Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nino. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Nieplanowana przygoda z Mary Sue

Ed, Alya, Nino i Adrien stali w kolejce do kolejki górskiej. Frasinati z przerażeniem wpatrywała się w wagoniki śmigające po torach z zawrotną prędkością. Myśl, że za chwilę skończy w jednym z nich, była dla niej co najmniej przerażająca.
- Serio musimy w to wsiadać? Nie możemy skorzystać z tego? - dziewczyna wskazała na karuzelę stojącą kilka metrów dalej.
- Na tym bawią się sześciolatki - podsumował Adrien.
- Sześć, szesnaście, co za różnica. Mają tam takie kolorowe koniki...
- Czyżbyś się bała?
- A ty nie? A co jeśli wagonik się wykolei? Albo zatrzyma się na pętli i godzinami będziemy zwisać głową w dół, albo...
- Czekaj - przerwała jej Alya stanowczo. - Kiedy ci to wczoraj proponowałam napisałaś, cytuję: "Jasne! Będzie super. Marzyłam o zjeździe kolejką górską".
- Kiedy pisałam "kolejka górska", miałam na myśli, no wiesz, taką kolejkę w górach, która jeździ z jednego stoku na drugi. A nie te mordercze wyścigówki.
Nino i Adrien zakryli usta by nie parsknąć śmiechem. Alya westchnęła tylko ciężko kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Więc nie chcesz tym jechać? - upewniła się.
Ed ze zdecydowaną miną pokręciła głową.
- Jesteś pewna?
Brązowowłosa pokiwała głową.
- Dobrze, to poczekaj na nas przy żarciu. Ja nie zamierzam odpuścić zjazdu, bo tobie zamarzyła się kolejka linowa.
- Dobra! Do później! - zawołała Ed i oddaliła się.
Adrien stał spoglądając to na oddalającą się Drzewołaz, to na rozpościerającysię przed nim rollercoaster. Po chwili namysłu, ruszył za Frasinati.
- Adrien a ty dokąd!? - zatrzymała go Alya.
- Idę posiedzieć z Edith. Nie mam dziś żołądka na jazdę kolejką - odparł blondyn z uśmiechem i odszedł.
Césaire patrzyła za nim z przymrużonymi groźnie oczami.
- Czy myślisz, że oni... - zaczęła.
- Znów snujesz jakieś teorie spiskowe - przerwał jej momentalnie Nino. - To, że chłopak woli posiedzieć w bufecie z dziewczyną, niż śmigać rollercoasterem, nie oznacza, że od razu z nią kręci.
- Nino, a niby co innego może to oznaczać? Przyjaźń damsko-męska nie istnieje!
- Skoro przyjaźń damsko-męska nie istnieje, to czy coś jest pomiędzy tobą i Adrienem?
Na to wyraźne prowokacyjne pytanie ze strony swego chłopaka, Alya zaniemówiła. Ale tylko na chwilę.
- Czy ty coś sugerujesz? Serio myślisz, że mogłabym cię zdradzić? - zawołała dziesięć sekund później, dając się ponieść swej kobiecej naturze. Nino jedynie uśmiechnął się z satysfakcją. - I co się cieszysz? Niczego tym nie udowodniłeś. Poza tym nie mówimy tu o mnie i Adrienie, tylko o Ed, i Adrienie, a to różnica. Słuchaj - dodała po chwili już całkiem spokojnie. - Dobrze wiesz, że Marinette lubi Adriena. Jeśli okazałoby się, że całkowicie przypadkiem doprowadziłam do tego, że Adrien polubił Edith, nigdy by sobie tego nie wybaczyła. Obie są moimi przyjaciółkami i zależy mi na nich, ale...
- Słuchaj Alya, nie musisz mi tego tłumaczyć. Może i jestem facetem, ale cię rozumiem. Musisz jednak wziąć pod uwagę, że liczy się nie tylko to co czuje Marinette czy Edith, ale i Adrien. A jeśli on woli być z kimś innym...
- Chwila mówił ci coś!? - zawołała natychmiast reporterka celując w swojego chłopaka groźnie palcem. - Gadaj! Wszystko. Co. Wiesz.
Lehife uniósł dłonie w geście obrony.
- Zwolnij. Nic nie wiem, po prostu mówię ci jak jest.
- No akurat, jakoś ci nie wierzę, że nie gadacie o dziewczynach.
- No owszem, gadamy o dziewczynach. Ale jeśli chodzi o jego zainteresowania miłosne, Adrien jest w tym temacie dość skryty.

Tymczasem kilkadziesiąt metrów dalej, Edith siedziała zajadając się burgerem z apetytem. Co jakiś czas wkładała we włosy frytkę, która nigdy już stamtąd nie wracała.
Adrien siedział na przeciw niej wpatrując się ekran komórki. Co dziwne, nie było to jego biały smartfon najnowszej generacji, tylko nieco mniejszy i starszy telefon o niebieskiej obudowie.
Chłopak był zajęty przeglądaniem zdjęć w telefonie Frasinati.
- O masz zdjęcia Rzekotki - odezwał się.
- Tak, czasem podkrada mi telefon i robi sobie selfie. Albo ja mu robię zdjęcia jak śpi - oznajmiła dziewczyna. - Wtedy wygląda słodko, bez swego wiecznego grymasu "ogarnij się, bo unicestwisz wszechświat".
- Chciałem raz zrobić zdjęcie Plaggowi. Ugryzł mnie.
- Cóż, nie wszyscy mają takie parcie na szkło, jak Rzekotka.
- O masz zdjęcia Sorela - zawołał blondyn uśmiechając się złośliwie. Odkąd tylko poznał Daniela also Pandę, niespecjalnie za nim przepadał.
- Tak, robiłam mu na zajęciach. Chciałam mu później w gimpie dorysować rogi jelenia.
- A ten łysy za nim to kto?
- Nasz trener.
- Wygląda na twardziela.
- To twardziel i gbur. Lubi się ze mnie nabijać razem z Danielem.
- Nie przepada za tobą?
- Jest moim wujkiem. To brat bliźniej mojego taty.
- Masz dziwną rodzinę.
- Mnie to mówisz? Moją mamę w połowie wychowało Kwami.
Ponieważ Adrien nie miał bladego pojęcia jak to skomentować, wrócił do przewijania zdjęć.
- Masz serio dużo zdjęć Sorela.
- Nie moja wina, że jest fotogeniczny.
- Czy to twoja mama? - zapytał pokazując zdjęcie kobiety w średnim wieku, ze złością wpatrującą się w bałagan panujący w kuchni.
- Tak.
- Podobne jesteście.
- Fakt, ludzie tak mówią, choć nie wiem dlaczego. Dalej mam też zdjęcia babci i mistrza Fu.
- Czy ty wszystkim robisz zdjęcia?
- Nie, tobie nie robię.
- A nie chciałabyś tego zamienić?
- Nie dzięki. Na co mi twoje zdjęcia? Twoje plakaty wiszą wszędzie dookoła.
- Masz coś jeszcze na tym telefonie? - Zapytał chłopak kończąc przeglądanie zdjęć Frasinati.
- Mam moje ulubione kawałki, fragmenty Akum i sms-y, ale ich nie czytaj.
- Dlaczego? Masz przede mną coś do ukrycia?
- Wiele.
- Rozmawiasz o mnie z kimś?
- No. Z Alyą często Cię obgadujemy.
- Serio? - zdumiał się blondyn. Podczas gdy on sobie żartował, Edith wyglądała na całkiem poważną.
- Pisała mi o tobie i Marinette jeszcze zanim się poznaliśmy.
- Co?
W tym momencie Drzewołaz poczuła, że znów stanowczo za dużo powiedziała. By nie musieć udzielać odpowiedzi na kłopotliwe pytania, pospiesznie wróciła do jedzenie bułki.
- Ed, daruj sobie. Burger się w końcu skończy, a ty i tak mi wszystko powiesz. Nie przedłużajmy.
Dziewczyna z rezygnacją przełknęła kęs.
- Alya mnie zabije, jak ci powiem - mruknęła pod nosem.
- To nie mów mi, powiedz Czarnemu Kotu - dodał nieco przyciszonym głosem z zawadiackim uśmiechem na twarzy.
- Bo widzisz. Marinette bardzo cię lubi i Alya stara się jej pomóc przełamać, żeby w końcu Ci o tym powiedziała.
- Lubi w sensie...
- W sensie lubi, lubi. Jak Rzekotka frytki. - Chłopak zmieszał się nieznacznie. - Wcześniej byłam bardzo za tym, żebyście ze sobą byli. Wiesz, kocham shipować ludzi nawet jak ich nie znam. Z tego co pisała mi Alya, tworzylibyście idealną parę. Ale teraz, gdy wiem że... Gdy wiem o twojej drugiej naturze i o tym, że wzdychasz do Kropeczki, jestem skołowana. Sama nie wiem co myśleć. Z jednej strony ty i Marinette, z drugiej Kot i Kropeczka. I weź tu wybierz. Byłoby łatwiej, gdyby się okazało, że Marinette i Biedronka to jedna osoba. Ułatwiłoby mi to życie.
Edith zamilkła i zajęła się na powrót swoim obiadem, albo raczej przekąską. Tymczasem Adrien pogrążył się we własnych myślach. Marinette była jego przyjaciółką i lubił ją, ale nie był pewny czy tworzyliby dobrą parę. No i chyba nie żywił do niej aż takiej sympatii, by się z nią wiązać. Tymczasem z Biedronką było zupełnie inaczej. Za każdym razem, gdy choćby o niej pomyślał czuł przyjemne dreszcze. Imponowała mu swoją odwagą i chartem ducha. Kochał ją, choć tak naprawdę jej nie znał.
- Czy myślisz, że mam u Kropeczki jakieś szanse? - wypalił blondyn, zmuszając tym samym przyjaciółkę do oderwania się od posiłku.
Nastolatka przełknęła to co akurat miała w ustach i odparła po chwili namysłu.
- Instynkt shiperki nakazuje mi krzyczeć "tak, LadyNoir na zawsze", ale zdrowy rozsądek podpowiada, że nawet jeśli masz, to co to byłby za związek? No bo patrz. Biedronka uparcie nie chce zdradzić ci swej tożsamości i nic nie wskazuje na to, że się to zmieni. Jak mógłbyś chodzić z dziewczyną, której nawet tak na dobrą sprawę nie znasz? Spotykacie się na patrolach i podczas misji, ale nic poza tym. Już my spędzamy więcej czasu razem.
Agreste westchnął. Właśnie takiej odpowiedzi się obawiał, prawdziwej.
- Na początku września spotkaliśmy się na Wierzy Eifla. Zorganizowałem nam coś w rodzaju randki. Całkiem dobrze nam się gadało - odezwał się po chwili. - Ale fakt, poza tym to jakoś marnie ze spotkaniami. Ale trzeba ją zrozumieć, przecież oboje mamy też zwykłe życia.
- No właśnie i tu się pojawia kolejny problem. Skąd wiesz, że w tym zwykłym życiu, ona kogoś nie ma?
Chłopak przełknął ślinę zdenerwowany.
- Więc co, uważasz, że powinienem dać sobie z nią spokój?
- Przede wszystkim, wasze uczucia względem siebie, nie powinny wpływać negatywnie na waszą bohaterską działalność.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie - oburzył się Agreste.
Jako, że Ed już nic nie dopowiedziała, chłopak westchnął i wrócił do przeglądania jej telefonu. Pomimo iż zakazała mu zaglądać do sms'ów, Adrien, jak można się było spodziewać, nie posłuchał jej.
- Masz mnie zapisanego jako Plagga? Serio? - zapytał unosząc brew.
- No co? Sam wymyśliłeś ten nick.
- To była literówka!
- E tam, pasuje do ciebie.
- Serio? Nie uważasz, że jest babski czy coś?
- Och jest, i to bardzo.
Adrien zamilkł lekko zbity z tropu, usiłując przeanalizować słowa przyjaciółki.
Nie był do końca pewny, co Ed ma przez to na myśli. Czyżby był zbyt kobiecy?
A może Edith po prostu żartuje? Dziewczyna wszystko mówiła z taką powagą, że naprawdę trudno było to stwierdzić.
- Skoro jest babski, dlaczego uważasz, że do mnie pasuje?
- Bo pasuje.
- No ale... - Agreste zawahał się. Sam nie wiedział co chce powiedzieć. Jako, że uznał ten temat za drażniący postanowił go zmienić. - Skoro już pogadaliśmy o mnie, Biedronce, Marinette i w ogóle... Może byś mi Edith powiedziała, co łączy ciebie i Daniela?
Dziewczyna prychnęła, tak jakby miała zaraz wybuchnąć śmiechem.
- Absolutnie nic. Nie jest w moim typie.
- A jaki masz typ? - blondyn zadziornie uniósł brew.
- Chłopaki mnie nie kręcą. Są durni i śmierdzą.
- W sensie... ja też?
- A fakt, chwilami zapominam że też należysz do tego gatunku.
Adrien zmarkotniał. Chciał dać spokój temu tematowi, a wrócili do punktu wyjścia.
Spod bluzy blondyna dał się słyszeć stłumiony śmiech. Po chwili piskliwy i nieco wredny głos oznajmił.
- Ta to wie jak pocisnąć.
- Hey, ja wcale nikogo nie cisnę. Mówię jak jest.
W odpowiedzi, Plagg jedynie zaśmiał się jeszcze głośniej.
- Nie przejmuj się nią Czarny Kot - dobiegł spod gęstych włosów głos Zabba. - A teraz frytkę poproszę.
- Przecież nikogo nie obrażam! - oburzyła się nastolatka. - Adrien powiedz, uraziłam cię?
- Nie, no skąd - odparł sarkastycznie Agreste.
- Ha! Widzicie? - wykrzyknęła usatysfakcjonowana Frasinati podając Zabbowi frytkę.
Nino i Alya jechali na hałaśliwej kolejce. Dziewczyna krzyczała wniebogłosy, chłopak starał się tego nie robić, bo stwierdził, że w jego przypadku nie wypada. Powinien stanowić wzór męstwa dla swojej dziewczyny, więc starał się takiego udawać.
Alya choć krzyczała, wcale nie była przerażona. Uśmiechała się szeroko i chciała uwiecznić każdą chwilę z tej przejażdżki na swoim telefonie.
Nagle cały mechanizm się zatrzymał. Kolejka stanęła akurat w połowie robienia pętli. Wszyscy zwisali głową w dół. Nie, nie pospadali, albowiem mieli pasy bezpieczeństwa. Jednakże byli w niemałym szoku.
- Co się stało? - zapytała Alya.
- Rollercoaster się zatrzymał. - odparł Nino.
- No odkryłeś Amerykę! Przecież widzę.
- No to po co pytasz? - chłopak zmarszczył brwi. Jego dziewczyna westchnęła.
- Miałam na myśli: dlaczego się zatrzymała?
- Nie mam pojęcia.
- To chyba sobie tak powisimy głową w dół... Osz kurka! Edith miała rację.
- Kto by się spodziewał? - skomentował Nino, po czym dodał: - Chyba tam na dole coś się dzieje.
- To nowy złoczyńca?
- Na to wygląda.
- Muszę to nagrać! - powiedziała, starając uwolnić się z kolejki.
- Oszalałaś! Poczekaj aż strażacy nas ściągnął.
- Widzowie Biedrobloga czekają na takie materiały!
- Nie musisz poświęcać na to życia! Jak ci się tak spieszy, to nagrywaj tutaj.
Alya chwilę się zastanowiła, po czym wzruszyła ramionami.
- Okej - powiedziała i uruchomiła nagrywanie, po czym zwróciła się do kamerki. - Hej! Tu wasza ulubiona blogerka Alya! Mówię do was prosto z kolejki górskiej, zwisając do góry nogami! Właśnie w tej chwili w wesołym miasteczku pojawił się nowy złoczyńca! - komentowała kierując kamerkę w jego stronę. Niestety ręce miała spocone od nadmiaru adrenaliny, przez co komórka jej się wyślizgnęła. - O nie! - zdołała jedynie krzyknąć.
Ludzie zaczęli krzyczeć. Nagle wszędzie zrobiło się bardzo tłoczno, a goście parku zaczęli w panice rozbiegać się na wszystkie strony.
- Co się dzieje? - wymamrotał Agreste rozglądając się dookoła.
- Zakładam, że Władca Ciem znów uderzył - oznajmiła Ed jak gdyby nigdy nic, po czym wróciła do drążenia tematu sprzed chwili. - Więc co miałeś na myśli mówiąc "Jej, sarkazmu też nie łapiesz?".
- Ed nie uważasz, że to nie najlepsza chwila by ciągnąć tę rozmowę?
- Nie, czemu? Mamy chwilkę - oznajmiła brązowowłosa zakładając ręce na piersi. W tym samym momencie za jej plecami wybuchła maszyna do waty cukrowej. - Albo dwie. Słucham?
- Możemy dokończyć to, gdy już uporamy się z problemem?
- Nie mam zamiaru... - zaczęła panna Frasinati, blondyn jednak przerwał jej w połowie zdania.
- Och chodź!
Chwycił przyjaciółkę za ramię i odciągnął w nieco bardziej ustronne miejsce. Zatrzymał się przed budką do robienia zdjęć, rozejrzał na wszystkie strony po czym wepchnął Ed do środka. Chwilę później sam do niej dołączył.
- Musimy się przemienić - oznajmił.
- Nie sądzisz, że jest tu nieco ciasno? - zapytała Ed.
Rzeczywiście w budce nie było za wiele miejsca. Adrien niemal deptał brązowowłosą po stopach.
- Jest dobrze - mruknął Agreste, choć w rzeczywistości podzielał zdanie przyjaciółki. Głupio mu jednak było teraz przyznawać się, że nieco nie przemyślał swojej decyzji. - Plagg, wyciągaj pazury.
Ed westchnęła, po czym wypowiedziała swoją sentencję.
- Zabb skaczmy!
Chwilę później, oboje byli już w swych uniformach. Czarny Kot jako pierwszy opuścił ich "przebieralnię" za nim wyszła Drzewołaz.
Oboje pobiegli w miejsce, z którego pozostali ludzie uciekali.
Na dachu karuzeli z konikami stała jakaś młoda dziewczyna. Ubiorem przypominała szalonego naukowca. Miała na sobie ogromne binokle, napuszone włosy i biały kitel.
- Jestem Doktor Weirdo! - wykrzyknęła złoczyńca.
- Doktor Weirdo? - zdziwił się Czarny Kot. - Czy to nie jest przypadkiem postać z twoich fanfików? - zwrócił się do Drzewołaz.
- Nie mam pojęcia. Mam tam tyle rozdziałów i OC, że powoli się gubię.
- Czego chcesz? - wykrzyknął Czarny Kot.
- Odkąd w Paryżu zjawiła się Niebieska Żaba, - warto wspomnieć, że w tym czasie, kiedy mówiła Weirdo, Edith pod nosem mruknęła "Drzewołaz". - moja ulubiona pisarka dodaje coraz mniej rozdziałów!
- O! Weirdo to faktycznie postać z mojego fanfiku! - powiedziała Edith, jakby dostała nagłego olśnienia. - Tylko, że u mnie był to facet. Kurcze, co on robił...
- Serio nie pamiętasz? - zdziwił się Kot. On pamiętał doskonale. Weirdo wystąpił w pierwszym rozdziale jaki przeczytał. Przeniósł on Biedronkę i Czarnego Kota do alternatywnego wymiaru.
- Ponadto - mówiła dalej służąca Władcy Ciem. - Zamiast Biedronki coraz częściej w jej fanfikach pojawia się Niebieska Żaba, która jest do kitu!
- Ej! - zbulwersowała się Ed.
- Dlatego kiedy wyślę prawdziwą Niebieską Żabę do innego wymiaru, autorka może pozbędzie się jej z opka! Ha, ha, ha! - zakończyła swój monolog wysyłając przy tym jakiś promień w stronę Drzewołaz.
- Uważaj! - krzyknął Czarny Kot i rzucił się na partnerkę. Po chwili oboje zniknęli.

Drzewołaz otworzyła oczy. Leżała na ziemi, a Czarny Kot się do niej przytulał. Szybko odepchnęła go od siebie po czym skoczyła na równe nogi.
- Gdzie jesteśmy?
- W tym samym miejscu co byliśmy - odparł chłopak wstając. - Tylko wszyscy pozostali ludzie zniknęli.
- Jak pozostali ludzie zniknęli?! - wrzasnęła Edith. - To nas trafiła! A zresztą. Mamy poważniejszy problem.
- Jaki? - zdziwił się Kot.
- Nie rozumiem jak mogła stwierdzić, że moja OC, jest do kitu! - żaliła się Ed. - No kurde jak?! - Nie słysząc żadnej odpowiedzi, ze strony Adriena, zwróciła się w jego stronę i powiedziała: - Ty chyba nie twierdzisz, że jest beznadziejna?
- Nie wiedziałem jak ci to delikatnie powiedzieć - odparł Czarny Kot, szykując się przy tym psychicznie na wybuch wściekłości Ed.
- No nie wierzę! Po prostu nie wierzę! - wykrzyknęła dziewczyna, po czym ucichła, a w jej przypadku milczenie było bardziej niepokojące niż krzyk.
Adrien przyglądał się jej przez dłuższą chwilę. Dziewczyna jedynie chodziła w kółko z zaciętą miną i zaciśniętymi pieściami, nie odzywając się ani słowem.
- Serio nie pamiętasz doktora Weirdo? - zapytał Czarny Kot, by jakoś przerwać tę niezręczną ciszę.
- No to postać z mojego fanfiku. Tyle miałam tych OC... - odezwała się Ed, na co blondyn odetchnął z ulgą. Chyba jej przeszło.
- On przenosił ludzi do innego wymiaru.
- Coś mi chyba świta.
- Chyba? Był w 54 rozdziale!
- Jejciu, Kocie jaki z ciebie fan. - Drzewołaz uśmiechnęła się. - Niestety nie pamiętam co było w 54 rozdziale, w ogóle nie dopasowuję akcji do numerków. Zresztą kiedy to było... Wczoraj opublikowałam 95 rozdział. Niedługo rozdział 100, a wtedy będzie się działo. - Edith uśmiechnęła się. Planowała by w tym rozdziale Biedronka, stojąc w świetle księżyca, zdradziła Kotu swoją tożsamość. Miała już dla niej wybrane imię i w ogóle.
- Drzewołaz, skup się - krzyknął Kot tak, że aż drygnęła. - Dobra... Co zrobili twoi Biedronka i Czarny Kot żeby uwolnić się z alternatywnego wymiaru?
- Nie pamiętam.
- Jak można nie pamiętać swoich fików?
- No normalnie! Autorzy zawsze zapominają co pisali! To całkiem normalne. Czasem czytam sobie pierwsze rozdziały i myślę "Serio ja to pisałam?" albo "Nie pamiętam tego ale to jest genialne". Raz pamiętam jak kilka rozdziałów przed pięćdziesiątym rozdziałem planowałam scenę pocałunku twojego i Biedronki. Wszystko piękne, ładne, genialne. I scena wyszła cudownie. Później zadowolona z siebie opublikowałam. Niecałe piętnaście minut później komentatorzy uświadomili mnie, że wasz pierwszy pocałunek miał przecież miejsce w ósmym rozdziale..
- Więc... nie pamiętasz jak uciekli z innego wymiaru?
- Niestety nie.
- Dobrze, że ja pamiętam.
- Co?! Pamiętasz i mnie zadręczasz?! Ty potworny... - Edith zabrakło słów. - Potworze! To jak się wydostali?
- Uratowali Paryż przed Czarnym Kotem i Biedronką z tamtego wymiaru. To naruszyło strukturę tamtego świata, bo tam Bierda i Kot byli źli, przez co wrócili z powrotem do siebie. Dziwnie jest mówić o sobie w trzeciej osobie...
- Spoko, więc musimy pokonać złych Biedronkę i Kota z tego wymiaru.
- Nie! Nie wiemy czy tutaj są źli! Nie wiemy nawet co to za wymiar i czy oni (właściwie Biedronka i ja) w ogóle tu istnieją! Musimy się rozejrzeć, poznać ten świat, a potem zastanowić się co naruszy jego strukturę. Pamiętaj, że moc Władcy Ciem nie jest tak potężna by wywalić nas do innego wymiaru. Weirdo wysłał nas do świata, który sam stworzył. Nie mamy pojęcia co nas tu może spotkać... Musimy być ostrożni!
- Dobra! Więc zapytajmy kogoś jakimi prawami rządzi się ten świat. Na przykład tego z szóstką rodzeństwa, chłopak wygląda na opiekuńczego! - powiedziała Edith ruszając w stronę zauważonego blondyna.
Edith w podskokach podeszła do nastolatka. Chłopak najwidoczniej prowadził swoje rodzeństwo do szkoły, gdyż wszyscy mieli na sobie plecaki. Dziewczyna z uśmiechem wyskoczyła mu przed nos.
- A! - wykrzyknął zaskoczony. - Niebieska Żaba?
- Hmm. Nie wiem, a wyglądam jak ona?
- Wyglądasz podobnie.
- Więc jestem Niebieska Żaba - powiedziała wyciągając do niego rękę. - A ty?
- Adrien Di Carlo. - odparł z uśmiechem. - Łał. Miło mi.
Edith na chwilę zaniemówiła.
- Di... Di... Di...
Właśnie w tej chwili podbiegł do nich Czarny Kot. Di Carlowi niemalże oczy wyskoczyły z orbit, kiedy go zobaczył.
- Przepraszam za nią. Już ją zabieram - mówił bohater odciągając Drzewołaz na bok.
Adrien przyglądał im się z niedowierzaniem.
- O nie! - wyszeptał. - Idźcie do szkoły, ja muszę coś załatwić - zwrócił się do rodzeństwa, po czym powiedział sam do siebie: - Ten fałszywy Czarny Kot musi być nową ofiarą Władcy Ciem! Niebieska Żaba jest w niebezpieczeństwie! Muszę ją ostrzec!
- Adrien, Adrien, Adrien! - wyrzucała z siebie Drzewołaz jednym tchem. - To był Adrien.
- Ed, - Czarny Kot złapał ją za ramiona. - o czym ty w ogóle do mnie mówisz?
- Adrien Di Carlo! Postać z mojego fanfiku. - dziewczyna złapała się za głowę i zapiszczała ze szczęścia. - Jesteśmy w świecie mojego fanfiku!
Czarny Kot zamrugał oczami, po czym odetchnął głęboko.
- No nie wierzę. - wyszeptał. - Weirdo panoszy się po Paryżu, a my włóczymy się po świecie twojego fanfiku.
- No wiem! - Drzewołaz wyszczerzyła zęby. - Cudowne, prawda?

Adrien Di Carlo przemieniony w Czarnego Kota, przemierzając Paryż, zwrócił na siebie uwagę Biedronki i Niebieskiej Żaby. Dziewczyny przybrały swoje bohaterkie oblicza, gotowe do niego dołączyć. Ta pierwsza natychmiast go znalazła.
- Czyżby nowa ofiara Władcy Ciem? - zapytała.
- Tak.
- Z kim mamy do czynienia?
- Z moim sobowtórem.
- To niedobrze...
Niebieska Żaba tymczasem, zamiast trafić na bohaterów ze swojego uniwersum, spotkała gości z innego wymiaru.
Edith myślała, że oprócz Adriena Di Carlo nic jej już nie zdziwi. Myliła się. Właśnie stała przed swoją lepszą wersją. Choć dziewczyna wydawała się być bardzo podobna do niej to jednak bardzo się różniła. Miała piękne szczupłe kształty a jej niebieski kombinezon leżał na niej idealnie. Nogi miała chude i zgrabne, które powoli kroczyły w ich stronę. Długie włosy opadały jej aż do pasa. A czarne rzęsy były widoczne z daleka. Zdziwienie na twarzy Ed zamieniło się w uśmiech, który z każdą chwilą coraz bardziej się powiększał. Stała właśnie przed swoją własną OC.
- Kim jesteście? - spytała Niebieska Żaba.
- Jestem twoją matką! - wykrzyknęła Ed.
- Słucham? - odparła jej OC unosząc jedną brew. - Nie za dużo Gwiezdnych wojen oglądałaś?
- Nie o to chodzi, ja cię stworzyłam! - Czarny Kot złapał Ed za ramiona i odciągnął ją od Niebieskiej Żaby.
- Chciała powiedzieć, że jest twoją fanką. - powiedział Czarny Kot szczerząc zęby.
- Czarny Kocie. A ty co z nią robisz?
- Pomyliłem cię z nią. - odparł szybko. - Nie widzisz, że się za ciebie przebrała?
- Jak mogłeś pomylić mnie z tym... Tym... Człowiekiem... Nie widzisz, że mam dłuższe włosy? - powiedziała odgarniając lśniące włosy z twarzy. Okoliczni chłopcy przyglądający się tej rozmowie, westchnęli na ten widok. - Poza tym jestem od niej ładniejsza.
- Ej! - wtrąciła Edith. - Trochę szacunku dla matki stwórczyni!
- Spokojnie, jestem pełna szacunku dla każdego przebierańca. - zakomunikowała Niebieska Żaba, co nieco zdenerwowało Edith.
Fakt, wykreowała jej charakter tak, by dziewczyna umiała posługiwać się ciętymi ripostami, ale nie sądziła, że jej czytelnicy odbierają je jako złośliwe. A przecież świat, w którym się teraz znajdowali, był stworzony przez jedną z jej czytelniczek, na podstawie jej fanfiku.
- Musimy odnaleźć Biedronkę. - zakomunikował Czarny Kot. - W mieście pojawił się nowy złoczyńca.
- No co ty nie powiesz. - Niebieska Żaba przewróciła oczami. - Inaczej byś się nie przemieniał.
- Co ty kombinujesz? - wyszeptała Drzewołaz.
- Pokonamy Biedronkę, Czarnego Kota i Niebieską Żabę, czyli zrobimy to, co w twoim fanfiku się jak dotąd nie wydarzyło. Doktor Weirdo nie będzie przygotowany na takie zakończenie, więc wymiar się rozpadnie... Oby. - Czarny Kot wzruszył ramionami. - Uważam, że warto spróbować.
- Czy ta fanka musi się za nami wlec? - spytała bohaterka z tego uniwersum.
- Prowadzę live'a na żywo, w kostiumie mam ukrytą kamerę. - odparła zirytowana Edith. - Powiedz coś miłego dla widzów.
- Pole bitwy to nie miejsce dla cywili. - i to by było na tyle, jeśli chodzi o "coś miłego".
Im więcej czasu spędzali z Niebieską Żabą, tym bardziej zaczynała ona irytować Ed. Początkowy entuzjazm, który towarzyszył spotkaniu jej OC wygasł całkowicie. Dziewczyna była nie do zniesienia. Ona nie tylko z każdej sytuacji potrafiła znaleźć wyjście. Ona wręcz obnosiła się z tym i traktowała innych z pogardą, szczyciła się swoimi umiejętnościami. Przez przebywanie z nią, Ed już chyba na zawsze znienawidziła kwestię "Naprawdę tego nie widzicie?", która miała być powiedzonkiem jej Żabki. Dlaczego musiała wymyślać jej tyle mocy? Dlaczego postanowiła, że obcy chłopcy z ulicy będą się za nią oglądać kiedy ta postanowi odgarnąć włosy z twarzy?
Edith właśnie doszła do najbardziej przerażającego wniosku do jakiego może dojść twórca. Jej postać to zwyczajna Mary Sue.
Biedronka wraz z Czarnym Kotem, przeskakując z dachu na dach kamienic, wypatrywali sobowtóra chłopaka. Nie musieli go długo szukać. W końcu natrafili na niego... w towarzystwie dwóch niebieskich bohaterek.
Żaba stanęła jak wyryta.
- Dwóch Czarnych Kotów? - zapytała zdezorientowana. Wtedy Edith poczęstowała ją siarczystym kopniakiem, zwalając ją z dachu. Cieszyła się, że w końcu dojdzie do walki.
Żaba szybko wyratowała się swoją wędką i wylądowała na dachu obok Biedronki.
- Co ty zrobiłaś? - wyszeptał Adrien. - Mogliśmy ją przekonać żeby była po naszej stronie.
- Już miałam jej dość. - Drzewołaz wzruszyła ramionami.
- Dwie ofiary akumy? - spytała Biedronka.
- Myślałam, że to fanka. - odparła Żaba.
- Brawo za przenikliwość! - krzyknęła w jej stronę Drzewołaz, zadowolona, że może jej dopiec.
Taka zdenerwowana jeszcze nie była. Ktoś przeniósł ją do jej własnego świata. W ten brutalny sposób dowiedziała się, że tego świata nienawidzi. A nie znosiła go tylko przez jedną osobę - jej własną postać, którą sama taką stworzyła. Koszmar.
Jej OC posłała jej tylko spojrzenie godne bazyliszka, po czym zwróciła się do swoich towarzyszy:
- Dwie ofiary akumy się jeszcze nie zdarzały. Nie sądziłam, że Władca Ciem ma taką moc.
- Nieważne. - zakomunikowała Biedronka. - Do ataku!
Bohaterowie rzucili się na siebie. Podczas gdy Kot zajął się swoim odpowiednikiem i Biedronką, Edith walczyła z Niebieską Żabą. Bohaterka była Mary Sue - to fakt. Jednak jej zdolność pokonywania przeciwników objawiała się w tym, że jak sama mówiła, znała ich ruchy. A ataku Edith nie potrafiła przewidzieć. Może to wynikało z faktu, że dziewczyna pochodziła z innego wymiaru? A może po prostu dlatego, że nie była ofiarą Władcy Ciem?
Czarny Kot też radził sobie nie najgorzej. Może walczył z odpowiednikami siebie i Biedronki, jednak należy pamiętać, że zostali oni stworzeni mocą Władcy Ciem. Nie dorównywali prawdziwym bohaterom.
Drzewołaz całkiem nieźle wprawiona już w używanie własnej broni, oplotła lassem nogi swojej przeciwniczki. Następnie wykorzystując technikę, której nauczyła się w dojo, znokautowała, skutecznie eliminując Mary Sue z gry. Zabrała swoje lasso, a także przywłaszczyła sobie wędkę - broń swojej OC. Czy miała kłopoty z używaniem jej? Nie. Znajdowała się w świecie swojego fanfiku, a broń, którą trzymała sama wymyśliła. Mogła się poczuć jak bogini. Weirdo powinna lepiej przemyśleć, do którego świata ich wysłać. Chociaż, w sumie, skąd mogła wiedzieć, że autorka jej ulubionego opowiadania i Drzewołaz to ta sama osoba?
Edith dołączyła do Czarnego Kota. Ponieważ on skutecznie odwracał uwagę dwójki bohaterów z tego świata, Drzewołaz wykorzystała okazję by z pomocą wędki wyrwać Biedronce jojo.
Szybko podała je swojemu przyjacielowi. Sama zaś zabrała się do walki z jego odpowiednikiem.
Teraz już poszło z górki. Kot związał Biedronkę jej własną bronią, Drzewołaz mając do dyspozycji wędkę i lasso, jego fikcyjnego odpowiednika.
Edith ściągnęła Czarnemu Kotu pierścień. Pojawił się przed nią Adrien Di Carlo. Tymczasem prawdziwy Kot zdjął Biedronce kolczyki. I wtedy czas stanął w miejscu. Bohaterowie wymiaru Doktor Weirdo przestali się ruszać. Biedronka nie zamieniła się też w zwykłą dziewczynę. Świat wokół nich zaczął się rozpadać, tak jakby był zbudowany z klocków lego. A zaraz przed nimi pojawił się ich prawdziwy przeciwnik.
- Dlaczego nie mogłem zdjąć maski Biedronce? - zapytał Czarny Kot.
- Autorka jeszcze nie ujawniła kim ona naprawdę jest. - odpowiedziała dobrodusznie Doktor Weirdo.
- No tak. - Adrien zasłonił twarz dłonią. - Ale ze mnie debil.
- No chyba nie myślałeś, że serio poznamy jej tożsamość? Byliśmy w świecie mojego fanfiku! - stwierdziła Ed. - A podobno to ja jestem derpem - dodała pod nosem, po czym rzuciła się do walki z ofiarą akumy. Czarny Kot ruszył za nią, gotowy jej pomóc.
Pojedynek nie trwał długo. Ponieważ najgroźniejsza i chyba jedyna broń szalonego naukowca zawiodła, bohaterowie z łatwością go obezwładnili i odebrali zakumiony przedmiot.
Czarny Kot w kilku skokach opuścił wesołe miasteczko. Drzewołaz tymczasem znalazłszy uprzednio, wśród szczątków jakiegoś stoiska z jedzeniem, nieodpakowaną paczkę chipsów, usiadła na ziemi obok związanego złoczyńcy i zajadając przekąskę ze smakiem, czekała na przyjazd policji.
- Nie dąsaj się tak - zwróciła się po chwili do Werido. - To ja tu jestem w najgorszym położeniu. Stworzyłam potwora.
Alya z założonymi rękami i naburmuszona miną siedziała w wagoniku kolejki górskiej. Tak, nadal zwisała głową w dół.
Podczas gdy ona, przeklinała w duchu swe spocone dłonie i grawitację, pozostali pasażerowie rollercoastera z ekscytacją przyglądali się toczącej się niemal pod ich głowami walce.
Blogerka z zawiścią spojrzała na siedzącą przed nią dziewczynę, która "kopiując" jej pomysł, postanowiła całe zajście nagrać.
Dopiero po chwili Césaire zorientowała się, że nie tylko ona wpadła na ten genialny pomysł. Nino który siedział obok niej, również postanowił uwiecznić starcie bohaterów. Chłopak w pełnym skupieniu, by nie wypuścić aparatu z rąk kręcił materiał swego życia.
- Nino, nagrywasz to!? - zapytała uradowana nastolatka.
- Nie strzelam sobie selfie. A na co ci to wygląda?
Gdy Czarnemu Kotu i Niebieskiej Żabie w końcu udało się obezwładnić przeciwnika, kolejka mogła ponownie ruszyć.
Alya z szerokim uśmiechem wyskoczyła z wagonika i rzuciła się swemu chłopakowi w ramiona.
- Dzięki, dzięki, dzięki! - wykrzyknęła. - Dzięki tobie, mam materiał na bloga.
- To taki mały prezent na gwiazdkę - oznajmił chłopak. - Nie mam najmniejszego pojęcia co mógłbym ci dać.
- To jest wręcz idealne! Zgram sobie na... Telefon! Mój telefon! Muszę go znaleźć!
Nie czekając na reakcję swego chłopaka, okularnica ruszyła biegiem na poszukiwanie swej komórki. Po niecałym kwadransie znalazła ją niedaleko budki fotograficznej.
Ze zdumieniem stwierdziła, że mimo upadku z dość dużej wysokości, jej telefonowi nic się nie stało. Mało tego, komórka wciąż nagrywała.
Dziewczyna zatrzymała nagranie z zamiarem przejrzenia go w domu. Kto wie, może udało się jej uchwycić coś ciekawego.
Chyba żadne słowa nie opiszą tego w jakim szoku była gdy ujrzała co takiego skrywa jej film. Césaire po raz kolejny odtworzyła scenę uwiecznioną na swym telefonie.
Edith i Adrien wchodzą do budki fotograficznej, po czym wyłania się z niej Drzewołaz i Czarny Kot, we własnej osobie.
Zmęczona tą cała przygodą Edith zasiadła przed komputerem. Ratowanie Paryża potrafiło wykończyć. Niestety Frasinati miała w tej chwili o wiele poważniejsze problemy, niż przejmowanie się brakiem odpoczynku.
- Będę musiała odmarysuowić tę Mary Sue. - powiedziała zdecydowanie.
- Nareszcie się skapnęłaś, że jest do kitu? - zapytał Zabb.
- Zamknij się Rzekotka! Muszę pomyśleć.
- Zabij ją.
- Oszalałeś?! W fanfikach się nie zabija.
- Czytałem kilka fanfików tych twoich internetowych przyjaciół i tam ciągle kogoś zabijają.
- Czytałeś jakieś chłamy. Ja się nigdy do tego nie posunę.
- Akurat. - skomentowało kwami. Zapadła chwila milczenia. Po krótkim zastanowieniu się, Edith zapytała:
- A kogo fanfiki czytałeś?
- A jakiejś ZawodowejShipperki, Hamburgera, Franak'a i Hakkeriniego.
- A to nic dziwnego. - podsumowała dziewczyna, po czym wróciła do burzy mózgów. Wkrótce ją olśniło. - Wiem! - wykrzyknęła tak, że Zabb aż drygnął.
- Jednak ją zabijesz?
- Lepiej.
- Porwą ją kosmici?
- Rzekotka, nie wymuszaj na mnie spojlerów! - odparła Edith, starając się przybrać wściekły ton. Jednak była na to zbyt szczęśliwa. Z szerokim uśmiechem zabrała się do pisania.

W świecie Fan-Fiction

Adrien czuł się tak swobodnie jako Czarny Kot. Uwielbiał bycie superbohaterem. Wiatr we włosach, podczas skakania po budynkach. Setki uratowanych ludzi ze szponów zła. Liczne przygody i niezwykłe przeżycia. A to wszystko przed ukończeniem siedemnastego roku życia.
Najwspanialsze jednak w tym wszystkim był jego związek z przecudną i przesłodką Biedronką. Jego ukochaną, Larandone.
Już za kilkanaście minut miał odbyć się ślub z wybranką jego serca, który od tak dawana planowali w ścisłej tajemnicy.
Oboje kochali się do szaleństwa. Choć mieli zaledwie naście lat, byli pewni, że chcą spędzić ze sobą resztę życia.
Czarny Kot przeskakiwał z budynku na budynek w drodze na ceremonię. Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Już za godzinę, będzie miał wspaniałą żonę, z którą stworzy cudowną rodzinę.
Był niemal przy samym budynku kościoła, gdy drogę zagrodził mu...


Chłopak siedział przy krawędzi dachu, nie zwracając w ogóle uwagi na otaczający go świat. Był za bardzo pochłonięty pisaniem swojego fanfiku "Z pamiętnika czarnego kota". Nie usłyszał rozlegających się za nim kroków.
Tymczasem wysoka, szczupła dziewczyna szła, przebierając zgrabnymi nogami, w jego stronę. Jej kroki były niemalże niesłyszalne. Pod maską widoczne były jej hipnotyzujące czarne oczy, w których tliły się wesołe iskierki. Zajrzała mu przez ramię i melodyjnym głosem zapytała:
- Hej, Kocie. Co robisz?
- A! - wykrzyknął zaskoczony Adrien upuszczając swój notes. Dziewczyna szybkim ruchem chwyciła go swoim sznurkiem przypominającym wędkę. Chłopak popatrzył na nią z podziwem.
- Kim jesteś? - zapytał.
- Jestem Niebieska Żaba. Nowa bohaterka Paryża.

- Kurde, teraz i w moim ulubionym fanfiku będzie mnie prześladować. - powiedział Adrien.
Chłopak opatulony szczelnie ulubionym kocykiem z kubkiem parującej herbaty, czytał właśnie nowy rozdział "Tam, gdzie latają Akumy". Autorka najwyraźniej postanowiła wprowadzić Drzewołaza do fabuły. Agreste ciekawy był co na to inni czytelnicy. Przewinął do swojej ulubionej sekcji: komentarzy.

Nanana
O! Dodałaś naszą Żabkę do opka! Ona i Kot są świetni! Shipuję ich :'D
Ed
Akurat ta Żabka to moja OC...
Nanana
I tak ich shippuję.

PokemonGo
Nie mogłam się doczekać, aż dodasz Żabkę!
Ed
Skąd o niej wiedziałaś? To moja OC.
PokemonGo
To nowa bohaterka Paryża przecież. Swoją drogą ona i Kot świetną parkę tworzą.
Ed
Bohaterka Paryża to Drzewołaz, Żaba to moja OC.
PokemonGo
Wszystko jedno.
Ed
;_;

FleurDeLys
Już uwielbiam parkę Żaba&Czarny Kot ❤

LubieYaoi
O! Dodałaś tę nową bohaterkę do opka! Fajnie 😀
Ed
Nie! Niebieska Żaba to moja OC! Ta bohaterka to przecież Drzewołaz! Tak trudno to zrozumieć? ;_;

Adrien widząc komentarze shipperek jego i Drzewołaza, postanowił się wtrącić.

Plagga
Jestem zniesmaczony waszymi uwagami na temat relacji Czarnego Kot i Żaby!

Po chwili pojawiła się pierwsza odpowiedź.

PokemonGo
Chwila, to ty jesteś facetem?
Plagga
Tak...
PokemonGo
Masz nick jak dziewczyna xD
Plagga
Miało być Plagg, to literówka ;_;
LubieYaoi
Zgadzam się z Plaggą. Ona ma racje. Shipowanie Niebieskiej Żaby i Kota jest niezdrowe.
LubieYaoi
Znaczy on ma racje.
RetroGirl
Co wy wiecie. Żaba jest super. Biedronka na pierwszej misji tak zwaliła, że pół Paryża zamieniło się w głazy. A Żabka dała radę! I pasuje do Kota! Jeszcze ten jej taniec 😀
LubieYaoi
Taniec to wygryw, ale nie pasują do siebie.
PokemonGo
Oczywiście, że pasują. Yaoi jak możesz stawać po stronie faceta, który nazwał się Plagga 😣
Plagga
Proszę mnie tu nie obrażać.
SzczeraPamela
gupi jestes
LubieYaoi
To nie on napisał "głupi" bez "ł".
FleurDeLys
Kot i Żaba pięknie by ze sobą wyglądali ❤ LadyNoir jest przeterminowane, w ogóle się nie znacie. Naprawdę nie widzicie jak Żabka i Kotek się świetnie dogadują?
Biała_kocica_love44
Od kota sie odczepcie jest mój ❤
Plagga
Serio przestańcie ich shippować! Oni do siebie w ogóle nie pasują!
Nanana
Plagga nie kombinuj! Ja też ich shippuje, a moje shipy się zawsze sprawdzają!
RetroGirl
Zauważ Plagga, że nie podajesz żadnych logicznych argumentów dlaczego oni do siebie nie pasują.
Nanana
No dokładnie!
Plagga
A wasz jedyny argument to taki "bo do siebie pasują".
Nanana
Lepszy taki argument niż żaden!
RetroGirl
Nie prawda. Świetnie się dogadują. Od początku radzą sobie z misjami.
Nanana
RetroGirl dobrze mówi, polać jej!
Plagga
Polemizowałbym co do tego, że od początku sobie świetnie radzą.
FleurDeLys
Nie odzywaj się gender chłopaku xDD
Plagga
-,-
SzczeraPamela
oni som dla sjebie stwożenii!! 11!b ty sje nje znarz!!! 111
LubieYaoi
Marna z ciebie namiastka trolla.
SzczeraPamela
A z cjebie marna yaoistka!!1!1!@
PokemonGo
W ogóle jakim trzeba być durniem, żeby nie zauważać ich uczucia.
LubieYaoi
Przecież sami sie zarzekaja na biedroblogu ze pomiedzy nimi nic nie ma.
PokemonGo
Przecież się przed całym światem nie będą obnażać!
FleurDeLys
Właśnie! Wy byście przed kamerami wyznawali, że jesteście w sobie zakochani? To z tym całym uczuciem z Biedronką to na bank żarty.
Nanana
popieram^
Plagga
Przestaje wierzyc w ludzkość...
PokemonGo
Ja przestałam wierzyć jak zobaczyłam twój nick i dowiedziałam się, że jesteś chłopakiem.

Blondyn westchną.
- Uczepiły się tego nicku jak rzep psiego ogona!
Plagg spojrzał na niego, przerywając na chwilę konsumpcję sera.
- Daj se siana, z babami nie wygrasz.
Adrien patrzył na dalszy rozwój dyskusji czując się całkowicie bezradny.
- Mógłbym napisać coś mądrego. Problem w tym, że nie wiem co.

Edith wróciła z toalety i ponownie weszła na swego bloga. Zajrzała do sekcji komentarzy pod swoim najnowszym rozdziałem. Jak tylko zobaczyła co się tam dzieje otworzyła szeroko usta ze zdziwienia.
- O rany, jaka gównoburza. Trzeba to zażegnać.
- Czekaj! - powiedział Zabb podlatując do niej i chwytając ją za rękę, zanim zdążyła położyć palce na klawiaturze. - Mam lepszy pomysł! - stwierdził, po czym poleciał do kuchni. Po chwili wrócił z popcornem.
Edith uśmiechnęła się szeroko.
- Rzekotka, bywasz czasem genialny!
Po stwierdzeniu tego oczywistego faktu, dziewczyna i jej Kwami zasiedli z szerokimi uśmiechami przed monitorem komputera.

LubieYaoi
Patrząc na czynnik średniego ilorazu inteligencji ludzkości jesteście poniżej normy.
PokemonGo
Pseudo gadka pseudo inteligenta.
FleurDeLys
Chciałabym cie osobiście spotkać, ciekawe czy w realu też tak kozaczysz.
HamburgerUgodzonyJajkiem
Przepraszam, że przerywam, ale o co wy się właściwie kłócicie?
LubieYaoi
...
RetroGirl
W sumie to nwm.
Nanana
xD

Edith westchnęła.
- Skończył nam się popcorn.
Zabb także westchną.
- Gównoburza też.
- Są inne komentarze. - powiedziała Edith przeglądając bloga. Po chwili wyłączyła przeglądarkę zdenerwowana. - Zresztą nieważne. Nie znoszę jak mylą mnie z moją OC.
- Uwielbiają cię. - skomentował Zabb. - A ty się wkurzasz. Nigdy nie zrozumiem nastolatek.
- A ja Kwami - odparła nastolatka. - A teraz wybacz Rzekotka, ale czas spać. Jutro mam ważne spotkanie i muszę być wypoczęta.
Brązowowłosa wskoczyła pod kołdrę i opatuliwszy się nią szczelnie, zasnęła.

Tymczasem Adrien trochę zagubiony w rozwoju tej kłótni, postanowił wrócić do tematu i napisał:

Plagga
Okej, Żabka bywa całkiem zabawna i urocza, ale to nie powód by ich shippować.
RetroGirl
Uuu...
PokemonGo
No proszę... Ktoś tu się nam zakochał =]
Nanana
Nowy ship! Żabka&Plagga ❤
Plagga
*facepalm*
LubieYaoi
XD

Frasinati poderwała się gwałtownie z łóżka i spojrzała na zegarek w swym telefonie. Była siódma trzydzieści rano. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, jednak nie zaspała. Odrzuciła gwałtownie pościel i wręcz wyskoczyła z łóżka, po czym pognała z szerokim uśmiechem do łazienki.
Jej poranny zapał do działania, był jak najbardziej uzasadniony. Dzisiejszego dnia, miała bowiem spotkać się w końcu ze swoją internetową przyjaciółką Alyą.
Nastolatka wprost nie mogła doczekać się tego wspólnego wyjścia. Gdy tylko udało się jej doprowadzić się do porządku i ogarnąć jak zawsze napuszone włosy, wręcz wybiegła z domu.
Tymczasem Zabb drzemał sobie w najlepsze w swoim łóżeczku zrobionym z pudełka po butach. Całkowicie nieświadom, że został zupełnie sam, podczas gdy jego właścicielka wybrała się na miasto.
Edith stała w umówionym miejscu, czekając na przybycie swej przyjaciółki. Specjalnie przyszła kilkanaście minut wcześniej, żeby się nie spóźnić. Ubrana w swoje ulubione ciuchy z retro plecaczkiem przewieszonym przez ramię i rozbieganym spojrzeniem wyglądała na nieco zdenerwowaną. Dziewczyna wygładziła fałdy na koszulce i rozejrzała się dookoła.
W końcu, na pięć minut przed umówioną godziną, dostrzegła zmierzającą ku niej dziewczynę. Kiedy tylko ich spojrzenia się skrzyżowały, nastolatki wręcz rzuciły się sobie w ramiona.
- Jesteś wyższa niż przypuszczałam - odezwała się w końcu Alyia, gdy przyjaciółki skończyły się ściskać.
- A ty dokładnie taka sama jak zapamiętałam ze zdjęć, tylko w 3D.
- Haha. Jak zawsze wiesz co powiedzieć.
- Więc gdzie idziemy najpierw?
- Na początek oczywiście idziemy do kina, gdzie spotkamy się z Nino i Adrienem. Potem pójdziemy we czwórkę na pizzę.
- A nie miało być nas troje?
- Tak, ale Nino bardzo chciał wziąć ze sobą Adriena. Stwierdził, że sam w towarzystwie bab nie wytrzyma, a poza tym Adrien od dłuższego czasu niemal nie wychodzi z domu. Przyda mu się taki wypad. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciw?
- Jasne, że nie! - doprała natychmiast Edith z szerokim uśmiechem. - Będę mogła spotkać więcej twoich przyjaciół. Szkoda tylko, że Marinette wyjechała. Bardzo chciałam ją poznać.
- Też żałuję, ale z pewnością będzie do tego jeszcze okazja. W końcu to nie ostatni nasz wypad.

Tymczasem w nieco innej części Paryża. Mały, niebieskawy stworek otworzył swe czarne, zaspane oczka i przeciągnął się. Kwami wzbiło się w powietrze i rozejrzało dookoła.
- Żabo! Żabo gdzież ty! - zawołał Zabb nie dostrzegłszy nigdzie Edith.
Kwami przeleciało przez drzwi i zaczęło po kolei sprawdzać każde pomieszczenie w mieszkaniu. W żadnym jednak nie znalazło swojej karmicielki.
- Ed! - darł się Zabb swym piskliwym głosikiem. - Wyszła beze mnie? Znowu? - powiedział w końcu sam do siebie. - Dostanie za swoje, jak się będzie musiała zmienić w to Żabsko, a mnie nie będzie w pobliżu. Nauczy się, że o Zabbie się nie zapomina.
Rozeźlone Kwami wleciało do kuchni i postanowiło samo przygotować sobie ziemniaczany posiłek. W tym celu podłączyło frytkownicę, odkręciło kurek z wodą i wysypało na ziemię wszystkie ziemniaki z worka. W międzyczasie Zabb włączył również telewizor i radio na maksymalną głośność, gdyż stwierdził, że mu za cicho.
Stworek przeszedł do przebierania ziemniaków.
- Ten nie, za mały. Ten nie, zgniły. Ten mi się nie podoba, ten będzie za brzydki. O! ten się nada.
Kwami chwyciło olbrzymiego kartofla swe drobne łapki i podleciało nad blat szafki, na której zamierzało go pokroić. Stwierdziło, że nieobrany ziemniak będzie smakował lepiej.
Wrodzony Zabbowy pech sprawił jednak, iż kartofel wypadł mu z łapek i upad wprost na przygotowany wcześniej nóż, po czym odbił się i ugodził w frytkownicę, następnie wpadł do zlewu zatykając odpływ. Tymczasem nóż, który został trafiony ziemniakiem, przeleciał przez całą kuchnię wbijając się w ekran niewielkiego telewizorka wiszącego przy drzwiach wejściowych. Frytkownica natomiast przewróciła się, a gorący olej znajdujący się w niej wylał się na podłogę.
- Edith coś się rozlało! - wydarł się Zabb przyglądając się tej scenie ze spokojem.
Stworek westchnął ciężko z rezygnacją. Chyba faktycznie nie umie gotować. Po tym trafnym wniosku wyleciał z domu i udał się na poszukiwanie osoby, która mogłaby go nakarmić, nic sobie nie robiąc z bałaganu, który zrobił.

Adrien ziewnął potężnie i podrapał się w rozczochraną głowę, po czym podszedł do oczekującego go pod kinem Nina.
- Jezu, stary. Wyglądasz jak siedem nieszczęść - powitał przyjaciela okularnik.
- Mi też miło cię widzieć - odparł blondyn ponownie ziewając.
- Serio powinieneś się za siebie w końcu wziąć stary. To że twoja panna wyjechała, nie znaczy że masz się zalewać łzami po nocach.
- O czym ty mówisz? - zapytał Agreste kompletnie zbity z tropu.
Nino podszedł do nastolatka, chwycił go za ramiona i potrząsnął nim, krzycząc.
- Żyj Adrien, żyj!
- Nino weź - mruknął blondyn. - Serio nic mi nie jest. Po prostu trochę przeholowałem z internetem. Spałem może z godzinę.
Adrien wyciągnął się i ziewnął po raz kolejny.
- Co takiego robiłeś przez całą noc na internetach? - zdumiał się Nino.
Agreste wrócił wspomnieniami do wczorajszej wymiany komentarzy i do całej kłótni, którą wszczął. Całą noc przesiedział broniąc swojej racji. Początkowo usiłował udowodnić, że Czarny Kot i Niebieska Żaba do siebie nie pasują, by zaprzestano ich shipowania. Potem jednak, musiał bronić swojego imienia, gdyż większość użytkowniczek stwierdziła, że sam podkochuje się w Drzewołazie.
- Lepiej żebyś nie wiedział - odparł z poważną miną.
- Ale mógłbyś się jakoś ogarnąć stary. Zaraz przyjdą dziewczyny, chcesz się im tak pokazać?
Blondyn westchnął ciężko. Zaczesał dłonią włosy i wyprostował się. Mimo drobnej poprawy, nadal miał wory pod oczami, które ujmowały mu uroku.
Nino jedynie pokręcił głową.
- No nic, przynajmniej z fankami będziesz miał spokój. W takim stanie na pewno cię nie poznają.
Kilka minut później do chłopców podeszły dwie dziewczyny. Jedną z nich była oczywiście Alya, a drugą jej internetowa przyjaciółka, z którą jak Adrien dobrze wiedział, miała się dziś spotkać.
Nastolatki tak zajęte były rozmową, że chyba nawet nie zdały sobie sprawy, iż są już u celu.
- Wróciłam z łazienki i weszłam ponownie na bloga, patrzę a tu gównoburza. Dosłownie dziesięć minut mnie nie było, a tam ponad dwa tuziny komentarzy. Początkowo chciałam interweniować, jakoś zaradzić tej ich sprzeczce, ale stwierdziłam, że sobie popatrzę co wypisują i się pośmieję.
- A o co takiego im poszło?
- Jakaś czy tam jakiś Plagga, napisał że nie podoba mu się shipowanie Czarnego Kota i Niebieskiej Żaby, no i wszystkie fanki się na niego rzuciły. Mówię ci, tego co się wczoraj działo na Akumach ludzki umysł nie ogarnie.
W tej samej chwili Nino odchrząknął głośno. Dopiero w tym momencie dziewczyny raczyły zwrócić na nich uwagę.
- Przepraszam, zagadałyśmy się - odezwała się Alya. - Ed to Nino i Adrien. Chłopaki to Ed.
Adrien wpatrywał się w dziewczynę z uchyloną buzią, w niemałym szoku. Czyżby wspominała wczorajszą wymianę komentarzy na "Tam, gdzie latają Akumy"?
Tymczasem nowa znajoma, zaczęła mówić.
- Witajcie, bardzo mi miło. - Ed podała dłoń, po kolei każdemu z przedstawionych jej chłopców. - Edith jestem, ale mówcie mi Ed. Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że mogę was poznać. Kiedy Alya zaproponowała mi to spotkanie, byłam strasznie podenerwowana. Bałam się że mnie nie polubicie, albo że coś przy was palnę. Chociaż to, że zaderpię jest wręcz pewne. Bo jestem urodzonym derpem, wszyscy mi to powtarzają rodzice, babcia, Rzekotka, nawet Alya, a widzimy się pierwszy raz na żywo. Wybaczcie, że tyle mówię, ale jak się denerwuje to dużo mówię. To kolejna z moich cech, które powodują u ludzi zdenerwowanie. Jak chcecie wiedzieć o mnie coś więcej to w wolnych chwilach skaczę po internecie, oglądam koty na yt i komentuję Biedroblog. Piszę też fanfiki o Biedronce i Czarnym Kocie. Nazywają się "Tam, gdzie latają Akumy". Słucham wszystkiego co wpadnie mi w ucho. Najbardziej lubię szybkie kawałki, ze skoczną melodią i ciekawymi słowami. To może ja skocze kupić coś do żarcia. Przyda się do filmu jakiś popcorn i cola. Uwielbiam jeść oglądając filmy.
Po tej dość nietypowej przemowie, dziewczyna weszła do kina.
Alya spojrzała na swoich przyjaciół z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Czyż nie jest urocza? - zapytała cała rozpromieniona. - Pójdę do niej, bo się nam jeszcze zgubi.
Alya pobiegła za przyjaciółką, pozostawiając chłopców samych.
Tymczasem Adrien przeżywał coś w rodzaju deja vaut. Już raz był w podobnej sytuacji, gdy pewna dziewczyna zaatakowała go natłokiem zbędnych słów. Była to Drzewołaz, w dzień ich poznania. Takich chwil się nie zapomina.
- Stary idziemy?
- Trochę się jej boję - wyszeptał blondyn. - Dużo mówi.
- Spoko, jakoś to zniesiemy. Podczas filmu chyba nie będzie się odzywać.
W tej kwestii Nino miał rację. Przez cały seans, dziewczyna nie pisnęła nawet słówkiem. Tego co było jednak potem, w kronikach nie opiszą. Zaraz po opuszczeniu sali kinowej, wdała się z Alyą w rozmowę na temat filmu. Jedyne co młody Agreste zrozumiał z ich wymiany zdań, to że seans bardzo im się spodobał.

Zabb szybował nad chodnikiem, coraz bardziej zagłębiając się w miasto. Swymi drogami węchowymi, trudno raczej powiedzieć, że miałby nos, usiłował wyczuć ukochany zapach pieczonych ziemniaków.
W końcu, po jakimś dobrym kwadrancie, przemierzania najmroczniejszych paryskich uliczek, udało mu się wywąchać coś smakowitego. Przeleciał przez pobliską witrynę i znalazł się w dość obszernym sklepie, wypełnionym przeróżnymi zwierzęcymi odgłosami.
Kwami nadal kierując się nosem, podleciało do jakiegoś stolika i dopadło się do stojących na nim orzeszków. Może ziemniaki to nie były, ale chwilowo musiały mu wystarczyć. Ten lot strasznie go wycieńczył.
Dziesięć sekund później, coś pochwyciło go za tułów i podniosło do góry. Zabb miał w buzi akurat olbrzymiego orzeszka, więc nie mógł wydobyć z siebie głosu.
- A co ty tu malutki robisz? - odezwał się sklepikarz przyglądając się Kwami Drzewołaza przez okrągłe okularki. - Powinieneś być z innymi... Chwileczkę, czym ty właściwie jesteś?
Mężczyzna przyglądał się przez chwilę Zabbowi ze wszystkich stron. Aż w końcu wzruszył nieznacznie ramionami.
- Chyba płaz z ciebie jakiś - mruknął pod nosem, po czym podszedł do olbrzymiego akwarium z ropuchami i umieścił w nim niebieskiego stworka.
W tym samym momencie Zabbowi udało się odzyskać głos.
- Myślisz, że ściany tego szklanego więzienia mnie powstrzymają!? - zawołał podlatując do szybki akwarium. Sklepikarz już jednak odszedł i wrócił do zajmowania się ważniejszymi sprawami, nie zwracał najmniejszej uwagi na piszczącą pod nosem żabę.
Zabb jednak nie poprzestawał rzucania obelg w kierunku okularnika. Uspokoił się dopiero na dźwięk donośnego rechotu dobiegającego zza jego placów. Kwami odwróciło się, ku ustawionych w rządku ropuchom. Na widok swych współwięźniarek, uśmiechnął się i podleciał nieco bliżej nich.
- Witam piękne żabie panie! - zwrócił się do towarzyszek. - Zwą mnie Zabb! A czy wy byłybyście łaskawe zdradzić mi swoje imię?
Tymczasem ropuchy wpatrywały się w niego z szeroko otwartymi oczami. Prawdopodobnie zastanawiały się czy to jakiś wielki owad, który jest jadalny. A może faktycznie Zabb im w jakiś sposób zaimponował? Kto wie, o czym myślą zwierzęta?
- Nie wiem czy o mnie słyszałyście, ale jestem Kwami. Przemieniam pewną derpowatą osobę, w dość sprawną superbohaterkę. Samą Niebieską Żabę. Tak, tak. Razem tworzymy wspaniały duet. Oczywiście jego wspaniałość to tylko i wyłącznie moja zasługa.
W tym momencie jedna z ropuch wystrzeliła językiem wprost w Rzekotkę, muskając go delikatnie.
- Och, cóż za bezpośredniość - odezwało się Kwami i lekko odsunęło. - Nie wiem czy jestem gotów na tak poważny krok w naszym związku.
Po chwili, pozostałe płazy również zaczęły posyłać swe długie i lepkie jęzory w stronę Zabba.
- Nie, zdecydowanie nie jestem - mruknęło Kwami. Podleciał do szklanej szybki akwarium i zaczął walić w nią swymi drobnymi łapkami, krzycząc. - Wypuśćcie mnie stąd! Na pomoc! One mnie chcą usidlić!
Kwami darło się tak dobre 30 sekund, nim zdało sobie sprawę iż z łatwością może wyjść z opresji.
- Chwila, przecież przenikam ściany - mruknął sam do siebie i wyleciał z więzienia.
Odwrócił się do ropuch i wystawił do nich język. Te natomiast wystrzeliły swe jęzory wprost w niego. Przerażony Zabb, że i one mogą przenikać ściany, opuścił w popłochu sklep zoologiczny.
- Chyba powinienem poszukać już Żaby - powiedział sam do siebie i poleciał dalej przemierzać Paryż.

Adrien, Alya, Nino i Edith znajdowali się w najlepszej burgerowni w Paryżu. W każdym razie tak twierdził Nino. Podczas gdy Lahiffe zamawiał wszystkim posiłek, a jego dziewczyna poszła postać w kolejce do toalety, Ed i Adrien trwali w kłopotliwej ciszy przy zajmowanym przez nich stoliku.
- Więc... - odezwał się Adrien, obawiając się czy nie popełnia w tym momencie olbrzymiego błędu. - Jak poznałaś Alyię?
Ed, która przez cały czas wpatrywała się w okno, zerknęła na blondyna.
- Coś mówiłeś? - zapytała. - Wybacz zamyśliłam się. Mam wrażenie, że o czymś zapomniałam.
- Pytałem, jak poznałaś Alyię.
- Och, przez Biedroblog. To jedna z moich ulubionych stron. Zaczęłam komentować jej wpisy i tak jakoś wyszło, że zakumulowałyśmy się bliżej.
- Jesteś fanką Biedronki i Czarnego Kota?
- Jasne! Kto nie?! Piszę o nich nawet fanfik.
Gadatliwość, nazywanie kogoś Rzekotką, pisanie fan-fików i żarłoczność - dziewczyna zamówiła dwa cheeseburgery i powiększone frytki.
- Niebieska Żaba?
- Drzewołaz do jasnej!
Ed zasłoniła usta dłonią i wpatrzyła się w zielone oczy Adriena lekko przerażona. Adrien również przyglądał się Edith z uchyloną buzią.
- Czarny Kot? - wyszeptała dziewczyna. W odpowiedzi Adrien delikatnie skinął głową.
Znów zapadło między nimi kłopotliwe milczenie. Tym razem jeszcze bardziej kłopotliwe niż wcześniej.
- Jej! - odezwała się w końcu Frasinati. - Ale miałam nosa do imienia.
- Nawet nie wiesz, jaki zawał przeżyłem, gdy przeczytałem "Znów ściągnie maskę i na powrót stanie się zwyczajnym Adrienem." Myślałem, że ktoś się dowiedział kim jestem.
Edith wybuchnęła śmiechem.
- Twoja mina musiała być bezcenna.
- Oplułem monitor.
- Czy to znaczy, że czytasz "Tam, gdzie latają Akumy"?
Adrien zaróżowił się nieznacznie.
- Czasem tam zajrzę i coś skomentuję - mruknął chłopak.
Dziewczyna ożywiła się na tę wiadomość jeszcze bardziej, jakby fakt iż siedzi przed nią Czarny Kot nie robił na niej takiego wrażenia, jak to że czyta on jej opowiadania.
- Serio? Nie spodziewałam się, że czytają to też chłopcy.
- Chyba jestem jedyny. Wczoraj zostałem o tym dobitnie uświadomiony.
- Chwila to ty jesteś Plagga? - zdumiała się Frasinati.
Adrien zaróżowił się jeszcze bardziej. Bycie jedynym facetem czytającym babski blog, było w jego oczach nieco żenujące. Mimo tego skinął nieznacznie głową.
- Stary, szacun, że tak wczoraj dzielnie walczyłeś. Myślałam, że cię tam pogryzą. Bardzo kibicowałam ci i LubieYaoi, ale zawodowych shiperek nie przegadasz.
- To ty też nie jesteś za shipem Czarny Kot i Niebieska Żaba?
- Oczywiście, że nie! Jestem całym sercem za LadyNoir. Żabę dodałam tam tylko po to, by trochę namieszała. Zaczynało się robić strasznie ckliwie.
- Kurczę - zawołał Adrien z szerokim uśmiechem. - Niewiarygodne, to wszystko. Kurcze, teraz mogę cię prosić o spojlery do "Akum"!
- Pomarz sobie. Alya to jedyna osoba, której cokolwiek spojleruję i to się nie zmieni tylko dlatego, że jesteś sobie jakimś tam Czarnym Kotem.
- Ha! To się okaże! Znam twoje słabe strony! A nazywają się Cheeseburger i podwojone frytki!
Edith roześmiała się. Właśnie odkryli swoje tożsamości, ale i tak, jakby nigdy nic, rozmawiają o jej fanfiku.
- O widzę, że znaleźliście wspólny język - odezwała się Alya, dosiadając się do pary.
- Tak, właśnie się dowiedziałam, że Adrien jest - Na czole Czarnego Kota pojawiła się kropelka potu. Dobrze znał derpowatość Niebieskiej Żaby i wiedział, że przypadkiem może coś palnąć. - Czytelnikiem mojego bloga.
- Serio? Adrien czyta Akumy? - Edith skinęła głową nadal się podśmiewając, a Adrien odetchnął z ulgą. - Więc pewnie spodobają się nadchodzące rozdziały - mruknęła Alya z zagadkowym uśmiechem.
Frasinati roześmiała się jeszcze bardziej.
- No weźcie, powiedzcie cokolwiek! - zawołał zrozpaczony blondyn. - Chociaż, kiedy kolejny rozdział!?
- Tego mój drogi - odezwała się w końcu Ed niezwykle poważnie. - To nawet ja nie wiem.
W tym momencie dołączył do nich Nino z tacą wyładowaną po brzegi fastfoodowym jedzeniem i cała czwórka zabrała się do konsumpcji posiłku.

Tymczasem w innej części Paryża, choć nie tak odległej.
- Chyba się zgubiłem - mruknął Zabb zatrzymując się na środku ciemnej i ślepej uliczki, i rozglądając dookoła.
Kwami westchnęło ciężko i przysiadło na jakimś podgniwającym pudle, stojącym tuż obok śmietnika.
Zabb zaczął rozmyślać nad dzisiejszymi wydarzeniami. Zdemolowana kuchnia, próba porwania, uwięzienie w szklanej celi z pogrzanymi ropuchami i zagubienie się w Paryżu, wszystko to jest bezsprzeczną winą tylko i wyłącznie Edith! Gdyby nie ona, nie doszłoby do tego wszystkiego.
Może już nigdy do niej nie wróci? Zamieszka w tym kartonie i będzie się żywił odpadkami ze śmietnika. Wszędzie mu będzie lepiej, niż z tą Frasinatki!
- Więc postanowione - zawołało Kwami samo do siebie. Minę miało zawziętą. - Zostaję tutaj.
Po czym wleciało do pudła. Jednak tak szybko jak się w nim znalazło, tak samo szybko je opuściło i w panice wyleciało z zaułka. W pogoni za niebieskim stworkiem, ruszył śmierdzący szop, który okazał się być właścicielem pudełka, które Zabb wybrał na swój nowy dom.
Teraz bohater zmuszony był uciekać w panice, przed rozwścieczonym gospodarzem.
- Edith! Na pomoc!
Po jakimś kwadransie, Zabb w końcu postanowił się zatrzymać, by nieco odetchnąć. Ku ogromnej uldze okazało się, iż zgubił szopa i może nieco zwolnić tępa.
Stworek westchnął z ulgą i zaczął szybować w bliżej nieokreślonym kierunku. Tak bardzo tęsknił za ciepłym kącikiem we włosach Ed i wręcz marzył o porcji tłuściutkich, słonych frytek.
Może i Edith nie była idealna, ale go karmiła, regularnie. Pozwalała mu czytać jej rozmowy z Alyą, mógł się nabijać z jej derpów i porównywać do jej przodków. Gadała z nim i często się droczyła, co Zabb ubóstwiał. W sumie to nie była taka zła. Do perfekcji jej daleko, to oczywiste, ale będąc przy niej nie był przynajmniej zmuszony do uciekania przed szopami.
Na myśl, że mógłby już nigdy jej nie zobaczyć, a co gorsza nie zjeść świeżych frytek, do czarnych oczów stworka napłynęły gorzkie łzy.
Miał się właśnie rozpłakać, gdy przez jedną z szyb w knajpie z fast-foodem dostrzegł charakterystyczne napuszone włosy piętnastolatki. Dziewczyna siedziała sobie wraz z trójką innych dzieciaków i zaśmiewając się do rozpuku, jedząc przy tym frytki. Na ten widok Kwami nie wytrzymało.
- Ty przebrzydła mała Żabo! Ja tu niemal umieram z niedożywienia i strachu, a ty sobie jak gdyby nigdy nic jesz obiad? Zobaczysz, powiem wszystko twojej matce! - zaczęło krzyczeć rozwścieczone. Jednak z powodu dzielącej ich szyby, panna Frasinati nie mogła go usłyszeć.
Dopiero po dobrej chwili, dziewczyna wyjrzała przez okno, najprawdopodobniej by popatrzeć na przejeżdżające samochody. To co ujrzała jednak po drugiej stronie, sprawiło, że hamburger który właśnie przeżuwała, znalazł się na siedzącym naprzeciw Adrienie.
Zabb przyklejony do szyby ze łzami w oczach, wpatrywał się zrozpaczony w Edith. Dziewczyna poderwała się natychmiast z krzesła. - Przepraszam - zawoła spoglądając przepraszająco na oplutego Adriena. - Ale muszę na chwile wyjść.
Dziewczyna wręcz wybiegła z baru. Gdy tylko znalazła się na zewnątrz, Kwami rzuciło się by ją uściskać.
- Rzekotka co ty tu robisz? I dlaczego nie jesteś w moich włosach?
- Zabb ty Żabo. Zostawiłaś mnie samego - odparł stworek drżącym głosem. - Ale to nic, już ci wybaczyłem. Tylko nakarm mnie - rozbeczał się ponownie.
- Weź się uspokój. Cały czas byłam przekonana że jesteś w moich włosach. Schowaj się już, bo ludzie będą się dziwnie patrzeć.
- Na ciebie zawsze się dziwnie patrzą - mruknął Zabb, ale posłusznie wleciał w bujną fryzurę nastolatki.
Brązowowłosa wróciła do knajpy i usiadła jakby nigdy nic przy stoliku.
Alya i Nino, patrzyli na nią zszokowani.
- Co tam? - zapytała dziewczyna z szerokim uśmiechem.
- Co się stało? - wyszeptała Alya lekko przerażona.
- Och nic takiego. Przypomniało mi się, o czym zapomniałam - odparła Frasinati i wróciła do konsumpcji burgera. - Gdzie Adrien?
- Poszedł przypudrować nosek - odparł Nino sącząc koktajl.
- O więc jednak się maluje. Dobrze wiedzieć.
Na to zdanie, tym razem Nino, o mało się nie zakrztusił.
Po powrocie Agreste i ukończonym posiłku, cała czwórka udała się na spacer po parku. Atmosfer między nimi była znacznie swobodniejsza niż wcześniej.
Około szóstej po południu, wszyscy zaczęli się rozchodzić. Nino został wezwany przez swych rodziców, a Alya zmuszona została zając się swym młodszym rodzeństwem.
- Naprawdę cię przepraszam Ed, że tak wyszło. Miałyśmy dziś spędzić cały dzień do późnego wieczora, a teraz się okazuje...
- Spokojnie Alya - zawołała natychmiast Frasinati. - Jak sama mówiłaś, to nie jest nasze ostatnie spotkanie. Poradzę sobie. Wrócę do domu, może trochę Akum napiszę.
- To super. Będę już lecieć. Na razie Ed, do zobaczenia Adirien.
Para pomachała Cesarie na pożegnanie i została sama.
- Jesteśmy sami? - dobiegł spod kurtki Adriena głos Plagga.
- Tak Plagg, nikogo w zasięgu wzroku - odparł nastolatek, na co czarny stworek wyfrunął.
- Zabb pokaż się - zawołał. - Dowiedzieli się o sobie.
Z włosów Ed wyleciało Kwami Drzewołaza.
- Serio? Ledwie kilka godzin mnie nie ma, a ty zdradzasz swoją sekretną tożsamość przypadkowym przechodniom. Teraz wiem, że nie mogę cię odstępować na krok.
- A ja, że mnie lubisz - oznajmiła Frasinati z szerokim uśmiechem.
Zabb jedynie założył łapki na piersi i podleciał do swojego Kwami kumpla.
- To co robimy? - odezwał się Adrien.
- W sumie to nie wiem, aż dziwne, że Babcia Klozetowa jeszcze nie zaatakowała.
- Kto?
- No wiesz. Władca Ciem, WC, toaleta, Babcia Klozetowa pilnuje toalet.
- Aaa rozumiem - zawołał blondyn i wybuchnął śmiechem. - Niezły kryptonim.
- Dzięki.
W tym samym momencie zadzwonił telefon nastolatki. Dziewczyna widząc iż dzwoni jej mama, prędko odebrała.
- Tak?
- Nie mam pojęcia kto to zrobił, ale chcę was widzieć w domu natychmiast! Oboje! Ciebie i tego przebrzydłego Kwami. Odpowiecie mi za wszystko coście zrobili! - Darła się do słuchawki pani Frasinati.
- Mamo uspokój się, bo przyleci Akuma i cię opęta. Powiedz mi spokojnie co się stało?
- Widzę cię w domu za kwadrans!
Kobieta rozłączyła się.
- Kurcze, dawno się tak nie złościła - mruknęła brązowowłosa do siebie i spojrzała podejrzliwie na Zabba. - Rzekotka coś ty narobił?
- Eee... Co nieco mi się rozlało.
- Porozmawiamy o tym w domu. A teraz mnie przemień bo śpieszę się do domu.
- Pomaż sobie. Moje moce nie służą do takich przyziemnych czynów. Ciesz się, że na te nocne wypady się zgadzam. Wracasz na piechotę.
Edith westchnęła ciężko. Pożegnała się z Adrienem i pobiegła do domu.
Agreste przyglądał się oddalającej się dziewczynie.
- I jak się czujesz poznawszy tożsamość Drzewołaz? - zwrócił się do niego Plagg.
- Dobrze. Lubię ją. Edith jest... dokładnie taka sama jak Niebieska Żaba.
- W takim razie stary... Nie zazdroszczę ci partnerki - oznajmiło Kwami klepiąc chłopaka w ramię.

sobota, 23 grudnia 2017

Rogalik prawdę ci powie

- Tak! Dziś jest ten dzień Plagg! – wykrzyknął uradowany Adrien zaciskając w dłoni niewielką kartkę papieru.
- Mówisz tak co dzień – odparł jego Kwami z powątpiewaniem.
- Wiem, ale dziś będzie inaczej niż kilka poprzednich razy – oznajmił zdecydowanie chłopak. – Tym razem mam idealny plan, dopracowany do najdrobniejszego szczegółu. Po za tym, dziś jest nasza rocznica…
- Rocznica? – zdumiał się Plagg. – Czy coś mnie ominęło? Przypominam Ci, że ty i Biedronka NIE jesteście razem.
- Przecież wiem, miałem na myśli rocznicę naszego poznania się. Więc jak sam widzisz dziś musi mi się udać. – Pozostaje czekać.
Chłopak podszedł do okna i wpatrzył się w panoramę Paryża w oczekiwaniu na pojawienie się kolejnego złoczyńcy.

Dobiegała pierwsza. Z ręką pod brodą opartą o parapet i ledwie otwartymi oczami, blondyn nadal wyglądał przez okno, z tą różnicą, że jedyne co widział to ciemność i ogon Plagga, który majtał mu się przed nosem. Czarny stworek już od dobrych kilku godzin, obżarty camembertem, chrapał na czubku głowy nastolatka.
Pech chciał, że właśnie tego dnia nikt nie został opętany przez Akumę. Mimo późnej godziny chłopak wciąż miał jednak nadzieję, że uda mu się zobaczyć Biedronkę. Jego oczy w końcu przegrały walkę ze zmęczeniem i blondyn odpłynął w Krainę Morfeusza. Nie na długo jednak.
Gdy tylko stracił kontakt z rzeczywistością, głowa zsunęła mu się z dłoni i uderzyła o szybę, a Plagg pacnął o parapet. Obaj, bohater i jego Kwami, obudzili się momentalnie wyrwani ze snu przez nagły ból.
- Lepiej chodźmy już spać – oznajmił Plagg ziewając. Spojrzał na Adriana rozmasowującego obolałe czoło. – Pogódź się, że dziś Biedronki nie zobaczysz.
- Dobra – mruknął Agreste niechętnie przystając na propozycję przyjaciela i powlókł się w stronę łóżka.
Po drodze na biurko odłoży kartkę, którą przez cały ten czas trzymał w zaciśniętej dłoni.

Następnego dnia, gdy tylko się ocknął, jak każdego ranka włączył internetowe wiadomości. Ubierając się wsłuchiwał się w głos spikerki.
- A teraz wiadomość z ostatniej chwili. Cukierkowy potwór atakuje Paryskie sklepy warzywne. Biedronka jest już na miejscu i usiłuje powstrzymać słodkiego potwora.
Na monitorze ukazano z lotu ptaka jak Biedronka usiłuje odzyskać swoje jojo, które przykleiło się do potwora zrobionego z waty cukrowej.
Adrien nie zamierzał marnować ani chwili. Gdy tylko przemienił się w Czarnego Kota, wyskoczył przez okno by udać się na pomoc swojej partnerce.
Wrócił pięć sekund później.
- O mało nie zapomniałem – szepnął biorąc z biurka wykonaną przez siebie wczoraj kartkę i chowając do kieszeni kostiumu.

Walka Biedronki i potwora z waty trwała w najlepsze. Właściwie to super-bohaterka wciąż starała się uwolnić swoje jojo.
- Niech to – mruknęła dziewczyna zapierając się o pobliską latarnie i ciągnąc jojo z całej siły.
W końcu udało się jej oswobodzić swą broń.
- Tak! – wykrzyknęła uradowana.
W tym samym momencie jednak to samo jojo, które bohaterka z takim zapałem usiłowała odzyskać, uderzyło ją w nos i zwaliło z nóg.
Biedronka wylądowała na asfalcie boleśnie obijając sobie pupę, tuż przed nogami Czarnego Kota.
- To ja powinienem Ci padać do stóp – oznajmił Kot z szerokim uśmiechem i podał przyjaciółce dłoń by pomóc jej wstać.
Na te słowa Biedronka mruknęła tylko, krótkie „Spóźniłeś się” i przyjęła jego pomocną łapę.
Gdy jednak chciała puścić rękę kocura, okazało się że przykleiła się ona do jej dłoni.
- Aż tak się do mnie lepisz? – zapytał blondyn z jeszcze szerszym uśmiechem, podczas gdy super-bohaterka usiłowała ich rozłączyć.
- To wszystko przez Watmistrza – oznajmiła zamaskowana. – Pluje watą na lewo i prawo. Cała jestem lepka. W innych okolicznościach podobna sytuacja nie miałaby miejsca Kocie.
W następnej chwili udało im się rozłączyć dłonie.
- W końcu!
- Zatem, gdzie jest Akuma? – przeszedł do rzeczy Kocur przyglądając się potworowi, który zajęty był własnie niszczeniem straganu z kapustą.
- Jest w lizaku przyklejonym do jego brzucha – odparła czarnowłosa.
- Lepka sprawa – mruknął Kot. – To masz jakiś plan moja słodka?
- Czy tylko ja w tym zespole muszę wymyślać plany?
- Gadaliśmy o tym ostatnim razem. Ty myślisz, ja działam.
Biedronka bez słowa uruchomiła swą super moc. Po chwili w jej rękach wylądowała dość szeroka rura PCV zagięta w połowie. Nastolatka rozejrzała się dookoła.
- Aha! – wykrzyknęła uradowana i podbiegła do pobliskiego hydrantu. – Kotku może byś pomógł? – zapytała przystawiając rurę do hydrantu.
- Myślałem, że już nie poprosisz – odparł blondyn i dzięki swej mocy zniszczenia sprawił, że metal obrócił się w proch.
Z miejsca gdzie przed chwilą stał hydrant, trysnął strumień wody. Wpadł wprost do kolanka wycelowanego w Watmistrza.
Potwór zaczął się rozpuszczać. Lizak przyklejony do jego brzucha odpadł i z wodą podpłynął wprost do stóp Kota. Ten nadepnął na niego i rozkruszył. Biedronka pochwyciła uwolnioną Akumę, oczyściła ją ze zła i przywróciła wcześniejszy porządek.
- Zaliczone!
- Świetnie! Wyrobiliśmy się w czasie – ucieszyła się zamaskowana. – Na razie Kocie!
- Biedronka czekaj! – zawołał bohater.
Dziewczyna obejrzała się na przyjaciela. Chłopak podszedł do niej prędko. Wyciągnął z kieszeni pieczołowicie przygotowaną kartkę i wręczył partnerce.
- Nie zawiedź mnie – oznajmił z uśmiechem i uciekł.
Biedronka stała chwilę ze zmrużonymi oczami wgapiając się w oddalającego się kota. Do rzeczywistości przywołało ją pojedyncze piknięcie.
Nie minęło pięć minut, a stała już na tarasie swojego domu, jako Marinette.
- Co takiego napisał Ci kot? – zapytała Tikki zajadając się ciastkiem.
Marinette odczytała karteczkę.

„Szczyt Wierzy Eiffela – dziś 20:00″


- Ale się rozpisał – mruknęła nastolatka. – Czy on myśli, że Biedronka będzie na każde jego skinienie? Bez słowa wyjaśnienia oczekuje spotkania. I żeby choć poprosił osobiście, to nie, kartki pisze.
- Zamierzasz pójść co? – zapytała Tikki, choć wiedziała jaka będzie odpowiedź.
- Oczywiście.
- Jesteś ciekawa czego chce?
- Piekielnie.
Tikki zachichotała.
Marinette schowała karteczkę do kieszeni i weszła do pokoju.
- Marinette wstawaj bo spóźnisz się do szkoły! – usłyszała z dołu krzyk mamy.

Za kwadrans ósma Marinette już w stroju Biedronki gotowa była na spotkanie z Czarnym Kotem.
Na miejsce dotarła pięć minut przed czasem. Powitał ją dźwięk fortepianu i skrzypiec wydobywający się z małego radyjka, które stało tuż przy kocu otoczony świeczkami. Koc zastawiony był różnego rodzaju wypiekami croissantami, bagietkami, bułeczkami i wielosmakowymi ciasteczkami. W środku tej całej piekarnianej wystawy stał wazonik z bukiecikiem polnych kwiatów.
Biedronkę zamurowało.
Przez chwilę nie była w stanie się ruszyć z powodu szoku jakiego doznała. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że w tej scenie czegoś jej brakowało. Mimo wyczuwalnej obecności kota, dziewczyna nigdzie nie była w stanie go dostrzec.
Zjawił się po chwili.
- Przyszłaś przed czasem – oznajmił lekko zdenerwowany.
Jeszcze nie wszystko było gotowe! Wciąż jeszcze musiał wyrównać ustawienie świeczek, poprawić ułożenie pieczywa w koszu, ustawić odpowiednią głośność muzyki…
- A to źle? – zapytała Biedronka. – Może zatem pójdę sobie i …
- Nie! Nie! – Zawołał pospiesznie Kot. – Wspaniale, że przyszłaś. Wiedziałem, że mnie nie zawiedziesz.
- Powiesz mi dlaczego chciałeś się ze mną spotkać?
Kot odchrząknął.
- Oczywiście – oznajmił. – Ale najpierw – chłopak wyciągnął ku zamaskowanej dłoń. – Proszę panią do tańca.
Nie czekając na reakcję Biedronki, chwycił ją w pasie i ruszył z nią w tany. Po chwili para tańczyła wolnego do muzyki dobiegającej z radyjka.
- Więc? – zaczęła Biedronka zerkając co chwila na stopy by nie nadepnąć przypadkiem swego tanecznego partnera. – Co skłoniło Cię do zorganizowania tego wszystkiego?
- Wczoraj minął rok od naszego pierwszego spotkania – odparł Kocur, nie spuszczając wzroku z Biedronki. Tancerzem był niezgorszym przez co mógł się skupić na ciekawszych dla niego rzeczach niż jego buty. – Pomyślałem więc, że dobrze by było to uczcić.
- Jejku. Niewiarygodne, że ten rok tak szybko minął – przyznała bohaterka spoglądając na Kota.
Po kilku minutach wspólnego tańca Kot poprowadził swą towarzyszkę ku hojnie zastawionemu kocykowi.
- Rozgość się – oznajmił z uśmiechem.
Biedronka usiadła wygodnie obok koszyka pełnego wypieków, a kot umościł się obok.
- Częstuj się – oznajmił wskazując na koszyk i talerzyk z ciastkami. – Sam piekłem – dodał z uśmiechem.
Biedronka wzięła do ręki jeden z rogalików.
- Czyżby? – zapytała z powątpiewaniem przyglądając się rogalikowi.
Powodem jej wątpliwości co do prawdziwości słów Czarnego Kota, wcale nie był brak wiary w jego zdolności kulinarne, choć to też. Dziewczyna rozpoznała w tym rogaliku te same rogaliki, które piecze jej tata. Piekarnia rodziców Marinette była jedyną w całym Paryżu, która piekła TAKIE rogaliki. Były one specjalnością zakładu.
Czarnowłosa ugryzła kawałek cruasanta i wpatrzyła się w Kota.
- Dobra, kłamię – oznajmił z uśmiechem. – Kupiłem je w piekarni obok mojej szkoły. Prowadzą ją rodzice mojej koleżanki z klasy.
Na te słowa Biedronka zakrztusiła się.
- Biedronka! – zawołał Kot z przerażeniem i zaczął walić ją po plecach.
- Wystarczy – wycharczała w końcu nastolatka, kaszlnęła jeszcze dwa razy i przestała się dusić. Załzawionymi oczami wgapiała się w Czarnego Kota zszokowana.
- Wszystko dobrze? – dopytywał się blondyn.
- Tak, tak. Wszystko gra – oznajmiła dziewczyna pospiesznie.
Reszta wieczoru minęła w przyjemnej atmosferze. Para spędziła go na jedzeniu, śmianiu się, rozmowach i śpiewaniu kawałków swojego ulubionego
zespołu rockowego. Jednak słowa Czarnego Kota, nie dawały Marinette przez cały ten czas spokoju. Ona i Czarny Kot są w tej samej klasie!

Następnego dnia w szkole Marinette siedziała w swojej ławce, zastawiona dookoła książkami i usiłowała nie zasnąć. Myśl, że o na i Kot znają się w prawdziwym życiu, nie pozwoliła jej zmrużyć oka.
Dziewczyna odgrodzona od świata książkowym murem, przyglądała się po kolei każdej osobie w klasie.
„A może to Nathaniel? Nie, przecież byłam z nim jako Ilustratorem, kiedy zjawił się Czarny Kot. Albo to może być… Kim! Nie chwila, przecież to on postrzelił Kota strzałą nienawiści. To w takim razie musi być Nino… Nino odpada. Ha! Już wiem, to pewnie Chloe! Boże, co ja bredzę. Przecież tyle razy ratowaliśmy ją z Czarnym Kotem. Poza tym to dziewczyna. Powinnam się zdrzemnąć, to niewyspanie rzuca mi się na mózg.”
Oczy Marinette powoli zaczęły się zamykać, aż w końcu zapadła w krótki dziesięciosekundowy sen. Zbudziła się natychmiast, gdy tylko uderzyła głową o blat biurka, a książka przed nią opadła z głuchym „bum”.
Dziewczyna momentalnie poderwała się z miejsca jak oparzona i otworzyła szeroko oczy. Pierwszym co zobaczyła były zielone tęczówki wpatrujące się w nią ze zdumieniem.
- Nie! – wykrzyknęła, gdy prawda w końcu do niej dotarła.
- Marinette! – zareagowała nauczycielka na zdecydowanie za głośne zachowanie nastolatki. – Co to za okrzyki na mojej lekcji?
- Przepraszam proszę pani – wyszeptała speszona Chen, zerkając na chłopaka siedzącego przed nią. – Źle się czuję. Mogę iść do pielęgniarki?
- Idź. Alya zaprowadź koleżankę. I tak żadna z was nic na tej lekcji nie robi.
Alya, która przez cały ten czas grała na komórce, schowała telefon do kieszeni, po czym razem z przyjaciółką opuściły salę lekcyjną.
„Wychodzi na to, że to on. Jako jedyny z całej klasy nie został opętany przez Akumę. Mają podobny wzrost i obaj są blondynami. Jak nic, Czarny kot to Adrien!”
- Marinette, mówię do ciebie! – zawołała Alya, machając przyjaciółce dłonią przed twarzą. – Ziemia do Marinette.
- Wybacz Alya – odparła czarnowłosa powracając do żywych. – Zamyśliłam się.
- Widzę, ale może powiesz mi o czym? I czemu się dziś tak mega dziwnie zachowujesz?
- Jestem strasznie niewyspana. Całą noc nie mogłam zasnąć.
- Przez Adriena? – zapytała kasztanowłosa z chytrym uśmieszkiem.
- Okazuje się, że tak – odparła jej przyjaciółka i zaśmiała się gorzko.

- Możecie się pakować – oznajmiła nauczycielka.
Polecenie to było w stu procentach bezsensowne, bo wszyscy od jakiegoś czasu byli już gotowi do opuszczenia sali.
- Dziewczyny chyba nie wrócą prędko – stwierdził Nino zerkając na drzwi.
Chłopak podszedł do ławki Alyi i Marinette, i zaczął pakować książki swojej dziewczyny do torby.
- Pomóż mi z tym Adrien – zwróciła się do przyjaciela.
Blondyn bez słowa sprzeciwu, zaczął pakować rzeczy Marinette do jej torby.
Po zgarnięciu wszystkich rzeczy, chłopcy opuścili salę. Mariette i Alyę spotkali na korytarzu.
- Spakowaliśmy wam rzeczy – oznajmił Nino, wręczając Alyi jej torbę.
- Dzięki.
- Wielkie dzięki – oznajmiła Marinette, odbierając od blondyna swój bagaż.
- Marinette czy wszystko w porządku? – zwrócił się do niej Agreste.
- Tak, tak, wszystko gra. Ale na twoim miejscu uważałabym co komu mówię i przestała pleść bez namysłu. Jeszcze się wygadasz i wszyscy się dowiedzą – oznajmiła nieco zdenerwowana Chen i ruszyła w kierunku klasy.
- Co? – zdumiał się Adrien, lekko zszokowany nagłym wybuchem przyjaciółki.
- Kolejna dziewczyna, której zalazłeś za skórę do kolekcji? – usłyszał głos Plagga dobiegający spod bluzy.
- Czy choć raz mógłbyś darować sobie te zgryźliwe komentarze? – warknął blondyn cicho, tak by tylko jego Kwami mogło go usłyszeć.
- Czym byłoby twoje życie, bez moich zgryźliwych uwag?