Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władca Ciem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władca Ciem. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Wiadomość

Kolejny piękny poranek w Paryżu. Promienie słońca padały prosto na twarz Marinette budząc ją ze snu. Dziewczyna przeciągnęła się ziewając, przetarła zaspane oczy i z niechęcią wstała z łóżka. Zerknęła na zegarek. Siódma piętnaście - najwyższy czas szykować się do szkoły.
Po porannej toalecie, dziewczyna szybko ubrała się i zeszła na śniadanie. Towarzyszyła jej nierozłączna przyjaciółka Tikki.
- Hej mamo, hej tato. - przywitała się, robiąc sobie płatki na mleku. Ponieważ była niewyspana, nie zauważyła się, że nikt jej nie odpowiedział. Dopiero siadając przy stole zorientowała się, że coś jest nie tak. - Chwileczkę, a gdzie są rodzice? Czyżby już otworzyli piekarnię?
- Sprawdzę to. - zaoferowała się Tikki, po czym zaczęła wędrować po całym domu, przenikając przy tym przez ściany. Wróciła po kilku minutach. - Nie ma ich w całym domu.
- Wyszli nic mi nie mówiąc? - zdziwiła się Marinette.
- Może nie chcieli cię budzić?
- Wtedy zostawili by jakiś liścik.
- Nie widziałam żadnego liściku.
Zaniepokojona nastolatka sama zbiegła do piekarni. Jej rodziców nigdzie nie było, tak jak mówiła Tikki.
- Myślisz, że to sprawka Władcy Ciem? Tak jak wtedy z Bańkorem?
- To możliwe.
- W takim razie Tikki kropkuj!
Alya czekała znudzona. Lekcja już dawno się zaczęła, a Marinette jeszcze nie było. Nic w tym dziwnego, jej przyjaciółka zawsze się spóźnia. By zająć czas czymkolwiek tylko nie nauką, Alya w najlepsze konwersowała ze swoją internetową przyjaciółką, którą jakiś czas temu poznała na Biedroblogu. Dopiero po 30 minutach lekcji, postanowiła napisać do Marinette. Dziewczyna nigdy się tyle nie spóźniała.
"Gdzie jesteś?"
Po chwili otrzymała odpowiedź, choć niekoniecznie na zadane pytanie.
"Dzisiaj nie przyjdę do szkoły."
Biedronkę całkowicie pochłonęły poszukiwania złoczyńcy. Najgorsze było to, że podróżując po mieście nie zauważyła żadnych niepokojących oznak. Paryżanie jakby nie zauważyli niczego dziwnego. Nigdzie nie było ofiary akumy. Czarny Kot też się nie pojawił.
Dziewczyna w końcu wylądowała na jakiejś ustronniej uliczce i przemieniła się z powrotem w Marinette. Westchnęła.
- Nie wyszli by przecież bez słowa. A jakby to była sprawka Władcy Ciem, na pewno byłoby o tym głośno.
- Jeśli chcesz, możemy szukać dalej. - zaproponowała zatroskana Tikki. - Tylko zregeneruję siły.
Marinette kiwnęła głową w odpowiedzi.

Paulinka:* : Nie możesz ich shipować! Oni są dla siebie jak rodzina!
Ja <3: Ale nie są spokrewnieni!
Paulinka:* : To tak jak shipowanie mnie i ciebie!
Ja <3: No właśnie, bo my jesteśmy mentalnymi siostrami.
Paulinka:* : Właśnie!
Ja <3: A ja bardzo chciałabym za ciebie wyjść!
Paulinka:* : ...

Jeanne uśmiechnęła się pod nosem do telefonu. Konwersacje z jej internetową przyjaciółką sprawiały jej wiele radości. Jednak, zawsze znalazł się ktoś zazdrosny. Ktoś, kto ją obserwował. - Dlaczego ona się tak leni? - wyszeptała wkurzona Alex, przyglądając się rówieśniczce ukradkiem.
Dziewczyny chodziły razem na hotelarstwo i obecnie miały praktyki w tym samym miejscu. W tej chwili obie pracowały w kuchni. Ponieważ Jeanne wykonała część swojej pracy, mogła sobie teraz odpocząć, czego Alex nie potrafiła jej podarować. "Zabierz mnie z tego siedliska patologii, bo jak nie, to zabiję siebie, albo tę szmatę" ~ napisała szatynka, jednak mimo negatywnego nacechowania wiadomości, uśmiechała się promiennie.
Przecież nie mogła pokazać przy wszystkich pracownikach, że bliska jest załamania nerwowego.
Była tam już tydzień. Siedem dni użerania się z Alex i siedzenia z nią w jednym pokoju. Siedem dni pomagania kucharkom i kelnerom. Siedem dni powstrzymywania się od morderstwa.
Nie miała pojęcia dlaczego blondynka jej nie lubi, ale zdecydowanie nie była mistrzem w ukrywaniu tego. Dlatego też Jeanne po pracy najczęściej wychodziła do sklepu i siedziała w nim dwie godziny.
Gdy na ekranie pojawiła się odpowiedź, w jej komórkę uderzyło jajko, zanim ta zdążyła ją przeczytać. Odwróciwszy się za siebie, dostrzegła Alex, która posyłała jej spojrzenie godne bazyliszka.
- O co ci chodzi? - zapytała Jeanne, momentalnie odskakując na równe nogi.
- To są praktyki księżniczko! - krzyknęła, czym skupiła na sobie uwagę kucharek. - Może przestałabyś się lenić i wzięłabyś się do pracy?!
- Ale ja już zrobiłam swoje.
- Jasne, wykręcaj się! Ale i tak powiem wszystko naszej opiekunce! Nie myśl, że za takie obijanie się będziesz mieć taką samą ocenę, co ja!
Opiekunką nazywano osobę, która pełniła obowiązki takie jak pilnowanie praktykantów, wydzielanie im obowiązków i wystawianie im ocen, jednak wyłącznie czysto teoretycznie. W praktyce jej rola ograniczała się do zwykłego wystawiania ocen pod koniec.
- Rób co chcesz. - odparła, wycierając fartuchem jajko z ekranu.
- Ciszej bądźcie. - wtrąciła jedna z kucharek. - Goście was mogą usłyszeć.
Alex jedynie fuknęła pod nosem, wracając do swojej pracy.
"Zw - napisała Jeanne. - Muszę coś załatwić. Trzymaj za mnie kciuki."
Schowała telefon do kieszeni, po czym udała się do magazynku.
W większych hotelach nawet te pomieszczenia były ze szczegółami powydzielane. Ten nie był wyjątkiem. Były specjalne dla warzyw, owoców, sosów i jajek i to do tego ostatniego udała się nasza bohaterka.
"Z pensji mi nie potrącą, bo jej nie mam, ocena i tak mi spadnie, bo opiekunka jest w teamie tej szmaty - myślała. - Co mam do stracenia?"
Uśmiechnęła się złośliwie, chociaż serce łomotało jej w piersi. Mimo trzęsących się dłoni, wzięła całą siatkę jajek, po czym delikatnie przerzuciła je do wiadra. Następnie podłożyła niewielką drabinkę pod przejście, po czym ułożyła na drzwiach wiaderko tak, jak w kawałach podstawia się takowe z wodą. Szybko odłożyła drabinę na miejsce, po czym udała się z powrotem do kuchni.
- Alex! - zawołała, na co ta odwróciła się w jej kierunku. - Kazali mi przekazać, żebyś poszła po jajka.
- Czemu ty nie możesz?
- Bo to tobie kazali.
Blondynka uśmiechnęła się triumfalnie.
- Widzisz, nawet głupich jajek nie dadzą ci przynieść, bo wiedzą, że je potłuczesz.
Po tych słowach udała się na miejsce.
- Mistrz może być tylko jeden. - stwierdziła Jeanne.
Alex przeszła przez uchylone drzwi, otwierając je na oścież. Nie spodziewała się jednak, że zaraz spadnie na nią wiadro pełne jajek.
"Jestem mistrzem" ~ napisała szatynka.
- Co to ma znaczyć? - wrzasnęła Alex, przyglądając się swojej nowej zniszczonej bluzce. Dotknęła włosów. Wszystkie posklejane.
"Zemsta jest słodka" - pomyślała Jeanne, a kiedy blondynka odwróciła się w jej stronę, pomyślała, że padnie ze śmiechu. Wyraz twarzy dziewczyny był bezcenny.
Śmiech szatynki zwrócił uwagę innych pracownic. Ich spojrzenia dosięgły Alex, a pod ich nosami pojawiły się złośliwe uśmieszki. Nikt za specjalnie za nią nie przepadał.
Dziewczyna warknęła tylko krótko i ruszyła szybkim krokiem w stronę łazienki.
Kiedy już dotarła na miejsce, oparła się ciężko o zlew. Spojrzała w lustro. Wyglądała paskudnie. Poza tym miała wrażenie, że nadal słyszy śmiech Jeanne. Ponownie warknęła z rezygnacją.
- Witaj Jajkarko. - usłyszała w swojej głowie. - Jestem Władca Ciem...
"Jajarko?" ~ pomyślenia ze zdziwieniem, jednak nie przerywała. Wciąż wpatrywała się w swoje odbicie, wsłuchując się w słowa Mistrza.
- Pomogę ci zemścić się na tej dziewczynie i udowodnić, że to ty jesteś najlepszą wśród hotelarzy.
To wystarczyło, by ją przekonać. Uśmiechnęła się triumfalnie, wyobrażając sobie przyszłe zwycięstwo.
- W zamian chcę jedynie miraculum Biedronki i Czarnego Kota.
- Tak Władco Ciem.

W tym czasie Jeanne zabrała się za pomoc. Kucharka podała jej marchewki, które miała pokroić na drobno.
- Mogę zostać dzisiaj na nadgodzinach? - zapytała.
Kobieta spojrzała na nią ze zdziwieniem. Zazwyczaj praktykanci proszą o szybsze skończenie pracy.
- Nie mogę wrócić ot tak do pokoju. - dodała. - Ocaliłam honor kosztem kolejnego oskarżenia o kradzież, lub słów typu "nie odzywaj się do mnie!". No i zamykają dzisiaj Biedronkę wcześniej, więc nie mam gdzie się ulokować. Nie będę przeszkadzać, mogę pozanosić herbaty gościom z sanatorium, albo nawet kimnąć się na podłodze.
- Z tym do kelnerów, ja wychodzę po ósmej.
- Do domu?
- A gdzie by indziej?
- Zazdroszczę. - chcąc zmienić temat na bardziej optymistyczny, zapytała, - Ogląda pani jakieś seriale?
Nagle drzwi od kuchni otworzyły się na oścież a do środka weszło wielkie jajko. Dosłownie, wyglądało jak jakiś przebieraniec robiący promocję jakiegoś produktu czy baru.
- Jestem Jajkarka! - wrzasnęło jajo.
- Alex? - spytała Jeannie powstrzymując się od parsknięcia śmiechem.
- Nie! Jajkarka!
- Przecież poznaję cię po głosie, poczekaj... - szatynka wyciągnęła telefon. - Nie ruszaj się. Zrobię ci zdjęcie.
- Teraz nikt nie będzie robił sobie ze mnie jaj, tylko ja będę robiła jaja z was!
- To trochę ironicznie brzmi, bo wiesz, jesteś wielkim jajkiem. Ale okej. - Jeanne wzruszyła ramionami. - Może, skoro masz zamiar zasypywać nas takimi złotymi tekstami, to lepiej nagram filmik.
Pracownice hotelu i inni praktykanci zaśmiali się słysząc słowa dziewczyny.
- Zapłacisz za swoje słowa! - krzyknęła Jajkarka.
- Jak? Z jaja wykluje się kurczak?
Przez kuchnię przetoczyła się kolejna salwa śmiechu. Wtedy Jajkarka przewróciła się na bok. Zaczęła się toczyć w stronę Jeanne z zamiarem zmiażdżenia jej. Może wyszło by jej bardziej spektakularnie, gdyby była zamieniona w walec. A tak, przez swój kształt zakręciła się parę razy w koło, nikomu nie robiąc krzywdy, po czym się zatrzymała.
Cała kuchnia ponownie wybuchła śmiechem i nie ma się co dziwić, bo wyglądało to nadzwyczaj komicznie.
- Czy ktoś może mi pomóc się podnieść? - zapytała Jajkarka. Znów śmiech. - Dobra dość. - wyszeptała. Po kilku nieudolnych próbach, udało jej się wreszcie stanąć na równe nogi. Zaczęła rozrzucać jajka po całej kuchni. Dopiero tym wzbudziła atak paniki. Wszyscy pochowali się pod stołami lub za blatami. - Ha, ha, ha! Drżyjcie przed gniewem Jajkarki! - wrzasnęła i wyskoczyła przez okno.
- To najszczęśliwszy dzień mojego życia. - wyszeptała Jeanne wychylając głowę zza blatu. - Ależ ona dostanie ochrzan od opiekunki!
Marinette usiadła na ławce w parku. Paryż był spokojny. Wszystko było w miarę poukładane poza jej myślami, które mieszały się w jej głowie jak szalone.
Gdzie są jej rodzice? Jak zamieszany jest w to Władca Ciem? Może tak zajął się jej rodziną, że uznał, iż nie warto jest opętywać nową osobę? To miało nawet sens. Tylko jak odkrył jej tożsamość?
Z trasu wybudziło ją jajko, które rozbiło się obok niej. A zaraz po nim następne. Zaraz po tym rozpętała się prawdziwa burza jajeczna.
Wśród całego tego zamieszania dostrzegła sprawcę. Dziewczynę przebraną za wielkie jajko. By uniknąć ubrudzenia, schowała się za krzakami.
- Władca ciem chyba się stacza. - stwierdziła Tikki.
- Zdecydowanie. Zregenerowałaś siły? - zapytało, na co kwami pokiwała głową. - Świetnie. Tikki, kropkuj!

Adrien siedział w klasie, starając się nie usnąć. Chemia zdecydowanie nie należała do jego ulubionych przedmiotów.
Uczniowie jednak nie słuchali profesora. Wszyscy obserwowali okna, o które odbijały się jajka. Dopiero po chwili zauważył to i blondyn, co natychmiast go rozbudziło.
- Panie profesorze! - odezwał się. Mężczyzna spojrzał na niego z niezadowoleniem. - Mamy apokalipsę za oknem.
Nauczyciel spojrzał bez wyrazu na szybę. Nie robiło to na nim żadnego wrażenia. W końcu nie za to mu płacą.
- Ah, tak. Władca Ciem. Fascynujące. - odparł znudzony. - Wracając do lekcji...
- Mogę iść do łazienki?
Chemik westchnął ciężko.
- Naprawdę musisz? - zapytał, na co ten pokiwał twierdząco głową. - Dobrze, niech ci będzie. Ale przepisz potem od kogoś notatki.
Nie mówiąc nic więcej, nastolatek wybiegł z klasy. Gdy tylko dotarł na miejsce, z kieszeni jego spodni wyleciał Plagg.
- Spodziewałbyś się walki na jajka? - zapytało kwami, na co Agreste mimowolnie uśmiechnął się.
- Nie. Władca Ciem nie przestaje nas zaskakiwać. No nic, Plagg, wysuwaj pazury!

Czarny Kot szybko przemieszczał się, z użyciem swojego kija, starając się dotrzeć do centrum zamieszania. Kiedy dotarł na miejsce zobaczył zaskakujący widok. Ogromne Jajo rzucało mniejszymi podróbami siebie w Biedronkę. Ta zręcznie ich unikała. Bohater do niej dołączył.
- Zamawiałaś dzisiaj jajecznicę? - zapytał.
Dziewczyna nie mogła się nie uśmiechnąć.
- Takiego przeciwnika jeszcze nie mieliśmy prawda? - odparła.
- Aż dziwne, że jeszcze nie dałaś sobie z nią rady.
- Oh, nie mogłam zachować dla siebie całej zabawy. Musiałam zostawić coś tobie. - odparła. Chłopak wyszczerzył zęby. - Poza tym nie mam pojęcia gdzie jest akuma, a Jajkarka ciągle kręci się jak jakaś parodia bąka albo finget spinnera i ciężko cokolwiek wypatrzeć.
- Jajkarka? Serio się tak nazwała?
- Czarny Kocie, nie śmieszkuj. - powiedziała Biedronka starając się zachować powagę. Przynajmniej starcie z Jajkarką choć na chwilę poprawiło jej humor i pozwoliło zapomnieć o zniknięciu rodziców. - Musimy ją unieruchomić i zniszczyć akumę. We dwójkę szybko sobie z nią poradzimy.
- A więc do dzieła!
- Akuma musi być gdzieś na wierzchu. - powiedziała Biedronka.
- To jest tylko wielkie jajo. - zauważył Kot. - Widać tylko jej ręce i głowę.
- Włosy ma upięte...
- A więc to...
- Spinka do włosów! - wykrzyknęli jednocześnie i przybili sobie piątki.
Czarny Kot użył swojego kija. Wymachując nim, skutecznie odpierał wszelkie ataki.
Jajkarka dopiero w tym momencie zwróciła na nich uwagę. Na widok bohaterów zazgrzytała zębami. Co oni tu robili?!
Dopiero po chwili przypomniała sobie, że przecież miała zabrać im miracula.
Nie myśląc więcej, ruszyła na nich, chcąc rzucić się na Biedronkę. Ta jednak szybko odskoczyła, przez co antagonistka uderzyła głową o chodnik.
- Ale jaja. - skomentował chłopak.
- Serio kocie? - zapytała zażenowana brunetka. - W takiej chwili?
- Wybacz, nie mogłem się powstrzymać.
Jajkarka podniosła się, rozmasowując obolały nos.
- Oddajcie mi swoje miracula, a nic wam się nie stanie!
- Straszysz nas? - blondyn najwyraźniej czuł się w swoi żywiole. - Pokaż, że masz jaja i walcz z nami!
- Kocie!
- Sorki, już nie będę. Nie wypada robić sobie jaj w takiej chwili, masz rację. - dziewczyna spojrzała na niego z zażenowaniem, na co ten uśmiechnął się przepraszająco. - Teraz skończyłem.
"Co robić?" ~ zapytała siebie w myślach Alex.
Na jej szczęście, szybko przyszedł jej do głowy pomysł.
Ku zdumieniu wszystkich, rzuciła się do ucieczki. Bohaterowie wymienili zdziwione spojrzenie.
- Śmiało. - powiedziała Biedronka.
- Nie ma jednak na tyle jaj.
Po tej krótkiej wymianie zdań, szybko pognali za nią.
Zaprowadziła ich w ciasną uliczkę pomiędzy dwoma kamiennicami. Zatrzymała się, unosząc ręce do góry.
- Macie mnie!
- To było szybkie. - zauważył chłopak, podchodząc do niej, by zabrać jej akumę.
- Czekaj, to może być pułapka. - stwierdziła Biedronka, zatrzymując go poprzez położenie dłoni na jego ramieniu.
- Mi lady, jak zwykle przesadzasz. Przecież ktoś o pseudonimie Jajkarka nie może być groźny. Władca Ciem nie ma dziś po prostu weny.
Gdy był tuż obok, ich przeciwniczka niespodziewanie pocisnęła w ich stronę masą jajek, przez co ciężej było do niej podejść. Miała nadzieję, że chociaż na trochę ich to osłabi.
Kiedy tylko przestała, bohaterowie cali byli brudni, jednak o dziwo, stali w pozycji pionowej, patrząc na nią z politowaniem.
- To.. to już? - zapytał chłopak.
- Jakim cudem wy jeszcze stoicie?!
- No wiesz, przeżyliśmy trochę więcej, niż obrzucanie jajkami.
- Walczyliśmy z wieloma antagonistami... - dodała Biedronka, jednak Jajkarka przerwała jej.
- Niemożliwe! Ja jestem najlepsza!
- Wybacz, ale walka z muchą sprawiała mi więcej problemów. - stwierdził chłopak.
Antagonistka postanowiła uciec po dachu, jednak zapomniała o drobnym szczególe, nie umiała chodzić po ścianie. Chcąc wskoczyć, uderzyła ciałem o mur.
- Au. - syknęła.
- Więc to będzie na tyle. - powiedział Czarny Kot.
Korzystając z okazji, zwyczajnie ściągnął z jej włosów spinkę. I tak jak się domyślali, Jajkarka upadła na ziemię, zamieniając się z powrotem w Alex.
- Jak bardzo niemiły będę mówiąc, że figura niezbyt jej się zmieniła?
- Bardzo. Ale tu akurat muszę przyznać ci rację. Swoją drogą Kocie, niezły z ciebie jajcarz. - powiedziała. Czarny Kot uśmiechną się, licząc na to, że jednak jego żarty spodobały się jego lubej.
Biedronka złamała spinkę na pół, po czym złapała akumę do swojego jojo.
"Biedronko." usłyszała głos Władcy Ciem.
Przerażona pierwszy raz w życiu wypuściła z jojo nieoczyszczoną akumę.
- Biedronko! - usłyszała krzyk Czarnego Kota. - Biedronko, co się dzieje?!
Natychmiast złapała akumę z powrotem. Tym razem wyfrunął z joja śnieżnobiały motyl. Głosu Władcy Ciem już nie słyszała.
- Ha, ha, ha! - Jeanne otwarcie śmiała się jej w twarz. Alex musiała zostać po godzinach w ramach pokuty za bałagan, którego narobiła. I choć szatynka nie lubiła spędzać z nią czasu, tym razem wyjątkowo postanowiła jej potowarzyszyć. - Patrz zrobiłam nawet remiks! - powiedziała włączając nagranie na swoim telefonie.
- Jestem Jaj-jaj-jaj-jaj-karka! Jaj-jaj-jajkarka! - słychać było głos Alex na tle muzyczki disco polowej.
- Zamknij się. - wysyczała Alex przez zaciśnięte zęby.
- Ooo! Na Biedrobogu jest twój spektakularny upadek na chodnik! - mówiła dalej szczęśliwa Cressey. - Wiesz, w sumie to trochę przykre, że nawet Władca Ciem cię nienawidzi. Bo wiesz, do tej pory dawał wszystkim zajefajne wdzianka i moce, a ciebie zamienił w jajo.
- Powiedziałam ZAMKNIJ SIĘ!
Szatynka wyszczerzyła tylko zęby.
- Oj, ani mi się śni. - odparła.
Marinette wróciła do domu. Zmartwiła się. Jej rodziców jak nie było tak nie ma. Mimo to zauważyła na blacie liścik. Szybko podbiegła do niego z uśmiechem. Kiedy jednak przeczytała jego treść, na jej twarzy pojawiło się przerażenie.
Adrien wszedł do domu. Powitało go potężne kichnięcie jego ojca.
- Witaj, AAA... apsik! Adrien. - przywitał się.
- Wszystko w porządku?
- Tak, jestem tylko trochę przeziębiony.
- To chyba tak samo jak Władca Ciem.
- Co? - zapytał zdziwiony Gabriel.
- No, wyczarował dziś wielkie jajko. Cały Paryż miał z tego ubaw. Nawet Biedronka i Czarny Kot. Nie oglądałeś telewizji?
- Nie. Szkoda, że nie mogę dzielić tej radości razem z tobą... apsik! Chyba pójdę się położyć...
- "Jeśli chcesz jeszcze zobaczyć rodziców, jak najszybciej wyjedziesz z Paryża. Władca Ciem" - przeczytał Mistrz Fu.
Zapłakana Marinette przybiegła właśnie do niego.
- Co on zrobił z moimi rodzicami? Jak mnie zdemaskował?! Co mam robić, boję się! - mówiła na jednym wydechu.
- Spokojnie. Może nic im nie jest? Może ufundował im jakąś wycieczkę? Myślisz, że tak po prostu by ich porwał, a ty byś tego nie zauważyła?
- Gdyby wyjechali na wycieczkę zostawili by wiadomość! A takowej nie było! Dodzwonić się do nich też nie mogę.
- Wiadomość mógł wykraść tak samo jak podrzucił tą. - mistrz Fu wskazał na liścik. - A telefony mógł ukraść. Nie martw się Biedronko, nie tak łatwo porwać dwójkę ludzi z własnego domu.
Dziewczyna się trochę uspokoiła.
- Co mam robić? - zapytała.
- Myślę, że powinnaś wyjechać. Nie wiesz gdzie są twoi rodzice i nie możesz ryzykować, że Władca Ciem coś im zrobi.
- Mam babcię w Chinach. Może ona coś wie.
- Wspaniale. O bilet się nie martw.
- Ale kto będzie z Czarnym Kotem bronił Paryża podczas mojej nieobecności? - zmartwiła się Marinette.
- Bądź o to spokojna. Znajdę jakieś zastępstwo.
- Czy to znaczy, że mam oddać swoje miraculum? - zapytała patrząc na Tikki.
- Nie, - mistrz Fu uśmiechną się. - nie martw się, to nie będzie konieczne.

Mistrz kierownicy

Nastał kolejny dzień w Paryżu. To miasto drastycznie się zmieniło od wyjazdu Biedronki. O ile wcześniej pojawienie się super złoczyńcy było tylko przerażającym jednodniowym incydentem, teraz zwiastowało tragedię. Osoba zaakumowana pokonana przez Drzewołaz i Czarnego Kota była izolowana od społeczeństwa. Bohaterowie co prawda mieli sposób na usuwanie skutków działania akum, jak zdradziła Niebieska Żaba w jednym z wywiadów, zajmował się tym tajemniczy mistrz Fu. Jednak nie zmieniało to faktu, że ofiary Władcy Ciem byli oddzielani od rodzin i znajomych w obawie o ich bezpieczeństwo. Podobno przebywali w bezpiecznych warunkach pod ścisłym nadzorem policji, jednak nikt ze zwykłych cywilów nie mógł tego potwierdzić.
Paulina Soler też straciła swoich przyjaciół. Tworzyli genialną internetową ekipę. Pierwsza została zaakumowana Jeanne, zamieniona w Panią Prezes, która przejęła ratusz. Potem nadeszła także kolej na Franceskę i Patricka. Brak kontaktu z nimi strasznie jej doskwierał jednak nie potrafiła zrozumieć jednej rzeczy. Jak oni mogli dać się podejść Władcy Ciem?
Jak tylko ten człowiek zaczął panoszyć się w Paryżu, Paulina postanowiła sobie, że nigdy nie da się mu podejść. Nie rozumiała jak można zamienić się w złoczyńcę z powodu jakiś głupich gołębi czy jakiegoś zoo. Często wymieniała się swoimi poglądami na czacie, lecz jej przyjaciołom ciężko było wypowiadać się na ten temat. Jedno było pewne: wśród nich uchodziła za najrozsądniejszą osobę, najbardziej cierpliwą i zawsze chłodno myślącą. Często nawet żartowali z niej sobie: "Choćby cały Paryż został opętany przez akumy, nasza Paulinka ostanie się jedyna.". W przypadku takich komentarzy, dziewczyna zawsze chętnie przyznawała im rację. Wśród znajomych z realu zawsze uchodziła za spokojną i opanowaną. Wśród znajomych z internetu za zawsze rozsądną. Na florach internetowych udzielała się jako HamburgerUgodzonyJajkiem i pomimo niecodziennego skrótu, to jej wypowiedzi zawsze wyglądały na słowa inteligentnej osoby. I ona to lubiła. Uwielbiała kreować się na taką właśnie rozważną i genialną osobę, którą niekoniecznie była. Często nawet przyłapywała się na myśleniu o tym, dlaczego to ona nie otrzymała tego sławetnego miraculum, które za wszelką cenę chce zdobyć Władca Ciem i które czyni z Biedronki i Czarnego Kota bohatera. Przecież nadawała by się do tego idealnie! Jej chłodny i rozsądny umysł nigdy nie pozwoli jej się poddać złoczyńcy.
Jednak choćby nie wiedzieć jak bardzo starała się być opanowana i ją często dopadały sytuacje stresowe. Choć nie okazywała tego wśród znajomych i w internecie, potrafiła przejmować się takimi głupimi rzeczami jak sprawdzian. Jednak jak dotąd żadna akuma się nią nie zainteresowała, co oznacza, że mimo stresu potrafiła zachowywać chłodny umysł, z czego była niezmiernie dumna.
Tym razem stres był jednak większy niż zazwyczaj. To co się miało dzisiaj stać było jej pierwszym krokiem w dorosłość, pierwszym podjęciem się prawdziwej odpowiedzialności. To co mogła teraz zdobyć mogło zaważyć na reszcie jej życia (a przynajmniej ona tak to odczuwała). Egzamin na prawo jazdy.

Edith wpatrywała się w ekran monitora zszokowana. Właśnie oglądała na Biedroblogu nagranie z pocałunkiem jej i Czarnego Kota! Alya sama jej pisała, że nigdy tego nie opublikuje! Stwierdziła, że gdyby Biedronka to zobaczyła, zniszczyłoby to szansę na LadyNoir! Dlaczego więc to zrobiła?!
Ed: Widziałeś to?!
Plagga: Tak ;_;
Ed: Jak Alya mogła to zrobić! Pisała, że w życiu to nie ujrzy światła dziennego!
Plagga: Mam tylko nadzieje, że Biedronka tego nie zobaczy.
Ed: Zaraz do niej napiszę >(
Zrobię jej niezły wykład złamanego serca shipperki!
I zapytam czemu zmieniła zdanie...
Plagga: Poczekaj
To jeszcze nie jest najgorsze
Spójrz [link]
Ed: Co to?
Plagga: Vlog RetroGirl. Snuje teorie o tym jaką to jesteśmy idealną parą.
Ed: Aż boję się w to wchodzić...
Mimo tego co dziewczyna napisała, postanowiła otworzyć link. Wyświetliło jej się nagranie video, z dziewczyną, która trzymała w rękach dwie maskotki. Jedna przypominała Drzewołaz, druga Czarnego Kota.
- Witajcie! - mówiła vloggerka. - Tu wasza ulubiona "RetroGer"! Dzisiaj, my, fani jednego słusznego shippu CzarnyKot&Drzewołaz, otrzymaliśmy dowód na to, że stał się on kanonem!
- O Boże... - wyszeptała Edith.
- Na ''Biedroblogu'' pojawiło się nagle nagranie pocałunku Drzewołaz i Czarnego Kota! - mówiła RetroGirl. Wtedy na ekranie pojawił się fragment tego nagrania, a konkretnie scena, w której się całowali. Edith oparła się brodą o biurko, odgarniając rękoma włosy z czoła. Miała nadzieję więcej tego nie oglądać. - Do tej pory nie mieliśmy pewności czy coś takiego miało miejsce! - opowiadała nadal dziewczyna, wracając na ekran. - Niektórzy, zarzekali się, że widzieli to wydarzenie, jednak nikt im nie wierzył, gdyż to nie zostało udokumentowane. Teraz okazuje się, że jednak zostało! Nie mam pojęcia, dlaczego autorka ''Biedrobloga'' tak późno zdecydowała się upublicznić to video.
- Może dlatego, że shippowała LadyNoir! - wykrzyknęła Ed do monitora, gwałtownie gestykulując rękami. - Najwidoczniej coś jej się odmieniło!
- Oczywiście niektórzy fani LadyNoir nadal uparcie twierdzą, że to nie miłość. Spekulują, że Drzewołaz straciła wtedy pamięć i musiała uznać Czarnego Kota za swojego chłopaka, dlatego, że właśnie w tej chwili nosił ją na rękach.
- Pewnie tak właśnie było!
- Co za nonsens.
- Jaki nonsens! Sama jesteś nonsens.
- Edith, kłócisz się z komputerem? - zapytał Zabb.
- Spadaj, Rzekotka. Załatwiam tu ważne sprawy.
- Widzę. Krzyczysz na nagranie video.
- Oczywiście - mówiła dalej RetroGirl. - inteligentni ludzie wiedzą jak było naprawdę. Drzewołaz po ataku Zapominajki zapomniała, że razem z Czarnym Kotem mieli ukrywać swój związek przed wścibskimi dziennikarzami.
- Czy ty słyszysz co ona wygaduje?!
- Słyszę. - odparło kwami. - Ale chyba zaraz ogłuchnę, jak będziesz mi się tak drzeć do ucha.
- Dość tego. - oburzyła się Edith wyłączając nagranie. - Piszę do Alyi.
Ed: Alya! Co to miało znaczyć?!
Alya: O czym mówisz?
Ed: O pocałunku Drzewołaz i Kota! Przecież zgodnie uznałyśmy, że wybryk tej pseudo-bohaterki nie może wpłynąć na związek LadyNoir.
Alya: No wiem.
Ale widzisz
Jak by ci to powiedzieć
Uznałam, że jeśli Kot i Drzewołaz mają się ku sobie
To natrętne fanki nie mogą się w to mieszać
Ed: CO?!
ZDRADZIŁAŚ LADYNOIR?!
Alya: Wybacz, że nic ci nie powiedziałam :(
Ed: Dobra... Dobra...
Edith spokojnie...
Mogłaś sobie zdradzić LadyNoir (jedyny słuszny ship)
Ale nie musiałaś upubliczniać tego nagrania!
Alya: Wybacz, ale wydaje mi się, że jednak musiałam
Ed: Dlaczego?!

Alya przygryzła wargę. Powód opublikowania tego video był tylko jeden: pogrzebać szansę na związek Biedronki i Czarnego Kota, tak by wreszcie Adrien dał szansę Marinette. Wiedziała, że naraża się w ten sposób na gniew Edith, ale czuła, że musi zaryzykować. Tylko jak się z tego wytłumaczyć?
Alya: Bo...
Ed: No słucham.
- Uj, kropka nienawiści. - skomentowała Alya. - Już wiem!
Alya: Bo uważam, że świat powinien o tym wiedzieć i się z tym pogodzić.
Ed: Serio? ;_;
Alya: Tak.
Jeśli komuś przeszkadza ten związek, to jego problem.
Czarny Kot i Drzewołaz powinni byś szczęśliwi.
Ed: Łamiesz mi serce ;(
Przecież wszyscy wiedzą, że Czarny Kot buja się w Biedronce! To nagranie pogrzebie między nimi jakiekolwiek szanse!
"Na to właśnie liczę." - pomyślała Alya.
Alya: Jeśli to cię uszczęśliwi, mogę usunąć to nagranie ;)
Ed: Usuń je proszę.

Edith odetchnęła z ulgą.
Ed: Alya usunie nagranie :D
Plagga: Taaa...
Szkoda tylko, że w internecie znajdują się już setki kopi
- O kurka wodna. - powiedziała Edith, łapiąc się za głowę. - Jak ja wyśledzę tych wszystkich plagaciarzy?

Siedziała zdenerwowana w poczekalni. Wkrótce pojawił się jej egzaminator.
- Paulina Soler? - zapytał.
- Ta... tak. - wyjąkała.
- Zapraszam.
Oboje udali się w stronę samochodu egzaminacyjnego. Przygotowanie do jazdy i jazda po łuku wyszła jej bezbłędnie chociaż noga na sprzęgle trzęsła się jakby była z galarety. Wkrótce wyruszyli na miasto. Oczywiście nie obyło się bez małych pomyłek takich jak niepoprawna jazda na rondzie. Jednak były to takie błędy, które dało się poprawić.
Egzamin zbliżał się ku końcowi, wystarczyło tylko wjechać do ośrodka. I tu zaczynały się schody. Wjazd na plac egzaminacyjny znajdował się na zakręcie. Droga skręcała w prawo, zaś Paulina musiała pojechać prosto, aby ukończyć egzamin. Problem polegał na tym, że na zakręcie była bardzo ograniczona widoczność. Nie wiedzieć czemu ale kierowcy upodobali sobie parkowanie przy tej drodze, przez co całkowicie ją zasłaniali. Dziewczyna starała się wyjechać tak by mieć zapewnioną jak najlepszą widoczność i upewnić się, że nic nie jedzie aby bezpiecznie zakończyć egzamin. Problem polegał na tym, że aby zapewnić ją sobie musiała wyjechać na środek drogi. Co za tym idzie - nie mogła upewnić się, że nic nie jedzie nie zastawiając drugiego pasa ruchu. Była w matni. Powoli ruszyła samochodem. Tak się składało, że właśnie z naprzeciwka ktoś jechał. Nie, nie zderzyli się - droga była wąska i oboje jechali powoli. Jednak obecność tego samochodu wystarczyła, by dziewczyna oblała egzamin za wymuszenie pierwszeństwa. W jej oczach zaszkliły się łzy. Założyła okulary przeciwsłoneczne na nos, by nikt tego nie zauważył.
Nie musiała długo czekać, by w jej głowie pojawił się głos wroga Paryża numer jeden.
- Witaj mój Mistrzu Kierownicy. Jestem Władca Ciem.
- Co ty robisz w mojej głowie?
- Posłuchaj mnie uważnie.
- Dlaczego mam cię słuchać?!
- Mogę ci pomóc.
- Nie potrzebuję pomocy.
- Tak ci się tylko wydaje.
- Nie, nie wydaje mi się!
- Słuchaj jak do ciebie mówię! - Władca Ciem odetchną głęboko i mówił dalej: - Dam ci moc dzięki której zdasz swoje uprawnione prawo jazdy. W zamian chcę tylko byś zdobyła dla mnie miraculum Czarnego Kota.
Jakiś głosik rozsądku w jej głowie krzyczał "nie zgadzaj się". Jednak ona wolała dogłębnie przeanalizować sytuację, zanim odmówi.
- To kusząca propozycja.
- Wiem.
- Zawsze marzyłam o prawku.
- Wiem. - odezwał się nieco zirytowany "Pan Ciemności". - Cena jest niewielka. Przecież nie wymagam od ciebie byś dała mi coś co należy do ciebie.
- Taaak... Ale zaraz! Jeśli przegram Kot i Drzewołaz zamkną mnie w tym swoim ośrodku! I będę musiała tam czekać aż do powrotu Biedronki!
- Chwila, chwila. Czemu zaraz stawiasz siebie w przegranej sytuacji? Naprawdę uważasz, że ze swoim geniuszem nie dasz rady jakimś dwóm fajtłapowatym bohaterom?
- Oczywiście, że dam radę! Dałabym radę i samej Biedronce!
- Więc w czym problem?
Paulina przybrała zawzięty wyraz twarzy.
- Zgadzam się, Władco Ciem. - odparła. - Zdam prawo jazdy i zdobędę dla ciebie to miraculum.

Ogromny monster truck podjechał pod ośrodek egzaminacyjny. Dziewczyna siedząca za kółkiem rozejrzała się po placu. Jest! Wypatrzyła go! Chyba chciał rozpocząć kolejny egzamin. Szybko wysiadła z samochodu i ruszyła w jego stronę.
- Wydaje mi się, - zaczęła wciąż idąc mu na przeciw. - że nie może pan rozpocząć kolejnego egzaminu, nie ukończywszy poprzedniego.
Egzaminator spojrzał na nią marszcząc brwi. Chwile się zastanawiał z kim ma do czynienia, a kiedy już się zorientował, odparł:
- Pani już ukończyła egzamin.
Na twarzy dziewczyny pojawił się grymas. Zatrzymała się kilka kroków przed nim.
- Nie wydaje mi się. - wyszeptała. Pstryknęła palcami, a Monster Truck sam do niej podjechał. Złapała egzaminatora za kołnierz, a warto wspomnieć, że moc od Władcy Ciem dodała jej też siły, po czym wrzuciła go samochodu. Sama zajęła miejsce kierowcy i ruszyła z piskiem opon, nie czekając nawet aż jej pasażer zapnie pasy.
Jeździła po dachach, chodnikach, wąskich uliczkach i autostradach, a jej monster truck dostosowywał się do otoczenia tak jak autobus w trzeciej części Harrego Pottera. Sama zapięła pasy w czasie jazdy, zapaliła światła i pamiętała by zatrzymywać się na czerwonym. W jeżdżeniu po ścianach nie widziała jednak nic złego, chciała w ten sposób pokazać, że potrafi sobie poradzić na każdej drodze.
Na twarzy szaleńczy uśmiech, radio na full, ręce na kierownicy i okularki na oczach. Oh, jak ona uwielbiała prowadzić!

Edith przeszukiwała filmiki i wpisy na blogach w internecie. Wszystkie które zawierały nagranie pocałunki jej i Kota, były przez nią zgłaszane jako nadużycie.
Plagga: Ed jaki dajesz powód zgłoszenia?
Ed: Naruszenie praw autorskich.
Plagga: Ale Alya pozwala kopiować jej treści z biedrobloga pod warunkiem podania źródła.
Ed: O to się nie martw
Większość osób nie podaje źródeł
Plagga: No tak, ale Alya usunęła nagranie, to jak udowodnisz zgłoszenie praw autorskich?
Ed: Ale ty masz problem...
Mam do niej napisać, żeby przywróciła filmik?
Plagga: Ale to nic nie zmieni, przecież data dodanie będzie już późniejsza niż tych wszystkich filmów w necie.
Ed: Nie rozkminiaj tylko zgłaszaj.
Tymże zdaniem kończącym rozmowę, Frasinati powróciła do zgłaszania filmików. Jednak nie dane jej było w spokoju pracować, gdyż nów otrzymała wiadomość od Adriena.
Plagga: Ale za bezpodstawne zgłaszanie mogą ci zablokować konto
Ed: ...
Ty to czasem potrafisz mi zepsuć humor.
- Ed, może spojrzałabyś na telewizor? - powiedział Zabb.
- W tej chwili jestem bardzo zajęta. - odparła.
- Ale...
- Nie przeszkadzaj mi, to naprawdę ważne co robię!
Ed: Poza tym, to wcale nie jest bezpodstawne!
Plagga: No niby tak, ale weź to wytłumacz administracji
Ed: Już ja im wytłumaczę.
Tak im wytłumaczę, że zrobię im sprawę w sądzie.
Ty się nie przejmuj tylko zgłaszaj, wszystko co znajdziesz.
Plagga: No przecież ciągle zgłaszam!
Ale ciągle dodają jakieś nowe filmiki.
Ed: No i jaki dajesz powód?
Plagga: Ten co ty
Ed: (y)
- Ed, serio powinnaś zerknąć na ten telewizor! - zawołał Zabb.
- Dobra!
- Na ulicach od kilku godzin szaleje monster truck. - mówiła prezenterka. - Jeździ po chodnikach, dachach, a nawet dwa razy zdobył szczyt wieży Eiffla! Gdzie się podziewają Drzewołaz i Czarny Kot?
- Ups. - wyszeptała Edith.
- No właśnie, UPS! - wrzasnął Zabb. - Co z ciebie za bohaterka?! - kwami zaczęło robić jej kazanie, ale Frasinati przestała go słuchać, zaraz po tym jak powiedział "no".
Ed: Mamy problem
Plagga: Jaki?
Ed: Babcia Klozetowa
Plagga: Świetnie... Sobie znalazł okazję...
Przecież filmiki się same nie pozgłaszają!
Ed: No właśnie!
Dlatego mam pomysł.
Ja pójdę walczyć, a ty będziesz zgłaszał.
Plagga: Nie, zróbmy na odwrót.
Mam dość tego zgłaszania.
Ed: Myślisz, że ja nie? Palce mnie nigdy tak nie bolały, nawet jak napisałam trzy rozdziały mojego fanfiku!
- Edith! - zawołał Zabb.
- No dobra, dobra! Rzekotka skaczemy!

Monser Truck zatrzymał się pod ośrodkiem egzaminacyjnym.
Drzwi otworzyły się a mężczyzna wypadł na chodnik. Od tej jazdy posiwiał.
- Nadal pan uważa, że nie potrafię jeździć? - powiedziała Mistrzyni uśmiechając się.
- Oj potrafi pani, potrafi. - pokiwał gorliwie głową, błagając w myślach by dała mu już spokój.
- Wyśle pan do starostwa zaświadczenie o wynikach mojego egzaminu?
- Wyślę tak wyślę, za dwa tygodnie odbierze pani swoje prawo jazdy. Czy mogę już sobie iść?
W odpowiedzi dziewczyna zatrzasnęła za nim drzwi. Zadowolony szybko uciekł schować sję w toalecie.
Mistrz Kierownicy tymczasem przyglądała się świstkowi papieru, który właśnie dostała. "Paulina Soler Egzamin Pozytywny". Uśmiechnęła się pod nosem. Jedna (i ta najważniejsza, przynajmniej dla niej) misja wykonana. Pora na drugą, mniej ważną. Czas odebrać Czarnemu Kotu miraculum.

Czarny Kot stał wyprostowany wpatrując się w śmigający po ulicach samochód.
- W końcu cię mamy - wysapała Drzewołaz, zjawiając się u boku przyjaciela.
- To jak? Ruszamy?
W odpowiedzi Ed skinęła krótko głową. Bohaterowie zeskoczyli z dachu budynku, lądując twardo na asfalcie.

- Czekałam na was. - powiedziała dziewczyna wysiadając ze swojego monster trucka i opierając się o maskę. - Nie wiedziałam ile jeszcze czasu mam tu robić zamieszanie, żebyście mnie wreszcie znaleźli.
- Jak miło, że jesteśmy dla ciebie tacy ważni. - powiedziała Drzewołaz.
- Oh ty nie. Tylko on mnie interesuje. - sprostowała zaakumowana wskazując Czarnego Kota.
- Auć. - skomentowała Ed, a zaraz potem dodała: - Kocie interesują się tobą szaleni kierowcy.
- Nie jestem szalonym kierowcą tylko Mistrzem Kierownicy!
- Naprawdę? I tak będę ci mówić Szalony Kierowca.
Zaakumowana zacisnęła pięści. Jednak po chwili je rozluźniła i uśmiechnęła się.
- W takim razie ja będę cię nazywać Niebieską Żabą.
- A! - Drzewołaz złapała się za serce. - Jesteś okrutna!
Czarny Kot przypatrywał się tej potyczce słownej z zaciekawieniem, nie śmiąc się wtrącać. Jednak oprócz niego, ktoś jeszcze to obserwował i jemu nie było do śmiechu.
„Przestań się z nimi droczyć.” - usłyszała w swojej głowie Mistrzyni, głos Władcy Ciem. - „Odbierz mu wreszcie to miraculum.”
Dziewczyna zadarła wysoko głowę i zwróciła się do Czarnego Kota.
- Oddaj mi swoje miraculum, a rozstaniemy się w pokoju.
- Chyba sobie kpisz. - odezwał się wreszcie chłopak.
- Jeśli chcesz miraculum będziesz musiała nas pokonać! - wykrzyknęła Drzewołaz.
- Ciebie to nie dotyczy. - powiedziała zaakumowana. - Wycofaj się póki masz czas.
- Ani mi się śni! - wykrzyknęła Edith ruszając na antagonistkę dzierżąc w dłoni lasso i krzycząc przy tym „ATAK!”.
Nie spodziewała się jednak, że kiedy zarzuci na wroga swoją broń, ta tak po prostu złapie linę jakby nie robiło to na niej wrażenia. Na chwilę bohaterkę zamurowało. Jednak szybko się opamiętała i pociągnęła za lasso. Mistrzyni Kierownicy jednak wcale nie zamierzała go puścić. Tą część sznurka, którą miała do dyspozycji owinęła wokół koła swojego Monster Trucka. Samochód odpalił na wstecznym i zwalił Drzewołaz z nóg, wyrywając jej przy okazji broń z ręki.
- To by chyba było tyle z twojej strony? - powiedziała szykując się do oddania ciosu, kiedy bohaterka usiłowała wstać. Jednak zanim zdążyła ją zaatakować, kij Czarnego Kota uderzył ją w brzuch odrzucając ją daleko od przyjaciółki. Mistrzyni Kierownicy podniosła się z grymasem, trzymając się za brzuch. Podjechał do niej jej Monster Truck, a ona odwiązała lasso z opony.
Czarny Kot pomógł tymczasem Drzewołaz wstać.
- Ona sobie przywłaszczyła moją broń! - powiedziała wściekła Edith.
- Spokojnie. Odbierzesz jej ją. Nie takim przeciwnościom losu stawialiśmy czoła. Nie pokona nas jakiś byle Mistrz Kierownicy.
- Masz rację. - bohaterka uśmiechnęła się. - Tylko na tyle cię stać? - wykrzyknęła. - Bo dla nas to była dopiero rozgrzewka.
Mistrz Kierownicy wyszczerzyła zęby.
- Dla mnie też.

Alya nie bacząc na mieszkańców kamienicy, weszła na ich balkon. Przed wezwaniem policji powstrzymała ich nastoletnia córka, która była fanką Biedrobloga. Poza tym Alya obiecała jej, że za użyczenie balkonu będzie mogła wystąpić w nagraniu video, które właśnie transmituje.
Tak się składało, że z balkonu kamienicy, na którym właśnie się znajdowała, były najlepsze widoki na ulice, na której właśnie skrzyżowały się drogi Mistrza Kierownicy z Czarnym Kotem i Drzewołaz.
- Witajcie, tu wasza ulubiona blogerka Alya! - przywitała się do telefonu. - Właśnie, wraz z Rosą - skierowała kamerkę na nastolatkę, która szeroko uśmiechnięta pomachała do widzów. - transmituję, na żywo, walkę naszych bohaterów z Mistrzynią Kierownicy!

Trudno opisać słowami bitwę bohaterów ze złoczyńcą, takie rzeczy lepiej oglądać.
Drzewołaz i Czarny Kot wymieniali się ciosami i kopniakami z Mistrzynią Kierownicy. Czarny Kot odebrał kobiecie lasso i zwrócił je przyjaciółce, jednak to nie umniejszyło szans zaakumowanej. Co jakiś czas dziewczyna napuszczała na bohaterów swojego Monster Trucka. I choć miała do dyspozycji takie auto, nie mogła nie zauważyć, że w staraniach o zdobycie miraculum wcale nie posuwa się do przodu, a wręcz przeciwnie - przegrywa.
Miała już tego serdecznie dość. Ta walka nie tak miała wyglądać! To ona jest tu przedstawicielką ludzi inteligentnych, to ona ma tu chłodny umysł! Niech go wreszcie użyje i przeanalizuje całą sytuację.
Odparła atak Czarnego Kota i wskoczyła na maskę swojego samochodu.
"Szybko, myśl!" - wykrzyknęła w swojej głowie. - "Mają przewagę liczebną, trzeba to zmienić."
Drzewołaz szykowała się do zarzucenia swojego lassa na Mistrza Kierownicy, kiedy antagonistka wykrzyknęła:
- I tak mnie nie pokonacie!
- Czyżby? Mamy przewagę! - odparła Żaba.
Wtedy silniki wszystkich samochodów na okolicznych parkingach zostały uruchomione.
- Musiałaś to mówić? - zapytał Kot.
Mistrzyni Kierownicy uśmiechnęła się.
- Jak widzisz mam jeszcze parę asów w rękawie. - uśmiechnęła się do Drzewołaz. Skierowała swoją rękę ku niej i Czarnemu Kotu, a wtedy wszystkie samochody ruszyły w ich stronę.
Bohaterowie zgrabnie zaczęli unikać rozjechania przez samochody. Jednak antagonistce nie zależało na tym by zostawić po nich placek na asfalcie. Chciała ich rozdzielić. Im dalej od Czarnego Kota będzie Drzewołaz tym większe będzie miała z nim szanse. A jakby udało jej się przygwoździć bohatera między samochodami, nie musiałaby z nim nawet walczyć, po prostu ściągnęła by mu pierścień z palca.
"Brawo, Mistrzu Kierownicy." - usłyszała głos Władcy Ciem. - "Widzę, że wybrałem odpowiednią osobę na swojego słu... pomocnika."
Mistrzyni wyszczerzyła zęby. Była już tak blisko zwycięstwa.
Jednak najwyraźniej ani ona, ani Władca Ciem, nie rozumieli, że nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca.

- Czarny Kocie, gdzie jesteś?! - wykrzyknęła Edith gubiąc się na ulicy pełnej samochodów.
Na szczęście nie była na tyle daleko, żeby Adrien jej nie usłyszał. Chłopak rozejrzał się dookoła orientując się, że antagonistka zapędziła go w pułapkę. Dziewczyna wykorzystała wszystkie samochody stojące na ulicy. Zniszczy je, to dziewczyna zostanie odcięta od rzeczy, które może wykorzystać jako broń.
Chyba najwyższy czas by użyć swoich mocy.
- Kotaklizm! - wykrzyknął dotykając maski najbliższego samochodu.
Jeśli ktoś do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego jak silna była moc destrukcji Czarnego Kota, mógł się przekonać o tym właśnie teraz. Jednym dotknięciem Kot zniszczył wszystkie samochody, którymi sterowała Mistrzyni Kierownicy, łącznie z jej monster truckiem.
- Nie! - wrzasnęła antagonistka.
- Drzewołaz, kończymy zabawę! - powiedział do przyjaciółki. Dziewczyna kiwnęła głową.
- Musimy zabrać jej okulary! - zakomunikowała.
- Po moim trupie! - wrzasnęła Mistrzyni Kierownicy. - Znaczy, trochę wyolbrzymiam, no bo nie będę umierać dla okularów. - machnęła ręką. - Ale i tak wam ich nie oddam!
Drzewołaz i Czarny Kot zgodnie na nią ruszyli.
- Poskromienie! - wrzasnęła dziewczyna.
- Chciałabyś. - wysyczała antagonistka zdejmując z siebie czarny płaszcz. Rzuciła go prosto w stronę Drzewołaz, a ta próbując się osłonić, zmarnowała swoją moc na poskramianie płaszcza.
Jednak to jeszcze nie był koniec walki. Może i Mistrzyni nie została poskromiona, ale to nie przeszkodziło Kotu strącić jej okularów z twarzy. Szybko złapał je za jeden zausznik, zaakumowana chwyciła drugi. Żadne z nich nie zamierzało puścić.
Dziewczyna przy okazji usiłowała dostać się do pierścienia Kota, jednak wkrótce oplotło ją lasso Drzewołaz. Bohaterka używając całej siły odciągnęła ją od Kota. Jedyne co ich w tej chwili łączyło to to, że oboje trzymali zaakumowane okulary.

Mistrzyni Kierownicy zaczęła szybko analizować sytuację. Nie dostanie pierścienia Kota, Drzewołaz ją odciągnęła. Chłopak zabierze zaraz jej okulary. W okolicy żadnego samochodu.
Jeśli pozbawią ją tego przedmiotu, straci dostęp do swoich mocy. Będzie zamknięta w jakimś ośrodku, a świat zapomni o Mistrzu Kierownicy.
Nie! Nie godziła się na to. Musi być inne rozwiązanie.
Wtedy w jej głowie pojawił się obraz pierwszego ataku Władcy Ciem na Paryż. Biedronka nie oczyściła akumy, przez co powstała ogromna armia podobnych do zaakumowanego. A tak się składało, że teraz czerwonej bohaterki tu nie ma. Gdyby wypuściła akumę, nikt by jej nie oczyścił. Co prawda zniknęła by na jakiś czas, zamieniając się z powrotem w nudną Soler, ale jak już by powróciła to z armią Mistrzów Kierownicy na jej usługach!
Szybko przekręciła nadgarstek, łamiąc przy tym okulary na pół.

Akuma poszybowała ku słońcu, Czarny Kot i Drzewołaz wpatrywali się w nią przerażeni, podczas gdy na twarzy antagonistki można było dostrzec szeroki uśmiech. Dziewczyna przyglądała się jeszcze przez chwilę motylowi, a po czym padła na kolanach na asfalt zamieniając się z powrotem w Paulinę Soler.
- Masz siatkę na motyle? - zawołał przerażony Kot.
- Skąd ja ci wezmę siatkę na motyle?! - odparła Drzewołaz.
Jednak ich problem rozwiązał się szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
W jednej chwili powietrze przeszył świst, a Akuma zniknęła.
- Do widzenia mały motylu. - Zgromadzeni prędko odwrócili głowę w kierunku z którego dobiegł ich głos, bez wątpienia był to głos Biedronki.
Bohaterka stała kilka metrów od nich obserwując odlatującego motyla. W dłoni ściskała swe magiczne jojo, a na jej twarzy widniał promienny uśmiech.
Dar Biedronki natychmiast uprzątną szkody wyrządzone podczas walki z Mistrzem Kierownicy.

Paulina Soler przyglądała się temu zamieszaniu z przerażeniem. Ludzie zebrani byli w oknach i na obu końcach ulicy. A co ona robiła w samym centrum?
Złapała się za głowę.
Zauważyła, że w kieszeni ma jakiś świstek papieru.
"Egzamin zdany pozytywnie."
Tak, wygląda na to, że padła ofiarą Władcy Ciem. Przynajmniej wynikły z tego jakieś plusy.
Szybko podjęła z ulicy swoje okulary przeciwsłoneczne (także naprawione mocą Biedronki) i uciekła w stronę tłumu, wykorzystując fakt, że wszystkie oczy zwrócone są ku dawno nieobecnej bohaterce.

Tymczasem Drzewołaz stała lekko skamieniała wpatrując się w ten cieszący oczy obrazek. Uśmiechnęła się delikatnie. Ukochana bohaterka Paryża, nareszcie powróciła! Akumy zostaną oczyszczone, a ludzie powrócą do swych domów i rodzin!
Ale to oznacz też, że ona, Drzewołaz, nie jest już nikomu do niczego potrzebna.
Gdy tylko dziewczyna zdała sobie z tego sprawę, jej uśmiech się rozpłynął.

Czarny Kot w mgnieniu oka rozpromienił się i wręcz rzucił się ku czerwonoczarnej postaci by ją uściskać. Drogę jednak zagrodzili mu liczni paparazzi, którzy, zaczęli obdarowywać Biedronkę błyskami fleszów po oczach i zadawać jej pytania typu "Gdzie byłaś jak cię nie było?", "Kiedy akumy zostaną oczyszczone a ludzie wrócą z ośrodków?".
Czarny Kot wciąż usiłował się przecisnąć przez tłum, jednak po kilku próbach zrezygnował. Rozejrzał się dookoła zastanawiając się, czy z góry jakoś nie porwać Biedronki, jednak zamiast tego zauważył oddalającą się postać - Drzewołaz.

- Drzewołaz zaczekaj! - wykrzyknął Czarny Kot, podążając za zamaskowaną.
Dziewczyna zatrzymała się na jednym z dachów i odwrócił ku zmierzającemu do niej przyjacielowi. Kilka sekund później Adrien z szerokim uśmiechem na ustach, stał naprzeciw brązowowłosej.
- Co tak czmychłaś bez pożegnania?
- Nie chciałam psuć klimatu. Biedronka wróciła i wszyscy są w euforii, a ja pewnie znów bym coś zaderpiła.
- Takiej euforii nawet ty byś nie popsuła. Lepiej powiedz mi co cię gryzie? Nagle zmarkotniałaś.
- Nic po prostu... - Ed westchnęła i spojrzała przyjacielowi w oczy. - Biedronka wróciła.
Dopiero po chwili Adrien zrozumiał o co chodzi Niebieskiej Żabie.
- Och, no tak... Zapomniałem - mruknął marszcząc brwi. - Wiesz jeśli chcesz, możesz...
- Nie, obiecałam Rzekotce, że to tylko na czas jej nieobecności.
- Więc to koniec? Naszej współpracy?
Ed nie odpowiedziała, Adrienowi jednak to wystarczyło. Ta cisza, mówiła wszystko.
- Będę tęsknił - odezwał się chłopak przytulając Niebieską.
- Ja też, głównie za tym, że mogę chodzić po ścianach, ale za tobą też.
- Dzięki - odparł rozbawiony Agreste. - Mam nadzieję, że kontakt mimo wszystko nam się nie urwie.
- Raczej wątpię, będę do ciebie regularnie wydzwaniać. Znaczy nie ja, tylko Rzekotka i nie do ciebie tylko do Plagga, ale z mojego telefonu, więc się liczy.
- No i pewnie jeszcze nie raz zgubisz Rzekotkę.
- Zapewne - przyznała Frasinati. - Mam nadzieję, że uda ci się w końcu podbić serce Biedronki. Teraz gdy wróciła, nie masz już wymówki, więc zepnij dupę i ogarnij się chłopie, bo chcę by choć jedno moje OTP stało się kanonem.
- Choć jedno? Czy OTP nie jest tylko jedno?
- Za krótko siedzisz w fandomie by to pojąć.
Adrien zaśmiał się ponownie.
- Do zobaczenia Niebieska Żabko - szepnął jej do ucha i pocałował w czoło.
Miał właśnie odwrócić się i odejść, gdy dostrzegł na twarzy Ed znajomy grymas. Znał ją na tyle dobrze, że bez problemu go rozszyfrował. Dziewczyna chciała mu coś powiedzieć.
- Czy jest coś jeszcze co chciałabyś mi powiedzieć? - zapytał, choć znał odpowiedź.
- Ja... - zaczęła Frasinati.
Dziewczyna zacisnęła pięści z determinacją. Powinna mu to powiedzieć, jeśli nie teraz to kiedy?
- Wiesz kocie, nigdy ci tego nie mówiłam, bo bałam się twojej reakcji, ale... - Drzewołaz głęboko odetchnęła, po czym wyrzuciła z siebie jednym tchem: - głupio wyglądasz z tym dzwoneczkiem.

Witaj na czacie Biedrobloga!
HamburgerUgodzonyJajkiem: .
.

gsagaaaagagehyufuaw
:<
ZawodowaShipperka dołączyła do czatu!
ZawodowaShipperka: Hej! <3 br="">HamburgerUgodzonyJajkiem: Hejo <3 br="">Tak tęskniłam!
ZawodowaShipperka: Ja też <3 br="">Znaczy się
Ja nie
Bo wiesz, byłam pod wpływem akumy
I raczej wątpię żebym wtedy myślała o tobie
Wybacz ;(
HamburgerUgodzonyJajkiem: Najważniejsze, że wróciłaś :D
Tak tu nudno i pusto było
ZawodowaShipperka: Wiem
Właśnie obczajam wpisy na biedroblogu
Patrick i Francesca też byli zaakumowani
O jakiś nowy wpis! :D
HamburgerUgodzonyJajkiem: Onie;_;
ZawodowaShipperka: No co ja widzę xDD
HamburgerUgodzonyJajkiem: Ćśś
ZawodowaShipperka: To takie piękne <3 br="">Panna Święta Cierpliwość straciła cierpliwość? xDD
HamburgerUgodzonyJajkiem: Skończ.
ZawodowaShipperka: Uuu, kropka nienawiści xD
Hakkerini dołączył do czatu!
Hakkerini: Witajcie moje miłe <3 br="">HamburgerUgodzonyJajkiem: Heej ^^
ZawodowaShipperka: Hejka :D
Pati,
Zgadnij kogo zaakumili xD
Hakkerini: Ciebie?
ZawodowaShipperka: To też, ale o kogoś innego mi chodziło
HamburgerUgodzonyJajkiem: Jeju...
ZawodowaShipperka: >)
Hakkerini: Francesce
ZawodowaShipperka: Tak, ją też
Ale serio, miałam na myśli kogoś innego
Hakkerini: To pewnie chodziło ci o mnie xD
ZawodowaShipperka: Nie =]
Hakkerini: No nie mów, że zaakumował osobę o nicku z niepochlebnym skrótowcem?
ZawodowaShipperka: Tak XD
Hakkerini: No co ty? xD
ZawodowaShipperka: No, tak XD
Hakkerini: XD
ZawodowaShipperka: XD
Hakkerini: XD
ZawodowaShipperka: XD
Hakkerini: XD
ZawodowaShipperka: XD
Hakkerini: XD
ZawodowaShipperka: XD
HamburgerUgodzonyJajkiem: Wielkie mi rzeczy
Was też zaakumował
ZawodowaShipperka: Tak, ale to nie my pisaliśmy
"Mnie nigdy nie zaakumuje"
"Ale idioci z tych zaakumowanych"
Hakkerini: XD
HamburgerUgodzonyJajkiem: Dobra, dobra, odpuść sobie
ZawodowaShipperka: Właśnie oglądam filmik z twojej walki z Kotem i Żabką
HamburgerUgodzonyJajkiem: O nie ;_;
ZawodowaShipperka: O tak =]
FranaK dołączyła do czatu!
HamburgerUgodzonyJajkiem: Heej :D
No nareszcie :D
FranaK: olo
Sorry, że tak późno
Spałam
Hakkerini: Hej, moja miła <3 br="">ZawodowaShipperka: Hejka :D
Zgadnij kogo zaakumowali :D
HamburgerUgodzonyJajkiem: Ta znowu zaczyna...
FranaK: Burgera
ZawodowaShipperka: Bingo :D
FranaK: Właśnie oglądam
Fajnie wyglądałaś
HamburgerUgodzonyJajkiem: Skończcie -_-
ZawodowaShipperka: Ale serio fajnie wyglądałaś :D
HamburgerUgodzonyJajkiem: Eh...
ale przynajmniej
ta akumizacja ma swoje plusy
bo
ZDAŁAM PRAWKO!
ZawodowaShipperka: Brawo :D
Gratki <3 br="">FranaK: Gratki :D
Hakkerini: Gratki <3 br="">HamburgerUgodzonyJajkiem: Dzięki <3 br="">nie ma to jak zastraszać egzaminatora xD
FranaK: xD
Hakkerini: XD
ZawodowaShipperka: XD
Ej ale serio
Czadowo wyglądałaś
I fajnie walczyłaś, zobacz sobie [link]
HamburgerUgodzonyJajkiem: Nom, całkiem całkiem
Byłam bliższa pokonania Czarnego Kota i Drzewołaz niż ktokolwiek inny B)
FranaK: Tak, tak
Tak czy siak, dałaś się zaakumować
Hakkerini: XD
ZawodowaShipperka: Ooo! <3 br="">Ja też wyglądałam super jako pani prezes <3 br="">Ooo, byliście ze mną w ratuszu <3 br="">FranaK: Tak
Ściągnęłaś nas tam siłą
ZawodowaShipperka: Wy też super wyglądaliście <3 br="">Kurcze, serio uwielbiam swój wygląd jako Pani Prezes <3 br="">Chyba zrobię sobie screena i ustawie jako avatar
HamburgerUgodzonyJajkiem: Fakt
Władca Ciem wymyśla całkiem fajne kreacje
ZawodowaShipperka: No nie? <3 br="">Mógłby być projektantem mody!
Kupowałabym jego projekty :D

Zabawa w bohatera

Drzewołaz wylądowała na zapleczu szkoły walk Courageux. Dziesięć sekund później stała się na powrót zwykłą Edith.
- Masz coś dla mnie? - zapytał Zabb kładąc się wyczerpany na ramieniu nastolatki.
- Tak, w dojo mam zapasową paczkę chipsów - odparła Ed wychodząc z zaułka i kierując się ku głównemu wejściu. - A teraz schowaj się.
Zabb wleciał we włosy nastolatki, a ta otworzyła drzwi i skierowała się wprost do szatni dziewcząt.
Wyszła po jakiś dziesięciu minutach i udała do sali ćwiczeń. Ze zdumieniem zauważyła, że jest pierwsza. Nie przejmując się tym specjalnie, usiadła na macie i czekała. I czekała. I czekała.
Po dobrych trzydziestu minutach w końcu usłyszała krzątaninę na korytarzu i w sali ćwiczeń pojawił się trener.
- Frasinati! - zawołał na widok brązowowłosej. - Jak tu weszłaś?
- Drzwi były otwarte - odparła nastolatka, lekko wystraszona na reakcję mistrza.
- Serio? Znów musiałem nie zamknąć na noc - mruknął mężczyzna do siebie, po czym znów zwrócił się do Ed. - Ale to nie zmienia faktu, co robisz tu tak wcześnie?
- Jak to wcześnie? Byłam zaledwie dziesięć minut przed czasem, a czekam już chyba wieczność. To mistrz się spóźnił.
- Mistrz się nigdy nie spóźnia, to uczniowie przychodzą za wcześnie, a ty faktycznie przyszłaś za wcześnie. Nie dostałaś wiadomości, że przenieśliśmy dzisiejsze zajęcia o godzinę?
- Co? - zdumiałą się dziewczyna. - Nie, nie dostałam.
- Sorel miał cię poinformować. Osobiście prosił mnie o zmianę godziny i zobowiązał się dać wszystkim znać.
- No tak, Sorel - warknęła dziewczyna przez zaciśnięte zęby.
- No nic, ale skoro już przyszłaś to... Siedź dalej.
- Dzięki mistrzu - mruknęła nastolatka. Wzięła głębszy oddech i wróciła do czekania.
Jakiś czas później do dojo zaczęli wlewać się pozostali uczniowie i zajmować swoje miejsca. Jako ostatni do sali wszedł wysoki i umięśniony brunet.
Dostrzegłszy siedzącą na macie Ed, uśmiechnął się kpiąco i przysiadł obok niej.
- Jak się siedzi? - zagadał nie gasząc swego nieprzyjemnego uśmiechu.
Dziewczyna jednak milczała, dzielnie wpatrując się w ścianę naprzeciw.
- Hey, chyba nie masz mi za złe, że zapomniałem cię poinformować o przeniesieniu zajęć? - Ed nadal milczała. Jednak każdy kto znał ją tak dobrze jak Daniel, wiedział, że długo to nie potrwa. - Powinnaś być mi wdzięczna. Dzięki mnie mogłaś poćwiczyć cierpliwość i silną wolę.
- Ćwiczę ją za każdym razem, gdy powstrzymuję się od zdzielenia ci w pistaszki - warknęła w końcu szatynka. - Więc wróciłeś już ze swojej wycieczki do Japonii? - zapytała, jednak nadal nie zaszczyciła chłopaka spojrzeniem. Podczas gdy czarnowłosy cały czas na nią zerkał, ta wzrok utkwiony miała w ścianie. - I nic Cię tam nie zjadło?
- Zazdrość przez ciebie przemawia. Jeśli ładnie poprosisz kiedyś cię tam zabiorę.
- Chyba tylko po to bym mogła strącić Cię z góry fugu.
- Chyba Fudżi. Fugu to japońskie danie.
- Zwał jak zwał. Bylebyś się zabił.
- Jak zawsze miła i delikatna. Jak to jest być jedyną dziewczyną w dojo?
- Jak się czujesz z tym, że jesteś jedynym kretynem w dojo?
- Czy mi się wydaje, czy schudłaś od naszego ostatniego spotkania? A nie to tylko złudzenie optyczne.
- Ściąłeś włosy, czy ten twój żel w końcu Ci je wypalił?
- Powiedz mi lepiej, jak ci się ćwiczyło bez mojej obecności? Pewnie nikt, nie chciał ci partnerować. Kto by sobie poradził z takim derpem, poza mną.
- To był najcudowniejszy tydzień mojego życia. Nie musiałam oglądać twojej twarzy. Nie myślałeś o przeprowadzce?
- W życiu cię nie zostawię.
- Nie miałabym nic przeciw.
Dalsze docinki zostały przerwane pojawieniem się trenera. Mężczyzna, gdy tylko wyszedł ze swojego gabinetu, zagrzmiał swym tubalnym głosem.
- Frasinati! Co ja mówiłem o wiązaniu włosów podczas treningów?
- Przecież są związane.
- O serio? Nie zauważyłem. Weź zwiąż je jeszcze raz.
Ed zmrużyła zrezygnowana oczy i ponownie związała swe włosy. Nie dało to jednak większego rezultatu. Jej bujne loki, nadal żyły własnym życiem.
- Chłopaki - odezwał się ponownie sensej. - I dziewczyno, witam was na kolejnym treningu. Namaste, Ohaio, i inne takie. Podczas dzisiejszych zajęć przeprowadzimy sobie małe eliminacje do zbliżających się ogólnoparyskich zawodów karate. Każde dojo ma możliwość wystawienia jedynie trzech najlepszych zawodników, obu płci. W sumie sześciu reprezentantów. Ponieważ nasze dojo nie dysponuje trzema najlepszymi dziewczynami, musimy zadowolić się Frasinati. Gratulacje Frasinati, jesteś w reprezentacji.
- Jess - ucieszyła się szczerze Ed i zrobiła znak zwycięstwa.
Mężczyzna kontynuował.
- Reszta będzie musiała się nieźle nagimnastykować, by zasilić nasz skład. No może poza Sorelem. Bez problemu skopie wam wszystkim tyłki, ale nam trzeba trzech reprezentantów. Pozostałe miejsca też przydałoby się obsadzić. Serio, dobrze by było mieć jeszcze ze dwóch takich Sorelów. Może w końcu pokonalibyśmy Dragonusy. Przeklęte gadziny, od dwóch lat zabierają nam złoto drużynowe sprzed nosa. Ale wracając. Na czym stanąłem?
- Na eliminacjach.
- A tak, dziękuję Sorel. Więc, dziś eliminacje, ale wcześniej rozgrzewka i krótkie przygotowanie. Okej, ode mnie to wszystko. Ktoś coś? Jakieś pytania?
- Właściwie ja mam jedno - odezwał się blondyn siedzący nieco przed Sorelem unosząc delikatnie dłoń.
- Mów Anders.
- Jestem Mancini. Dlaczego niektórzy z naszych uczniów, są traktowani z większym poważaniem niż inni?
- Żadnej nieuczciwości nie możecie mi zarzucić. Wszystkich traktuję z równą wzgardą - odparł poważnie sensej. - No może poza Sorelem, on ma specjalne względy. Ale to moje złoto, a złoto trzeba polerować.
- To dlaczego Frasinati ma własną szatnię? - kontynuował blondyn.
- Bo jest dziewczyną.
- Nie wygląda.
- Ale tak twierdzi.
- Czyli jak bym ja stwierdził, że też jestem dziewczyną, to dostałbym własną szatnię?
- Uważaj bo ja stwierdzę, że jestem kangurem i nakopie ci do tyłka - odezwała się Edith.
Po sali rozeszły się ciche śmiechy.
- No ale równie dobrze mogłaby się z nami przebierać. Nie widzę przeciwwskazań.
- Niestety sanepid i zasady BHP widzą. Jeszcze co? Nie? Okej. Przechodzimy do ćwiczeń.
Uczniowie przeszli do krótkiej przebieżki, a potem tradycyjnych sparingów w swoich treningowych parach. Edith miała oczywiście to szczęście, że od ośmiu lat jej parą niezmiennie był sam Daniel Sorel.
Nastolatkowie stanęli naprzeciw siebie. Chłopak uśmiechnął się niepokojąco.
- Pięć - oznajmił wyłamując palce.
- Co pięć?
- W tylu ruchach cię dziś położę.
- No chyba nie.
Ku ogólnemu zdumieniu czarnowłosego, potrzebował znacznie więcej niż pięć ruchów by Edith wylądowała na macie.
Frasinati z uśmiechem poderwała się z podłogi i wykrzyknęła cała rozradowana.
- Ha! I co! Wygrałam! Znaczy... - dziewczyna odchrząknęła. - Nie wygrałam, ale ty się myliłeś.

Tymczasem Adrien z tacą wyładowaną camembertem i drugim śniadaniem wszedł do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Postawił półmisek na stole i ze szklanką soku w dłoni, usiadł na kanapie włączając telewizor.
- Plagg, przyniosłem ser - oznajmił nastolatek.
Jego Kwami zjawiło się w mgnieniu oka. W łapkach trzymało telefon młodego Agresta. Odłożyło urządzenie na stolik i zabrało się za ser.
- Więc - dobiegł z głośnika komórki piskliwy głos. Na ten dźwięk, Adrien drgną wystraszony oblewając się napojem. - Co z tym Marinette?
- Przepraszam Plagg, z kim ty rozmawiasz? - odezwał chłopak rozcierając plamę na koszulce.
- Poczekaj chwilę Zabb, młody coś chce - zwrócił się do słuchawki Plagg. - Czego?
- Pytałem z kim rozmawiasz z mojego telefonu.
- Z Zabbem - odparł Plagg i wrócił do konwersacji. - No poznał ją w zeszłym roku i chyba coś ze sobą kręcą. Tak mi mówi mój szósty zmysł.
- Czekaj, czy Zabb to Kwami Edith?
- Moment Zabb - Plagg znów przerwał rozmowę i zwrócił się nieco oburzony do blondyna. - Tak, Zabb jest Kwami Drzewołaz. Czy masz jeszcze jakieś durne pytania, czy mogę wrócić spokojnie do rozmowy?
- Czy wy rozmawiacie o mnie?
- Wiesz, świat nie kręci się wkoło ciebie i nie wszyscy gadają tylko na twój temat - oburzył się stworek. - Jestem Zabb.
- Cześć Zabb! - zawołał Adrien.
- Cześć Czarny Kot!
- Co tam u Edith?
- Ma trening Karate.
- Trenuje Karate?
- Tak, jakieś zawsze.
- Nie mówiła mi, że trenuje Karate.
- A ty jej, że trenujesz szermierkę - odparło Kwami Drzewołaz.
- Skąd wiesz, że trenuję szermierkę?
- Plagg mi powiedział.
- Często tak sobie gadacie?
- Odkąd Ed dała ci swój numer.
- To tłumaczy podwyższenie moich rachunków za telefon.
- Owszem, to jeden z powodów - przyznał Plagg.
- O czym sobie rozmawialiście?
- O tobie - Adrien rzucił swojemu Kwami mordercze spojrzenie, na co stworek uśmiechnął się i wzruszył ramionami. - Plagg opowiadał mi właśnie o jakimś Marinette w którym się bujasz.
- Marinette to dziewczyna i nie bujam się w niej. To moja przyjaciółka - oznajmił natychmiast blondyn.
- Phhh - prychnął Plagg. - Tak jak Edith nie kocha się w Danielu, a on w niej.
- Że co? Jaki Daniel?
- Chłopak z treningów Edith o którym ostatnio opowiadałem Plaggowi - odparł Zabb.
- Uważamy, że coś do siebie mają - oznajmił Plagg. - I to nie jest niestrawność.
- Dokładnie, Ed ciągle na niego narzeka i wyklina. Jeanne robiła to samo z Federiko, a potem wzięli ślub.
- To dziadkowie Edith - wyjaśnił Plagg. - Jeanne była poprzednią opiekunką Zabba.
- Tak właśnie. Edith strasznie ją przypomina, tylko jest...
- Bardziej derpowata - dopowiedział Plagg.
- Ładnie to ująłeś bracie.
- Czy Edith wie, że tak sobie gadacie?
- A ty wiedziałeś, że Plagg używa twojego telefonu do kontaktu ze mną?
- Nie.
- To kiepski z ciebie opiekun. Zupełnie nie kontrolujesz swojego Kwami.
- Też mu to mówię - oznajmił Plagg.
- Dobra, ja kończę Plagg. Edith chce swój telefon.
- Spoko, do usłyszenia!
Kwami rozłączyły się. Plagg w spokoju kończył ser, podczas gdy Adrien wpatrywał się w niego z oczekiwaniem.
- Czy nie uważasz, że... - zaczął po chwili.
- Nie - przerwał mu stworek i przełknął ostatni kęs sera. - Przyniósł byś więcej.
- Ser chyba musi poczekać - oznajmił nastolatek wpatrując się w telewizor. Wyświetlany na nim był właśnie plac Pigalle. Z fontanny znajdującej się na rynku wytryskała piana. Obok niej stała barwnie ubrana dziewczyna z szerokim uśmiechem na twarzy. Ciskała kolorowymi kulkami w tłum zdezorientowanych ludzi. Każdy trafiony ów kulką, wybuchał niekontrolowanym śmiechem. - Władca Ciem znów uderzył.

Edith zarzuciła lasso na roześmianą dziewczynę. Ta jednak szybko zrobiła unik i cisnęła śmiechokulką wprost w Niebieską Żabę. Na całe szczęście, bohaterce udało się jej uniknąć.
- Hahahha! Śmiej się ze mną Żabciu! - zawołała opętana przez Akumę nastolatka. - Śmiech wydłuża życie.
- Tyle, że wcale nie jesteś zabawna! - zawołała Ed, dźwigając się z ziemi.
Za złoczyńcą pojawił się Czarny Kot. Blondyn za pomocą swego kociego kija podciął jej nogi. Nastolatka upadła na ziemię, jednak prędko podniosła się i uśmiechnęła na widok Czarnego Kota.
- Witaj Kotku, fajnie że wpadłeś. Jestem Funny i rozbawię cię do łez.
- Jak już wspomniała moja przedmówczyni, nie jesteś zabawna.
- To się jeszcze okaże - mruknęła Funny i podskoczyła wysoko w górę, po czym zaczęła obracać się dookoła jak bąk i wypuszczać kolorowe kulki. Każdy trafiony kulką człowiek, wybuchał przeraźliwym śmiechem.
Czarny Kot i Drzewołaz skryli się pospiesznie w pobliskiej uliczce i obserwowali obracającą się w powietrzu dziewczynę uważnie.
- Drugi atak Akumy dziś - odezwał się Adrien oddychając ciężko. - Pracowity ten nasz Władca Ciem ostatnio.
- Ma facet dobry dzień.
- Wiesz gdzie może być Akuma?
- Jest chyba w pasie, w którym Funny ma śmiechobomby.
- Okej, więc plan jest taki...
Nim jednak Czarny Kot zdołał dokończyć swą myśl, na szczycie budynku za którym się ukrywali, pojawiła się czarno-biała postać. Postać skoczyła na obracającą się w powietrzu dziewczynę, po czym oboje runęli na ziemię.
Czarny Kot i Niebieska Żaba skrzywili się z bólu.
- Sss - mruknęła Ed. - To musiało boleć.
Superzłoczyńca i tajemniczy przybysz, przyodziany w strój wojownika, poderwali się z ziemi, i stanęli naprzeciw siebie. Czarno-biały wyciągnął zza pasa bambusową laskę i zaczął nią obracać w dłoni. Tymczasem Śmieszka sięgnęła kilka barwnych kul i z uśmiechem zaczęła nimi żonglować.
- O zobacz! - zawołała Żaba na widok orężu przybysza. - Ma taką broń jak ty.
- Nie, ja mam kocikij, a on jakąś laskę - mruknął Czarny Kot, oburzony że ktoś śmiał pomylić jego ukochany kij z jakąś tanią podróbą.
Po chwili śmiechobomby jedna po drugiej powędrowały wprost ku wojownikowi. Ten jednak zręcznie je odbił i ruszył wprost na kolorową. Rozpoczęła się między nimi walka.
- Nie uważasz, że powinniśmy mu pomóc? - odezwała się niepewnie Niebieska Żaba.
- W sumie racja. Chodź.
Para pospiesznie wybiegła zza bloku i stanęła po obu stronach nowego kompana.
- Ktoś ty? - rzucił naprędce Kot ku nowemu sojusznikowi.
- Panda - odparł tamten nie spuszczając wzroku z rywalki.
Funny uśmiechnęła się na widok nowych przeciwników.
- Mnożycie się jak króliki. Mam pomysł! Pobawmy się w złap króliczka. Ja będę wilkiem - po tych słowach wyciągnęła zza pasa gumowego kurczaka, którym zaczęła wymachiwać niczym najprawdziwszym mieczem.
- Poddaj się Czarny Kocie! - wykrzyknęła robiąc zamach i uderzając Adriena prosto w głowę.
O dziwo Czarnemu Kotu nic się nie stało. Chłopak stanął lekko zszokowany.
- Nie boli - mruknął zdezorientowany.
- Upss... - zawołała Funny z uśmiechem, gdy dostrzegła, że jej oręż nie budzi już strachu w przeciwnikach.
Czarny Kot, Drzewołaz i Panda zaczęli się niebezpiecznie zbliżać do Śmieszki. Nastolatka widząc to wyciągnęła z kieszeni balon, który prędko nadmuchała i zwinęła w kształt psa. Balonowy pies niespodziewanie ożył i rzucił się na będącego najbliżej Pandę. Ten jednak jednym ruchem swego kostura pęknął go.
Śmieszka cofnęła się kilka kroków.
- Przestań się z nimi bawić i odbierz Miraculum Czarnemu Kotu! - usłyszała w głowie głos samego Władcy Ciem.
- Tak jest Władco Ciem.
W następnej sekundzie, Funny ponownie skoczyła w powietrze.
- Nie tak prędko! - zawołała Żaba.
Nim zakumiona nastolatka znalazła się poza zasięgiem broni, zarzuciła na nią swe lasso, łapiąc ją w talli. W tej samej chwili Śmieszka zaczęła się obracać dookoła z zawrotną szybkością, sprawiając tym samym, że Drzewołaz oderwała się od ziemi i zaczęła wirować dookoła uczepiona swej liny.
- Drzewołaz puść się! - zawołał Czarny Kot. - Złapię Cię!
- Nie! Ja ją złapię! - wykrzyknął Panda.
Nim jednak bohaterowie zdążyli zdecydować, który z nich złapie Niebieską Żabę, ta puściła swe lasso i poszybowała w bliżej nieokreślonym kierunku. Nastolatkowie zdążyli tylko zarejestrować, jak znika za jakimś blokiem.
Lasso Drzewołaz spadło na ziemię, a Funny zaczęła uwalniać swych balonowych podwładnych, którzy przybierali przeróżne kształty, od węży, przez pudle i małpy po żyrafy.
Gdy po kilku sekundach cała ulica była usłana balonowymi przyjaciółmi Funny, blondynka opadła na ziemię i uśmiechnęła się szeroko.
Gumowi podwładni złocznicy, rzucili się na stojących na ulicy bohaterów skutecznie ich rozdzielając.
Funny podeszła do Czarnego Kota.
- Zostałeś sam Czarny Kocie. To jak dogadamy się? Twoje Miraculum, za święty spokój - oznajmiła jak zawsze z uśmiechem na ustach.
- Pomarz sobie.
- Hey. Nieśmieszna panienko! - wykrzyknął Panda zbliżając się do Śmieszki. Po drodze rozdeptywał napotkane balony. - Czas na ciebie.
- Nie wtrącaj się! - wykrzyknęła nastolatka i cisnęła w niego śmiechobombą.
Ten jednak zręcznie ją odbił, a kulka powędrowała wprost w Niebieską Żabę, która nadbiegła z pobliskiego zaułka.
- Jestem... - zdążyła oznajmić. Reszta jej wypowiedzi utonęła w przeraźliwym śmiechu, który wydobył się z jej ust.
- Coś ty narobił! - zawołał rozeźlony Czarny Kot i spojrzał rozgniewany na Pandę.
Biało-czarny wojownik, jednak nic sobie z tego nie robił i ruszył na Funny, by znów się z nią pojedynkować.
Adrien tymczasem podszedł prędko do Drzewołaz.
- Wstawaj - oznajmił podciągając ją za ramię do góry i stawiając na nogi.
- Nie mogę - odparła Niebieska Żaba, śmiejąc się nieprzerwanie, po czym zatoczyła się i znów wylądowała na ziemi.
Czarny Kot westchnął ciężko i rozejrzał się dookoła. Może i nie miał "Szczęśliwego Trafu", ale kto powiedział, że nie potrafi wymyślić dobrego planu akcji, mając do dyspozycji to co akurat znajdzie na ulicy.
Wtem jego spojrzenie padło na lasso Drzewołaz porzucone na środku drogi. Chłopak podbiegł do niego odtrącając na boki balonowych napastników. Podniósł z ziemi i przywiązał do niego koci kij. Następnie podrzucił swą broń i sprawił, że zaklinowała się pomiędzy dwoma sąsiednimi budynkami. Po tym wszystkim, chwycił się lasso, niczym Tarzan rozbujał na nim i wpadł wprost na Śmieszkę zwalając ją z nóg, po czym pospiesznie związał ją liną. Na koniec odebrał jej pasek w którym skrywała się Akuma.
- Hey! Ja jeszcze nie skończyłam - wydarła się rozwścieczona nastolatka, widząc że Kot zamierza sobie od tak odejść.
- Ale ja tak - oznajmił blondyn, po czym wydobył z pasa jedną z kulek i cisnął w Funny, a ta wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem.
Czarny Kot z pasem zarzuconym na ramię podszedł do Edith. Po chwili u jego boku zjawił się również Panda.
- Pomóż Pando - zażądał Agreste, biorąc Ed pod ramię.
Czarnowłosy stanął po drugiej stronie nastolatki i pomógł ją prowadzić. Cała trójka ruszyła wolno ku zaułkowi.
- Poczekamy tu, póki policja nie zgarnie Śmieszki - oznajmił Kot pomagając Drzewołaz usiąść pod ścianą.
- Po co? - zdumiał się Panda.
- W razie gdyby się uwolniła, lub coś poszło nie tak podczas jej pojmania. Zawsze jedno z nas zostaje by mieć na oku opętanego, aż do przejęcia go przez służby bezpieczeństwa.
- Nie wiedziałem. Myślałem, że rozkładacie tych cieniasów na łopatki i znikacie.
- Większość ludzi tak myśli. W rzeczywistości nasze bohaterstwo nie kończy się na obijaniu przeciwników.
- Swoją drogą - odezwał się po chwil Panda, po czym kilka sekund zmienił się w zwykłego nastolatka. U jego boku unosiło się czarno-białe Kwami. - Jestem Daniel.
Czarny Kot osłupiał na ten widok, tymczasem Niebieska Żaba niemal zakrztusiła się ze śmiechu.
- No to skoro ja zdradziłem wam swą sekretą tożsamość, teraz wasza kolej - oznajmił pewnie Daniel.
- Ale haha nikt haha cię haha o to haha nie prosił - zdołała wykrztusić Edith.
- To znaczy, że nie dowiem się kim jesteście? - zdumiał się nastolatek.
- Sorry gościu, ale sekretna tożsamość, znaczy sekretna - oznajmił Czarny Kot.
- Kurczę niezręcznie wyszło - mruknął chłopak drapiąc się po głowie. - Pomóc wam jeszcze w czymś?
- Nie, wystarczająco już zrobiłeś - odparł Czarny Kot wskazując Drzewołaz, która śmiała się niekontrolowanie. - Następnym razem, musisz też zwracać uwagę na otoczenie, a nie tylko rywala.
- W porządku.
- Skąd właściwie się wziąłeś? W sensie... Mistrz cię przysłał? Nie wspominał nic o nowym kompanie.
- Sam przyszedłem - odparł Daniel z uśmiechem. - Pomyślałem, że wam jakoś pomogę. Nie znam waszego mistrza.
- Więc jak wszedłeś w posiadanie Miraculum? - dopytywał się blondyn. Nowy bohater wydał mu się co najmniej podejrzany.
- Kupiłem na bazarze i to za całkiem okazyjną cenę - odparł chłopak.
Na tę informacje Czarny Kot ponownie zaniemówił, tymczasem Drzewołaz wybuchła jeszcze bardziej histerycznym śmiechem.
- Proszę? - wydukał w końcu Adrien. - Z tego co wiem Miraculum nie sprzedają na jarmarkach.
- Cóż to najwyraźniej sprzedawali. Staruszce u której to kupiłam, bardzo zależało żeby się go pozbyć. Poznawszy Poogo - chłopak wskazał na swoje Kwami. - Zaczynam rozumieć dlaczego.
- Spadaj szczylu. Sam jesteś wkurzającym, małym smrodem - oznajmiło Kwami i skryło się w jego kapturze.
- Czyta w myślach - wyjaśnił nastolatek i westchnął ciężko.
Kilka minut później zjawiła się policja, wsadziła Funny do furgonetki i odjechała.
- Dobra Niebieska, lecimy - oznajmił Czarny Kot pomagając przyjaciółce wstać.
Po tych słowach para jakimś cudem dostała się na dach i zniknęła z pola widzenia Daniela.

Edith i Adrien, nadal w swych superbohaterskich kostiumach, znajdowali się w kwaterze mistrza Fu. Podczas gdy staruszek ukrywał zakumowiony przedmiot w specjalnym sejfie, Czarny Kot i Drzewołaz siedzieli wygodnie na macie. Brązowowłosa przestała się już dusić ze śmiechu i rozmasowywała obolałe policzki.
- Chyba będę nieśmiertelna - mruknęła, uderzając się delikatnie w twarz i sprawdzając czy ma jeszcze czucie. - Nie boli - wyszeptała i znów się pacnęła.
- Serio? - zdumiał się Czarny Kot. - Pokaż - po czym delikatnie spoliczkował Ed.
- Nic. Zero - oznajmiła dziewczyna z przejęciem.
Para dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że mistrz przygląda się im co najmniej zmieszany. Oboje natychmiast wyprostowali się i przyjęli poważne miny.
- Widziałem, że mieliście nowego towarzysza - zaczął staruszek siadając naprzeciw bohaterów.
- Skąd mistrz wie? Mistrz jest wszechwidzącym? - zawołała Ed z ekscytacją.
- Mam telewizor Drzewołazie, widziałem. Wasze zmagania jak zawsze pokazywali w telewizji.
- Chwila - odezwał się Adrien. - To mistrz ogląda nas w telewizji?
- Oczywiście, jak cały Paryż.
- Co innego ośmieszać się przed Paryżem, a co innego, przed własnym mistrzem! - zawołał Czarny Kot z przejęciem. - Jakbym wiedział wcześniej, to starał bym się wypadać bardziej profesjonalnie. Czemu mistrz nic nie mówił?
- Zluzuj partnerze - usiłowała uspokoić go Ed. - Nie jesteśmy, aż tacy źli, no nie Fu? Powiedz coś, bo mi się towarzysz rozkleja.
Azjata zrobił głębszy wdech, by powstrzymać się od wybuchnięcia. Każda wizyta jego podopiecznych wymagała z jego strony zużycia olbrzymich pokładów cierpliwości, by nie krzyknąć i nakazać im zaprzestania zachowywania się jak dzieci, i zaczęcia traktować ich misji z powagą.
- Jestem świadom Czarny Kocie, że oboje robicie co w waszej mocy by powstrzymać Władcę Ciem. W swej historii miałem pod swą pieczą wielu bohaterów, jednak żadni nie byli tak specyficzni jak wy. Naprawdę wierzę, że się staracie.
- Widzisz! Fu jest świadomy i wierzy! Czyli nie jest tak źle - zawołała Ed, poklepując blondyna po plecach.
- Specyficzni? - zdumiał się Agreste.
- Wracając do tematu - odezwał się pospiesznie Fu. - Uważam, że mimo iż tworzycie świetny duet, nowy towarzysz może się przydać. Mimo wszystko jednak, powinniście na niego uważać. Nie wiemy kim jest i czy nie okaże się współpracownikiem Władcy Ciem...
- Och! Świetnie wiemy kim jest - przerwała mu Ed z uśmiechem.
- Chwila. Co takiego?
- Przedstawił się nam - mruknął Czarny Kot nieco zdegustowany.
- Nazywa się Daniel Sorel. Chodzę z nim na karate. Znam go dość dobrze. Nieźle walczy, ale to farfoś, choć wątpię by spoufalał się z Babcią Klozetową. Raczej nie ma aż takich znajomości.
- Babcia Klozetowa to kryptonim Władcy Ciem - wyjaśnił Adrien.
- Jako opiekun Kwami, chyba sobie jakoś poradzi. Jest dziany, a z doświadczenia wiem że Kwami dużo żrą, więc nie zbankrutuje na jedzeniu dla niego. Na frytki dla Rzekotki wydaje prawie całe...
- Dziękuję Drzewołazie, wystarczy - przerwał jej pospiesznie Azjata, nim nastolatka zdążyła się rozkręcić.
- Ten cały Sorel powiedział nam, że kupił swoje Miraculum na bazarze - odezwał się tym razem Adrien. - Czai mistrz? Na bazarze!
- Co?
- No wiem, moja reakcja była taka sama - zawołał blondyn.
- Jego Kwami nazywa się Poogo, ponoć czyta w myślach - dopowiedziała Frasinati.
Na tę wiadomość Wayzz znajdujący się na ramieniu mistrza, wybuchnął śmiechem. Cała trójka zwróciła na niego spojrzenia.
- Przepraszam - odezwało się Kwami natychmiast, powstrzymując niekontrolowany wybuch. - Ale wcale się nie dziwię, że ktoś próbował pozbyć się Poogo. Ten dzieciak nieźle wdepnął.
- Znasz tego całego Poogo? - zdumiał się Czarny Kot.
- Oczywiście, wszystkie Kwami się znają - oznajmili Fu i Ed jednocześnie.
- Okej, to było dziwne - wymamrotała Frasinati.
- Poogo to kwami Pandy, a przy tym straszna maruda i jeczydusza. Dodatkowo ma mocno cięty jezyk. Raczej nie potrafi zjednywać sobie ludzi - wyjaśnił Wayzz.
- Taki trochę Plagg na speedzie?
- Plagg przy nim to dżentelmen.
- Charakterne Kwami. Trafił swój na swego, Daniel też nie należy do najłatwiejszych w pożyciu. Bywa upierdliwy.
- A jak się spisuje jako super bohater?
- Chyba nie najgorzej... - zaczęła Ed.
Adrien jednak natychmiast jej przerwał.
- Mam co do jego kariery jako superbohatera, zastrzeżenie.
- Co jest w tej kwestii nie tak? - zdumiała się Żaba. - Z doświadczenia wiem, że nieźle walczy.
- Może i tak, ale sprawne posługiwanie się pałą to nie wszystko. Ważna jest też współpraca i działanie w zespole, a on wyraźnie ma z tym problem. Przez niego w końcu oberwałaś tą śmiechobombą.
- Oj tam, oj tam. Wpadki zdarzają się najlepszym - mruknęła dziewczyna, lekko czerwieniejąc. W pamięci wciąż miała, jak pierwszego dnia bycia Drzewołazem, niechcący obezwładniła swojego partnera. - Trzeba dać mu szansę.
- Nie wspominając już, że to matoł - kontynuował Adrien. - Już pierwszego dnia zdradził nam swoją tożsamość! Jakim trzeba być debilem, żeby zrobić coś takiego? Nawet Drzewołaz nie posunęła się do czegoś takiego.
- Fakt, to nieco go deklasuje - przyznała Ed.
- Ja do dziś nie wiem kim jest Biedronka, a znam ją już ponad rok.
- Rozumiem Czarny Kocie. O tym czy będziecie z nim współpracować, zadecydujecie sami. Ja nie będę ingerował w tej kwestii. Pamiętajcie jednak, że każdy sprzymierzeniec się liczy. Walka z Władcą Ciem, jeszcze się na dobre nie zaczęła. Każda pomocna dłoń jest na wagę złota.
- W porządku mistrzu - odparli bohaterowie zgodnie.
- Możecie już iść.
Nastolatkowie wstali z maty i udali się ku "wyjściu" czyli oknie w gabinecie mistrza.
- To widzimy się wieczorkiem. Babcia mówiła, że gramy w kanastę - rzuciła panna Frasinati na odchodne.
- Tak, do później Drzewołazie - odparł mężczyzna zmęczonym głosem.
- Ogarniasz zasady gry w kanastę? - zdumiał się Czarny Kot, idąc obok swej partnerki. Oboje szli po dachy budynku kierując się do domów.
- Jasne, to czysta matematyka.

- Pando pamiętaj o planie! - wykrzyknął Czarny Kot, atakowany przez armię postaci z kreskówek.
- Nie czas na planowanie! Pora na działanie! - zawołał czarnowłosy przepychając się ku głównemu złoczyńcy bieżącego dnia, który sam siebie zwał Kinomaniakiem. W tyle zostawił swoją drużynę, nawet się nie obejrzał czy aby nie potrzebują pomocy.
- Matoł - warknął Czarny Kot przez zaciśnięte zęby, groźnie zaciskając pieści. Kolejny dzień, kolejny złoczyńca i kolejne poszarpane nerwy Czarnego Kota. Odkąd trzy dni temu rozpoczęli współpracę z Pandą, cierpliwość blondyna każdego dnia wystawiana była na próbę.
Po rozmowie z Mistrzem Fu, Edith i Adrien ustalili wspólnie, że dadzą Pandzie jeszcze jedną szansę. Doszli do wniosku, że nowy bohater, mógłby ich odciążyć, a ich szkolnej karierze bardzo by to pomogło, choć Edith bardziej zależało na znalezieniu czasu na pisanie bloga. Dlatego też, Adrien obiecał być dla Pandy miły. Jednak im dłużej współpracował z czarno-białym wojownikiem, tym bliższy był złamania danego słowa.
- Wyluzuj partnerze. Nie jest, aż taki zły - usiłowała go uspokoić jego partnerka. - Skupmy się na naszym planie Kocie.
Dwadzieścia minut później, Drzewołaz z szerokim uśmiechem na ustach przypierała do podłogi związanego swym lassem Kinomaniaka. W dłoni trzymała zakumowaną kasetę VHS.
- Hey chłopaki! Spójrzcie! Udało się! - zawołała uradowana, rozglądając się dookoła.
Ku swemu ogólnemu zdumieniu spostrzegła, iż jej partnerzy, zamiast podziwiać jej dokonania, kłócą się w najlepsze.
Dziewczyna zapominając o związanym przeciwniku, podeszła do sprzeczającej się pary.
- Kto cię właściwie ustanowił liderem? - zawołał Panda.
- Walczę z Władcą Ciem dłużej niż ty i mam większe doświadczenie. Wiem, że ważna jest współpraca, a ty chyba nie wiesz co to znaczy!
- Na co mi wasza pomoc, skoro sam świetnie sobie radzę...
- Właśnie widziałem, jak niemal dałeś się znokautować Baba Jadze! A wcześniej byłbyś uderzył Ed-Drzewołaz znaczy! Nie traktujesz tego wszystkiego poważnie. Dla dobra naszego i własnego, przestań bawić się w bohatera, bo nie ręczę za siebie!
- Dość tego! - zawołała Edith mając po dziurki w nosie kłótni nastolatków.
- Nie wtrącaj się Drzewołaz. To sprawa między nami - warknął Adrien.
- Właśnie Żabciu, zostaw nas. To męskie sprawy.
- No chyba nie - prychnęła dziewczyna. - Obaj zachowujecie się dziecinnie. Kłócicie się w środku walki. Nawet nie zwróciliście uwagi jak zarąbiście obezwładniłam Kinomaniaka.
- Widzisz Czarny Kocie, nawet twoja dziewczyna uważa, że zachowujesz się niedojrzale.
- Mówię o was obydwojgu!
- Drzewołaz nie jest moją dziewczyną! Przyjaźnimy się.
- Beznadziejny z ciebie przypadek Czarny Kocie. Nie dziwię się, że Biedronka od ciebie uciekła.
- Przegiąłeś!
W następnej sekundzie Czarny Kot rzucił się wprost na Pandę.
- O zgon! - dobiegł Drzewołaz zza pleców, rozradowany głos Alyi.
Reporterka stała z szerokim uśmiechem nagrywając całe zajście.
- Alya! - zawołała Ed nieco zmieszana. - Emmm... Nagrałaś może moją potyczkę z Kinomaniakiem?
- Wybacz Drzewołazie, ale skupiłam się na kłótni Pandy i Czarnego Kota.
Ed westchnęła ciężko, po czym przeszła do rozdzielania bijących się chłopców.
- Proszę pomóż mi Alya! - zawołała chwytając Adriena w pasie i odpychając Daniela nogą.

Daniel leżał w swoim pokoju na łóżku, pisząc na messie ze swoim najlepszym kumplem, gdy usłyszał jak coś uderza o podłogę. Zszokowany dostrzegł leżącą na ziemi Niebieską Żabę. Na jej widok poderwał się z miejsca.
- Co tu tu robisz? - zawołał nieco zlękniony, podczas gdy Drzewołaz podniosła się z ziemi i otrzepała. - Jak mnie znalazłaś?
- Troszkę, jakbym cię śledziła - odparła nastolatka, po czym odchrząknęła i oparła się o parapet. - Wybacz, że tak bez zaproszenia włamuję się do twojego domu, ale chciałam sprawdzić czy nic ci nie jest. No wiesz Akuma i te sprawy. Twoja kłótnia z Czarnym Kotem wyglądała nieco poważnie. Przestraszyłam się, że coś może cie opętać.
- Spoko, takie rzeczy mnie nie ruszają. Poza tym nic mi nie grozi. Będąc posiadaczem Miraculum, nie mogę zostać opętanym przez Akumę.
- O, serio?
- Jasne. Poogo mi powiedział. Twój Kwami ci o tym nie wspominał?
- Jakoś nie.
- Miracula chronią nas przed mocą Kwami Motyla.
- K-kwami Motyla? - zdumiała się nastolatka. - To znaczy, że Władca Ciem też jest posiadaczem Miraculum?
- Tak, o tym Kwami też ci nie powiedziało? - zdumiał się szczerze nastolatek.
Ed pokręciła głową.
- Typowe - mruknął Poogo wylatując z abażura lampki nocnej. - Zabb jest jednym z tych Kwami, które wolą przemilczeć niewygodą prawdę. Ale nie ma się mu co dziwić, pewnie myślał, że nie jest to istotne do walki z Władcą Ciem. Nie wszyscy rozumieją, że każdy szczegół układanki ma znaczenie.
- Em... Jakiej układanki?
- By pokonać Władcę Ciem, musicie dowiedzieć się kim jest i jaką mocą włada. Myślę, że fakt iż posługuje się mocą Nooroo, może być pomocne. A teraz nakarm mnie palancie.
Ostatnie zdanie było oczywiście skierowane do Daniela.
- Tak, tak. Za chwilę.
Edith przełknęła ślinę.
- Dzięki Poogo. Jeszcze dziś pogadam z Rzekotką o tym wszystkim.
- Jak se chcesz. Gówno mnie to obchodzi - oznajmiło Kwami Pandy i wleciało między książki na biurku Sorela.
- Wybacz za niego, on tak cały czas.
- Charakterne Kwami.
- Nawet bardzo. Chcesz coś jeszcze?
- Ja... Gadałam z Czarnym Kotem. Jeśli chcesz, wciąż możesz z nami współpracować...
- Nie dzięki Żabciu. Ale chyba serio mam dość tej "zabawy w bohatera". Nie moja bajka.

sobota, 23 grudnia 2017

Koniec bezczynności

- No nie daj się dłużej prosić - mruknął Adrien, do ćwiczącej obok Marinette.
Trwała właśnie lekcja wychowania fizycznego w szkole Collège Françoise Dupont. Cała klasa zajęta była wykonywaniem obowiązkowych dziesięciu okrążeń na bieżni.
Podczas gdy jedni resztkami sił usiłowali ukończyć trzecie okrążenie, inni z entuzjazmem biegli przed siebie będąc już niemal na finiszu. Wyjątkiem byli Adrien i Marinette, którzy ukończyli biegi kilka minut wcześniej i rozmawiali na ustroniu, rozciągając się do zbliżającego się meczu piłki nożnej.
- Kiedy nie jestem przekonana czy to najlepszy pomysł - odparła dziewczyna robiąc kolejny skłon.
- Czas by sytuacja się wyrównała. Musimy w końcu podjąć radykalne środki. Przestańmy biernie czekać na jego ruch i przejdźmy do ataku. Biedra czas na nasze zagranie.
- Nie nazywaj mnie tak w szkole - syknęła czarnowłosa rozglądając się dookoła, czy nikt nie usłyszał jej przyjaciela. - Dobrze wiem, że musimy coś z tym zrobić, ale nie sądzę, żeby twój pomysł był dobry.
- Dlaczego? Bo jest mój?
- No... Po części. Myślisz że Babcia da się na to nabrać?
- Jeśli dobrze wszystko odegramy, będziemy mieć go w garści. Wiesz dobrze, że musimy się spieszyć. Elf z każdym opętaniem zyskuje na sile.
- Wiem - westchnęła dziewczyna. - Może i masz rację. Chyba czas, bym zaufała twojemu kociemu sprytowi.
- Nie będziesz tego żałować, moja pani. Czas poznać tożsamość Władcy Ciem.
- Co ja ci mówiłam? Używamy kryptonimów.
- A tak racja, czas poznać tożsamość Babci... To już nie brzmi tak spektakularnie. Może zmienimy jego kryptonim?
- Na co? Na kibelek?
- To nie jest zły...
- Żartowałam, zostaje Babcia Klozetowa.
W tym momencie rozbrzmiał gwizdek oznajmiający, że najwyższy czas rozpocząć piłkarskie starcie.

Marinette siedziała w szkolnej bibliotece studiując Księga Miraculum. Odkąd wraz z Czarnym Kotem dowiedzieli się, że złoczyńca zwany Władcą Ciem, posiada jedno z nich - Miraculum Motyla, postanowiła się wszystkiego o nim dowiedzieć. By pokonać wroga, trzeba znać go od podszewki i poznać jego słabe punkt. Dzięki wcześniejszym lekcją Mistrza Fu, podczas których mężczyzna uczył ją języka w którym zapisana była księga, dziewczyna mogła teraz samodzielnie studiować starożytne zapiski.
- Co czytasz?
Na dźwięk głosu przyjaciółki, Marinette natychmiast zatrzasnęła księgę. Nie byłoby najlepiej, gdyby fanka numer jeden Biedronki i Czarnego Kota, odkryła że istnieje coś takiego jak Księga Miraculum. Pewnie zaraz nagłośniłaby to na biedro-blogu, potem informacja ta wpadłaby w łapy samego Władcy Ciem, które zapewne zechciałby zdobyć księgę. Ich sytuacja była wystarczająco kiepska odkąd złoczyńca dowiedział się kim są, lepiej jej nie pogarszać dają mu do rąk kolejną "broń".
- Alya! Nic ciekawego, jakąś książkę historyczną czy biograficzną. Co jest?
- Tak się zastanawiałam - zaczęła panna Césaire z delikatnym uśmiechem. - Jak właściwie jest między tobą i Adrienem? Bo Nino i ja, nie wiemy czy to odpowiednia chwila by zaprosić was na podwójną randkę, czy jeszcze jest za wcześnie. Jesteście razem czy nie?
- Ja i Adrien? - zdumiała się nastolatka.
- No, co w tym dziwnego? Przecież obie dobrze wiemy, że bujasz się w nim od dobrych dwóch lat.
- To było kiedyś Alya - odparła Marinette. - Takie młodzieńcze zauroczenie. Już mi przeszło.
- Ale ostatnio, zaczęliście spędzać ze sobą sporo czasu - zauważyła jej przyjaciółka.
- Możliwe, ale tylko w czysto przyjacielskim tonie. Adrien lubi rogaliki mojego taty, więc często do mnie wpada, żeby móc je trochę podjeść. No i udziela mi korków z chemii, mam w niej niemałe zaległości.
- Coś mi ściemniasz - mruknęła Alya podejrzanie.
- No co ty - zawołała pospiesznie dziewczyna. Po raz pierwszy mówiła prawdę, no prawie całą. - Spójrz mam nawet specjalny zeszyt do korepetycji.
Dziewczyna sięgnęła do torby i wyciągnęła z niej niebieski, lekko podniszczony zeszyt.
Alya wzięła go i przejrzała ostrożnie, w obawie, że ten za chwilkę się rozsypie.
- Faktycznie jesteś kiepska w chemii - przyznała jej rację Césaire, przeglądając zapiski w zeszycie. Większość notatek czarnowłosej było poprzekreślanych, charakterystycznym pismem Adriena. Wyróżniało się ono na tle kurzego pisma Marinette, swoją estetycznością i czytelnością. No typowe babskie pismo.
- Widzisz. Zresztą nie w głowie mi teraz romanse. Przez tę miesięczną nieobecność, naprawdę mam kiepską sytuację - westchnęła Cheng.
- Powiesz mi kiedyś, gdzie ty właściwie wtedy byłaś?
- Może kiedyś.
W tym samym momencie, do dziewcząt podszedł blondwłosy chłopak.
- O czym tak plotkujecie? - zapytał siadając naprzeciw nich.
- O tym jakiś przystojny - mruknęła Marinette.
- Aż żałuję, że wam przerwałem - oznajmił Adrien z uśmiechem.
Alya spojrzała na przyjaciółkę, potem na Adriena. Marinette mogła jej wmawiać, że nic między nimi nie ma, ale ona znała prawdę.
- To ja was zostawię - oznajmiła po chwili z uśmiechem. - Pewnie macie ważną sprawę do obgadania związaną z waszymi "korkami".
Nastolatka oddaliła się pozostawiając parę samą.
- Czemu w jej głosie usłyszałem sarkazm? - zapytał Agreste, patrząc za oddalającą się dziewczyną.
- Nie wierzy, że udzielasz mi korków z chemii.
- Jakby zobaczyła cię w akcji, to by uwierzyła.
- Masz to? - zapytała czarnowłosa zmieniając temat.
Chłopak bez słowa podsunął jej pudełko, które trzymał w rękach. Dziewczyna uchyliła wieczko i uśmiechnęła się chytrze na widok tego co było w środku.
- Wyglądają niemal identycznie.
- Są nie do poznania. Babcia bez problemu się nabierze.

Kilka godzi później, Elf ponownie zaatakowała. Tym samym Biedronka i Czarny Kot mieli okazję, do wcielenia swego misternego planu w życie.
- Od kiedy to Elf ma władzę nad pluszakami? - zapytał zdyszany Kot.
- Najwyraźniej od teraz - wykrzyknęła zdenerwowana Biedronka do biegnącego obok partnera. Oboje uciekali w popłochu przed goniącymi ich zabawkami.
- Nie mogłeś zabrać jej tej cholernej lalki? - rzuciła dziewczyna, przeskakując przez jakiś przewrócony samochód. Zabawki zdążyły zrobić już w mieście, niemałe spustoszenie.
- No sorry bardzo. Nie spodziewałem się, że pluszowy miś ugryzie mnie w pośladek - Kot zatrzymał się gwałtownie, Biedronka również stanęła. Pluszaki powoli zaczęły ich otaczać.
- Miałeś taką dobrą okazję! Przez ciebie cały plan szlak trafił. Mówiłam, że to zły pomysł?!
- Jeszcze możemy wszystko naprawić - usiłował uspokoić ją Kot.
- Niby jak? - warknęła zamaskowana nie dając się udobruchać. - Jesteś chodzącą katastrofą.
- Znów we mnie nie wierzy - oburzył się blondyn nie na żarty. - Mam dość twojego ciągłego bagatelizowania mojej osoby. Myślałem, że jesteśmy partnerami, tym czasem ty zachowujesz się jak jakaś nieomylna gwiazdunia!
Podczas ich kłótni, zabawki utworzyły w koło bohaterów ciasny krąg. Po chwili z pluszowej armii wyłoniła się Elf, jak zawsze z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Widzę, że miłość wrze - oznajmiła dziewczyna z uznaniem, przerywając kłócącej się parze.
Bohaterowie jednak nie zwrócili na nią najmniejszej uwagi, nadal spierali się w najlepsze.
- Może jeśli byłbyś trochę roztropniejszy, nie doszło by do tej sytuacji? - wypaliła Biedronka. - W końcu to przez twoją ignorancję Władca Ciem poznał nasze tożsamości.
- Ja przynajmniej umiem przyznać się do błędu - wypalił Kot.
- Dobra mam dość - oznajmiła Elf i machnęła Panną Agatką, a Biedronka i Czarny Kot unieśli się w powietrzu.
- Elf! - wykrzyknęła rozwścieczona Biedronka, jakby dopiero teraz zauważyła sługę Władcy Ciem.
- No miło, że w końcu raczyłaś zwrócić na mnie uwagę. A teraz oddajcie Miraculum i rozejdziemy się do domu - zaproponowała brązowowłosa.
- Pomaż sobie - burknął Kot.
- Prędzej dam się zjeść pluszowej małpie, niż oddam ci moje Miraculum.
- Małpy nie jadają biedronek - oburzyła się dziewczyna nad nieznajomością małpiej anatomii. - Ale dobrze, skoro tak bardzo chcesz umierać.
Z worka trzymanego przez Elf wyskoczyła wyjątkowa gruba lina i nim Marinette zdołała zareagować, oplotła ją ciasno, odcinając powoli dopływ powietrza do płuc.
- Nie - wykrzyknął przerażony Kot, obracając się dookoła w powietrzu. Chłopak sięgnął natychmiast po swój Koci Kij i spróbował dosięgnąć nim Elf. Ta jednak zrobiła zgrabny unik, a Kij pochwycił jeden z gigantycznych pluszowych misiów i wyrwał Kotu z łap.
Bezbronny już Kot, wpatrzył się z przerażeniem w zniewoloną Biedronkę.
- Proszę nie rób tego - wyszeptał niemal płacząc.
- A myślałam, że nie znosisz panny Idealna.
- Wiem, że tak naprawdę jesteś dobra.
- Masz rację, jestem bardo dobra - odparła Elf. - Wręcza najlepsza, w byciu złym.
- Proszę - powtórzył ponownie Kot. - Zrobię wszystko.
- Chcę tylko jednego, oddaj mi swoje Miraculum.
- W porządku - wyszeptał Kot, spuszczając głowę.
- Nie! - wydyszała Biedronka resztkami sił. Więzy coraz mocniej się na niej zaciskały.
- Zdejmij je z palca i rzuć na ziemię.
Czarny Kot posłusznie wykonał polecenie Elf. Zdjął z palca pierścień zamieniając się ponownie w Adriena i po chwili upuścił go nieopodal Aleksis.
Dziewczyna podniosła go z uśmiechem i wrzuciła do Świątecznego Worka. Po chwili pstryknęła palcami, a Adrien i Biedronka wylądowali z powrotem na twardym gruncie.
- Teraz ją wypuść - nakazał chłopak.
Elf prychnęła.
- Żeby mnie obezwładniła i odebrała mój prezent? Najpierw przynieś mi i jej Miraculum. No szybko blondasku z plakatów, śpieszy mi się.
Chłopak zacisnął pięści z wściekłości i podszedł do Biedronki, po czym ostrożnie zdjął jej kolczyki, i podobnie jak pierścień, cisnął ku swemu przeciwnikowi. Gdy tylko kolczyki znalazły się w Worze, lina wypościła Marinette i powróciła do swojego domu.
Adrien natychmiast ukląkł przy dziewczynie, która niemal zemdlała z powodu tak długotrwałego braku tlenu. Gdy dziewczyna odzyskała oddech podniosła się ostrożnie na łokciach, a chłopak wtulił się w nią szczęśliwy, że jest cała.
Tymczasem Elf gnała ku swemu panu. Jej uśmiech był jeszcze szerszy niż zazwyczaj. W końcu się udało. Niebawem ujrzy siostrę.
Po kilku minutach znalazła się przed obliczem swego pana.
Władca Ciem stał pośrodku roju motyli w oświetlonym pokoju. Elf wślizgnęła się przez drzwi. Gdy tylko mężczyzna ujrzał swą wierną służącą, na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Nareszcie, po latach oczekiwań - wyszeptał, gdy Elf wręczyła mu Miraculum Biedronki i Czarnego Kota.
Mężczyzna w pierwszej kolejności nałożył na palec czarny pierścień. Nic się jednak nie stało. Nie wyleciało z niego, żadne Kwami gotowe mu służyć.
- Co to ma być?! - wykrzyknął rozwścieczony złoczyńca przyglądając się uważniej swym zdobyczom. - To jakieś mierne podróbki!
Mężczyzna cisnął pierścień i kolczyki w kąt, po czym zwrócił się z wściekłością do swojej podwładnej.
- Dałaś się oszukać! Po raz kolejny mnie zawiodłaś.
- Jakbyś ty był nieomylny - warknęła dziewczyna. - Też nie cieszy mnie ta pomyłka. Dobrze wiesz Władco Ciem, że mnie równie mocno zależy byś przejął te Miraculum.
- Więc następnym razem postaraj się bardziej - warknął Władca Ciem i zacisnął pięść. Elf upadła na ziemię wijąc się z bólu. Mężczyzna uznał najwyraźniej, że mimo wszystko należy się jej kara.
- Chyba już jej starczy - wymamrotał Czarny Kot wchodząc do pomieszczenia.
Władca Ciem rozluźnił uścisk, a Elf przestała wić się z bólu. Mężczyzna spojrzał zdezorientowany na chłopaka.
- Jak ty mnie znalazłeś? Skąd... - wyszeptał przerażony nie na żarty.

[...]jakiś czas wcześniej[...]

Adrien wtulił się w Marinette, tymczasem Elf zdążyła już czmychnąć. Pluszaki stały jeszcze chwilę otaczając bohaterów ciasnym kręgiem, by po chwili upaść bezwładnie na ziemię. Czary Elf przestały działać.
- Adrien, możesz mnie już puścić - mruknęła Biedronka, wodząc wzrokiem dookoła. - Poszła sobie.
- Jeszcze chwilę - odparł chłopak wzmacniając uścisk.
Zniecierpliwiona dziewczyna odepchnęła od siebie chłopaka.
- Masz je? - zwróciła się do niego.
- Oczywiście - odparł blondyn, wyciągając z ukrytego rękawa prawdziwy pierścień i kolczyki. - I kto by pomyślał, że lekcje magii kiedyś się przydadzą.
- Nie sądziłam, że się uda - przyznała Cheng zakładając kolczyki, podczas gdy Adrien już witał się z Plaggiem. Po chwili dołączyła do nich również Tikki. - Muszę częściej cię słuchać.
- Zdecydowanie. Wyciągnij ten GPS.
Marinette pospiesznie sięgnęła do swojej torebki i wyciągnęła z niej niewielkie urządzenie podobne do telefonu komórkowego.
Kot uznał, że jedyny sposób na odkrycie tożsamości Władcy Ciem to odnalezienie go. W tym celu uknuł prosty, acz genialny plan. U znajomego złotnika, zamówił pierścień i kolczyki do złudzenie przypominające Miraculum Biedronki i Czarnego Kota. Dzięki udawanej kłótni i celowym błędom podczas walki z Elf, wspólnie z Biedronką dali się złapać. Wszystko celowo by w ręce Władcy Ciem wpadły podróbki, w których umieszczone zostały urządzenia lokalizujące, które doprowadzić ich miało do ich nemezis. Adrien dzięki swym umiejętnościom dokonał szybkiej podmianki. Oryginały ukrył w "rękawie", podczas gdy podróbki oddał Elf, by ta mogła zanieść je swemu panu.
- Mam ich - wyszeptała ucieszona dziewczyna, po chwili jednak uśmiech nieco przygasł. - Ale nie spodoba ci się to, gdzie teraz są.
Marinette pokazała przyjacielowi mały ekranik. Na twarzy chłopaka pojawił się wyraz całkowitego szoku, który szybko przerodził się w oburzenie.
- Wiesz co to znaczy?
- Doskonale - odparł chłopak, przez zaciśnięte zęby.

[...]obecnie[...]

- Przechytrzyliśmy cię - odparł krótko Czarny Kot, na jego twarzy nie było ani cienia uśmiechu. - Urządzenia lokalizujące.
Władca Ciem cofnął się o krok. Elf podniosła się obolała z ziemi. Już miała zamachnąć się Agatką na Kota, gdy znikąd pojawiło się jojo Biedronki i odebrało jej szmacianą lalkę. Nim Elf zdążyła wyciągnąć swój sznur, dziewczyna uwolniła Akumę i oczyściła ją.
Pozbawiona mocy Aleksis cofnęła się pod ścianę i przywarła do niej sparaliżowana strachem.
Władca Ciem zrobił wściekłą minę. Czy tak skończy się jego misja?
- Teraz czas na ciebie - oznajmił Kot obracając w dłoni Kij. - Oddaj nam swoje Miraculum ojcze.