Nie masz pojęcia jak ty możesz tym swoim paplaniem przerażać ludzi.
- Ja? - Drzewołaz zaśmiała się. - Przecież ja nie jestem ani trochę straszna!
- Tak, wcale.
- Czy to nie był ten twój słynny sarkazm?!
- Nie... skąd.
- O! Znowu!
Haker bez słowa przyglądał się ich wymianie zdań.
- Po prostu zabierzmy mu laptop, tam na pewno ukrywa się akuma. - zakomunikował Czarny Kot. - I miejmy to z głowy.
Haker może był milczący, ale na pewno nie głuchy. Kliknął jakiś przycisk na klawiaturze i nagle wszystkie głośniki w knajpie, zaczęły wydawać okropne dźwięki, o zbyt dłużej częstotliwości, bolesne dla uszu.
Wszyscy klienci i pracownicy zatkali sobie uszy, niektórzy nawet piszczeli z bólu. Haker z zadowoleniem założył sobie słuchawki na uszy. To zaskakujące jak sparaliżować ludzi może duża częstotliwość. Nawet Czarny Kot i Drzewołaz zasłonili uszy, i skulili się z bólu.
Haker uśmiechnął się triumfalnie. Wziął laptop pod pachę i ruszył w stronę bohatera. To naprawdę nie było trudne. Wyciągnął ręce ku jego pierścieniowi.
Wtedy Drzewołaz zwaliła go z nóg. Wciąż zaciskając ręce na uszach, po prostu rzuciła się na niego, dając Czarnemu Kotu czas na ucieczkę z lokalu. Bohater nie miał zamiaru jej marnować i szybko, nie odtykając uszu, pchnął drzwi i wyszedł na zewnątrz.
Zniecierpliwiony Haker zrzucił z siebie bohaterkę. Normalnie nie przeszkadzałoby mu, że rzuciła się na niego ładna dziewczyna, no ale błagam was, nie w takiej chwili!
Chłopak wybiegł na zewnątrz. Czarny Kot już na niego czekał. Całe szczęście w pojedynkę miał z nim większe szanse, niż jakby musiał wojować jeszcze z Drzewołaz. Dziewczynie trochę czasu zajmie podniesienie się, jeśli nie chce puścić rąk z uszu i uszkodzić sobie słuchu.
Czarny Kot wyjął swój koci kij. Haker otworzył swój laptop. Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Nagle bohater ruszył na przeciwnika. Lecz zanim zdołał go dosięgnąć, ten nacisnął parę przycisków na klawiaturze.
Broń Kota wyrwała mu się z ręki.
- CO JEST?! - wykrzyknął kiedy jego własny oręż zwrócił się przeciwko niemu.
Złoczyńca ze swojego laptopa sterował sobie kocim kijem jakby to był jakiś dron czy samochód na pilot. Czarny Kot nie miał najmniejszych szans by go dosięgnąć, a co mówić o odebraniu komputerka, kiedy musiał przez cały czas uciekać przed własną bronią.
Złoczyńca starał się go powalić, a jeśli nie to, może przynajmniej udało by mu się zapędzić Kota w jakąś pułapkę i odebrać mu miraculum.
Nagle jakaś lina oplotła Hakera w pasie, przytwierdzając u ręce do tułowia.
- NA SZCZĘ-ŚCIE MO-JE LAS-SO NIE JEST NA PRĄD! - zakomunikowała bohaterka donośnym głosem. Wciąż szumiało jej w uszach, sama ledwie słyszała co mówi.
Choć Hakera nieco uruchomiły więzy, jego palce wciąż mogły dosięgnąć klawiatury. Skierował koci kij prosto na Drzewołaz.
Dziewczyna aby uniknąć ataku musiała wypuścić lasso z rąk. Haker szybko uwolnił się z więzów, jednak krótkie skierowanie broni ku Żabie, pozwoliło Czarnemu Kotu wykorzystać okazję.
- Kotaklizm! - krzyknął uderzając w najbliższą uliczną latarnię.
Haker jeśli chciał uniknąć zderzenia, musiał jak najszybciej usunąć się z miejsca w którym stał. Wszystko działo się szybko. Ale tak krótka chwila, kiedy złoczyńca nie mógł sterować kijem, zupełnie wystarczyła. Ponieważ Kot za pomocą walącej się latarni skutecznie odwrócił jego uwagę, Drzewołaz miała czas by wykrzyknąć "POSKROMIENIE!" i uderzyć go w plecy. Haker przestał się ruszać, bohater odebrał mu laptopa.
Oboje odetchnęli z ulgą.
- Ja go przypilnuję do przyjazdu policji. - zaoferował Kot podnosząc swój kij. - Ty idź dodać swój rozdział. Też nie mogę się doczekać aż go przeczytam.
Drzewołaz wyszczerzyła zęby, podniosła swoje lasso i ruszyła do domu.
''Tam, gdzie latają akumy''

''Rozdział 100''

Dziewczyna chodziła w kółko po pokoju zaciekle nad czymś główkując. To wszystko do siebie nie pasowało. Nowa bohaterka, z którą współpracowali była nadzwyczaj dobra. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że nie było rzeczy, która by jej w walce nie wychodziła. Odkąd razem z nią i Czarnym Kotem, Niebieska Żaba walczyła ramię w ramię, pokonywanie przeciwników było szybsze i o wiele łatwiejsze. Zawsze to nowa bohaterka wpadała na genialne pomysły i ostatecznie ona pokonywała przeciwników. Stała się sympatią Paryżan, a także Czarnego Kota... Dziewczyna miała wrażenie, że już coś pomiędzy nimi było. Była nawet gotowa zdradzić mu swoją tożsamość. Ale wtedy pojawiła się "ta nowa".
To nie tak, że jej nie lubiła. Biedronka czasem miała wrażenie, że Niebieska Żaba coś przed nimi ukrywa. Nowa towarzyszka powiedziała im, że jej mocą jest to iż potrafi przewidzieć ruchy przeciwnika. To by wyjaśniało dlaczego w tak łatwy sposób ich pokonuje. Ale kilka spraw się nie kleiło.
Dlaczego ona i Czarny Kot byli gotowi w tak łatwy sposób jej zaufać i wprowadzić ją w to całe bohaterowanie? Dziewczyna dopiero jak wróciła do domu, zaczęła się nad tym zastanawiać. Jednak w towarzystwie Niebieskiej Żaby wszystkie jej wątpliwości co do zamiarów nowej osoby, znikały, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Dlaczego wszyscy chłopcy oglądali się za nią na ulicach jak za jakąś miss świata? Przecież ona nie miała żadnej nieprzeciętnej urody. No i połowę jej twarzy zasłaniała maska! Jakim więc cudem udawało jej się tak grać na uczuciach?!
Biedronka stanęła w miejscu.
- O Boże. - wyszeptała. - O Boże, to jest to.
Szybko przyjęła swoją postać superbohaterki i z pomocą jojo wyskoczyła przez okno.
Niebieska Żaba i Czarny Kot siedzieli na gmachu budynku, w miejscu, w którym się poznali. Oboje wpatrywali się jak zaczarowani w horyzont Paryża.
Adrien uwielbiał jej towarzystwo. Sam nie wiedział dlaczego, ale przy niej czuł się spokojnie, bezpiecznie i miło.
- Powiedz, Czarny Kocie, - zaczęła Żaba. - znamy się tyle czasu... Myślisz, że mogłoby wyjść z tego coś więcej?
Czarny Kot spojrzał na nią zaskoczony. Nagle poczuł przy niej coś czego jeszcze nigdy w stosunku do niej nie doświadczył. Kochał ją. Kochał do szaleństwa. I wiedział, że mógłby dla niej zrobić wszystko.
- No jasne. - odparł. - Jeśli tylko tego chcesz.
- Chcę. - powiedziała Niebieska patrząc mu głęboko w oczy. - Chcę wiedzieć kim jest ten czarujący facet, który zawrócił mi w głowie. Chcę wiedzieć, kto się kryje za tą maską.
Bohater, jak zahipnotyzowany, zaczął ściągać swój pierścień, swoje miraculum z palca. Gdzieś w oddali zamajaczył mu się krzyk "Czarny Kocie, nie rób tego!". Jednak było już za późno. Przed Niebieską Żabą stał Adrien Di Carlo, a dziewczyna trzymała w dłoniach jego miraculum. Chłopak zmarszczył brwi. Kiedy on jej je dał? Dziewczyna wyszczerzyła zęby. I wtedy cała magia prysła.
Nagle poczuł, że wcale jej nie kocha. Nawet nie przepadał za jej towarzystwem. Dlaczego więc do tej pory tak chętnie spędzał z nią czas? I dlaczego, do jasnej ciasnej, oddał jej swoje miraculum?!
Dziewczyna szybko wymierzyła mu siarczystego kompniaka, wykorzystując jego zdezorientowanie. Chłopak poczuł, że spada z dachu budynku. Na szczęście ktoś w porę go złapał. Biedronka. Prawdziwa pani jego serca. To ona wcześniej krzyczała. Próbowała go ostrzec.
- Nic ci nie jest? - zapytała z troską.
- Ja, ja ... Nie wiem co się stało. - wysapał Di Carlo. - Nie rozumiem dlaczego oddałem jej swoje miraculum. Nie rozumiem... Nic już nie wiem.
- Okłamała nas. - wyjaśniła Biedronka. - Nie widzi przyszłości. Włada uczuciami. Sprawiła, że jej zaufaliśmy. Sprawiła, że pokochał ją cały Paryż. I - Biedronka prychnęła. - i sprawiła, że chłopcy się za nią oglądali. Co za narcyzm... - dziewczyna westchnęła. - Doszłam do tego dosłownie przed chwilą. Wybacz, że nie zjawiłam się wcześniej.
- Zjawiłaś się w sam czas. - Adrien uśmiechnął się. - Gdyby nie ty, leżałbym martwy na bruku.
Biedronka odwzajemniła uśmiech. Po chwili zmarkotniała.
- Musimy natychmiast odzyskać twoje miraculum.
Adrien z lekkim wahaniem obiął bohaterkę w pasie. Dziewczyna używając swojego jojo, wraz z partnerem szybko dostała się na dach. Niebieska Żaba już tam na nich czekała. Chociaż nie była już tą samą osobą. Była połączeniem Żaby i Kota. Czarno-Niebieska Żabo-Kotka. Używała dwóch miraculum na raz. Do dyspozycji miała dwie bronie - swoją wędkę i koci kij. A skoro używała dwóch miraculum mogła przywołać moce każdego z nich - kontrolę uczuć i kotalkizm.
- Zakochana para. Bezdomka i Bezmasek. - zaśpiewała, po czym uśmiechnęła się szeroko. - Nie macie ze mną szans.
- Mylisz się!
- Taaak? - Żaba pochyliła lekko głowę i uniosła brew. - Lepiej od razu oddaj mi swoje miraculum Biedronko. Wiesz, że sama nie dasz mi rady. Jak mi je oddasz, nic wam nie zrobię przysięgam. - mówiła z ręką na sercu.
Biedronka przez chwilę poczuła, że faktycznie nie da sobie rady. Dwa miracula przeciw jednemu? Dodatkowo moc Czarnego Kota była nadzwyczaj potężna. Oczywiście, że jej się nie uda, nie ma szans. Jak odda miraculum Żabie ta pozwoli jej odejść. To nie taka zła myśl, jest noc, nikt się nie dowie...
Zaraz, zaraz? Pozwoli jej odejść?! Tak jak pozwoliła Adrienowi, zrzucając go z dachu?! Dlaczego miałaby jej zaufać? Dlaczego ma ufać kłamcy?! Przecież ma z nią szanse! Jej miraculum jest równie potężne. Dodatkowo jest przy niej Czarny Kot. Może bez swojej broni i mocy, ale to wciąż superbohater Paryża.
Biedronka uśmiechnęła się, co wywołało zdziwienie na twarzy Koto-Żabki. Teraz, kiedy już znała jej moc, była w stanie przełamać ten czar. Nie da się zastraszyć. Nie pozwoli manipulować swoimi uczuciami.
- Wybacz, Żabko. Nie masz ze mną szans. - wtedy poczuła przemożną chęć wręczenia jej swojego miraculum. Nie, to nie wypływało od niej, nie zrobi tego.
- Walczysz ze mną? - spytała Żabka. - Nie dasz rady. Nie boję się ciebie.
- Czyżby? - odparła Biedronka. - Dlaczego w takim razie wciąż próbujesz wymusić na mnie złożenie broni?
Czar prysł. Wszystkie obce chęci i uczucia z niej wyparowały. Na twarzy jej przeciwniczki pojawił się grymas wściekłości. Biedronka uśmiechnęła się. Trafiła w czuły punkt.
Żaba z dzikim wrzaskiem rzuciła się na Biedronkę. Ta szybko zrobiła unik. Jojo nie było dobrą bronią do walki, ale to nie stanowiło przeszkody. Biedronka mając styczność z wieloma przeciwnikami dawała sobie radę. Teraz też tak będzie. Teraz też wygra.
Żabo-Kotka starała się zaciekle walczyć. Jednak już brakowało jej sił. To nie było to samo co walka z poplecznikami Władcy Ciem. Biedronka zręcznie unikała jej ruchów, a prócz tego zadawała ciosy, kiedy ta najmniej się tego spodziewała. W końcu straciła cierpliwość.
- Kotaklizm! - wrzasnęła. Jednak ktoś złapał ją z tyłu za rękę.
Adrien Di Carlo wpatrywał się w przeciwniczkę ze stoickim spokojem. Nie pozwoli jej użyć swojej mocy. Nic z tego.
- Dlaczego to robisz?
- Puszczaj żałosny żebraku!
Ten jednak tylko wzmocnił uścisk.
- Dlaczego to robisz? - powtórzył. - Po co ci nasze miracula?
- Puść mnie! - dziewczyna była już naprawdę wściekła. Chłopak miał więcej siły niż wyglądał.
- Współpracujesz z Władcą Ciem? - zapytał spokojnie.
- Tak! - wrzasnęła. Adrien i Biedronka spojrzeli na siebie zaskoczeni.
- Dlaczego? - zapytała zdziwiona Biedronka. - Byłaś bohaterką, cały Paryż cię kochał.
- Bo to mój ojciec! - wrzasnęła Żabo-Kotka. Zszokowany Adrien puścił jej rękę. Dziewczyna uderzyła nią w dach. Cały budynek zaczął się walić.
Biedronka zareagowała błyskawicznie. Złapała Adriena za rękę i przeniosła się z nim w bezpieczne miejsce. Niebieska Żaba zniknęła tymczasem pod gruzami. Przerażeni bohaterowie spojrzeli na siebie, po czym podbiegli do miejsca wypadku. Zaczęli przerzucać kamienie.
Budynek był opuszczony. Adrien lubił tu przychodzić, dlatego, że była tu cisza i spokój. Mógł tu odpocząć od swojego licznego rodzeństwa. Jedyną osobą, której mogło się przed chwilą coś stać była Żaba.
Wkrótce jednak odrzuciła ona jakiś kamień kocim kijem i wygrzebała się z pod gruzów. Miała kilka zadrapań, ale nie wyglądała by stało jej się coś poważniejszego.
Biedronka szybko związała ją swoim jojem. Adrien zaś podszedł do niej i sciągną z palca swój pierścień. Żabo-Kotka znów stała się tylko Niebieską Żabą.
Adrien i Biedronka uśmiechnęli się do siebie. Żaba tylko podsyciła ich uczucia. "Kochacie się tak, że nie widzicie poza sobą świata." Po czym nagle, wykorzystując nieuwagę Biedronki, "podcięła" jej nogi, oswobodziła się z więzów i szybko z pomocą swojej wędki uciekła.
- Powinniśmy ją gonić? - zapytał chłopak.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam dość. - odparła Biedronka siadając ciężko na jednym z głazów. Adrien wzruszył ramionami i usiadł obok niej.
Noc była piękna, księżyc oświetlał jej twarz.
- Cóż, Władca Ciem już wie jak wyglądam. Jak dowie się jak się nazywam...
- Pomartwimy się o to później, Adrien.
Chłopak spojrzał na nią zdziwiony.
- Skąd wiesz jak się nazywam?
- Ty też mnie znasz. - odparła Biedronka. Rozejrzała się dookoła, upewniając się, że nikt ich nie widzi, po czym zdjęła swoje kolczyki. Uśmiechała się do niego Marinette Vinegrette, jego koleżanka z klasy. Oboje już wiedzieli, że tego dnia (a właściwie tej nocy) zaczyna się nowy rozdział w ich życiu.
Adrien przeczytał kilka razy ostatnie zdanie, po czym wybuchnął śmiechem. Plagg spojrzał na niego jak na wariata, po czym odleciał na drugi koniec pokoju mrucząc pod nosem "on serio powinien ograniczyć fanfiki".
Chłopak przewinął do sekcji komentarzy. Zawsze zastanawiał się czy inni czytelnicy mieli po rozdziale takie wrażenia jak on.

SzczeraPamela
ojaoajaoajaojaojaojaona ale jakto;_;

No tak, ale zawsze musiały się trafić jakieś mało kreatywne komentarze bez przemyśleń. Przewinął dalej.

LubieYaoi
Tylko ty jesteś gotowa wpaść na coś tak szalonego, że bohaterka jest córką WładcyCiem xDD


PokemonGo
Myślałam, że nazwiesz Biedronkę jak w ''Pamiętnikach Czarnego Kota'' - Larandone, a tu taka niespodzianka xD Ale rozdział świetny :D Po nim polubiłam Niebieską Żabę ^^


HamburgerUgodzonyJajkiem
Zawsze irytowało mnie, że twoje rozdziały są takie krótkie. Dziewczyno nie wiem jak to robisz, że pomimo nieciekawej długości, piszesz tak świetnie! Jejku, ciągle coś się dzieje, to niesamowite! Jest tu tyle zwrotów akcji, że aż trudno mi je wszystkie wymienić! Czytałam to z wielkim bananem na twarzy! :D A końcówka piękna, aż się wzruszyłam <3 No, nareszcie znają swoją tożsamość :D Ale mimo, że tyle czasu na to czekałam, bardziej mnie teraz intryguje wątek Władcy Ciem i jego córeczki. No i wiedzą jak Kotek po cywilnemu wygląda. Dodatkowo, Żaba nazwała go żebrakiem! Czyżby wiedziała, że pochodzi z biednej rodziny? Oj coś czuję, że będzie się działo! Weny życzę :D


RetroGirl
O rany co to był za rozdział!
Zacznijmy od początku! Od tego cudownego, nietypowego początku! Pierwszy raz pisałaś z perspektywy Biedronki! Zawsze to Adrien był na pierwszym planie. Już jak tylko przeczytałam początek, wiedziałam, że ten rozdział będzie przełomowy! I się nie myliłam! <3
Jejku nie masz pojęcia jaki szok przeżyłam kiedy okazało się, że Niebieska jest zła, współpracuje z Władcą Ciem i jest jego córką (serio? Ja wciąż nie mogę w to uwierzyć!!!) teraz wszystko nabrało sensu - nie była panną idealną, władała uczuciami, a ruchy złoczyńców znała bo miała kontakt z tatusiem. Genialnie to zaplanowałaś, a ja myślałam, że nie potrafisz tworzyć OC i zrobiłaś taką Mary Sue (bez urazy) pozytywnie mnie zaskoczyłaś!
A ta końcówka! Rany. Popłakałam się <3 Serio. Wyłam jak bóbr. Aż rodzice mnie pytali co się stało xdd Marinette, koleżanka Adriena ze szkoły, która pomagała mu w pracach domowych <3 Serio, genialny rozdział, uwielbiam cię! Pisz szybciej! Ciekawa jestem co dasz w 101 rozdziale! Kocham <3 Jejku, nie wiesz jakie emocje mną targają xdd wybacz wszelkie błędy, musiałam to z siebie wyrzucić xd serio, cudowny rozdział!!! <3

Adrien położył ręce na klawiaturze, gotów napisać własny komentarz. Po chwili jednak stwierdził, że podzieli się wrażeniami z Edith w prywatnej rozmowie. "Serio?" napisał. Po chwili otrzymał odpowiedź.

Plagga: Serio?
Ed: Ale co?
Plagga: Marinette?
Ed: Ładne imię, prawda? :)
Plagga: I sama na to wpadłaś?
Ed: No tak jakoś przyszło mi do głowy i stwierdziłam, że pasuje do Biedronki.
Plagga: I na to, że ona i Adrien chodzá do tej samej klasy, też sama wpadłaś? =]
Ed: No dobra, to był pomysł Alyi xDD
Plagga: Nie wytrzymam z wami xD
Ed: No co? Jakby Marinette była Biedronką życie byłoby o wiele prostsze (wtf) W sumie jak widzę jej zdjęcia od Alyi, to w sumie nawet podobna. Tylko by jej tak kropeczki dorysować xD
Plagga: Ty znów te swoje teorie xD Myślałem, że nic nie przebije tego, że myślałaś iż nie jestem facetem xD
Ed: No co xD Nie czepiaj się o to już xD Swoją drogą jak ci się rozdział podobał? :D
Plagga: Był genialny! :D Jejku Ed, a myślałem że niczym mnie już nie zaskoczysz xD Żabka córką Władcy Ciem? XD
Ed: Planowałam to od początku B)
Plagga: Ta akurat. Wcale nie chciałaś zrobić z niej nie-Mary Sue.
Ed: No dobra, to był mój plan na odmarysuowienie jej, ale przyznaj że genialny, prawda? BD Tylko nie mów tego innym czytelniczkom, niech myślą, że taki był zamiar od początku. Bo jak im się wygadasz to poszczuję cię Rzekotką!
Plagga: Spoko, spoko xD Ale fakt to genialny pomysł xD Ale by było gdyby faktycznie, któryś z naszych ojców (w sensie, mój, twój albo Biedry) był Władcą Ciem xD
Ed: To chyba nie możliwe, za dobrze znamy naszych rodziców xD

Adrien nieco zmarkotniał.
"Ja swojego ojca to w ogóle nie znam." - pomyślał.

Ed: A co myślisz o momencie zdemaskowania Biedronki?

Agreste uśmiechnął się.

Plagga: Był piękny. Chciałbym, żeby wyjawienie naszych tożsamości w realnym życiu było równie romantyczne. No może bez tego walącego się budynku w tle xD

Zabawa w bohatera

Drzewołaz wylądowała na zapleczu szkoły walk Courageux. Dziesięć sekund później stała się na powrót zwykłą Edith.
- Masz coś dla mnie? - zapytał Zabb kładąc się wyczerpany na ramieniu nastolatki.
- Tak, w dojo mam zapasową paczkę chipsów - odparła Ed wychodząc z zaułka i kierując się ku głównemu wejściu. - A teraz schowaj się.
Zabb wleciał we włosy nastolatki, a ta otworzyła drzwi i skierowała się wprost do szatni dziewcząt.
Wyszła po jakiś dziesięciu minutach i udała do sali ćwiczeń. Ze zdumieniem zauważyła, że jest pierwsza. Nie przejmując się tym specjalnie, usiadła na macie i czekała. I czekała. I czekała.
Po dobrych trzydziestu minutach w końcu usłyszała krzątaninę na korytarzu i w sali ćwiczeń pojawił się trener.
- Frasinati! - zawołał na widok brązowowłosej. - Jak tu weszłaś?
- Drzwi były otwarte - odparła nastolatka, lekko wystraszona na reakcję mistrza.
- Serio? Znów musiałem nie zamknąć na noc - mruknął mężczyzna do siebie, po czym znów zwrócił się do Ed. - Ale to nie zmienia faktu, co robisz tu tak wcześnie?
- Jak to wcześnie? Byłam zaledwie dziesięć minut przed czasem, a czekam już chyba wieczność. To mistrz się spóźnił.
- Mistrz się nigdy nie spóźnia, to uczniowie przychodzą za wcześnie, a ty faktycznie przyszłaś za wcześnie. Nie dostałaś wiadomości, że przenieśliśmy dzisiejsze zajęcia o godzinę?
- Co? - zdumiałą się dziewczyna. - Nie, nie dostałam.
- Sorel miał cię poinformować. Osobiście prosił mnie o zmianę godziny i zobowiązał się dać wszystkim znać.
- No tak, Sorel - warknęła dziewczyna przez zaciśnięte zęby.
- No nic, ale skoro już przyszłaś to... Siedź dalej.
- Dzięki mistrzu - mruknęła nastolatka. Wzięła głębszy oddech i wróciła do czekania.
Jakiś czas później do dojo zaczęli wlewać się pozostali uczniowie i zajmować swoje miejsca. Jako ostatni do sali wszedł wysoki i umięśniony brunet.
Dostrzegłszy siedzącą na macie Ed, uśmiechnął się kpiąco i przysiadł obok niej.
- Jak się siedzi? - zagadał nie gasząc swego nieprzyjemnego uśmiechu.
Dziewczyna jednak milczała, dzielnie wpatrując się w ścianę naprzeciw.
- Hey, chyba nie masz mi za złe, że zapomniałem cię poinformować o przeniesieniu zajęć? - Ed nadal milczała. Jednak każdy kto znał ją tak dobrze jak Daniel, wiedział, że długo to nie potrwa. - Powinnaś być mi wdzięczna. Dzięki mnie mogłaś poćwiczyć cierpliwość i silną wolę.
- Ćwiczę ją za każdym razem, gdy powstrzymuję się od zdzielenia ci w pistaszki - warknęła w końcu szatynka. - Więc wróciłeś już ze swojej wycieczki do Japonii? - zapytała, jednak nadal nie zaszczyciła chłopaka spojrzeniem. Podczas gdy czarnowłosy cały czas na nią zerkał, ta wzrok utkwiony miała w ścianie. - I nic Cię tam nie zjadło?
- Zazdrość przez ciebie przemawia. Jeśli ładnie poprosisz kiedyś cię tam zabiorę.
- Chyba tylko po to bym mogła strącić Cię z góry fugu.
- Chyba Fudżi. Fugu to japońskie danie.
- Zwał jak zwał. Bylebyś się zabił.
- Jak zawsze miła i delikatna. Jak to jest być jedyną dziewczyną w dojo?
- Jak się czujesz z tym, że jesteś jedynym kretynem w dojo?
- Czy mi się wydaje, czy schudłaś od naszego ostatniego spotkania? A nie to tylko złudzenie optyczne.
- Ściąłeś włosy, czy ten twój żel w końcu Ci je wypalił?
- Powiedz mi lepiej, jak ci się ćwiczyło bez mojej obecności? Pewnie nikt, nie chciał ci partnerować. Kto by sobie poradził z takim derpem, poza mną.
- To był najcudowniejszy tydzień mojego życia. Nie musiałam oglądać twojej twarzy. Nie myślałeś o przeprowadzce?
- W życiu cię nie zostawię.
- Nie miałabym nic przeciw.
Dalsze docinki zostały przerwane pojawieniem się trenera. Mężczyzna, gdy tylko wyszedł ze swojego gabinetu, zagrzmiał swym tubalnym głosem.
- Frasinati! Co ja mówiłem o wiązaniu włosów podczas treningów?
- Przecież są związane.
- O serio? Nie zauważyłem. Weź zwiąż je jeszcze raz.
Ed zmrużyła zrezygnowana oczy i ponownie związała swe włosy. Nie dało to jednak większego rezultatu. Jej bujne loki, nadal żyły własnym życiem.
- Chłopaki - odezwał się ponownie sensej. - I dziewczyno, witam was na kolejnym treningu. Namaste, Ohaio, i inne takie. Podczas dzisiejszych zajęć przeprowadzimy sobie małe eliminacje do zbliżających się ogólnoparyskich zawodów karate. Każde dojo ma możliwość wystawienia jedynie trzech najlepszych zawodników, obu płci. W sumie sześciu reprezentantów. Ponieważ nasze dojo nie dysponuje trzema najlepszymi dziewczynami, musimy zadowolić się Frasinati. Gratulacje Frasinati, jesteś w reprezentacji.
- Jess - ucieszyła się szczerze Ed i zrobiła znak zwycięstwa.
Mężczyzna kontynuował.
- Reszta będzie musiała się nieźle nagimnastykować, by zasilić nasz skład. No może poza Sorelem. Bez problemu skopie wam wszystkim tyłki, ale nam trzeba trzech reprezentantów. Pozostałe miejsca też przydałoby się obsadzić. Serio, dobrze by było mieć jeszcze ze dwóch takich Sorelów. Może w końcu pokonalibyśmy Dragonusy. Przeklęte gadziny, od dwóch lat zabierają nam złoto drużynowe sprzed nosa. Ale wracając. Na czym stanąłem?
- Na eliminacjach.
- A tak, dziękuję Sorel. Więc, dziś eliminacje, ale wcześniej rozgrzewka i krótkie przygotowanie. Okej, ode mnie to wszystko. Ktoś coś? Jakieś pytania?
- Właściwie ja mam jedno - odezwał się blondyn siedzący nieco przed Sorelem unosząc delikatnie dłoń.
- Mów Anders.
- Jestem Mancini. Dlaczego niektórzy z naszych uczniów, są traktowani z większym poważaniem niż inni?
- Żadnej nieuczciwości nie możecie mi zarzucić. Wszystkich traktuję z równą wzgardą - odparł poważnie sensej. - No może poza Sorelem, on ma specjalne względy. Ale to moje złoto, a złoto trzeba polerować.
- To dlaczego Frasinati ma własną szatnię? - kontynuował blondyn.
- Bo jest dziewczyną.
- Nie wygląda.
- Ale tak twierdzi.
- Czyli jak bym ja stwierdził, że też jestem dziewczyną, to dostałbym własną szatnię?
- Uważaj bo ja stwierdzę, że jestem kangurem i nakopie ci do tyłka - odezwała się Edith.
Po sali rozeszły się ciche śmiechy.
- No ale równie dobrze mogłaby się z nami przebierać. Nie widzę przeciwwskazań.
- Niestety sanepid i zasady BHP widzą. Jeszcze co? Nie? Okej. Przechodzimy do ćwiczeń.
Uczniowie przeszli do krótkiej przebieżki, a potem tradycyjnych sparingów w swoich treningowych parach. Edith miała oczywiście to szczęście, że od ośmiu lat jej parą niezmiennie był sam Daniel Sorel.
Nastolatkowie stanęli naprzeciw siebie. Chłopak uśmiechnął się niepokojąco.
- Pięć - oznajmił wyłamując palce.
- Co pięć?
- W tylu ruchach cię dziś położę.
- No chyba nie.
Ku ogólnemu zdumieniu czarnowłosego, potrzebował znacznie więcej niż pięć ruchów by Edith wylądowała na macie.
Frasinati z uśmiechem poderwała się z podłogi i wykrzyknęła cała rozradowana.
- Ha! I co! Wygrałam! Znaczy... - dziewczyna odchrząknęła. - Nie wygrałam, ale ty się myliłeś.

Tymczasem Adrien z tacą wyładowaną camembertem i drugim śniadaniem wszedł do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Postawił półmisek na stole i ze szklanką soku w dłoni, usiadł na kanapie włączając telewizor.
- Plagg, przyniosłem ser - oznajmił nastolatek.
Jego Kwami zjawiło się w mgnieniu oka. W łapkach trzymało telefon młodego Agresta. Odłożyło urządzenie na stolik i zabrało się za ser.
- Więc - dobiegł z głośnika komórki piskliwy głos. Na ten dźwięk, Adrien drgną wystraszony oblewając się napojem. - Co z tym Marinette?
- Przepraszam Plagg, z kim ty rozmawiasz? - odezwał chłopak rozcierając plamę na koszulce.
- Poczekaj chwilę Zabb, młody coś chce - zwrócił się do słuchawki Plagg. - Czego?
- Pytałem z kim rozmawiasz z mojego telefonu.
- Z Zabbem - odparł Plagg i wrócił do konwersacji. - No poznał ją w zeszłym roku i chyba coś ze sobą kręcą. Tak mi mówi mój szósty zmysł.
- Czekaj, czy Zabb to Kwami Edith?
- Moment Zabb - Plagg znów przerwał rozmowę i zwrócił się nieco oburzony do blondyna. - Tak, Zabb jest Kwami Drzewołaz. Czy masz jeszcze jakieś durne pytania, czy mogę wrócić spokojnie do rozmowy?
- Czy wy rozmawiacie o mnie?
- Wiesz, świat nie kręci się wkoło ciebie i nie wszyscy gadają tylko na twój temat - oburzył się stworek. - Jestem Zabb.
- Cześć Zabb! - zawołał Adrien.
- Cześć Czarny Kot!
- Co tam u Edith?
- Ma trening Karate.
- Trenuje Karate?
- Tak, jakieś zawsze.
- Nie mówiła mi, że trenuje Karate.
- A ty jej, że trenujesz szermierkę - odparło Kwami Drzewołaz.
- Skąd wiesz, że trenuję szermierkę?
- Plagg mi powiedział.
- Często tak sobie gadacie?
- Odkąd Ed dała ci swój numer.
- To tłumaczy podwyższenie moich rachunków za telefon.
- Owszem, to jeden z powodów - przyznał Plagg.
- O czym sobie rozmawialiście?
- O tobie - Adrien rzucił swojemu Kwami mordercze spojrzenie, na co stworek uśmiechnął się i wzruszył ramionami. - Plagg opowiadał mi właśnie o jakimś Marinette w którym się bujasz.
- Marinette to dziewczyna i nie bujam się w niej. To moja przyjaciółka - oznajmił natychmiast blondyn.
- Phhh - prychnął Plagg. - Tak jak Edith nie kocha się w Danielu, a on w niej.
- Że co? Jaki Daniel?
- Chłopak z treningów Edith o którym ostatnio opowiadałem Plaggowi - odparł Zabb.
- Uważamy, że coś do siebie mają - oznajmił Plagg. - I to nie jest niestrawność.
- Dokładnie, Ed ciągle na niego narzeka i wyklina. Jeanne robiła to samo z Federiko, a potem wzięli ślub.
- To dziadkowie Edith - wyjaśnił Plagg. - Jeanne była poprzednią opiekunką Zabba.
- Tak właśnie. Edith strasznie ją przypomina, tylko jest...
- Bardziej derpowata - dopowiedział Plagg.
- Ładnie to ująłeś bracie.
- Czy Edith wie, że tak sobie gadacie?
- A ty wiedziałeś, że Plagg używa twojego telefonu do kontaktu ze mną?
- Nie.
- To kiepski z ciebie opiekun. Zupełnie nie kontrolujesz swojego Kwami.
- Też mu to mówię - oznajmił Plagg.
- Dobra, ja kończę Plagg. Edith chce swój telefon.
- Spoko, do usłyszenia!
Kwami rozłączyły się. Plagg w spokoju kończył ser, podczas gdy Adrien wpatrywał się w niego z oczekiwaniem.
- Czy nie uważasz, że... - zaczął po chwili.
- Nie - przerwał mu stworek i przełknął ostatni kęs sera. - Przyniósł byś więcej.
- Ser chyba musi poczekać - oznajmił nastolatek wpatrując się w telewizor. Wyświetlany na nim był właśnie plac Pigalle. Z fontanny znajdującej się na rynku wytryskała piana. Obok niej stała barwnie ubrana dziewczyna z szerokim uśmiechem na twarzy. Ciskała kolorowymi kulkami w tłum zdezorientowanych ludzi. Każdy trafiony ów kulką, wybuchał niekontrolowanym śmiechem. - Władca Ciem znów uderzył.

Edith zarzuciła lasso na roześmianą dziewczynę. Ta jednak szybko zrobiła unik i cisnęła śmiechokulką wprost w Niebieską Żabę. Na całe szczęście, bohaterce udało się jej uniknąć.
- Hahahha! Śmiej się ze mną Żabciu! - zawołała opętana przez Akumę nastolatka. - Śmiech wydłuża życie.
- Tyle, że wcale nie jesteś zabawna! - zawołała Ed, dźwigając się z ziemi.
Za złoczyńcą pojawił się Czarny Kot. Blondyn za pomocą swego kociego kija podciął jej nogi. Nastolatka upadła na ziemię, jednak prędko podniosła się i uśmiechnęła na widok Czarnego Kota.
- Witaj Kotku, fajnie że wpadłeś. Jestem Funny i rozbawię cię do łez.
- Jak już wspomniała moja przedmówczyni, nie jesteś zabawna.
- To się jeszcze okaże - mruknęła Funny i podskoczyła wysoko w górę, po czym zaczęła obracać się dookoła jak bąk i wypuszczać kolorowe kulki. Każdy trafiony kulką człowiek, wybuchał przeraźliwym śmiechem.
Czarny Kot i Drzewołaz skryli się pospiesznie w pobliskiej uliczce i obserwowali obracającą się w powietrzu dziewczynę uważnie.
- Drugi atak Akumy dziś - odezwał się Adrien oddychając ciężko. - Pracowity ten nasz Władca Ciem ostatnio.
- Ma facet dobry dzień.
- Wiesz gdzie może być Akuma?
- Jest chyba w pasie, w którym Funny ma śmiechobomby.
- Okej, więc plan jest taki...
Nim jednak Czarny Kot zdołał dokończyć swą myśl, na szczycie budynku za którym się ukrywali, pojawiła się czarno-biała postać. Postać skoczyła na obracającą się w powietrzu dziewczynę, po czym oboje runęli na ziemię.
Czarny Kot i Niebieska Żaba skrzywili się z bólu.
- Sss - mruknęła Ed. - To musiało boleć.
Superzłoczyńca i tajemniczy przybysz, przyodziany w strój wojownika, poderwali się z ziemi, i stanęli naprzeciw siebie. Czarno-biały wyciągnął zza pasa bambusową laskę i zaczął nią obracać w dłoni. Tymczasem Śmieszka sięgnęła kilka barwnych kul i z uśmiechem zaczęła nimi żonglować.
- O zobacz! - zawołała Żaba na widok orężu przybysza. - Ma taką broń jak ty.
- Nie, ja mam kocikij, a on jakąś laskę - mruknął Czarny Kot, oburzony że ktoś śmiał pomylić jego ukochany kij z jakąś tanią podróbą.
Po chwili śmiechobomby jedna po drugiej powędrowały wprost ku wojownikowi. Ten jednak zręcznie je odbił i ruszył wprost na kolorową. Rozpoczęła się między nimi walka.
- Nie uważasz, że powinniśmy mu pomóc? - odezwała się niepewnie Niebieska Żaba.
- W sumie racja. Chodź.
Para pospiesznie wybiegła zza bloku i stanęła po obu stronach nowego kompana.
- Ktoś ty? - rzucił naprędce Kot ku nowemu sojusznikowi.
- Panda - odparł tamten nie spuszczając wzroku z rywalki.
Funny uśmiechnęła się na widok nowych przeciwników.
- Mnożycie się jak króliki. Mam pomysł! Pobawmy się w złap króliczka. Ja będę wilkiem - po tych słowach wyciągnęła zza pasa gumowego kurczaka, którym zaczęła wymachiwać niczym najprawdziwszym mieczem.
- Poddaj się Czarny Kocie! - wykrzyknęła robiąc zamach i uderzając Adriena prosto w głowę.
O dziwo Czarnemu Kotu nic się nie stało. Chłopak stanął lekko zszokowany.
- Nie boli - mruknął zdezorientowany.
- Upss... - zawołała Funny z uśmiechem, gdy dostrzegła, że jej oręż nie budzi już strachu w przeciwnikach.
Czarny Kot, Drzewołaz i Panda zaczęli się niebezpiecznie zbliżać do Śmieszki. Nastolatka widząc to wyciągnęła z kieszeni balon, który prędko nadmuchała i zwinęła w kształt psa. Balonowy pies niespodziewanie ożył i rzucił się na będącego najbliżej Pandę. Ten jednak jednym ruchem swego kostura pęknął go.
Śmieszka cofnęła się kilka kroków.
- Przestań się z nimi bawić i odbierz Miraculum Czarnemu Kotu! - usłyszała w głowie głos samego Władcy Ciem.
- Tak jest Władco Ciem.
W następnej sekundzie, Funny ponownie skoczyła w powietrze.
- Nie tak prędko! - zawołała Żaba.
Nim zakumiona nastolatka znalazła się poza zasięgiem broni, zarzuciła na nią swe lasso, łapiąc ją w talli. W tej samej chwili Śmieszka zaczęła się obracać dookoła z zawrotną szybkością, sprawiając tym samym, że Drzewołaz oderwała się od ziemi i zaczęła wirować dookoła uczepiona swej liny.
- Drzewołaz puść się! - zawołał Czarny Kot. - Złapię Cię!
- Nie! Ja ją złapię! - wykrzyknął Panda.
Nim jednak bohaterowie zdążyli zdecydować, który z nich złapie Niebieską Żabę, ta puściła swe lasso i poszybowała w bliżej nieokreślonym kierunku. Nastolatkowie zdążyli tylko zarejestrować, jak znika za jakimś blokiem.
Lasso Drzewołaz spadło na ziemię, a Funny zaczęła uwalniać swych balonowych podwładnych, którzy przybierali przeróżne kształty, od węży, przez pudle i małpy po żyrafy.
Gdy po kilku sekundach cała ulica była usłana balonowymi przyjaciółmi Funny, blondynka opadła na ziemię i uśmiechnęła się szeroko.
Gumowi podwładni złocznicy, rzucili się na stojących na ulicy bohaterów skutecznie ich rozdzielając.
Funny podeszła do Czarnego Kota.
- Zostałeś sam Czarny Kocie. To jak dogadamy się? Twoje Miraculum, za święty spokój - oznajmiła jak zawsze z uśmiechem na ustach.
- Pomarz sobie.
- Hey. Nieśmieszna panienko! - wykrzyknął Panda zbliżając się do Śmieszki. Po drodze rozdeptywał napotkane balony. - Czas na ciebie.
- Nie wtrącaj się! - wykrzyknęła nastolatka i cisnęła w niego śmiechobombą.
Ten jednak zręcznie ją odbił, a kulka powędrowała wprost w Niebieską Żabę, która nadbiegła z pobliskiego zaułka.
- Jestem... - zdążyła oznajmić. Reszta jej wypowiedzi utonęła w przeraźliwym śmiechu, który wydobył się z jej ust.
- Coś ty narobił! - zawołał rozeźlony Czarny Kot i spojrzał rozgniewany na Pandę.
Biało-czarny wojownik, jednak nic sobie z tego nie robił i ruszył na Funny, by znów się z nią pojedynkować.
Adrien tymczasem podszedł prędko do Drzewołaz.
- Wstawaj - oznajmił podciągając ją za ramię do góry i stawiając na nogi.
- Nie mogę - odparła Niebieska Żaba, śmiejąc się nieprzerwanie, po czym zatoczyła się i znów wylądowała na ziemi.
Czarny Kot westchnął ciężko i rozejrzał się dookoła. Może i nie miał "Szczęśliwego Trafu", ale kto powiedział, że nie potrafi wymyślić dobrego planu akcji, mając do dyspozycji to co akurat znajdzie na ulicy.
Wtem jego spojrzenie padło na lasso Drzewołaz porzucone na środku drogi. Chłopak podbiegł do niego odtrącając na boki balonowych napastników. Podniósł z ziemi i przywiązał do niego koci kij. Następnie podrzucił swą broń i sprawił, że zaklinowała się pomiędzy dwoma sąsiednimi budynkami. Po tym wszystkim, chwycił się lasso, niczym Tarzan rozbujał na nim i wpadł wprost na Śmieszkę zwalając ją z nóg, po czym pospiesznie związał ją liną. Na koniec odebrał jej pasek w którym skrywała się Akuma.
- Hey! Ja jeszcze nie skończyłam - wydarła się rozwścieczona nastolatka, widząc że Kot zamierza sobie od tak odejść.
- Ale ja tak - oznajmił blondyn, po czym wydobył z pasa jedną z kulek i cisnął w Funny, a ta wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem.
Czarny Kot z pasem zarzuconym na ramię podszedł do Edith. Po chwili u jego boku zjawił się również Panda.
- Pomóż Pando - zażądał Agreste, biorąc Ed pod ramię.
Czarnowłosy stanął po drugiej stronie nastolatki i pomógł ją prowadzić. Cała trójka ruszyła wolno ku zaułkowi.
- Poczekamy tu, póki policja nie zgarnie Śmieszki - oznajmił Kot pomagając Drzewołaz usiąść pod ścianą.
- Po co? - zdumiał się Panda.
- W razie gdyby się uwolniła, lub coś poszło nie tak podczas jej pojmania. Zawsze jedno z nas zostaje by mieć na oku opętanego, aż do przejęcia go przez służby bezpieczeństwa.
- Nie wiedziałem. Myślałem, że rozkładacie tych cieniasów na łopatki i znikacie.
- Większość ludzi tak myśli. W rzeczywistości nasze bohaterstwo nie kończy się na obijaniu przeciwników.
- Swoją drogą - odezwał się po chwil Panda, po czym kilka sekund zmienił się w zwykłego nastolatka. U jego boku unosiło się czarno-białe Kwami. - Jestem Daniel.
Czarny Kot osłupiał na ten widok, tymczasem Niebieska Żaba niemal zakrztusiła się ze śmiechu.
- No to skoro ja zdradziłem wam swą sekretą tożsamość, teraz wasza kolej - oznajmił pewnie Daniel.
- Ale haha nikt haha cię haha o to haha nie prosił - zdołała wykrztusić Edith.
- To znaczy, że nie dowiem się kim jesteście? - zdumiał się nastolatek.
- Sorry gościu, ale sekretna tożsamość, znaczy sekretna - oznajmił Czarny Kot.
- Kurczę niezręcznie wyszło - mruknął chłopak drapiąc się po głowie. - Pomóc wam jeszcze w czymś?
- Nie, wystarczająco już zrobiłeś - odparł Czarny Kot wskazując Drzewołaz, która śmiała się niekontrolowanie. - Następnym razem, musisz też zwracać uwagę na otoczenie, a nie tylko rywala.
- W porządku.
- Skąd właściwie się wziąłeś? W sensie... Mistrz cię przysłał? Nie wspominał nic o nowym kompanie.
- Sam przyszedłem - odparł Daniel z uśmiechem. - Pomyślałem, że wam jakoś pomogę. Nie znam waszego mistrza.
- Więc jak wszedłeś w posiadanie Miraculum? - dopytywał się blondyn. Nowy bohater wydał mu się co najmniej podejrzany.
- Kupiłem na bazarze i to za całkiem okazyjną cenę - odparł chłopak.
Na tę informacje Czarny Kot ponownie zaniemówił, tymczasem Drzewołaz wybuchła jeszcze bardziej histerycznym śmiechem.
- Proszę? - wydukał w końcu Adrien. - Z tego co wiem Miraculum nie sprzedają na jarmarkach.
- Cóż to najwyraźniej sprzedawali. Staruszce u której to kupiłam, bardzo zależało żeby się go pozbyć. Poznawszy Poogo - chłopak wskazał na swoje Kwami. - Zaczynam rozumieć dlaczego.
- Spadaj szczylu. Sam jesteś wkurzającym, małym smrodem - oznajmiło Kwami i skryło się w jego kapturze.
- Czyta w myślach - wyjaśnił nastolatek i westchnął ciężko.
Kilka minut później zjawiła się policja, wsadziła Funny do furgonetki i odjechała.
- Dobra Niebieska, lecimy - oznajmił Czarny Kot pomagając przyjaciółce wstać.
Po tych słowach para jakimś cudem dostała się na dach i zniknęła z pola widzenia Daniela.

Edith i Adrien, nadal w swych superbohaterskich kostiumach, znajdowali się w kwaterze mistrza Fu. Podczas gdy staruszek ukrywał zakumowiony przedmiot w specjalnym sejfie, Czarny Kot i Drzewołaz siedzieli wygodnie na macie. Brązowowłosa przestała się już dusić ze śmiechu i rozmasowywała obolałe policzki.
- Chyba będę nieśmiertelna - mruknęła, uderzając się delikatnie w twarz i sprawdzając czy ma jeszcze czucie. - Nie boli - wyszeptała i znów się pacnęła.
- Serio? - zdumiał się Czarny Kot. - Pokaż - po czym delikatnie spoliczkował Ed.
- Nic. Zero - oznajmiła dziewczyna z przejęciem.
Para dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że mistrz przygląda się im co najmniej zmieszany. Oboje natychmiast wyprostowali się i przyjęli poważne miny.
- Widziałem, że mieliście nowego towarzysza - zaczął staruszek siadając naprzeciw bohaterów.
- Skąd mistrz wie? Mistrz jest wszechwidzącym? - zawołała Ed z ekscytacją.
- Mam telewizor Drzewołazie, widziałem. Wasze zmagania jak zawsze pokazywali w telewizji.
- Chwila - odezwał się Adrien. - To mistrz ogląda nas w telewizji?
- Oczywiście, jak cały Paryż.
- Co innego ośmieszać się przed Paryżem, a co innego, przed własnym mistrzem! - zawołał Czarny Kot z przejęciem. - Jakbym wiedział wcześniej, to starał bym się wypadać bardziej profesjonalnie. Czemu mistrz nic nie mówił?
- Zluzuj partnerze - usiłowała uspokoić go Ed. - Nie jesteśmy, aż tacy źli, no nie Fu? Powiedz coś, bo mi się towarzysz rozkleja.
Azjata zrobił głębszy wdech, by powstrzymać się od wybuchnięcia. Każda wizyta jego podopiecznych wymagała z jego strony zużycia olbrzymich pokładów cierpliwości, by nie krzyknąć i nakazać im zaprzestania zachowywania się jak dzieci, i zaczęcia traktować ich misji z powagą.
- Jestem świadom Czarny Kocie, że oboje robicie co w waszej mocy by powstrzymać Władcę Ciem. W swej historii miałem pod swą pieczą wielu bohaterów, jednak żadni nie byli tak specyficzni jak wy. Naprawdę wierzę, że się staracie.
- Widzisz! Fu jest świadomy i wierzy! Czyli nie jest tak źle - zawołała Ed, poklepując blondyna po plecach.
- Specyficzni? - zdumiał się Agreste.
- Wracając do tematu - odezwał się pospiesznie Fu. - Uważam, że mimo iż tworzycie świetny duet, nowy towarzysz może się przydać. Mimo wszystko jednak, powinniście na niego uważać. Nie wiemy kim jest i czy nie okaże się współpracownikiem Władcy Ciem...
- Och! Świetnie wiemy kim jest - przerwała mu Ed z uśmiechem.
- Chwila. Co takiego?
- Przedstawił się nam - mruknął Czarny Kot nieco zdegustowany.
- Nazywa się Daniel Sorel. Chodzę z nim na karate. Znam go dość dobrze. Nieźle walczy, ale to farfoś, choć wątpię by spoufalał się z Babcią Klozetową. Raczej nie ma aż takich znajomości.
- Babcia Klozetowa to kryptonim Władcy Ciem - wyjaśnił Adrien.
- Jako opiekun Kwami, chyba sobie jakoś poradzi. Jest dziany, a z doświadczenia wiem że Kwami dużo żrą, więc nie zbankrutuje na jedzeniu dla niego. Na frytki dla Rzekotki wydaje prawie całe...
- Dziękuję Drzewołazie, wystarczy - przerwał jej pospiesznie Azjata, nim nastolatka zdążyła się rozkręcić.
- Ten cały Sorel powiedział nam, że kupił swoje Miraculum na bazarze - odezwał się tym razem Adrien. - Czai mistrz? Na bazarze!
- Co?
- No wiem, moja reakcja była taka sama - zawołał blondyn.
- Jego Kwami nazywa się Poogo, ponoć czyta w myślach - dopowiedziała Frasinati.
Na tę wiadomość Wayzz znajdujący się na ramieniu mistrza, wybuchnął śmiechem. Cała trójka zwróciła na niego spojrzenia.
- Przepraszam - odezwało się Kwami natychmiast, powstrzymując niekontrolowany wybuch. - Ale wcale się nie dziwię, że ktoś próbował pozbyć się Poogo. Ten dzieciak nieźle wdepnął.
- Znasz tego całego Poogo? - zdumiał się Czarny Kot.
- Oczywiście, wszystkie Kwami się znają - oznajmili Fu i Ed jednocześnie.
- Okej, to było dziwne - wymamrotała Frasinati.
- Poogo to kwami Pandy, a przy tym straszna maruda i jeczydusza. Dodatkowo ma mocno cięty jezyk. Raczej nie potrafi zjednywać sobie ludzi - wyjaśnił Wayzz.
- Taki trochę Plagg na speedzie?
- Plagg przy nim to dżentelmen.
- Charakterne Kwami. Trafił swój na swego, Daniel też nie należy do najłatwiejszych w pożyciu. Bywa upierdliwy.
- A jak się spisuje jako super bohater?
- Chyba nie najgorzej... - zaczęła Ed.
Adrien jednak natychmiast jej przerwał.
- Mam co do jego kariery jako superbohatera, zastrzeżenie.
- Co jest w tej kwestii nie tak? - zdumiała się Żaba. - Z doświadczenia wiem, że nieźle walczy.
- Może i tak, ale sprawne posługiwanie się pałą to nie wszystko. Ważna jest też współpraca i działanie w zespole, a on wyraźnie ma z tym problem. Przez niego w końcu oberwałaś tą śmiechobombą.
- Oj tam, oj tam. Wpadki zdarzają się najlepszym - mruknęła dziewczyna, lekko czerwieniejąc. W pamięci wciąż miała, jak pierwszego dnia bycia Drzewołazem, niechcący obezwładniła swojego partnera. - Trzeba dać mu szansę.
- Nie wspominając już, że to matoł - kontynuował Adrien. - Już pierwszego dnia zdradził nam swoją tożsamość! Jakim trzeba być debilem, żeby zrobić coś takiego? Nawet Drzewołaz nie posunęła się do czegoś takiego.
- Fakt, to nieco go deklasuje - przyznała Ed.
- Ja do dziś nie wiem kim jest Biedronka, a znam ją już ponad rok.
- Rozumiem Czarny Kocie. O tym czy będziecie z nim współpracować, zadecydujecie sami. Ja nie będę ingerował w tej kwestii. Pamiętajcie jednak, że każdy sprzymierzeniec się liczy. Walka z Władcą Ciem, jeszcze się na dobre nie zaczęła. Każda pomocna dłoń jest na wagę złota.
- W porządku mistrzu - odparli bohaterowie zgodnie.
- Możecie już iść.
Nastolatkowie wstali z maty i udali się ku "wyjściu" czyli oknie w gabinecie mistrza.
- To widzimy się wieczorkiem. Babcia mówiła, że gramy w kanastę - rzuciła panna Frasinati na odchodne.
- Tak, do później Drzewołazie - odparł mężczyzna zmęczonym głosem.
- Ogarniasz zasady gry w kanastę? - zdumiał się Czarny Kot, idąc obok swej partnerki. Oboje szli po dachy budynku kierując się do domów.
- Jasne, to czysta matematyka.

- Pando pamiętaj o planie! - wykrzyknął Czarny Kot, atakowany przez armię postaci z kreskówek.
- Nie czas na planowanie! Pora na działanie! - zawołał czarnowłosy przepychając się ku głównemu złoczyńcy bieżącego dnia, który sam siebie zwał Kinomaniakiem. W tyle zostawił swoją drużynę, nawet się nie obejrzał czy aby nie potrzebują pomocy.
- Matoł - warknął Czarny Kot przez zaciśnięte zęby, groźnie zaciskając pieści. Kolejny dzień, kolejny złoczyńca i kolejne poszarpane nerwy Czarnego Kota. Odkąd trzy dni temu rozpoczęli współpracę z Pandą, cierpliwość blondyna każdego dnia wystawiana była na próbę.
Po rozmowie z Mistrzem Fu, Edith i Adrien ustalili wspólnie, że dadzą Pandzie jeszcze jedną szansę. Doszli do wniosku, że nowy bohater, mógłby ich odciążyć, a ich szkolnej karierze bardzo by to pomogło, choć Edith bardziej zależało na znalezieniu czasu na pisanie bloga. Dlatego też, Adrien obiecał być dla Pandy miły. Jednak im dłużej współpracował z czarno-białym wojownikiem, tym bliższy był złamania danego słowa.
- Wyluzuj partnerze. Nie jest, aż taki zły - usiłowała go uspokoić jego partnerka. - Skupmy się na naszym planie Kocie.
Dwadzieścia minut później, Drzewołaz z szerokim uśmiechem na ustach przypierała do podłogi związanego swym lassem Kinomaniaka. W dłoni trzymała zakumowaną kasetę VHS.
- Hey chłopaki! Spójrzcie! Udało się! - zawołała uradowana, rozglądając się dookoła.
Ku swemu ogólnemu zdumieniu spostrzegła, iż jej partnerzy, zamiast podziwiać jej dokonania, kłócą się w najlepsze.
Dziewczyna zapominając o związanym przeciwniku, podeszła do sprzeczającej się pary.
- Kto cię właściwie ustanowił liderem? - zawołał Panda.
- Walczę z Władcą Ciem dłużej niż ty i mam większe doświadczenie. Wiem, że ważna jest współpraca, a ty chyba nie wiesz co to znaczy!
- Na co mi wasza pomoc, skoro sam świetnie sobie radzę...
- Właśnie widziałem, jak niemal dałeś się znokautować Baba Jadze! A wcześniej byłbyś uderzył Ed-Drzewołaz znaczy! Nie traktujesz tego wszystkiego poważnie. Dla dobra naszego i własnego, przestań bawić się w bohatera, bo nie ręczę za siebie!
- Dość tego! - zawołała Edith mając po dziurki w nosie kłótni nastolatków.
- Nie wtrącaj się Drzewołaz. To sprawa między nami - warknął Adrien.
- Właśnie Żabciu, zostaw nas. To męskie sprawy.
- No chyba nie - prychnęła dziewczyna. - Obaj zachowujecie się dziecinnie. Kłócicie się w środku walki. Nawet nie zwróciliście uwagi jak zarąbiście obezwładniłam Kinomaniaka.
- Widzisz Czarny Kocie, nawet twoja dziewczyna uważa, że zachowujesz się niedojrzale.
- Mówię o was obydwojgu!
- Drzewołaz nie jest moją dziewczyną! Przyjaźnimy się.
- Beznadziejny z ciebie przypadek Czarny Kocie. Nie dziwię się, że Biedronka od ciebie uciekła.
- Przegiąłeś!
W następnej sekundzie Czarny Kot rzucił się wprost na Pandę.
- O zgon! - dobiegł Drzewołaz zza pleców, rozradowany głos Alyi.
Reporterka stała z szerokim uśmiechem nagrywając całe zajście.
- Alya! - zawołała Ed nieco zmieszana. - Emmm... Nagrałaś może moją potyczkę z Kinomaniakiem?
- Wybacz Drzewołazie, ale skupiłam się na kłótni Pandy i Czarnego Kota.
Ed westchnęła ciężko, po czym przeszła do rozdzielania bijących się chłopców.
- Proszę pomóż mi Alya! - zawołała chwytając Adriena w pasie i odpychając Daniela nogą.

Daniel leżał w swoim pokoju na łóżku, pisząc na messie ze swoim najlepszym kumplem, gdy usłyszał jak coś uderza o podłogę. Zszokowany dostrzegł leżącą na ziemi Niebieską Żabę. Na jej widok poderwał się z miejsca.
- Co tu tu robisz? - zawołał nieco zlękniony, podczas gdy Drzewołaz podniosła się z ziemi i otrzepała. - Jak mnie znalazłaś?
- Troszkę, jakbym cię śledziła - odparła nastolatka, po czym odchrząknęła i oparła się o parapet. - Wybacz, że tak bez zaproszenia włamuję się do twojego domu, ale chciałam sprawdzić czy nic ci nie jest. No wiesz Akuma i te sprawy. Twoja kłótnia z Czarnym Kotem wyglądała nieco poważnie. Przestraszyłam się, że coś może cie opętać.
- Spoko, takie rzeczy mnie nie ruszają. Poza tym nic mi nie grozi. Będąc posiadaczem Miraculum, nie mogę zostać opętanym przez Akumę.
- O, serio?
- Jasne. Poogo mi powiedział. Twój Kwami ci o tym nie wspominał?
- Jakoś nie.
- Miracula chronią nas przed mocą Kwami Motyla.
- K-kwami Motyla? - zdumiała się nastolatka. - To znaczy, że Władca Ciem też jest posiadaczem Miraculum?
- Tak, o tym Kwami też ci nie powiedziało? - zdumiał się szczerze nastolatek.
Ed pokręciła głową.
- Typowe - mruknął Poogo wylatując z abażura lampki nocnej. - Zabb jest jednym z tych Kwami, które wolą przemilczeć niewygodą prawdę. Ale nie ma się mu co dziwić, pewnie myślał, że nie jest to istotne do walki z Władcą Ciem. Nie wszyscy rozumieją, że każdy szczegół układanki ma znaczenie.
- Em... Jakiej układanki?
- By pokonać Władcę Ciem, musicie dowiedzieć się kim jest i jaką mocą włada. Myślę, że fakt iż posługuje się mocą Nooroo, może być pomocne. A teraz nakarm mnie palancie.
Ostatnie zdanie było oczywiście skierowane do Daniela.
- Tak, tak. Za chwilę.
Edith przełknęła ślinę.
- Dzięki Poogo. Jeszcze dziś pogadam z Rzekotką o tym wszystkim.
- Jak se chcesz. Gówno mnie to obchodzi - oznajmiło Kwami Pandy i wleciało między książki na biurku Sorela.
- Wybacz za niego, on tak cały czas.
- Charakterne Kwami.
- Nawet bardzo. Chcesz coś jeszcze?
- Ja... Gadałam z Czarnym Kotem. Jeśli chcesz, wciąż możesz z nami współpracować...
- Nie dzięki Żabciu. Ale chyba serio mam dość tej "zabawy w bohatera". Nie moja bajka.